5 sierpnia 2026 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ogłosiła to, na co kibice czekali od miesięcy: Komisja Europejska zaakceptowała zaktualizowaną polską listę ważnych wydarzeń sportowych. Skutek jest prosty — szereg kluczowych transmisji musi być dostępny bezpłatnie w ogólnokrajowych kanałach telewizyjnych.
Czym w ogóle jest lista ważnych wydarzeń? To narzędzie ochrony widza — wykaz imprez o dużym zainteresowaniu społecznym, do których transmisji Polacy powinni mieć szeroki dostęp bez konieczności wykupowania płatnych pakietów. KRRiT przedkłada propozycję takiego wykazu, a Komisja Europejska go zatwierdza. Szczegółowy spis zaktualizowanej listy ukazał się na Serwisie Rzeczypospolitej Polskiej (gov.pl).
Co znalazło się na liście?
Siatkówka dostała wyjątkowo mocną reprezentację. Wykaz obejmuje półfinały i finały mistrzostw świata oraz Europy w piłce siatkowej kobiet i mężczyzn, a do tego wszystkie pozostałe mecze z udziałem reprezentacji Polski — włącznie z eliminacjami. Dochodzą do tego zawody Siatkarskiej Ligi Narodów mężczyzn rozgrywane w Polsce oraz spotkania poza granicami kraju z udziałem polskiej kadry.
Piłka ręczna mężczyzn trafiła na listę na zbliżonych zasadach: półfinały i finały MŚ i ME, a ponadto wszystkie mecze reprezentacji Polski, w tym kwalifikacyjne. Koszykówka mężczyzn rządzi się zasadą progową — mistrzostwa świata wchodzą w grę od ćwierćfinału, mistrzostwa Europy już od 1/8 finału.
Zimowe dyscypliny nie zostały pominięte. Na liście znalazły się Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym oraz zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Lekkoatletykę reprezentują Mistrzostwa Świata i Europy.
Tenis zapisano precyzyjnie: półfinały i finały gry pojedynczej we wszystkich czterech turniejach Wielkiego Szlema — Australian Open, Roland Garros, Wimbledonie i US Open — ale wyłącznie z udziałem polskich zawodniczek lub zawodników. Prawdziwą nowością jest pojawienie się rozgrywek klubowych: mecze polskich drużyn w Lidze Konferencji UEFA wchodzą na listę już od fazy 1/16 finału aż do finału. Wykaz zamyka hokej na lodzie — konkretnie mecze reprezentacji Polski w mistrzostwach świata Elity mężczyzn.
Osobna kwestia: igrzyska olimpijskie — letnie i zimowe — a także najważniejsze mecze piłkarskiej reprezentacji i polskich klubów nie znalazły się w rozporządzeniu KRRiT. Ich ochronę gwarantuje bezpośrednio artykuł 20b ustawy o radiofonii i telewizji. Mają więc rangę ustawową, nie tylko regulacyjną — i to jest istotna różnica.
Październik 2022 roku. Po dekadach opuszczenia i kilku latach intensywnej rewitalizacji zabytkowy budynek Battersea Power Station otworzył swoje podwoje na nowo. Londyńczycy wchodzili do odrestaurowanej elektrowni jak do nowego centrum handlowo-rozrywkowego. O koszykówce nikt wtedy nie mówił. Dziś, niecałe trzy lata później, ten sam kompleks nad Tamizą pojawia się w centrum jednego z najbardziej ambitnych projektów sportowych w historii Europy.
The Athletic, powołując się na źródła zbliżone do sprawy, podał, że niezabudowany teren w kompleksie Battersea Power Station jest jedną z kilku rozważanych lokalizacji pod arenę londyńskiej franczyzy NBA Europe. Ostateczna decyzja co do miejsca budowy nie została jeszcze podjęta.
Planowany obiekt miałby powstać na niezabudowanej działce w obrębie kompleksu — z dala od historycznego budynku elektrowni. Do zagospodarowania pozostaje tam około 16 akrów, a grunt objęty jest już wstępnym pozwoleniem na budowę powierzchni mieszkaniowej, komercyjnej, kulturalnej i rekreacyjnej o łącznej wielkości nawet 3,2 miliona stóp kwadratowych. Sam kompleks nad Tamizą zajmuje około 42 akrów i mieści sklepy, restauracje, biura oraz mieszkania. Spółka Battersea Power Station Development Company planuje we wrześniu 2026 roku złożyć do rady dzielnicy Wandsworth wniosek o zmianę istniejącego pozwolenia na budowę w ramach zaktualizowanego masterplanu.
Nie byłby to zresztą pierwszy raz, gdy nad tym terenem unosiły się wielkie stadionowe plany. W 2012 roku Chelsea F.C. bezskutecznie próbowała przejąć elektrownię, proponując budowę stadionu piłkarskiego na 60–75 tysięcy kibiców. Tamten pomysł spalił na panewce — malezyjskie konsorcjum inwestorów kupiło teren i ruszyło z rewitalizacją. Elektrownia, zamknięta w 1983 roku, doczekała się drugiego życia jako przestrzeń miejska. Sportowa — przynajmniej na razie — nie.
Arora na czele wyścigu o franczyzę
Faworytem do przejęcia londyńskiej franczyzy NBA Europe jest Nikesh Arora, prezes i dyrektor generalny firmy cyberbezpieczeństwa Palo Alto Networks. Arora zbudował konsorcjum gotowe zaoferować ponad miliard dolarów — około 740 milionów funtów — za londyński bilet wstępu do nowej ligi. To nie jego pierwszy ruch na brytyjskim rynku sportowym: w 2025 roku stanął na czele konsorcjum Tech Titans, które nabyło 49 procent udziałów w drużynie krykieta London Spirit za około 145 milionów funtów. London Spirit występuje w rozgrywkach The Hundred.
Wcześniej z potencjalną ofertą na londyńską franczyzę łączono również Public Investment Fund z Arabii Saudyjskiej — ten sam fundusz, który kontroluje grupę właścicielską Newcastle United. Zainteresowanie projektem jest zresztą ogromne: do licytacji o franczyzy NBA Europe przystąpiło ponad 120 inwestorów, a oferty sięgały od 500 milionów do ponad miliarda dolarów w każdym z dwunastu docelowych miast.
Liga NBA Europe ma wystartować jesienią 2027 roku. Liczyć będzie szesnaście zespołów — dwanaście stałych franczyz i cztery miejsca obsadzane corocznie w drodze sportowej rywalizacji. Wśród dwunastu docelowych rynków znalazły się: Londyn, Manchester, Paryż, Lyon, Madryt, Barcelona, Mediolan, Rzym, Berlin, Monachium, Ateny i Stambuł.
Obóz przygotowawczy w ANKOS MMA w Poznaniu właśnie ruszył — i niemal w tym samym momencie nadeszła wiadomość, która zelektryzowała polskie środowisko MMA. Iwo Baraniewski znalazł się na 15. miejscu w rankingu kategorii półciężkiej UFC. Dokonał tego po zaledwie trzech walkach w organizacji.
„Camp w ANKOS MMA rozpoczęty. Dzisiaj dostałem świetne wiadomości. Jestem na 15. miejscu w rankingu kategorii półciężkiej UFC. Lecimy po więcej.”
Baraniewski ogłosił start obozu przygotowawczego w poznańskim klubie ANKOS MMA. 27-latek pozostaje niepokonany. Jego bilans w UFC mówi sam za siebie: trzy walki, trzy zwycięstwa przed czasem, wszystkie zakończone w pierwszych rundach. Łącznie w oktagonie spędził zaledwie 3 minuty i 22 sekundy.
Błyskawiczna kariera w UFC
Wszystko zaczęło się od wejścia, o którym trudno zapomnieć. Kontrakt z UFC Baraniewski wywalczył podczas Dana White’s Contender Series, nokautując Mahameda Aly’ego po zaledwie 20 sekundach. W samej organizacji pokonał kolejno Ibo Aslana, Austena Lane’a oraz Juniora Tafę — żaden z nich nie doczekał końca pierwszej rundy.
Według doniesień portalu Lowking.pl kolejnym krokiem ma być powrót do oktagonu 19 września podczas gali UFC 331 w Los Angeles. Jako ewentualny rywal Polaka wskazywany jest Alonzo Menifield — Amerykanin rywalizujący w kategorii półciężkiej. UFC nie potwierdziło jednak oficjalnie tego starcia.
Gdyby doniesienia się sprawdziły, Baraniewski po raz pierwszy stanąłby naprzeciwko sklasyfikowanego rywala. Obóz w ANKOS MMA trwa. Polskie MMA czeka.
Cztery nowe walki. Jeden rewanż. I powrót zawodnika, który przez lata balansował na granicy wypadnięcia z organizacji. Karta UFC 331 nabiera kształtu — 19 września w Los Angeles zapowiada się wyjątkowo treściwy wieczór.
Do gali dołączyły oficjalnie cztery pojedynki uzupełniające wcześniej ogłoszony program. Największe emocje spośród nowych starć budzi rewanż Renato Moicano z Brianem Ortegą. Obaj zmierzą się w kategorii lekkiej (155 lb) — Moicano (21-7-1) kontra Ortega (16-5), który specjalnie na ten pojedynek schodzi z piórkowej.
Osobny rozdział to historia Tai Tuivasy. Australijczyk ma już siedem porażek z rzędu i powoli zbliża się do rekordu Tony’ego Fergusona — ośmiu kolejnych przegranych w UFC. Tuivasa (14-10) stanie naprzeciwko Robelisa Despaigne’a (6-2) w kategorii ciężkiej. Kubańczyk wraca do oktagonu po wygranej z Juniorem dos Santosem na gali MP MMA 1.
W tej samej kategorii wagowej (265 lb) pojawi się Gable Steveson — niepokonany zapaśnik olimpijski z bilansem 4-0, który zmierzy się z Seanem Sharafem (4-2). Sharaf w UFC ma bilans 0-2, więc Steveson wchodzi do klatki jako zdecydowany faworyt.
Czwartą nową walką jest starcie w kategorii średniej (185 lb): Ryan Gandra (10-1) kontra Ozzy Diaz (10-4). Gandra ma już na koncie dwa ekspresowe nokauty w UFC — teraz będzie chciał udowodnić, że to nie żaden przypadek.
Karta główna i reszta programu
Walkę wieczoru stanowi rewanż Armana Tsarukyana (23-3) z Charlesem Oliveirą (37-11) w kategorii lekkiej. Co-main eventem będzie rewanżowe starcie Joshuy Vana (17-2) z Alexandre Pantoja (30-6) o pas kategorii muszej (125 lb).
Karta oferuje też kilka innych godnych uwagi pojedynków. Niepokonany Polak Iwo Baraniewski (9-0) zmierzy się z Alonzo Menifieldiem (18-6-1) w kategorii półciężkiej. W koguciej Charles Jourdain (18-8-1) stanie do boju z Marlonem Verą (23-12-1). Casey O’Neill (11-2) skrzyżuje rękawice z Eduardą Mourą (12-2) w muszej, Patricio Freire (37-9) z Doo Ho Choi (17-4-1) w piórkowej, a program zamknie starcie Edmena Shahbazyana (16-6) z Brunno Ferreirą (15-4) w średniej.
29 sierpnia w Londynie Filip Hrgović i Moses Itauma wejdą na ring — i właśnie tam zaczyna się historia Franka Sancheza. Zwycięzca tej walki już w grudniu stanie naprzeciwko Kubańczyka w pojedynku o pas IBF wagi ciężkiej.
Menadżer Sancheza, Mike Borao, nie owijał w bawełnę.
„Frank mógłby być następny w kolejce do walki o tytuł IBF, ale podejmuje finansowo lukratywną i przemyślaną decyzję, by zamiast tego zmierzyć się z zwycięzcą walki Itaumy z Hrgoviciem o tytuł mistrzowski już w grudniu.”
Za tymi słowami kryje się konkretna transakcja. Sanchez zgodził się ustąpić miejsca w eliminatorze IBF — w zamian za finansowe odstępne. Efekt? Walka Hrgović–Itauma przestała być zwykłym eliminatorem i urośnie do rangi starcia o wakujący tytuł mistrza świata IBF wagi ciężkiej.
Trzech pretendentów, jeden pas
Stawka jest wysoka dla każdego z trójki zainteresowanych. Sanchez wchodzi w ten układ z rekordem 26-1 i 19 zwycięstwami przez nokaut — i z gwarancją walki o tytuł, cokolwiek wydarzy się 29 sierpnia.
Hrgović ma za sobą 20 walk, jedną porażkę i 15 nokautów. Po drugiej stronie liny stanie 21-letni Moses Itauma — 14 walk, 14 wygranych, 12 przed czasem, zero porażek. Ich starcie miało być pierwotnie tylko eliminatorem. Teraz to coś zupełnie innego.
Sanchez ma zagwarantowane, że niezależnie od wyniku sierpniowej nocy w Londynie, do końca 2026 roku stanie przed nowym championem IBF. Grudzień nie jest daleko.
Krążek poleciał jak słabo kontrolowany pocisk. Zach Hyman wystawił rękę — i złamał sobie nadgarstek w finale konferencji Zachodniej 2025 roku, gdy Edmonton Oilers mierzyli się z Dallas Stars. Żaden trener nie wpisuje czegoś takiego do planu taktycznego. A jednak to właśnie takie momenty decydują o tym, kogo kibice naprawdę pokochają.
Po tej kontuzji Hyman pauzował aż do finału Pucharu Stanleya 2025. Edmonton Oilers przegrali ten finał z Florydą — pod jego nieobecność. Trudno o bardziej gorzką puentę całego sezonu.
Złamany nos, złamany nadgarstek — i co z tego?
Rok wcześniej, w 2024 roku, Hyman złamał sobie nos podczas gry. Wrócił na lód. Potem przyszedł nadgarstek. Wrócił znowu — choć tym razem za późno, żeby cokolwiek uratować. Ten wzorzec — nie statystyki, nie wartość kontraktu — sprawia, że kibice zapamiętują konkretnych zawodników na całe lata.
Na lodzie Hyman gra w ataku u boku Connora McDavida, najlepszego hokeisty świata. W cieniu takiego partnera łatwo zniknąć. Hyman nie znika. Robi rzeczy, których McDavid robić nie musi: wchodzi w narożniki, przyjmuje krążki na ciało, wystawia rękę pod strzał. To hokej dla kibiców, nie dla statystyków.
Po godzinach Hyman pisze książki dla dzieci. Złamany nos, złamany nadgarstek i bajki na dobranoc — trudno o bardziej nieoczywiste zestawienie. A jednak właśnie ta wielowymiarowość buduje legendę zawodnika w oczach trybun.
Hokej NHL można śledzić po polsku w serwisie NHL w PL, który współpracuje z TVP oraz wydawnictwem SQN. Abonament 30-dniowy kosztuje 22 zł, 90-dniowy — 60 zł, a 180-dniowy — 108 zł.
65. minuta. Marius Corbu wziął rozbieg, uderzył zza pola karnego i piłka wylądowała w siatce. Jeden strzał, jeden gol — i to Ferencvarosowi wystarczyło, żeby pokonać Górnika Zabrze w pierwszym meczu 3. rundy eliminacji Ligi Europy.
Mecz rozegrano w środę, 5 sierpnia 2026 roku, z początkiem o godzinie 20:15. Warunki nie sprzyjały futbolowi — temperatura podczas spotkania przekraczała trzydzieści stopni Celsjusza. Górnik, wicemistrz Polski prowadzony przez trenera Michala Gasparika, gonił historyczny awans.
Pierwsza połowa: słupek, poprzeczka i zmarnowane okazje
Pierwsza połowa obfitowała w szanse po obu stronach. Yusuf z Ferencvarosu dwukrotnie był bliski otwarcia wyniku — raz posłał piłkę obok słupka, raz trafił w poprzeczkę. Zabrzanie odpowiedzieli własną niecelną grą: Urbański posłał piłkę nad poprzeczką, tak samo jak Ikia Dimi. Do przerwy bezgolowo.
Po zmianie stron Górnik szukał przełamania. Ikia Dimi ponownie strzelał na bramkę — tym razem zatrzymał go bramkarz Ferencvarosu. Ismaheel uderzył niecelnie. Zabrze nie mogło trafić, Budapeszt nie musiał czekać długo na swojego bohatera.
W 65. minucie rumuński pomocnik Corbu rozstrzygnął losy pierwszego meczu precyzyjnym uderzeniem z dystansu. Cios, po którym Górnik już się nie podniósł.
W końcówce Kacper Urbański ponownie posłał piłkę nad poprzeczką, a Peter Federico strzelił najpierw blisko słupka, a potem prosto w bramkarza. Wynik końcowy: 1:0 dla Ferencvarosu.
Wszystko jeszcze do rozstrzygnięcia. Rewanż odbędzie się przed własną publicznością Górnika Zabrze — zabrzanie będą musieli odrobić jednobramkową stratę, by awansować do kolejnej rundy eliminacji.
„Okrążenie, które uznano za punkt odniesienia, nie było w rzeczywistości tym idealnym. To utrudniło całą sytuację, gdyż nawet po odpuszczeniu gazu jego kółko było porównywane z tym wcześniejszym, które de facto było wolniejsze niż mógł realnie je przejechać.”
Tymi słowami Simone Resta, zastępca dyrektora technicznego Mercedesa, próbuje rozplątać kontrowersyjną karę nałożoną na Kimiego Antonellego przed startem GP Węgier.
Antonelli dostał karę przesunięcia o 3 miejsca na starcie na Hungaroringu — efekt zbyt słabego zwolnienia w strefie żółtych flag podczas końcówki Q3. Na papierze sprawa wyglądała prosto. W praktyce okazała się znacznie bardziej pokrętna.
Sędziowie oparli swój werdykt na jednej liczbie: czas minisektora Antonellego był gorszy o zaledwie 0,003 sekundy od najlepszego wyniku w tym miejscu. Kłopot w tym — i tu Resta stawia sprawę jasno — że okrążenie referencyjne, do którego porównano przejazd Włocha, wcale nie było jego najlepszym kółkiem. Mówiąc wprost: Antonelli był mierzony względem własnego czasu, który i tak nie oddawał tego, na co go było stać.
„Był szybszy mimo odpuszczenia”
W materiale filmowym opublikowanym przez Mercedes Resta ujawnił, że sam kierowca wychwycił w tej sprawie pewien absurd.
„Kimi zwrócił uwagę na to, że kiedy porówna się ten sektor z 3. treningiem i cięższym bolidem, przez który był wolniejszy, to i tak był szybszy mimo odpuszczenia.”
Resta podsumował to bez owijania w bawełnę:
„Zareagował na żółtą flagę, ale ponieważ posłużono się okrążeniem referencyjnym, jego zwolnienie nie było wystarczające, aby spełnić wszystkie wymagania.”
Duch przepisów — zachowany. Litera — nie. A kara idzie za literą.
Całą historię czyni jeszcze bardziej gorzką zestawienie z GP na Red Bull Ringu, gdzie znajomość tych samych przepisów o żółtych flagach pomogła George’owi Russellowi wywalczyć pole position. Ten sam regulamin — raz tarcza, raz pułapka.
Antonelli i Mercedes muszą teraz odwrócić kartę. Kolejna okazja nadarzy się podczas GP Holandii, zaplanowanego na 21–23 sierpnia.
Maja Chwalińska, finalistka Roland Garros i 22. rakieta świata, odpadła z turnieju WTA 1000 w Toronto już w drugiej rundzie. 4 sierpnia 2026 roku Polka przegrała z Australijką Talią Gibson — sklasyfikowaną na 74. miejscu w rankingu WTA — 5:7, 1:6. Trudno o gorszy scenariusz powrotu po przerwie spowodowanej kontuzją.
Pierwszy set: zmarnowana szansa
Początek meczu układał się obiecująco. Chwalińska przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie 4:3 — inicjatywa była wyraźnie po jej stronie. Gibson jednak nie odpuszczała. Przy stanie 6:5 i 40:0 Australijka zmarnowała aż trzy piłki setowe. Chwila, w której los mógł się odwrócić. Nie odwrócił się — Gibson zdołała doprowadzić do rozstrzygnięcia i wygrała pierwszą partię 7:5.
Drugi set nie pozostawiał złudzeń. Gibson odskoczyła na 3:0, a chwilę później na 4:0 po kolejnym przełamaniu serwisu Chwalińskiej. Polka nie miała odpowiedzi na agresywną grę rywalki i przegrała seta do jednego.
Powrót po kontuzji — za wcześnie?
Kontekst tej porażki jest ważny. Chwalińska nie grała przez ponad miesiąc przed turniejem w Toronto właśnie z powodu kontuzji. Dla zawodniczki z 22. miejsca w rankingu WTA, która ma na koncie finał Roland Garros, to wynik dalece poniżej oczekiwań. Rytm meczowy robi swoje — i w Toronto było widać, że Polce go brakowało.
Za udział w turnieju Chwalińska zarobi 20 tys. 718 euro, czyli około 89 tys. złotych. Tego samego dnia w Toronto wygrała swój mecz Iga Świątek, a w Montrealu triumfował Hubert Hurkacz — polskie akcenty na kanadyjskich kortach miały więc tego dnia bardzo różne oblicza.
Intensywne lato przed koszykarzami Legii Warszawa. Przygotowania do sezonu 2026/27 ruszą już 14 sierpnia, a zanim padnie pierwszy ligowy gwizdek, podopieczni trenera Heiko Rannuli rozegrają aż siedem spotkań kontrolnych.
Pierwsze dwa dni — 14 i 15 sierpnia — upłyną na dwudniowych testach medycznych i motorycznych. To punkt wyjścia, od którego sztab szkoleniowy zaplanuje dalszą pracę. Przez następne tygodnie legioniści będą trenować w Warszawie.
Pierwsze sprawdziany i wyjazd do Niemiec
Pierwszy mecz kontrolny już 29 sierpnia — rywalem Legii będą Dziki na OSiR Bemowo. Krótko po tym drużyna pakuje walizki i wyrusza za granicę. W dniach 3–7 września czeka pięciodniowy obóz przygotowawczy w Chemnitz. Niemcy to dwa starcia z Niners Chemnitz: pierwsze 4 września, drugie 6 września.
Po powrocie do kraju kolejny przystanek to Lublin i Memoriał Zdzisława Niedzieli. 12 września Legia zmierzy się z MKS Dąbrowa Górnicza, a dzień później — w zależności od wyników — z PGE Start Lublin lub GTK Gliwice.
Finałowy akord przygotowań poprowadzi zespół jeszcze dalej — aż do Estonii. 19 i 20 września Legia zagra dwukrotnie z Kalev/Cramo. To najdalsza podróż całego okresu przedsezonowego.
Sezon 2026/27 koszykarze Legii Warszawa zainaugurują turniejem o Superpuchar Polski.