Alexander Zverev jako pierwszy zameldował się w finale Wimbledonu 2026. W półfinale pokonał Arthura Fery’ego 7:6(0), 6:2, 6:4. Druga rakieta turnieju ucięła tym samym marsz największej niespodzianki tegorocznej edycji – Brytyjczyka z dziką kartą, który przed tym tygodniem nigdy w karierze nie dotarł do półfinału żadnej imprezy ATP.
Droga Fery’ego do tej rundy była naprawdę imponująca. Wyeliminował kolejno Zizou Bergsa, Grigora Dimitrowa i Flavia Cobolliego – trzy zwycięstwa, które podgrzały atmosferę na trybunach i dały londyńskiej publiczności nadzieję na coś wyjątkowego. Zderzenie z Zverevem okazało się jednak barierą nie do pokonania.
Tiebreak, przełamania i kontrola
Pierwszy set toczył się łeb w łeb, aż do tiebreaka. Zverev wygrał go do zera – i nie był to przypadek. To już drugi tiebreak zakończony przez Niemca wynikiem bezbramkowym na tegorocznym Wimbledonie. Krótki, bezwzględny komunikat o różnicy klasy.
W drugiej partii Fery nie miał chwili wytchnienia. Zverev błyskawicznie wyszedł na 5:1, odbierając rywalowi serwis dwukrotnie, i domknął seta do 6:2. W trzecim Brytyjczyk jeszcze próbował – ale przełamanie przy 4:2 przekreśliło wszelkie nadzieje, a Niemiec zamknął mecz wynikiem 6:4.
To zwycięstwo ma wymiar historyczny. Zverev dotarł teraz do finału każdego turnieju wielkoszlemowego. Triumfator Roland Garros dopisuje Wimbledon do listy imprez, w których walczył o najwyższy tytuł – i robi to jako jeden z niewielu w całej erze otwartej.
Rywal Niemca w niedzielnym finale wyłoni się z drugiego półfinału. Zmierzą się w nim Novak Dżoković i rozstawiony z jedynką Jannik Sinner.