Środa, pierwszy dzień rynku wolnych agentów NHL. Zanim zdążyły się uspokoić pierwsze ruchy, dwaj obrońcy podpisali kontrakty — każdy po 8,5 miliona dolarów rocznie. Jeden z nich właśnie związał swoją przyszłość z Las Vegas na siedem kolejnych sezonów.
Rasmus Andersson trafił do Vegas Golden Knights na siedem lat, za łącznie 59,5 miliona dolarów. Tym samym Szwed stał się najlepiej opłacanym obrońcą w całym składzie Golden Knights — co wiele mówi o tym, jak dyrektor generalny Kelly McCrimmon oceniał jego wartość. To on stał za ściągnięciem Anderssona w styczniu i to on domknął nowy kontrakt latem.
Droga do Vegas nie była ani prosta, ani tania. W styczniu 2026 roku Golden Knights przejęli Anderssona z Calgary, oddając w zamian Zacha Whiteclouda, prospekta Abrama Wiebe, pierwszą rundę draftu w 2027 roku i drugą rundę draftu w 2028 roku. Wysoka cena. Wyniki jednak szybko ją uzasadniły.
Po zmianie barw Andersson zanotował 17 punktów w 33 meczach sezonu zasadniczego, w tym 11 punktów w samych ostatnich 16 spotkaniach. Do tego 62-procentowy udział w oczekiwanych golach (xG) w końcówce sezonu — liczby, które nie wymagają komentarza. W tym samym czasie zdążył jeszcze reprezentować Szwecję na Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie.
Następca Pietrangelo i manewry pod cap
Andersson od początku miał być prawostrzelnym następcą Alexa Pietrangelo w formacji obronnej Vegas. Nowy, siedmioletni kontrakt to potwierdzenie: klub widzi w nim filar defensywy na najbliższe lata. Żeby jednak zmieścić go pod limitem płac, Golden Knights musieli rozstać się z Pawłem Dorofiejewem, który trafił do Rangers.