Trybuny przy alei Marszałka Focha jeszcze huczały od gwizdów, a w mediach społecznościowych zdążyła się już pojawić wiadomość, która może zaważyć na losach klubu w najbliższych miesiącach. Podczas meczu z Rakowem Częstochowa kibice Cracovii nie gryźli się w język i skierowali swoje pretensje wprost do amerykańskiego właściciela. Kilka dni później okazało się, że Platek rzeczywiście szykuje ruch, którego mało kto się spodziewał – zamierza sprzedać część udziałów w klubie.
Jako pierwszy napisał o tym dziennikarz Piotr Rzepecki, we wpisie na Twitterze z 17 sierpnia 2026 roku. Wspomniał przy okazji o wewnętrznych tarciach w klubie i możliwych odejściach, choć szczegółów na razie nie zdradził.
Sama transakcja nie oznacza jednak, że Amerykanin oddaje stery. Po sprzedaży części akcji Platek zatrzymałby 51 procent udziałów – wciąż byłby więc większościowym właścicielem Cracovii. Po drugiej stronie stołu miałaby usiąść osoba określana jako E., posiadająca obecnie około 20 procent akcji klubu.
Fatalna forma na boisku
Zmiany właścicielskie zbiegają się w czasie z kryzysem sportowym, i trudno nie widzieć w tym związku. W poprzednim sezonie Cracovia zaliczyła fatalną rundę wiosenną. Obecna kampania zaczęła się niewiele lepiej – na pierwsze zwycięstwo trzeba było czekać aż do 4. kolejki. To właśnie te wyniki, zestawione z niedawnym starciem z Rakowem, podsyciły frustrację kibiców wymierzoną prosto we właściciela.
Na razie nie wiadomo, kiedy transakcja miałaby dojść do skutku ani jak wpłynie na codzienne funkcjonowanie klubu. Słowa Rzepeckiego o wewnętrznych tarciach i możliwych odejściach sugerują jednak jedno: najbliższe tygodnie w Krakowie mogą przynieść więcej niż jedną zmianę na liście udziałowców.