Szymon Marciniak ma realną szansę na poprowadzenie finału Mistrzostw Świata 2026 – choć jeszcze niedawno nikt nie traktował takiego scenariusza poważnie. Coś się jednak zasadniczo zmieniło.
MŚ 2026 przyniosły poważny kryzys w sędziowaniu. Poziom arbitrażu wyraźnie spadł, a decyzje personalne Pierluigiego Colliniego – człowieka odpowiedzialnego za obsadę kluczowych meczów – wywołały szeroką falę krytyki. Tuż przed półfinałami FIFA zdecydowała się na pilną korektę dotyczącą wyznaczania sędziów. To właśnie ten ruch otworzył przed Marciniakiemniespodziewane drzwi.
Mechanizm jest prosty. Polski arbiter nie mógł prowadzić więcej niż jednego meczu Argentyny na całym turnieju. Gdy inny sędzia trafił do półfinału, Marciniak znalazł się nagle w gronie realnych kandydatów do samego finału. Collini stoi teraz przed wyborem, który może go częściowo rehabilitować w oczach krytyków.
Historia w zasięgu ręki
Stawka trudna do przecenienia. Gdyby Marciniak wyszedł na murawę w finale MŚ 2026, zostałby pierwszym sędzią w historii, który poprowadził finał Mistrzostw Świata dwa razy z rzędu. Żaden arbiter wcześniej tego nie dokonał. Dosłownie żaden.
Decyzja należy do Colliniego. Szef sędziów FIFA działa pod rosnącą presją – jego wcześniejsze wybory były szeroko krytykowane, a turniej potrzebuje mocnej, niepodważalnej obsady w decydującym spotkaniu. Marciniak, który jeszcze kilka tygodni temu w ogóle nie pojawiał się w kontekście finału, dziś uchodzi za jednego z najpoważniejszych kandydatów.