Przez lata ćwierćfinał Wimbledonu był dla Zvereva murem nie do przebicia. W środę, 8 lipca 2026 roku, Niemiec w końcu go zburzył. Rozstawiony z numerem drugim Alexander Zverev rozgromił Taylora Fritza 6:4, 6:4, 6:2 i po raz pierwszy w karierze stanął w półfinale Wimbledonu.
Godzina i 59 minut — tyle wystarczyło, by rozmontować szóstego w rozstawieniu Fritza bez cienia wahania. 29-letni Zverev ani razu nie dał się przełamać, posłał 14 asów i wykorzystał cztery z sześciu break pointów. Do tego dorzucił 29 uderzeń wygrywających przy zaledwie 15 niewymuszonych błędach. Zimna, chirurgiczna skuteczność.
Kontekst czyni to zwycięstwo jeszcze smaczniejszym. Przed meczem Zverev prowadził w bezpośrednich pojedynkach z Fritzem zaledwie 5-10, a siedem ostatnich starć z Amerykaninem kończyło się porażką Niemca. Na trawiastych kortach Wimbledonu ta seria wreszcie dobiegła końca.
Fritz walczył z kontuzją, statystyki nie kłamią
Amerykanin nie był w pełni sił — kontuzjowane wiosną prawe kolano dało o sobie znać już po trzech gemach drugiej partii, kiedy Fritz poprosił o przerwę medyczną. Zaserwował 17 asów i posłał 31 uderzeń wygrywających, lecz 28 niewymuszonych błędów ostatecznie go pogrzebało. Zverev nie wybaczył ani jednej słabości.
To już 12. półfinał Niemca na poziomie Wielkiego Szlema. Awans na SW19 przyniósł mu coś jeszcze: Zverev dołączył do wąskiego grona 27 graczy w erze zawodowego tenisa, którzy dotarli do półfinałów wszystkich czterech turniejów wielkoszlemowych — osiągnięcie, które mówi samo za siebie na tle całej historii dyscypliny. Triumfator niedawnego Rolanda Garrosa jest w tym sezonie po prostu w innej lidze.
W piątkowym półfinale Zverev zmierzy się z Arthurem Ferym. Stawką jest nie tylko finał — w tle rywalizacja o pulę nagród wynoszącą 64,2 mln funtów.