⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Dlaczego Unia Oświęcim przesunęła najbliższy sparing z wieczora na samo południe? Odpowiedź nie ma nic wspólnego z terminarzem czy rywalem — chodzi o lód.

Klub poinformował, że mecz kontrolny, pierwotnie zaplanowany na godzinę 18:00, rozpocznie się o 12:00. Powód jest prozaiczny, ale poważny: upał nagrzewa dach lodowiska, a to mogłoby pogorszyć jakość tafli i utrudnić prawidłowe rozegranie spotkania. W oficjalnym komunikacie klub wprost przyznaje, że o zmianie terminu zdecydowały warunki atmosferyczne.

To jednak nie oznacza, że wieczorne mecze odchodzą do lamusa. Kolejny sparing rozegrany zostanie już 3 września — tym razem o standardowej porze, czyli o 18:00.

Kibice kupują karnety

Przygotowania do sezonu to nie tylko lód i terminarz. Są jeszcze karnety — a tu dane mówią same za siebie: w ciągu pierwszych dwóch dni sprzedaży Unia Oświęcim sprzedała ich 201 na nadchodzące rozgrywki. Mimo letnich kłopotów z taflą, zainteresowanie drużyną wśród kibiców najwyraźniej nie zmalało.

Bilans po zakończeniu ubiegłych rozgrywek klubowych w Europie jest jasny: 29 drużyn miało pewny udział w Lidze Mistrzów już po sezonie 2025/2026. Docelowo nowa edycja Champions League policzy jednak 36 zespołów — stawka wciąż więc nie jest kompletna.

Wśród pewniaków nie mogło zabraknąć aktualnego mistrza kontynentu. Paris Saint-Germain zapewniło sobie miejsce jako obrońca trofeum, a towarzystwa dotrzyma mu Aston Villa, triumfator Ligi Europy. Premier League deleguje do Ligi Mistrzów Arsenal FC, Manchester City, Manchester United oraz Liverpool FC. Podobnie mocno prezentują się Włochy — z Serie A awansowały Inter Mediolan, SSC Napoli, AS Roma i rewelacyjne Como 1907.

Hiszpańska La Liga wystawia aż pięć drużyn: FC Barcelonę, Real Madryt, Villarreal CF, Atletico Madryt oraz Real Betis. Niemiecka Bundesliga odpowiada czterema klubami — Bayernem Monachium, Borussią Dortmund, RB Lipsk i VfB Stuttgart. Francję reprezentują z kolei RC Lens i Lille OSC.

Na liście pewniaków znalazły się też duety z Holandii — PSV Eindhoven i Feyenoord Rotterdam — oraz z Portugalii, gdzie awans wywalczyły FC Porto i Sporting CP. Komplet dopełniają pojedyncze kluby z mniejszych lig: belgijski Club Brugge, czeska Slavia Praga, turecki Galatasaray oraz ukraiński Szachtar Donieck.

Kto powalczy o ostatnie siedem biletów

Reszta układanki poukłada się dopiero po IV rundzie eliminacyjnej. To w niej rozstrzygnie się los siedmiu pozostałych miejsc w fazie ligowej. Stawka par jest wyrównana, a niektóre zestawienia potrafią zaskoczyć.

Bułgarski Lewski Sofia zmierzy się z greckim AEK Ateny, a szkocki Celtic FC zagra z austriackim LASK Linz. Chorwackie Dinamo Zagrzeb trafiło na norweski Viking Stavanger, natomiast izraelski Hapoel Beer Szewa skrzyżuje szpady z azerskim Sabah FK.

Ciekawie zapowiada się też starcie holenderskiego NEC Nijmegen z norweskim FK Bodo/Glimt oraz pojedynek słowackiego Slovanu Bratysława ze słoweńskim NK Celje. Najbardziej rozpoznawalną parą pozostaje jednak konfrontacja tureckiego Fenerbahce z francuskim Olympique Lyon. Dwa kluby z bogatą historią europejskich pucharów zagrają o miejsce wśród 36 najlepszych drużyn kontynentu.

„Fenerbahce zasłużenie awansowało” – takie zdanie krążyło po Grazu, gdy turecki klub domykał awans w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Bez udziału mistrza i wicemistrza Polski.

W stolicy Styrii Fenerbahce SK pokonało miejscowy Sturm Graz 1:0. O zwycięstwie zadecydował Talisca, który w 67. minucie wykorzystał rzut karny. To wystarczyło – przez całe 180 minut dwumeczu Sturm nie zdołał strzelić ani jednej bramki. Pierwsze spotkanie w Turcji Fenerbahce wygrało 2:0, więc rewanż był już czystą formalnością. Ostatecznie to tureccy piłkarze przeszli do kolejnej rundy eliminacji kosztem austriackiego zespołu.

Równie jednoznaczny scenariusz, choć z dużo większymi emocjami, rozegrał się w Holandii. Pierwszy mecz NEC Nijmegen z Olympiakosem Pireus zakończył się bezbramkowym remisem 0:0, więc wszystko musiał rozstrzygnąć rewanż. Gospodarze wygrali po dogrywce 2:1 i to oni, a nie grecki faworyt, zagrają dalej w europejskich pucharach.

Niespodzianka wydarzyła się też na Bałkanach. FK Crvena zvezda przegrała pierwszy mecz z Hapoelem Beer Szewa, rozgrywany na Węgrzech, 0:1. W rewanżu na własnym Stadionie Rajka Miticia Serbowie ulegli izraelskiej drużynie już 0:2 – i to Hapoel awansował kosztem znacznie bardziej utytułowanego rywala.

Kajrat Ałmaty przegrał obydwa spotkania z Lewskim Sofia – najpierw 0:1, potem identycznym wynikiem w rewanżu. Bułgarzy nie musieli się więc specjalnie wysilać, by potwierdzić awans do kolejnej rundy kosztem kazachskiego zespołu.

Bodo/Glimt i Sabah FK odrabiają straty

Prawdziwy dreszczowiec zaserwowały Sabah FK i AGF Aarhus. Pierwszy mecz w Danii duńska drużyna wygrała 2:1, co dawało jej solidną przewagę przed rewanżem. Azerowie odpowiedzieli jednak druzgocącym 4:0 – i to oni cieszyli się z awansu kosztem AGF Aarhus.

Podobny, choć jeszcze bardziej dramatyczny scenariusz rozegrał się w przypadku FK Bodo/Glimt. Pierwszy mecz z Royale Union Saint-Gilloise zakończył się szalonym remisem 3:3. W rewanżu Norwegowie musieli grać dogrywkę. Wygrali ją 3:2, pieczętując awans kosztem belgijskiego rywala.

Bez większych niespodzianek zakończyły się za to starcia Żalgirisu Kowno z Dinamo Zagrzeb oraz Olympique Lyon ze Spartą Praga. Litwini przegrali pierwszy mecz aż 0:5, więc porażka 1:2 w rewanżu niczego już nie zmieniała – Chorwaci pewnie awansowali dalej. Z kolei Lyon, mimo porażki 1:2 w pierwszym meczu ze Spartą Praga, w rewanżu rozgromił czeską drużynę 3:0. Awans, i to z nawiązką, jest więc po stronie Francuzów.

Do dalszej rywalizacji przebiły się również Slovan Bratysława i NK Celje. Słowacy pokonali w rewanżu Mjallby AIF 2:0, co po wygranej 2:1 w pierwszym spotkaniu dało im komplet punktów w dwumeczu i awans kosztem szwedzkiego zespołu. Celje z kolei odrobiło straty po porażce 1:2 z Araratem Erywań – wygrywając rewanż 2:0 i awansując kosztem ormiańskiej drużyny.

„Martin Sherif z Evertonu został oskarżony o naruszenie przepisów bukmacherskich” – taki komunikat wydał Angielski Związek Piłki Nożnej (FA), stawiając zarzuty 20-letniemu napastnikowi.

Jak podaje FA, piłkarz w ciągu 15 miesięcy postawił aż 61 zakładów na mecze piłkarskie. Zarzuty obejmują okres od 20 listopada 2024 r. do 12 lutego 2026 r. Sherif miał złamać Przepis FA E1.2 – ten reguluje zasady obstawiania meczów przez osoby związane z futbolem.

Na odpowiedź zawodnik ma czas do poniedziałku, 17 sierpnia. Do tego czasu sprawa pozostaje otwarta. Klub na razie nie skomentował oficjalnie decyzji FA.

Kariera przerwana kontuzjami

Martin Sherif urodził się w Liberii, do akademii Evertonu trafił w 2019 roku. Na początku 2025 r. zaczął trenować z pierwszym zespołem klubu z Merseyside – to miał być kolejny krok w jego rozwoju.

Latem poprzedniego roku napastnik wyjechał na wypożyczenie do Rotherham United. W League One rozegrał tam 17 meczów i strzelił dwie bramki, zanim seria urazów zmusiła go do powrotu do Evertonu w grudniu. Według niektórych statystyk klubowych cały epizod w Rotherham to jednak 10 spotkań i dwa trafienia. Sam Rotherham United sezon zakończył spadkiem z League One.

Teraz przyszłość 20-latka zależy od tego, jak odpowie na zarzuty FA. Decyzja związku może zaważyć nie tylko na jego karierze w Evertonie, ale i na dalszych krokach w angielskim futbolu.

„Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że 7 lat temu wróciłem do GKS-u Katowice i byliśmy na trzecim poziomie rozgrywkowym” — przypomniał Rafał Górak, trener GKS-u Katowice, tuż po tym, jak dobiegła końca europejska przygoda klubu.

GKS Katowice odpadł z europejskich pucharów po dwumeczu z Hapoelem Tel Awiw. Pierwsze starcie katowiczanie przegrali 0:2. W rewanżu przed własną publicznością wyglądało to zupełnie inaczej — GKS wygrał 2:1. Tyle że na odwrócenie losów dwumeczu to nie starczyło. Ostatecznie porażka 2:3 w dwumeczu zamknęła europejski rozdział.

Oba gole w rewanżu padły w końcówce meczu. Najpierw wyrównał Ilja Szkurin. O zwycięstwie przesądził w 90. minucie Arkadiusz Jędrych, który wykorzystał rzut karny i ustalił wynik na 2:1. Trybuny szalały z radości, ale euforia szybko zderzyła się z gorzką matematyką dwumeczu.

„20 parę lat nas nie było w europejskich pucharach”

Górak przypomniał, jak długą drogę klub przeszedł od jego powrotu na ławkę trenerską. Siedem lat temu GKS grał jeszcze na trzecim poziomie rozgrywkowym. Wcześniej przez ponad dwie dekady w europejskich rozgrywkach nie było go w ogóle.

„I jeżeli ktoś by mi wtedy powiedział, te 7 lat temu, że dzisiaj będę się żegnał z europejskimi pucharami i będę miał w sobie ogromny niedosyt, to może nie powiem, żebym nie wierzył, ale powiedziałbym, że to marzenia, które dzisiaj jeszcze nie sięgają mojej głowy” — mówił trener po meczu.

Górak nie krył rozczarowania odpadnięciem z pucharów, choć rewanż wygrali. Podkreślał jednak, że nie zamierza udawać, iż porażki nie było. Bo dla GKS-u Katowice — klubu, który jeszcze niedawno walczył o przetrwanie na zapleczu ekstraklasy — sam start w europejskich pucharach był już historycznym osiągnięciem.

„Zmiana liderów w szatni FC Barcelony nabrała tempa po wypożyczeniu dwóch piłkarzy – ter Stegena i Araujo, także odejściu Roberta Lewandowskiego” – pisze hiszpański „As”, opisując przetasowania w klubowej hierarchii.

Wypożyczenie Marc-André ter Stegena i Ronalda Araujo, do tego odejście Lewandowskiego – to wszystko zmusiło klub do przemyślenia układu sił w szatni. I jest kolejny sygnał zmian: jak podaje „As”, słabnie pozycja Frenkiego de Jonga w hierarchii zespołu.

Powód jest prozaiczny, choć bolesny. Holender nie zagra przez kilka miesięcy – kontuzja kolana wyłączyła go z gry. Klub i trener mieli być przy tym niezadowoleni ze sposobu, w jaki zarządzał urazem prawego kolana. Efekt? De Jong może wypaść z gry na dłużej, niż pierwotnie zakładano.

Kto może zostać nowym kapitanem

Barcelona musi jeszcze wybrać dwóch kapitanów na sezon 2026-27. Wśród kandydatów pojawiają się nazwiska Erica Garcii, Gaviego oraz Pau Cubarsiego.

Garcia ma już doświadczenie z opaską – nosił ją w zespołach młodzieżowych klubu. Cubarsi wchodzi w ten sezon w dobrej formie, po udanym mundialu. To właśnie ci trzej, obok Gaviego, mają dziś realne szanse dołączyć do grona liderów drużyny w nadchodzącym sezonie.

„17-letni zawodnik miał kilka fenomenalnych sytuacji strzeleckich, ale nie wykorzystał ich w niemal niemożliwych do spudłowania okolicznościach” — tak po finale Superpucharu UEFA podsumowano występ jednego z młodych piłkarzy Aston Villi. Trofeum powędrowało jednak do Paris Saint-Germain, które pokonało angielski zespół 2:1.

Poziom spotkania był wysoki od pierwszego gwizdka. Już w 20. minucie na prowadzenie wyprowadził paryżan Chwicza Kwaracchelia. Aston Villa nie miała jednak zamiaru się poddawać — tuż przed przerwą, w 45. minucie, wyrównał Brian Madjo. Do szatni oba zespoły schodziły przy remisie 1:1.

Po zmianie stron los trofeum przypieczętował Desire Doue. W 61. minucie strzelił bramkę, która dała PSG zwycięstwo. Podopieczni Luisa Enrique upilnowali wynik do końca meczu i triumfowali 2:1 nad przedstawicielem Premier League.

Skład mistrzów i pretendenta

Luis Enrique wystawił do finału następujący skład: między słupkami Matwiej Safonow, przed nim Achraf Hakimi, Marquinhos, Willian Pacho i Nuno Mendes — zmieniony w 75. minucie. Środek pola tworzyli Warren Zaire-Emery, Vitinha oraz Joao Neves, także zdjęty w 75. Za grę w ofensywie odpowiadali Maghnes Akliouche, zastąpiony w przerwie przez Ousmane Dembele, Desire Doue, zmieniony w 87. minucie przez Senny’ego Mayulu, oraz Chwicza Kwaracchelia, który ustąpił miejsca Lucasowi Beraldo w 88. minucie.

Aston Villa zagrała w składzie: Marco Bizot w bramce, przed nim Matty Cash, Victor Lindelof, Pau Torres i Ian Maatsen — Torres zszedł z boiska w 79. minucie. W pomocy wystąpili John McGinn, zmieniony w 72. minucie przez Alyssona, Joao Gomes, zdjęty w 79. minucie na rzecz Rossa Barkleya, oraz Boubacar Kamara, którego w 72. minucie zastąpił Lamare Bogarde. W ataku grali Emiliano Buendia i Brian Madjo — strzelec gola dla Villi, zmieniony w 72. minucie przez Tammy’ego Abrahama.

To właśnie w tym gronie znalazł się bohater niechlubnej statystyki finału. Siedemnastolatek miał kilka fenomenalnych okazji do zdobycia bramki i żadnej z nich nie zamienił na gola — mimo warunków, w których pudłować niemal się nie da. PSG i tak wróciło do domu z Superpucharem UEFA w bagażu.

„Podczas dnia zdjęciowego na Węgrzech Honda napotkała poważniejsze problemy niż oczekiwano” — taki wniosek płynie z testów zmodernizowanego silnika RA626H, które japoński producent przeprowadził na Hungaroring w ramach dnia zdjęciowego po GP Węgier. Dla Aston Martina, który miał dzięki tej jednostce wreszcie się odbić od dna, to kolejna zła wiadomość w sezonie, który i tak trudno nazwać udanym.

Lawrence Stroll wydał już ponad 500 milionów dolarów na zakup i rozwój zespołu. Te pieniądze miały przełożyć się na sukcesy. Efekty wciąż są jednak dalekie od oczekiwań właściciela, a jego syn, Lance Stroll, nie wygrał ani jednego wyścigu od debiutu w Formule 1 — co dodatkowo podgrzewa atmosferę wokół całego projektu.

Plan na sezon 2026 wydawał się solidny. Zespół chciał wykorzystać rewolucję techniczną w regulaminie, nowych inżynierów oraz silnik dostarczany przez Hondę. W praktyce jednak coś nie zagrało — inżynierowie pod kierownictwem Adriana Neweya opracowali słabe rozwiązania aerodynamiczne, a jednostka Hondy okazała się mało wydajna i awaryjna.

Na poprawę miała dać nadzieję zmodernizowana wersja silnika, która zgodnie z planem miała zadebiutować po przerwie wakacyjnej. Testy na Hungaroring miały to potwierdzić — sprawdzano tam pakiet zmian wprowadzanych w ramach mechanizmu ADUO, przyznawanego producentom silników zmagającym się z niedoborami wydajności i niezawodności. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna niż zakładano.

30 koni mocy, których nie było

Zmodernizowana jednostka miała dać dodatkowe 30 koni mechanicznych. Tego celu nie udało się jednak osiągnąć podczas testów na Hungaroring. Honda liczy, że problemy zostaną rozwiązane do czasu Grand Prix Holandii w Zandvoort, choć sama przyznaje, że początkowy wzrost mocy może być niższy niż zakładane 30 KM.

Na torze to wszystko przekłada się na konkretne liczby, a te są dla Aston Martina bezlitosne. Zespół zdobył w tym sezonie tylko jeden punkt. Gorszy wynik w klasyfikacji zespołów ma jedynie debiutujący w F1 Cadillac, który budował swoją strukturę od zera — startował więc bez żadnego dorobku, infrastruktury i doświadczenia, jakie Aston Martin miał już zbudowane.

To właśnie ten kontekst czyni sytuację Stroll’a tak niewygodną. Zespół z wieloletnią historią i budżetem liczonym w setkach milionów dolarów plasuje się tuż nad nowym projektem, który dopiero raczkuje w Formule 1. Wyniki testów na Hungaroring nie dają na razie powodów do optymizmu przed Zandvoort.

„To było bardzo trudne. Ciężko nam było się rozwinąć w odpowiedni sposób. Myślę, że nie wykonaliśmy wystarczająco dobrej pracy” – powiedział Sergio Perez w rozmowie z motorsport.com. Meksykanin nie owija w bawełnę, oceniając pierwszy sezon Cadillaca w Formule 1.

Cadillac jest pierwszym zespołem debiutującym w Formule 1 od czasu Haasa w 2016 roku. To amerykańska ekipa, w której barwach jeżdżą Sergio Perez i Valtteri Bottas – obaj wrócili do stawki po rocznej przerwie. Tyle że powrót do rywalizacji na szczycie okazał się dużo bardziej wyboisty, niż mogli się spodziewać.

Głównym problemem bolidu jest błędna konstrukcja hamulców oraz zawieszenia. Awarie tych podzespołów u obu kierowców skutkują regularnym przedwczesnym wycofaniem z wyścigów. Zespół próbował reagować – na Grand Prix Austrii dostarczono najnowsze aktualizacje, zmieniając sekcje boczne oraz podłogę bolidu. Jeszcze przed weekendem wyścigowym na Hungaroringu Perez przewidział, że rozwój samochodu jest niewystarczający i Cadillac zostanie wyprzedzony przez Astona Martina.

Perez: musimy przemyśleć nasze mechanizmy

Perez nie ograniczył się do diagnozy tempa rozwoju. Zdaniem kierowcy zespół musi przemyśleć swoje mechanizmy, by wprowadzać mocniejsze ulepszenia, „ponieważ F1 polega właśnie na nieustannym rozwoju”. Wskazał też na strukturalny problem, z którym boryka się każdy nowy zespół na starcie w Formule 1.

„Odstajemy trochę od reszty stawki, ale jako nowy zespół, jasne jest, że nie będziemy w stanie się rozwijać, tak jakbyśmy chcieli. Ze względu na udział osób trzecich nie kontrolujemy w pełni naszego rozwoju, co nie jest w pełni efektywne”.

Problem ma konkretne źródło. Cadillac jako nowy zespół nie jest w stanie samodzielnie produkować wszystkich części oraz podzespołów. Poza jednostką napędową i skrzynią biegów, resztę komponentów bolidu dostarczają firmy zewnętrzne. Innymi słowy – tempo zmian zależy nie tylko od inżynierów zespołu, ale i od partnerów, na których wpływ Cadillaca jest ograniczony.

Perez porównał sytuację do rywali, którzy działają z dużo większą precyzją planowania. „Nie mamy jasnego procesu rozwoju, tak jak inne zespoły. Oni mają bardzo klarowne plany i wiedzą, jak działać z wyprzedzeniem” – stwierdził. Dodał, że ekipa „stara się zrozumieć jak najwięcej, aby zmaksymalizować nasz potencjał”.

Lowdon patrzy już w stronę 2027 roku

Szef zespołu Graeme Lowdon potwierdza, że druga połowa sezonu przyniesie kolejne ulepszenia bolidu. Cel jest jednak szerszy niż tylko poprawa wyników w tym roku – liczy się przede wszystkim lepszy start w sezonie 2027.

„Jesteśmy w takim momencie, w którym powoli skupiamy się już na przyszłym sezonie. (…) nie wydaje mi się, aby ktokolwiek w ekipie był zadowolony z tego, gdzie obecnie jesteśmy. Sądzę, że zespół wprowadzi jeszcze kilka aktualizacji do bolidu, aby utwierdzić się, że nasz plan rozwoju jest solidny” – powiedział Lowdon.

Na razie w tabeli punktowej Cadillaca próżno szukać dużego wkładu wyścigowego. Perez zdobył punkt dla zespołu podczas GP Monako, ale został go pozbawiony po karze za błędne ustawienie się na polu startowym. Dla ekipy, która wciąż uczy się funkcjonować w rytmie Formuły 1, to kolejny drobny, ale bolesny epizod debiutanckiego sezonu.

„Odpoczynek, regeneracja, ładowanie baterii” – tak Lewis Hamilton podpisał zdjęcia ze swoich letnich wakacji. Przerwę w kalendarzu Formuły 1 Brytyjczyk spędza w otoczeniu ukochanej, Kim Kardashian.

Kierowca Ferrari nie ogranicza się jednak do romantycznych kadrów z partnerką. Na Instagramie pokazał też pierwsze zdjęcia nowego pupila – szczeniaka o imieniu Halo. To suczka rasy golden retriever, która kilka tygodni temu trafiła do Los Angeles.

Halo nie wpadła jednak w niedoświadczone ręce. Jej szkoleniem zajmie się Kirstin McMillan – ta sama trenerka, która wcześniej pracowała z innymi psami Hamiltona, Roscoe i Coco. Widać w tym tę samą metodyczność, jaką Brytyjczyk znany jest z torów – tu przeniesioną na wychowanie nowego członka rodziny.

Sezon pełen wyzwań i pierwsze zwycięstwo w Ferrari

Ten wakacyjny odpoczynek przychodzi w samą porę. Pierwsza część sezonu przyniosła Hamiltonowi coś, na co czekał od dawna – pierwsze Grand Prix wygrane w barwach Ferrari. Dla 41-letniego kierowcy, po zmianie zespołu, to był moment wyczekiwany długo.

W klasyfikacji generalnej kierowców Hamilton zajmuje obecnie drugie miejsce. Strata do liderującego Andrei Kimiego Antonellego jednak nie jest mała – aż 50 punktów. Przerwa wakacyjna to więc dla Brytyjczyka nie tylko czas na regenerację, ale też chwila, by na spokojnie przemyśleć strategię przed powrotem do rywalizacji.

Instalacja aplikacji
Pobierz