Jannik Sinner wygrał Wimbledon 2026 i dołożył do gabloty piąty tytuł wielkoszlemowy w karierze. W finale pokonał Alexandra Zvereva, który mimo tej porażki wspiął się na drugie miejsce w rankingu ATP. Turniej miał jednak swojego drugiego bohatera – Arthura Fery’ego. 25-latek z dziką kartą stał się nowym ulubieńcem Wimbledonu.
Sinner – maszyna nie do zatrzymania
Włoch przeszedł przez korty bez straty seta aż do półfinału, a łącznie w całym turnieju oddał zaledwie dwie partie – obie jeszcze w pierwszej rundzie. Po drodze do finału rozbił Novaka Djokovicia w trzech setach. Dla 39-letniego Serba, który wciąż poluje na 25. tytuł wielkoszlemowy, to kolejna bolesna porażka. Na konferencji prasowej zapytany o serwis Włocha odpowiedział lakonicznie:
„Was. Was. That’s the reality. Was.”
W finale Zverev nie znalazł żadnego lekarstwa na dominację Sinnera. Niemiec przychodził na trawę po swoim pierwszym tytule wielkoszlemowym, wywalczonym na Roland Garros 2026 pod nieobecność Sinnera i Alcaraza. Po meczu nie ukrywał frustracji:
„Jannik. I don’t really like you anymore. I lost to you 9 times in a row.”
Sam Sinner podczas ceremonii wręczenia trofeów zaapelował o powrót Carlosa Alcaraza, który w tegorocznym Wimbledonie nie wystąpił:
„We hope Carlos is coming back as well… because tennis needs him.”
Arthur Fery – narodziny nowego idola
Największą niespodzianką całego turnieju był Arthur Fery. 25-latek dostał dziką kartę i dotarł aż do półfinału – jako pierwszy tenisista w historii, który osiągnął ten etap wielkiego szlema, startując z takiego zaproszenia. Po drodze w pięciosetowej wojnie wyeliminował 35-letniego Grigora Dimitrowa. Dopiero Sinner był w stanie go zatrzymać. Po turnieju Fery awansował na 36. miejsce w rankingu ATP i został pierwszą rakietą Wielkiej Brytanii.
Dimitrow nie wychodzi z Wimbledonu bez żadnych pozytywów – wcześniej zdążył wyeliminować Jakuba Mensika oraz Mateo Berettiniego. Ostatecznie jednak wyczerpujący maraton z Ferym zakończył jego przygodę z turniejem.
Polskie akcenty – wzlot Majchrzaka, pech Hurkacza
Hubert Hurkacz dotarł do czwartej rundy, tracąc po drodze zaledwie jednego seta. Prowadził 2:0 w meczu o ćwierćfinał, gdy doznał kontuzji mięśni brzucha i musiał zakończyć grę. W rankingu ATP wylądował na 68. miejscu.
Kamil Majchrzak przyjechał do Londynu z wiatrem w żaglach – w 's-Hertogenbosch wygrał swój pierwszy tytuł w głównym cyklu ATP, w wieku 30 lat. Na trawie Wimbledonu zabrakło jednak kontynuacji tej formy i odpadł już w drugiej rundzie. Efekt? Spadek o 21 pozycji w rankingu ATP. Paradoksalnie jednak po turnieju Majchrzak zajmuje 66. miejsce – dwa oczka wyżej od Hurkacza.
Rozczarowani faworyci
Głośnych wpadek też nie brakowało. Ben Shelton – 23-latek z 6. miejsca na świecie – odpadł już w pierwszej rundzie, przegrywając w pięciu setach z Ottem Virtanenem z Finlandii, notowanym wówczas na 126. miejscu. Wcześniej Shelton pożegnał się z Roland Garros 2026 w drugiej rundzie, co sprawia, że tegoroczna seria mułowa i trawiasta boli go wyjątkowo mocno.
Daniił Miedwiediew, 30-latek z 8. miejsca w rankingu, odpadł w trzeciej rundzie. Pokonał go Jan-Lennard Struff w trzech setach. W tym samym etapie pożegnał się też João Fonseca – 19-latek przegrał z Romanem Safiullinem.
Wimbledon 2026 przypieczętował jedno: Sinner na trawie jest nie do ruszenia. Reszta stawki wciąż szuka odpowiedzi na pytanie, jak go zatrzymać.