⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Finał Cincinnati Open 2025. Stan 0:5 w pierwszym secie — i nagle Jannik Sinner odkłada rakietę, schodzi z kortu. Nie z powodu słabej formy. Z powodu bólu prawego kolana. Ten moment przekreślił mu szansę na obronę tytułu, a kilka dni później Włoch oficjalnie potwierdził wycofanie się z tegorocznego turnieju w Cincinnati.

To już drugi z rzędu opuszczony Masters 1000 — wcześniej Sinner nie wystąpił również w trwających zawodach w Montrealu. Dla lidera światowego rankingu timing jest wyjątkowo bolesny: rok temu w Cincinnati triumfował właśnie on, a organizatorzy nie kryli żalu po jego nieobecności.

„Jannik Sinner wycofał się z Cincinnati Open z powodu kontuzji prawego kolana. Życzymy wszystkiego najlepszego naszemu mistrzowi z 2024 roku i nie możemy się doczekać, aby zobaczyć Cię ponownie w przyszłym roku!” — napisali organizatorzy Cincinnati Open w oficjalnym oświadczeniu.

Ranking bez zagrożenia, ale zdrowie pod znakiem zapytania

Absencja nie zachwieje jednak pozycją Sinnera w klasyfikacji ATP. Przewaga nad drugim Carlosem Alcarazem wynosi ponad 5000 punktów — przepaść trudna do zasypania nawet przy serii wyjątkowych wyników rywala. Dochodzi do tego fakt, że Alcaraz straci 2000 punktów za ubiegłoroczny triumf w US Open, co tylko pogłębi dystans między oboma zawodnikami.

W sobotę na kortach w Kozerkach koło Grodziska Mazowieckiego rozegrano oba finały turnieju ATP 75. Dzień zaczął się od debla — Filip Pieczonka i Younes Lalami rozbili rywali bez większych problemów — a zakończył triumfem Joela Schwaerzlera w singlu.

Austriak, rozstawiony z numerem trzecim, był wyraźnie lepszy od Andrei Guerrieriego z Włoch. Schwaerzler wygrał finał singla 7:6 (7-4), 6:1 — pierwszy set musiał rozstrzygnąć w tie-breaku, drugi zabrał już bez litości. Guerrieri, czwarty zawodnik turnieju według rozstawienia, w decydującej partii nie zdołał nawiązać żadnej walki.

Polacy w singlu bez sukcesów

Dla polskich kibiców singiel w Kozerkach okazał się rozczarowaniem. Maks Kaśnikowski i Tomasz Berkieta odpadli w 2. rundzie — na etapie 1/8 finału. Jeszcze wcześniej pożegnali się z turniejem Filip Pieczonka, Filip Peliwo i Olaf Pieczkowski, którzy przegrali już swoje pierwsze mecze.

Pieczonka znalazł jednak odpowiedź w deblu. Razem z Marokańczykiem Younesem Lalamim dotarł do finału i wygrał go pewną ręką. Para Pieczonka–Lalami pokonała rozstawionych z numerem czwartym Inigo Cervantesa z Hiszpanii i Denysa Mołczanowa z Ukrainy 6:0, 6:4. Wynik pierwszego seta nie pozostawia złudzeń — to była kompletna dominacja.

Mercedes szykuje ulepszoną jednostkę spalinową na GP Włoch w Monzie – i trudno o bardziej wymowny timing. Domowy tor Ferrari ma stać się sceną bezpośredniej odpowiedzi Mercedesa na działania rywali w toczącej się przez cały sezon 2026 wojnie silnikowej.

Regulamin daje Mercedesowi jeden żeton na modyfikację silnika spalinowego w sezonie, w ramach mechanizmu ADUO. Jeszcze niedawno mówiło się, że zespół z Brackley nie skorzysta z tej możliwości w tym roku, lecz dopiero w następnym. Plany najwyraźniej się zmieniły.

Włoski serwis Motorsport podaje, że modyfikacja ma objąć układ spalania paliwa oraz turbosprężarkę. Do tego dojdzie nowe paliwo opracowane przez Petronas. Kluczowy cel? Nie tyle surowa moc, co niezawodność – wskazana jako najsłabszy punkt całej ekipy.

I nie jest to problem teoretyczny. Obaj kierowcy Mercedesa wyczerpali już limit jednostek napędowych przysługujących im bez kary w sezonie 2026. Ostatnia przymusowa wymiana nastąpiła po kwalifikacjach na Węgrzech, gdy bolid George’a Russella doznał wycieku z układu hydraulicznego po najechaniu na jeden z wysokich krawężników.

Kontekst rywalizacji silnikowej

Ferrari nie traci czasu. Scuderia wykorzystała pierwszy żeton na zmiany w silniku już w Austrii i zapowiada drugi podczas GP Holandii. Tymczasem według oficjalnych pomiarów FIA – których wyniki ogłoszono w czerwcu – to Ford okazał się najmocniejszym silnikiem spalinowym sezonu 2026, napędzając bolidy Red Bull Racing oraz Visa Cash App RB.

Red Bull próbował skłonić FIA do ponownego rozpatrzenia klasyfikacji mocy. Bezskutecznie. Na tym nie koniec – zespół stracił też prawo do ulepszenia swojego silnika przez kolejne dwa sezony. Trudno o dotkliwszą karę w środku walki o mistrzostwo.

W tym samym czasie Mercedes dominuje sezon 2026 i zgarnął większość wyścigów. Po GP Belgii szef zespołu Toto Wolff powiedział w wywiadzie dla brytyjskiego Sky Sports wprost: to jego ekipa dysponuje najmocniejszym silnikiem. Na torze Spa-Francorchamps srebrny bolid był wyraźnie najszybszy na prostych – szczególnie za kierownicą Andrei Kimiego Antonellego. Jeśli aktualizacja na Monzę dojdzie do skutku, na torze wypełnionym długimi prostymi przewaga Mercedesa może stać się jeszcze trudniejsza do odrobienia.

Maja Chwalińska przegrała w drugiej rundzie WTA 1000 w Toronto z Talią Gibson — i był to jej powrót na kort po ponad miesiącu nieobecności spowodowanej kontuzją. Trudny mecz? Nikt się łatwego nie spodziewał, jak przyznał jej trener. Finalistka Roland Garros nie składa jednak broni na kanadyjskim turnieju. Razem z Magdą Linette zgłosiła się do debla i wciąż czeka na szansę wejścia do głównej drabinki.

W pierwszej rundzie singla 24-latka nie musiała w ogóle wychodzić na kort — rozstawienie zapewniło jej wolny los. Tym boleśniej wypadło zatem odpadnięcie w następnej rundzie. Trener Jaroslav Machovsky, Czech współpracujący z Chwalińską od dłuższego czasu, nie ukrywał jednak, że taki scenariusz był do przewidzenia.

„To jest bardzo proste. Kilka spraw się na to złożyło. Raz, że to był pierwszy w tym roku turniej na hardzie, a dwa, że zagrany po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją. Ja się spodziewałem, że nie będzie łatwo” — powiedział Machovsky w rozmowie z Dariuszem Ostafińskim.

Debel z Linette — szansa wciąż realna

Para Linette/Chwalińska zajmuje drugie miejsce na liście oczekujących do turnieju deblowego w Toronto. Drabinka główna liczy 32 pary, więc każde wycofanie otwiera Polkom drzwi do startu. Turniej deblowy zainaugurowano w czwartek 6 sierpnia wieczorem czasu polskiego, a kolejne mecze pierwszej rundy zaplanowano na piątek 7 sierpnia.

Aleksandra Musiał, menedżerka klubu Chwalińskiej BKT Advantage Bielsko-Biała, wyjaśniła w rozmowie z WP SportoweFakty, dlaczego zawodniczka wciąż przebywa w Kanadzie.

„Z tego względu Maja wciąż jest w Toronto i trenuje na miejscu. Jeśli nie wystartuje w deblu, przeniesie się do Cincinnati i tam ma przygotowywać się do dalszej części amerykańskiego touru” — powiedziała Musiał.

Chwalińska nie traci czasu — trenuje w Toronto z Petrem Hajkiem i rozgrywa sparingi z innymi zawodniczkami. Czy para z Linette zdoła wejść do turnieju, czy nie — kolejnym przystankiem na amerykańskim tourze pozostaje Cincinnati.

Dillon Brooks zostaje w Phoenix. Skrzydłowy przedłużył kontrakt z Suns na trzy lata i 73 miliony dolarów, z obowiązywaniem umowy do końca sezonu 2029-30. Informację podał 6 sierpnia 2026 roku Shams Charania, a szczegóły transakcji agencji ESPN ujawnił Mike George z Klutch Sports.

30-letni Kanadyjczyk będzie zarabiał średnio 24,33 miliona dolarów rocznie — kwota solidna, ale daleka od maksimum. Brett Siegel z ClutchPoints informował, że Suns mogli zaproponować nawet cztery lata i 125 milionów dolarów, czyli 31,25 miliona rocznie. Brooks świadomie wybrał krótszy i tańszy wariant. Po wygaśnięciu nowej umowy jego łączne zarobki w karierze sięgną około 200 milionów dolarów.

Rekordowy sezon i nowe otoczenie

W pierwszym sezonie w barwach Phoenix Brooks uśredniał 20,2 punktu na mecz — najlepszy wynik w jego dotychczasowej karierze. Liderem drużyny pozostaje Devin Booker, a ławką trenerską kieruje Jordan Ott. Poprzedni sezon Suns zamknęli z bilansem 45–37, co dało im siódme miejsce w Konferencji Zachodniej.

Lato w Arizonie upływa pod znakiem gruntownej przebudowy składu. Wieloletnie kontrakty podpisali Mark Williams, Collin Gillespie i Jordan Goodwin, a do ekipy dołączyli Miles Bridges oraz Luke Kennard. Przedłużenie umowy z Brooksem to kolejny element tej układanki — klub wyraźnie buduje stabilne jądro wokół Bookera.

Jest jednak i cień nad tą historią. W marcu 2026 roku skrzydłowy został zatrzymany w Scottsdale pod zarzutem prowadzenia pojazdu pod wpływem marihuany. Suns mimo to zdecydowali się związać go kontraktem na kolejne trzy lata. To czytelny sygnał: w Phoenixie widzą w nim kluczową postać odbudowywanej drużyny.

Gala XTB KSW 122 odbędzie się 10 października w Hali Podpromie w Rzeszowie. Kibice zobaczą tego wieczoru co najmniej dwie walki o mistrzowski pas — i to nie byle jakie. Oprócz głównego wydarzenia, czyli obrony tytułu kategorii półśredniej przez Adriana Bartosińskiego, organizacja ogłosiła drugą walkę mistrzowską: Vitalii Yakymenko stanie do obrony pasa kategorii koguciej, a jego rywalem będzie Wenezuelczyk Marcello Morelli.

Bartosiński kontra niepokonany Masaev

W walce wieczoru Bartosiński zmierzy się z Adamem Masaevem. Masaev jest bez skazy — dwanaście zawodowych walk, dwanaście zwycięstw, zero porażek. Dla mistrza to najtrudniejszy egzamin w całej jego mistrzowskiej karierze.

Karta walk kryje jeszcze jeden interesujący pojedynek: Sebastian Decowski kontra Andrzej Karkula. Obaj wchodzą do klatki z identycznym rekordem 6-1. Karkula pięciu spośród swoich rywali pokonał przez poddanie — to facet, który wyraźnie woli nie zostawiać werdyktu w rękach sędziów.

Yakymenko broni tytułu. Morelli wraca po rewanż

Yakymenko sięgnął po pas kategorii koguciej KSW w lutym tego roku, pokonując po pięciu pełnych rundach Sebastiana Przybysza. Na drodze do tytułu rozprawił się też z byłym zawodnikiem UFC, Rogério Bontorinem. Teraz, krótko po zdobyciu złota, czeka go kolejne poważne wyzwanie — tym razem właśnie w Rzeszowie.

Morelli na szansę walki o tytuł czekał długo i drogą do niej nie była prosta. Podczas gali KSW 107 w Trójmieście walczył już o pas kategorii koguciej, ale zanim do tego doszło, scenariusz gali wywróciło do góry nogami kilka problemów z wagą. Pierwotnie miał zmierzyć się z Islamem Djabrailovem, jednak na dzień przed galą Oleksii Polischuk znacznie przekroczył limit wagowy, a sam Djabrailov również nie zrobił wagi. Organizacja zestawiła obu niedyspozycyjnych zawodników ze sobą w wyższym limicie wagowym, a Morelli dostał walkę o pas z innym rywalem.

Przegrał ją w trzeciej rundzie przez poddanie. Mimo to pojedynek był na tyle emocjonujący, że Wenezuelczyk zgarnął bonus za najlepszą walkę wieczoru. Porażka go nie zatrzymała — kolejno pokonał Patryka Surdyna oraz Werllesona Martinsa i wywalczył sobie prawo do rewanżu z pasem w stawce. Tym razem nikt nie dostanie taryfy ulgowej.

Brytyjska Agencja Antydopingowa (UKAD) uniewinniła Josepha Parkera — śledztwo wykazało, że ślady kokainy znalezione w jego organizmie pochodziły od dietetyka, którego sam zatrudniał. Nowozelandczyk i były mistrz świata wagi ciężkiej od pierwszej chwili zaprzeczał, by świadomie sięgnął po jakąkolwiek niedozwoloną substancję.

Sprawa zaczęła się od próbki pobranej w dniu walki Parkera z Fabio Wardleyem. Wynik testu antydopingowego wykazał obecność kokainy. UKAD wszczęło dochodzenie i szybko pojawił się nieoczekiwany trop — winnym okazał się nie zawodnik, lecz jeden z jego współpracowników.

Dietetyk przyznał się do codziennego zażywania kokainy

Z oficjalnego oświadczenia UKAD wynika, że dietetyk zatrudniony przez Parkera na potrzeby walki z Wardleyem regularnie zażywał kokainę. Sam przyznał, że w tygodniu poprzedzającym tę walkę sięgał po narkotyk każdego dnia. Ten właśnie fakt okazał się kluczowym dowodem, który przesądził o wyniku postępowania.

Parker zebrał wystarczające dowody i uzyskał pełne uniewinnienie. Nowozelandczyk dostał zgodę na powrót do ringu i wkrótce ma znów wystąpić w zawodach.

Były mistrz świata wagi ciężkiej ma na koncie 36 wygranych — 24 przed czasem — i tylko 4 porażki. Sprawa dopingowa nie przekreśliła jego kariery. Parker wraca z czystą kartą.

Stany Zjednoczone, obrońcy tytułu Hlinka Gretzky Cup, weszły w turniej z przytupem – zwycięstwo 6:4 nad Czechami nie pozostawiało wątpliwości co do ambicji Amerykanów. Mecz rozegrany w Rogers Place w Edmonton zapamiętamy głównie dzięki hat-trickowi Gavina Burcara. Sygnał dla reszty stawki jest jasny: tytułu bronią ci sami, którzy go zdobyli w poprzedniej edycji.

Pierwszy gol padł z nogi szesnastoletniego Joeya Cullena z Moorehead High School – jednego z największych talentów turnieju i kandydata do jedynki w drafcie NHL 2028. Cullen to syn byłego gracza NHL Matta Cullena i wyraźny wyjątek w składzie USA zdominowanym przez rocznik 2009. Dalej było już władanie Burcara – trzy gole w jednym meczu. Ryland Rooney i Colin Grubb domknęli dorobek Stanów, a przez całe spotkanie bramkę USA pilnował Kaeden Tate.

Czesi walczyli. Obrońca Lukáš Kachlíř trafił dwukrotnie, po jednym golu dołożyli Adam Nemec i Jiri Gombar. Cztery bramki to jednak za mało, żeby zatrzymać Amerykanów w takim rytmie.

Turniej z tradycją od 1991 roku

Hlinka Gretzky Cup istnieje od 1991 roku, a pod obecną nazwą funkcjonuje od 2018 roku. Edycja 2026 gości w Edmonton i Red Deer w prowincji Alberta – pierwszego dnia sceną był Rogers Place, na co dzień arena Edmonton Oilers.

Osiem drużyn podzielono na dwie grupy. W grupie A grają Kanada, Szwecja, Szwajcaria i Słowacja, grupę B tworzą Stany Zjednoczone, Czechy, Finlandia i Niemcy. Bezapelacyjnym faworytem są Kanadyjczycy – od 2008 roku sięgnęli po złoto aż 13 razy. Szwecja przyjeżdża z kolei jako świeżo upieczony złoty medalista ostatnich mistrzostw.

Pierwszego dnia Kanada zmierzyła się ze Szwajcarią. Wyniki tego spotkania nie są jeszcze dostępne.

W kanadyjskiej kadrze szczególnie warto śledzić obrońcę Landona DuPonta – wymienianego jako główny kandydat do pierwszego wyboru w drafcie NHL 2027. Ciekawa postać to też Aleksi Kulemin urodzony w Woodbridge, syn Nikołaja Kulemina, który rozegrał blisko siedemset meczów w NHL – głównie dla Toronto. Jedynym zawodnikiem, który przetrwał w kadrze po ubiegłorocznych mistrzostwach świata U18, jest Alexis Joseph, choć na tamtym turnieju zagrał zaledwie dwa mecze bez punktu.

Po stronie USA wzrok przyciąga Wilson Boumedienne – wychowanek szwedzkiego systemu szkolenia, który wybrał Fargo Force w USHL. Finlandia selekcjonera Marko Kauppinenena przywiozła do Alberty aż ośmiu zawodników z systemu Karpat Oulu. Słowacja radzi sobie bez Timothy’ego Kazdy, Niemcy zaś – po spadku do dywizji WM18-I-A – postawiły na Maxa Calce’a jako lidera. Warto pamiętać, że poprzedni triumf USA przed ostatnią edycją sięgał 2003 roku. Ich dominacja na tym turnieju to rzadkość, nie norma.

Raków Częstochowa nie zdołał pokonać Hammarby w pierwszym meczu eliminacji Ligi Konferencji i wyjeżdża teraz do Szwecji bez żadnego bramkowego atutu. Czwartek, 6 sierpnia 2026 roku, Częstochowa — i bezbramkowy remis 0:0 pod Jasną Górą.

Własny stadion miał być atutem. Raków grał u siebie, kibice za plecami, a jednak przez całe 90 minut podopieczni Dawida Kroczka nie potrafili przełamać szwedzkiej defensywy. Pierwsza połowa — 0:0. Końcowy gwizdek — 0:0. Hammarby wyjechało z Polski bez straty bramki.

Rewanż w Sztokholmie – inicjatywa po stronie Szwedów

Za tydzień role się odwrócą — rewanż odbędzie się na boisku Hammarby, tym razem przed własną publicznością szwedzkiego klubu. To zasadniczo zmienia układ sił. Hammarby nie musi gonić wyniku, może grać cierpliwie i czekać na błąd rywala. Raków natomiast musi zdobyć przynajmniej jedną bramkę na wyjeździe, żeby awansować do kolejnej rundy.

Bezbarwny występ w Częstochowie kosztował drużynę Kroczka psychologiczną przewagę, którą mógł dać korzystny wynik na własnym terenie. Szwedzi wracają do domu z tarczą — i z inicjatywą przed decydującym starciem.

Na Hungaroringu, podczas weekendu Grand Prix Węgier, Wiktor Stopa — Chief of Growth w Revolut — nie owijał w bawełnę. Formuła 1 to dla tej firmy nie kolejna pozycja w budżecie marketingowym. To zakład na coś znacznie poważniejszego.

„Bycie sponsorem tytularnym Audi Revolut F1 Team to nie jest dla nas zwykła umowa marketingowa” — powiedział Stopa.

Revolut jest sponsorem tytularnym zespołu Audi w Formule 1, który nosi oficjalną nazwę Audi Revolut F1 Team. Audi debiutuje w tym roku w F1, a brytyjski fintech wszedł w tę współpracę z pełnym rozmachem: stworzył wspólną kartę z Audi, dodał bilety na wyścigi F1 do programu lojalnościowego RevPoints i zintegrował Revolut Business w operacje finansowe całego zespołu. Wcześniej firma współpracowała z piłkarskim klubem Como — ale tamta skala to zupełnie inna liga.

Co zyskują polscy klienci?

Polska to dla Revoluta daleko nie peryferyjny rynek. Czwarty największy na świecie, z ponad 5,5 miliona klientów bankowych. Firma wywodzi się z Wielkiej Brytanii, ale Warszawa trafiła już na listę kluczowych lokalizacji obok Barcelony, Londynu, Paryża i Berlina. Revolut planuje otworzyć tu duże biuro i zatrudnić kilkaset kolejnych osób. Brzmi jak deklaracja, nie jak slajd z prezentacji inwestorskiej.

Dla zwykłego użytkownika partnerstwo z Audi F1 Team ma wymiar bardzo praktyczny. Każda płatność kartą Revolut zwiększa szansę na wygranie biletów na wyścig Formuły 1 — włącznie z wejściem do Paddock Clubu, do którego normalnie bardzo trudno się dostać. Program RevPoints zwraca użytkownikowi procent wydanych środków, a aplikacja oferuje też narzędzie do analizy budżetu. Nieźle jak na „zwykłą umowę marketingową”.

Ważnym krokiem w polskiej strategii było wdrożenie integracji z BLIK-iem — bez tego trudno byłoby w ogóle mówić o poważnej obecności na tutejszym rynku płatności. Revolut ma globalnie ponad 75 milionów klientów, a na Litwie oferuje już nawet kredyty hipoteczne. Polska wydaje się oczywistym kandydatem do kolejnych rozszerzeń oferty.

Jest jeszcze jeden wątek — ten, który może zelektryzować polskich fanów motorsportu. Stopa przyznał, że firma bardzo uważnie śledzi Formułę 2, gdzie ściga się młody Polak z ogromnym talentem, i że za kilka lat ten kierowca może trafić do F1. Nazwiska nie padło. Ale słowa brzmiały jak coś więcej niż kurtuazja.

Naszego dziennikarza na Węgry zaprosiła marka Revolut.

Instalacja aplikacji
Pobierz