„Ben Simmons ma wziąć udział w zgrupowaniu reprezentacji Australii w Melbourne, trenując bez żadnych ograniczeń zdrowotnych” – taką informację przekazał Marc J. Spears z ESPN. Dla kibiców, którzy od lat śledzą losy byłego rozgrywającego, to najkonkretniejszy sygnał od miesięcy, że jego ciało wreszcie zaczyna współpracować.
Simmons ostatni raz zagrał w meczu NBA w sezonie 2024/25. Barwy bronił wtedy najpierw Brooklyn Nets, a później Los Angeles Clippers. Cały ten sezon spędził jednak praktycznie poza parkietem – próbował odbudować zdrowie po problemach z plecami, które ciągnęły się za nim od lat, i po serii mniejszych urazów.
W czerwcu powiedział o tym otwarcie, bez owijania w bawełnę: musiał odciąć się od koszykówki, żeby zająć się sobą – ciałem i głową. Kilka miesięcy później wraca już do treningów w pełnym wymiarze. Na razie w barwach narodowych, nie klubowych.
Od jedynki draftu do gracza bez kontraktu
Trudno o karierę pełną większych kontrastów. W 2016 roku Simmons został wybrany z numerem 1 w drafcie NBA i szybko udowodnił, że jest najbardziej utalentowanym graczem swojego rocznika. Otrzymał nagrodę dla najlepszego debiutanta ligi, trafił do pierwszej piątki debiutantów sezonu i trzy razy zagrał w Meczu Gwiazd NBA. Znalazł się też w All-Defensive First Team – przy wzroście 208 centymetrów i umiejętnościach rozgrywającego był wtedy wyjątkowym, uniwersalnym zawodnikiem defensywnym. Najlepsze lata tej kariery przypadły na czas gry w Philadelphia 76ers.
Od tamtego szczytu droga wiodła jednak wyłącznie w dół. Seria urazów i problemów zdrowotnych sprowadziła go do roli zawodnika bez umowy klubowej, który dziś musi na nowo przekonywać do siebie skautów.
Daily Telegraph informuje, że kilka klubów NBA obserwuje sytuację Simmonsa. Jeden z zespołów z Zachodniego Wybrzeża ma już zaproponować mu zaproszenie na obóz przygotowawczy. Sam zawodnik ma być gotów podpisać nowy kontrakt za ligowe minimum – i to mówi wszystko o tym, jak bardzo priorytetem stał się dla niego sam powrót do gry, a nie negocjowanie wielkich pieniędzy.
Reprezentacja Australii to dla Simmonsa temat równie skomplikowany, co jego klubowa kariera. Po raz pierwszy zagrał w niej w 2013 roku, podczas mistrzostw Oceanii FIBA, mając wtedy 17 lat i rozgrywając dwa spotkania. Od tamtej pory nie znalazł się w narodowym składzie na trzy kolejne Igrzyska Olimpijskie – długa nieobecność, która stawiała pod znakiem zapytania jego relację z kadrą. Zgrupowanie w Melbourne może więc być czymś więcej niż tylko treningiem. Może być szansą na odbudowanie mostów, które przez lata zdążyły popękać.
„Walka największych pożeraczy: Bestia vs Kajo na FAME 32: The Game ? Wielki powrót i debiutant – takie pojedynki lubimy najbardziej” — takim wpisem na Instagramie organizacja FAME zapowiedziała jedno z najciekawszych starć nadchodzącej gali.
FAME 32: The Game odbędzie się 29 sierpnia 2026 roku w hali Enea RCS w Radomiu. Karta walk odsłania się stopniowo, kawałek po kawałku, a jedno nazwisko już teraz przyciąga najwięcej uwagi: Piotr „Bestia” Piechowiak.
Piechowiak wraca do klatki po ponad dwuletniej przerwie. Naprzeciw niego stanie Kajetan Szcześniak, internetowy influencer, dla którego to będzie debiut w oktagonie. Starcie Bestii z Kajo rozegrane zostanie na zasadach K-1 w małych rękawicach — trzy rundy po trzy minuty.
W samym ogłoszeniu FAME nie zabrakło też humoru, którym organizacja zdążyła się już wyrobić — obu zawodników opisano jako „twórców znanych z tego, że dużo jedzą”, a autorzy posta zapowiedzieli „młócki” na trzy razy trzy minuty.
Kto jeszcze zawalczy w Radomiu
Pierwszą oficjalnie potwierdzoną walką całej gali jest starcie Kasjusza „Don Kasjo” Życińskiego z Bartoszem Szachtą. To właśnie od tego pojedynku zaczęły się ogłoszenia dotyczące karty FAME 32.
Na karcie znalazło się też starcie, w którym kontrast fizyczny rzuca się w oczy od razu — Thanos zmierzy się z Matrixem. Thanos mierzy 193 centymetry i waży ponad 120 kilogramów, Matrix ma zaś około 169 centymetrów wzrostu. Sama różnica gabarytów wystarczy, by to zestawienie zapowiadało się jako jedno z bardziej nietypowych na gali.
Trzecim potwierdzonym pojedynkiem jest walka Niezniszczalnego z Lequ. To jednak nie koniec — organizacja zapowiada, że karta walk FAME 32: The Game będzie się w najbliższym czasie dalej rozrastać.
„Do walki Kamila Mataczyńskiego z Michałem Pasternakiem dojdzie 29 sierpnia podczas gali FAME 32: The Game w Radomiu” — tym komunikatem federacja FAME przypieczętowała starcie, o którym krążyły plotki od dłuższego czasu.
FAME poszło ostatnio w stronę połączenia reality show z budowaniem karty kolejnej gali. W programie „FAME: The Game” grupę zawodników i twórców internetowych zamknięto na siedem dni pod jednym dachem. Wśród nich byli Kamil „Taazy” Mataczyński oraz Michał „Wampir” Pasternak.
I właśnie to, co wydarzyło się w programie, skłoniło organizację do zestawienia obu zawodników w bezpośrednim pojedynku. Walka potrwa trzy rundy po trzy minuty — panowie staną do niej w boksie w małych rękawicach.
Kto jest kim na papierze
Taazy wciąż nie przegrał w FAME. Mataczyński triumfował w turnieju na Stadionie Narodowym, po drodze eliminując kolejnych faworytów. Nie znaczy to, że jego kariera nie miała wpadek — na koncie ma dwie porażki na galach PRIME, z „Arabem” i z Pawłem Tyburskim.
Naprzeciw niego stanie Michał Pasternak, weteran polskiej scenie MMA. W ostatnim starciu niespodziewanie przegrał z Michałem „Matrixem” Królikiem — porażka, która tylko podgrzała atmosferę przed Radomiem.
29 sierpnia okaże się, czy doświadczenie z klatki przełoży się na ring, czy Taazy utrzyma passę i udowodni, że reality show było jedynie przystawką przed prawdziwą rywalizacją.
„Przerwane przez sędziego po uderzeniach z góry” – tak zakończył się jeden z ostatnich pojedynków Sergiusza Zająca, polskiego zawodnika MMA, który w ostatnich latach wywalczył sobie miejsce w topowej organizacji MMA w Polsce. Zając występuje obecnie dla KSW oraz Babilon MMA, a trenuje w klubie Spartakus Rzeszów. Jego karierę prowadzi Artur Gwóźdź z Artnox Fight Sport.
Zawodnik urodził się 9 października 1998 roku w Żołynii. Rywalizuje w kategorii półciężkiej, do 93 kilogramów. Przy wzroście 194 centymetrów i zasięgu ramion wynoszącym 190 centymetrów ma parametry, które w klatce dają mu wyraźną przewagę fizyczną nad wielu rywalami.
Od amatorskich klatek do zawodowego debiutu
Zanim Zając trafił do zawodowego MMA, zbierał doświadczenie na macie amatorskiej – startował w zawodach ALMMA, które ostatecznie wygrał. Walczył też amatorsko na galach Madness Cage Fighting, VFCL oraz Carpathian Warriors. Pierwszy zawodowy pojedynek stoczył w 2020 roku, ale debiut nie ułożył się po jego myśli. Przegrał przez poddanie w pierwszej rundzie z Łukaszem Olechem.
Rok później, w czerwcu 2021 roku, Zając wystartował w turnieju na gali The War 1, rozgrywanym na zasadach MMA bez rękawic. W pierwszej fazie turnieju pokonał Michała Więcławskiego, a w kolejnej – Dawida Rachwała. W finale musiał jednak uznać wyższość Adama Biegańskiego.
W lutym 2022 roku, już w formule MMA, zawalczył na gali Prime Show MMA 1, gdzie znokautował Pawła Całkowskiego w trzeciej rundzie. Potem przyszły kolejne dwie wygrane w pierwszych rundach – dla Babilon MMA i Carpathian Warriors. We wrześniu 2023 roku dołączył do tej serii pierwszorundowe zwycięstwo nad Dominikiem Owsianym.
W czerwcu 2024 roku, na gali Babilon MMA 45, Zając pokonał w pierwszej rundzie Ramona Druma. Z tego samego okresu pochodzi starcie z Bartłomiejem Gładkowiczem, który jako jeden z niewielu rywali przetrwał z nim pełen dystans – przegrał jednak na punkty.
Wejście do KSW i pasmo zwycięstw
Latem 2024 roku Zając trafił do KSW – najbardziej rozpoznawalnej organizacji MMA w Polsce. Zadebiutował na gali KSW 97, mierząc się z Kleberem Silvą, którego pokonał łokciami już w pierwszej rundzie. W marcu 2025 roku, na KSW 104, powtórzył ten wynik – tym razem znokautował Michała Dreczkowskiego kolanami.
Kolejny przystanek to Rzeszów, gdzie odbyła się gala KSW 110 – rodzinne miasto zawodnika, tuż przy jego klubie. Naprzeciw stanął Mariusz Książkiewicz, wcześniej walczący w LFA i próbujący sił w Dana White Contender Series. Pojedynek zakończył się przedwcześnie: Książkiewicz doznał kontuzji kolana, a sędzia przerwał walkę po serii uderzeń Zająca z góry.
Ta wygrana była ósmą z rzędu od czasu przegranego debiutu w 2020 roku. W sumie na koncie Zająca znalazły się cztery zwycięstwa przez nokaut osiągnięte już w pierwszej rundzie. To wizytówka zawodnika, który umie kończyć walki szybko i brutalnie.
Przerwany plan i pierwsza porażka w KSW
Na styczeń 2026 roku zaplanowano dla Zająca starcie z Ibragimem Chuzhigaevem, byłym mistrzem KSW. Miał to być najbardziej prestiżowy test w jego karierze. Do walki jednak nie doszło – Zając wypadł z niej z powodu kontuzji.
Zamiast tego na gali KSW 116 zestawiono go z Damianem Piwowarczykiem. Tym razem passa się skończyła: Piwowarczyk znokautował Zająca w drugiej rundzie. Mimo porażki starcie zostało uznane walką wieczoru i otrzymało odpowiedni bonus – dowód, że nawet w przegranej Zając dał widzom emocje na wysokim poziomie.
„Wieczór w Rzeszowie 10 października zapowiada się na niezapomniany” – tak organizatorzy reklamują galę KSW 122, która odbędzie się w Hali Podpromie. Bilety w większości już się rozeszły.
Głównym punktem wieczoru będzie walka o pas mistrzowski kategorii do 77 kg między Adrianem Bartosińskim (19-1) i Adamem Masaevem (11-0). Bartosiński broni tytułu mistrza KSW w wadze półśredniej, który zdobył w 2023 roku – od tamtej pory obronił go już pięć razy. Jedyną porażkę w karierze zafundował mu Mamed Khalidov, w walce, do której Bartosiński podszedł w wadze 84 kg. Jego rywal przyjeżdża do Rzeszowa bez jednej przegranej na koncie – bilans 11-0 stawia Masaeva w gronie najgroźniejszych zawodników wywodzących się z Czeczenii. Dziewięć z jedenastu zwycięstw zaliczył przez poddanie, co dość wyraźnie podpowiada, gdzie może szukać rozstrzygnięcia w Hali Podpromie.
Współgłównym wydarzeniem gali będzie walka w wadze do 61 kg między Vitaliim Yakymenko (11-2) i Marcello Morellim (8-4). Dla Ukraińca to pierwsza obrona pasa, który zdobył, pokonując Sebastiana Przybysza. Morelli podchodzi do tego starcia po raz drugi w karierze, próbując sięgnąć po tytuł – pierwsza szansa skończyła się bolesną lekcją: w trzeciej rundzie przegrał przez uduszenie od tyłu, właśnie z Przybyszem.
Soldaev wraca po złamanym palcu
Na karcie znajdzie się także pojedynek w wadze lekkiej między Adamem Soldaevem (10-3) i Mateuszem Makarowskim (14-7-1). Soldaev, numer jeden rankingu wagi piórkowej KSW, zmienia kategorię – to będzie jego pierwsza w karierze walka w wadze lekkiej. Ostatni raz widzieliśmy go w klatce, gdy przegrał z Patrykiem Kaczmarczykiem przez duszenie w piątej rundzie starcia o pas tymczasowego mistrza KSW wagi piórkowej. To właśnie w tamtej, ostatniej rundzie złamał palec.
Jego rywal, Mateusz Makarowski, zajmuje trzecie miejsce w rankingu wagi lekkiej KSW. Były mistrz organizacji Babilon wciąż nie zna smaku porażki w KSW – na koncie ma tam dwa starcia. Pierwsze wygrał jednogłośną decyzją sędziów z Francuzem Aymardem Guichem, drugie – przez nokaut z Brazylijczykiem Paivą. Ten sam Paiva, pokonany wcześniej przez Makarowskiego, również pojawi się na karcie KSW 122.
Otwierającą część karty uzupełnią trzy pojedynki: Bogusz (4-0) zmierzy się z Cholewą (3-1), Decowski (6-1) z Karkułą (6-1), a Włodarczyk (3-0) z Paivą (12-5-2).
„QUILLAN SALKILLD ÉTRANGLE MATEUSZ GAMROT AU 1ER ROUND!!!” – taki komunikat obiegł sieć wraz z relacjami z UFC Vegas 120. 9 sierpnia 2026 roku Australijczyk poddał Polaka duszeniem zza pleców już w pierwszej rundzie. Skutki tej porażki w rankingach organizacji widać dopiero teraz w pełnej krasie.
Gamrot i Salkilld starli się w walce wieczoru gali UFC Vegas 120. Dla 28-letniego zawodnika z Perth był to pierwszy main event w karierze w UFC i, trzeba przyznać, Australijczyk tej okazji nie zmarnował.
Już na początku starcia Salkilld wstrząsnął Polakiem, trafiając go lewym sierpowym w kontrze. Gamrot próbował się ratować obaleniem, ale rywal obronił się w defensywie. Gdy Polak ponownie poszedł po nogi, dał się złapać w balachę na kolano. Chwilę później Australijczyk zamknął duszenie zza pleców i skończył walkę jeszcze w pierwszej rundzie.
To już piąta porażka w karierze Mateusza Gamrota i druga, w której przegrał przez poddanie. Były dwukrotny mistrz KSW w dwóch kategoriach wagowych, dziś zawodnik American Top Team, musi teraz przetrawić kolejną trudną lekcję na najwyższym poziomie.
Ranking bez litości
Przed pojedynkiem z Salkilldem Gamrot zajmował 6. miejsce w rankingu META UFC kategorii do 70 kilogramów. We wtorek organizacja zaktualizowała tę klasyfikację i Polak spadł na 9. pozycję. Ranking META powstaje przy pomocy sztucznej inteligencji, więc reakcja na wynik przyszła szybko i bez sentymentów.
Nieco łagodniej obszedł się z Gamrotem tradycyjny ranking układany przez media branżowe – tam Polak zsunął się jedynie z 8. na 9. miejsce. Mimo porażki, w obu klasyfikacjach kategorii lekkiej Gamrot utrzymał się w Top 10.
W poniedziałkowym oświadczeniu Polak zapewnił, że mimo niepowodzenia nie zamierza się poddawać i będzie kontynuował pisanie swojej historii w UFC.
„Na pewno to wziął do siebie. Afery klubowe nie schodzą na drugi plan, a Ty nie możesz przez to normalnie funkcjonować, bo to nie jest możliwe” – w ten sposób Denis Labryga ocenił, jak ostatnie klubowe zawirowania odbiły się na formie Mateusza Gamrota w Las Vegas.
Gamrot przegrał tam z Quillanem Salkilldem. Australijczyk zapiął duszenie zza pleców i zmusił byłego podwójnego mistrza KSW do poddania walki. Przez większość starcia skutecznie odpierał próby zapaśnicze Polaka. Gamrot spróbował jeszcze zaatakować nogę rywala, ale ten poradził sobie z tym zagrożeniem bez większych problemów. Finalnie Salkilld przejął plecy Polaka, zaczął pracować nad duszeniem i doprowadził walkę do zwycięskiego dla siebie zakończenia.
Sama porażka to jednak nie wszystko – ostatnie tygodnie i tak nie były dla Gamrota łaskawe. Kilka tygodni przed walką z Salkilldem zakończyła się jego wieloletnia współpraca z klubem Czerwony Smok. Zawodnik twierdził, że to on otrzymał wypowiedzenie i decyzja o rozstaniu nie zależała od niego. Klub przedstawił jednak zupełnie inną wersję, sugerując, że to sam Gamrot doprowadził do zakończenia współpracy.
Na tym się nie skończyło. Andrzej Kościelski wrócił do kulis rozstania z Gamrotem podczas rozmowy w klubie Ankos MMA. Padły zarzuty dotyczące kwestii finansowych oraz rozpadu dawnej grupy zawodniczej. Gamrot nie zostawił tego bez odpowiedzi – w oświadczeniu odrzucił oskarżenia i przekonywał, że proponował trenerowi rozliczenie, ale ten nie chciał przyjąć pieniędzy.
Labryga: w Polsce jest lepsza opieka trenerska
Denis Labryga nie zatrzymał się na komentarzu do samych afer. Poszedł dalej i zwrócił uwagę na przygotowania Gamrota w Stanach Zjednoczonych. „Myślę, że przygotowania w Stanach to nie jest rzecz, przez którą będziesz lepszym zawodnikiem, bo dużo znam szkoleniowców w Polsce, którzy lepiej by go przygotowali, niż treningi w American Top Team” – powiedział.
Sam Labryga od kilku lat mówi otwarcie, że w przyszłości chce zostać zawodnikiem UFC. Liczy, że odpowiednie zwycięstwa otworzą mu drogę do programu Contender Series, a stamtąd – do największej organizacji MMA na świecie. Ostatnio walczył na gali FAME 30 z byłym zawodnikiem UFC Makhmudem Muradovem – stawką był pas mistrzowski wagi ciężkiej w kickboxingu w małych rękawicach. W tej walce Labryga był dwukrotnie liczony i ostatecznie przegrał jednogłośną decyzją sędziów.
„11 sierpnia w Las Vegas w Stanach Zjednoczonych odbędzie się pierwsza gala Dana White’s Contender Series w tym roku” — sezon 2026 startuje w sprawdzonym miejscu i w sprawdzonej formule. Dla zawodników stawką jest jednak coś znacznie ważniejsze niż same punkty w rankingu.
Na gali odbędzie się pięć walk, a ich uczestnicy będą bić się o kontrakt z UFC. I to właśnie ta nagroda, nie sam wynik pojedynku, jest istotą całego formatu Dana White’s Contender Series.
Transmisję zapewni platforma UFC Fight Pass. Początek zaplanowano na godzinę 01:00 w nocy z 11 na 12 sierpnia — kibice w Polsce będą musieli albo zaparzyć sobie mocną kawę, albo pogodzić się z obejrzeniem gali dopiero rano.
Karta walk
Walką wieczoru będzie starcie w kategorii do 265 lb między Mattem Adamsem, legitymującym się bilansem 6-2-0, i Anthonym Wintem, który na koncie ma komplet zwycięstw 6-0-0. Na papierze niepokonany rekord Winta czyni go wyraźnym faworytem, choć akurat takie starcia Contender Series najczęściej zamienia w niespodzianki.
W kategorii do 155 lb zobaczymy pojedynek Abe Alsaghira (8-0-0) z Fabrizio Escarregą (9-1-0). Obaj wchodzą do klatki z bilansem, który zapowiada walkę wyrównaną i techniczną.
Kolejna para to starcie w limicie 125 lb między Bilalem Hasanem (8-0-0) i Mridulem Saikią (9-1-0). Tak jak w poprzednim pojedynku, obie strony przyjeżdżają do Las Vegas niepokonane lub niemal niepokonane — to zwykle oznacza wysokie tempo już od pierwszej sekundy.
W kategorii do 145 lb zmierzą się Ananias Mulumba (10-3-0) i Tom Pagliarulo (10-2-0). Obaj mają na koncie po dziesięć zwycięstw, przez co ten pojedynek zalicza się do jednych z najbardziej wyrównanych w całej karcie.
Kartę główną zamyka walka w kategorii do 185 lb pomiędzy niepokonanym Jonem Kunnemanem (10-0-0) i Joe Kropschotem (8-3-0). Dla Kunnemana to okazja, by przypieczętować perfekcyjny rekord kontraktem z największą organizacją MMA na świecie.
„Postawcie dom na Gamrota. Obserwowałem go na treningach. Byłem w American Top Team i ten facet wygląda ostrzej niż kiedykolwiek. Jego kondycja jest niesamowita. Jego stójka cały czas się poprawia” – zachęcał widzów Jorge Masvidal jeszcze przed galą UFC Vegas 120. Kilkadziesiąt minut później musiał się z tych słów gęsto tłumaczyć.
Mateusz Gamrot przegrał z Quillanem Salkilldem przez poddanie już w pierwszej rundzie. Dla Australijczyka było to najważniejsze zwycięstwo w dotychczasowej karierze.
Masvidal, komentując pojedynek w programie Deep Waters na UFC on Paramount+, oparł swoją prognozę na tym, co widział na macie. Przekonały go treningi Gamrota w słynnym klubie American Top Team. Były wojownik wagi półśredniej nie szczędził słów zachwytu – mówił o formie, kondycji i coraz lepszej stójce Polaka.
Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Przed walką Gamrota typowano jako zawodnika, który powinien wykorzystać przewagę w zapasach i grapplingu. Salkilld od debiutu w UFC imponował jednak skutecznością w stójce i to on, nie Polak, zdecydował, gdzie i jak potoczy się pojedynek w Las Vegas. 26-letni Australijczyk poddał Gamrota w pierwszej rundzie – wynik, który dla niego samego jest przełomem w karierze.
„Powiedziałem im o tym domu przed kamerą”
Po zakończeniu walki Masvidal wrócił przed kamery Deep Waters, tym razem w zupełnie innym tonie. „Chcę przeprosić kogoś na czacie. Mówiłem mu o tym domu, człowieku. O Gamrocie. Przepraszam wszystkich. Powiedziałem im o tym domu przed kamerą” – mówił, wracając do własnej rekomendacji z przedmeczowej zapowiedzi.
Deklaracja o „stawianiu domu” na Gamrota krążyła po sieci jeszcze przed wejściem zawodników do klatki. Gdy po pierwszej rundzie Polak trafił na poddanie, słowa Masvidala stały się punktem, z którego nie dało się już wycofać bez publicznego mea culpa.
„Makhachev już w najbliższą sobotę stanie do pierwszej obrony pasa w kategorii półśredniej” – tak zapowiadana jest jedna z głównych walk najbliższej gali UFC. Dagestańczyk podczas UFC 330 w Pensylwanii zmierzy się z Ianem Machado Garrym.
Makhachev ma 34 lata i od dawna jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci organizacji. Do wyższej kategorii wagowej przeniósł się po czwartej obronie pasa w limicie lekkim. Nowy rozdział kariery zaczął się spektakularnie – w listopadzie ubiegłego roku, podczas UFC 322 w Madison Square Garden w Nowym Jorku, stanął do walki o drugi mistrzowski pas. Pokonał wtedy Jacka Della Maddalenę jednogłośną decyzją sędziów, wygrywając wszystkie trzy karty 50-45. „Makhachev wygrał pewną jednogłośną decyzją sędziów (50-45×3)” – podsumowano tamten wieczór.
Zanim jednak przyszedł czas na przygotowania do kolejnej obrony pasa, Makhachev znalazł chwilę na coś zupełnie innego niż trening na macie. Wolny czas spędzał na wędkowaniu w New Jersey. Podczas jednej z takich wypraw złowił rekina – towarzyszący mu znajomi z początku byli przekonani, że na haczyku wisi ogromna płaszczka. Zwierzę ostatecznie uwolniono i wróciło do oceanu.
Kim jest Ian Machado Garry?
Rywal Makhacheva zapracował na szansę mistrzowską dwoma zwycięstwami z rzędu. Najpierw pokonał na punkty Carlosa Pratesa, a potem ograł byłego mistrza kategorii, Belala Muhammada. Jedyną porażkę w karierze zaliczył w 2024 roku, przegrywając ze Shavkatem Rakhmonovem.
Przed walką w Pensylwanii rozmowy o Makhachevie nie kręciły się wyłącznie wokół klatki. Dagestańczyk wyznał, że Turki Alalshikh złożył mu ofertę pojedynku bokserskiego w ramach Zuffa Boxing. Na razie jednak wszystkie oczy skierowane są na sobotni wieczór i pytanie, czy mistrz obroni pas również w drugiej kategorii wagowej.