Trybuny gotowe, kibice w napięciu – a potem dym przesłonił horyzont. Mecz Chicago Fire z Vancouver Whitecaps, podczas którego Robert Lewandowski miał zadebiutować w MLS, przełożono z powodu drastycznie złej jakości powietrza nad Chicago. Nie chodziło o żadne lokalne emisje ani miejskie zanieczyszczenia – to dym z pożarów lasów w Kanadzie dotarł nad miasto i skutecznie sparaliżował sportowe życie metropolii.
Lewandowski, 38-letni kapitan reprezentacji Polski, rozstał się oficjalnie z FC Barceloną i podpisał dwuletnią umowę z Chicago Fire. Zdążył nawet pojawić się na pierwszym treningu z nowym klubem. Na debiut czekał już tylko sygnał startowy. Ten jednak nie nadszedł.
Chicago sparaliżowane przez kanadyjski dym
Problem okazał się na tyle poważny, że władze miasta zaleciły mieszkańcom ograniczenie aktywności na zewnątrz. Część obiektów rekreacyjnych w Chicago zamknięto. W takich warunkach rozgrywanie meczu piłkarskiego – z zawodnikami biegnącymi przez pełne 90 minut – było po prostu niemożliwe.
Chicago Fire poinformowało kibiców o decyzji przez swój profil na platformie X. Nowy termin spotkania z Vancouver Whitecaps wyznaczono na wtorek 6 października.
Najbliższą szansą na zobaczenie Lewandowskiego w akcji w MLS może być teraz mecz Chicago Fire z Interem Miami, zaplanowany na 23 lipca. Rywalem będzie drużyna Lionela Messiego – i o ile tym razem pogoda da spokój, o pikanterii tego starcia raczej nie trzeba nikogo przekonywać.