⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Ile trzeba czasu, żeby w dwóch setach zmiażdżyć rywalkę i zapewnić sobie miejsce w półfinale? Iga Świątek dała odpowiedź w Toronto – starczyła jej niewiele ponad godzina.

Polka pokonała Dianę Sznajder 6:2, 6:1 i awansowała do półfinału turnieju. Wynik mówi sam za siebie. Świątek trzymała mecz w garści od pierwszych gemów i nie pozwoliła rywalce nawet na chwilę nawiązać walki.

A tempo? Błyskawiczne. Ze Sznajder uporała się w niewiele ponad godzinę – i to najlepiej pokazuje, jak dużą przewagę zbudowała tego dnia na korcie.

Dzięki temu triumfowi Świątek jest już o krok od finału w Toronto.

Czy Katarzyna Kawa wywalczy miejsce w głównej drabince Cincinnati Open i dołączy do grona Polek grających w tym prestiżowym turnieju? Nie tym razem – w pierwszej rundzie kwalifikacji przegrała z Evą Lys 5:7, 6:1, 6:4.

Mecz był wyrównany do samego końca i zajął godzinę i 55 minut. Kawa zaczęła dobrze, wygrywając pierwszego seta. Potem coś się posypało – drugą partię oddała bez walki, 1:6, a w decydującym secie mimo oporu uległa Niemce 4:6.

Kto był faworytką, podpowiadał ranking WTA. Lys zajmuje 85. miejsce na liście, Kawa plasuje się 52 pozycje niżej, na 137.

To był dla Polki gęsty od startów okres. Tydzień wcześniej grała w turnieju WTA 125 w Warszawie. Teraz myślami jest już przy kwalifikacjach do wielkoszlemowego US Open 2026 – to właśnie do nich się teraz przygotowuje.

Cztery Polki w głównej drabince

Porażka Kawy nie zmienia jednego: polski tenis w Cincinnati i tak będzie widoczny. W turnieju głównym zagrają cztery zawodniczki znad Wisły – Iga Świątek, Maja Chwalińska, Magdalena Fręch i Magda Linette.

Cincinnati Open 2026 to impreza rangi WTA 1000 rozgrywana na kortach twardych, z pulą nagród sięgającą 7,433 mln dolarów. To jeden z najważniejszych przystanków w kalendarzu tuż przed wielkoszlemowym US Open.

Kiedy kibice zobaczą pierwszą piłkę w powietrzu w nowym sezonie NBA? I które starcia zaplanowano na sam początek rozgrywek? Liga opublikowała terminarz sezonu 2026/2027 – start wyznaczono na 20 października 2026 roku.

Sezon otworzy starcie Boston Celtics z Detroit Pistons o godz. 21:00 czasu polskiego. Godzinę po północy, o 1:00, na parkiecie pojawią się New York Knicks i Philadelphia 76ers. Trzeci mecz otwarcia zaplanowano na 3:30 czasu polskiego.

To właśnie starcie Knicks – 76ers od razu przyciągnie uwagę – i to głównie za sprawą składu gości. W Philadelphii gra bowiem LeBron James, a obok niego na parkiecie zobaczymy też Jaylena Browna.

Świąteczny hit i powrót do dawnych barw

Najwięcej emocji przyniesie jednak 25 grudnia 2026 roku. Tego dnia LeBron James, po podpisaniu umowy z 76ers, ponownie zagra w Cleveland i Miami – miastach, z którymi wiąże się znaczna część jego kariery. Tego samego dnia Jaylen Brown wróci do Bostonu, tyle że jako rywal Celtics – klubu, z którym jeszcze niedawno świętował mistrzostwo.

Świąteczny terminarz przyniesie też pierwszy powrót Giannisa Antetokounmpo do Milwaukee po głośnym transferze. Grek latem 2026 roku przeniósł się do Miami Heat, a 25 grudnia zmierzy się z Bucks na ich własnym parkiecie – już w nowych barwach.

Sezon regularny przyniesie też swój własny finał poboczny. 11 grudnia 2026 roku w Hinkle Fieldhouse w Indianapolis rozegrany zostanie finał NBA Cup.

Kto zagra w barwach Stali Ostrów Wielkopolski w nadchodzącym sezonie? Klub kończy budowę składu na rozgrywki 2026/2027 i odpowiedź znalazł w reprezentacji Ukrainy.

Nowym zawodnikiem Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski został Vyacheslav Bobrov. 33 lata, 203 centymetry wzrostu – klasyczny środkowy, który ma dołożyć siły do rotacji pod koszem.

Za sobą ma bogatą karierę klubową. Grał między innymi w BC Kijów, Pieno Zvaigzdes, Gipuzkoa Basket, Baloncesto Fuenlabrada, Dnieprze Dniepropietrowsk, Nanterre 92 oraz VEF Ryga. Ostatnim jego przystankiem przed Ostrowem Wielkopolskim był rumuński CS Dinamo Bukareszt.

Tam pokazał się z dobrej strony. W 40 rozegranych spotkaniach notował średnio 10,4 punktu, 5,5 zbiórki i 1,5 asysty na mecz. Liczby mówią same za siebie – to gracz wszechstronny, który potrafi zarówno punktować, jak i twardo walczyć pod tablicami.

Doświadczenie reprezentacyjne

Bobrov to nie tylko klubowy wojażer. To także stały punkt kadry Ukrainy. Wystąpił na EuroBaskecie w 2017 roku, a pięć lat później zagrał na mistrzostwach Europy w 2022 roku. Reprezentował swój kraj również w kwalifikacjach do mistrzostw Europy i świata.

Dla Stali to kolejny krok w budowie kadry na sezon 2026/2027. Doświadczony, wysoki zawodnik z reprezentacyjnym rodowodem – taki, który potrafi realnie zaważyć na europejskim parkiecie.

Ile może być warta jedna karta kolekcjonerska kupiona na chybił trafił? Czasem nawet 5 milionów dolarów – jeśli trafi się na podpis 19-letniego Coopera Flagga z Dallas Mavericks.

Karta zawiera podpis Flagga oraz oryginalną naszywkę, którą koszykarz miał na koszulce w październiku, podczas swojego pierwszego meczu w NBA. Właśnie to połączenie – autograf plus fragment gry z debiutu – sprawiło, że przedmiot błyskawicznie stał się jednym z najbardziej pożądanych na rynku kart koszykarskich.

Sam klub nie krył zainteresowania odzyskaniem karty. Dallas Mavericks zaproponowały jej właścicielowi dwa karnety premium ważne przez 32 sezony, koszulkę noszoną i podpisaną przez Flagga oraz sesję zdjęciową z zawodnikiem. To jednak nie była jedyna oferta.

Specjalistyczna firma zajmująca się handlem kartami kolekcjonerskimi poszła prościej i zaproponowała 1,5 miliona dolarów w gotówce. Fachowcy twierdzą jednak, że gdyby karta trafiła na aukcję, cena mogłaby dobić nawet do 5 milionów dolarów.

Kim jest Cooper Flagg

Flagg trafił do NBA ze słynnej uczelni Duke. W pierwszym sezonie wśród zawodowców notował w Dallas średnio 21 punktów, 6,7 zbiórki i 4,5 asysty na mecz.

3 kwietnia zdobył 51 punktów w starciu z Orlando Magic. Miał wtedy 19 lat i 103 dni – i tym samym został najmłodszym graczem w historii NBA, który jako nastolatek przekroczył barierę 50 punktów w jednym meczu.

Te liczby tłumaczą, dlaczego zwykły kawałek kartonu z jego podpisem wyceniany jest dziś na miliony dolarów.

Co właściwie poróżniło Don Kasjo i Natalię Cheretę, jeszcze zanim któreś z nich weszło do oktagonu? Iskra padła, gdy Don Kasjo udostępnił zrzut ekranu z Natalią Cheretą, dorzucając do tego dosadny komentarz.

Dobra jest ? dla kontentu ja bzyk**i? nic tylko współczuć jej aktualnemu facetowi ???

Wpis trafił do sieci za pośrednictwem konta SzpyrNews na Twitterze 11 sierpnia 2026 roku. W kilka godzin rozeszła się po fanach sceny freak fightowej.

Chereta nie zostawiła tego bez odpowiedzi. Nagranie, które wykorzystał Don Kasjo, powstało — jak wyjaśniła — przy tworzeniu kontentu randkowego na social media. Częste spotkania z mężczyznami, o których mowa, to według niej praca nad materiałami, nie realne randki.

Broniąc swojej wiarygodności jako twórczyni, przypomniała też dorobek zawodowy. Zagrała w 240 teledyskach i brała udział w sporej liczbie projektów powiązanych ze światem influencerów.

Don Kasjo nie zamierzał jednak odpuszczać. Odpowiedział ponownie, tym razem nie przebierając w słowach.

Rozstrzygnięcie w oktagonie

Ta wymiana zdań nie bierze się znikąd — oboje są związani z programem reality show FAME MMA. I właśnie tam ma paść ostateczne rozstrzygnięcie: konflikt między Don Kasjo a Natalią Cheretą zostanie rozwiązany w oktagonie na najbliższej gali FAME MMA.

Do tego czasu internauci mogą liczyć na kolejne odsłony słownej przepychanki. A ta już teraz napędza zainteresowanie nadchodzącą galą.

53 kilogramy różnicy w jednej walce — da się w ogóle tak walczyć? Odpowiedź poznamy 29 sierpnia w Enea Radomskim Centrum Sportu, gdzie odbędzie się gala Fame MMA 32.

W czwartkowe popołudnie organizatorzy ogłosili kolejne starcie karty. W oktagonie spotkają się Kasjusz Życiński i Bartosz Szachta. Na pierwszy rzut oka nic w tym nadzwyczajnego. Dopóki nie spojrzy się na metryczkę obu zawodników.

Życiński, znany w środowisku freak-fightowym jako Królik, mierzy 169 centymetrów wzrostu i waży 75 kilogramów. Szachta ma 193 centymetry wzrostu i waży 128 kilogramów. Różnica na wadze sięga więc 53 kilogramów, a we wzroście aż 24 centymetrów.

Różne kategorie wagowe, jedna klatka

Obaj freak-fighterzy na co dzień występują w zupełnie innych kategoriach wagowych, stąd zdziwienie kibiców. Fame MMA od lat stawia na starcia, jakich nie znajdzie się w klasycznym sporcie, a zestawienie Królika z Szachtą wpisuje się w tę filozofię niemal jak z podręcznika.

Do gali w Radomiu zostało kilka tygodni. Organizatorzy zapowiadają kolejne ogłoszenia w najbliższych dniach. Na razie jednak to właśnie starcie Życińskiego z Szachtą przyciąga największą uwagę — ze względu na skalę fizycznej przepaści między zawodnikami.

Co robi zawodnik, gdy lekarze mówią mu wprost, że kariera się skończyła? Piotr Kuberski, obecny mistrz KSW, zna tę odpowiedź lepiej niż ktokolwiek inny w polskiej klatce.

Karierę w MMA rozpoczął w 2012 roku. Potem zapadła cisza. Sześć lat bez walki — winna była poważna kontuzja, która mogła przekreślić wszystko, zanim jeszcze na dobre się zaczęło.

O tamtym czasie Kuberski opowiedział w „Dzień Dobry TVN”. Przywołał słowa lekarzy usłyszane w najgorszym momencie: „Piotrek, daj sobie już spokój, bo nic z tego nie będzie”.

„Piotrek, daj sobie już spokój, bo nic z tego nie będzie”

On się nie poddał. Wrócił. W mediach społecznościowych napisał: „Warto mieć cel i uparcie do niego dążyć nawet wtedy, kiedy droga jest trudna, kiedy pojawiają się porażki, zwątpienie i momenty, w których najłatwiej byłoby się poddać”.

Starcie z niepokonanym Pawlakiem

Teraz czeka go kolejne wyzwanie. Najpewniej zmierzy się z Pawłem Pawlakiem, pełnoprawnym mistrzem wagi średniej KSW. A Pawlak to rywal wyjątkowo trudny do pokonania — w klatce KSW jeszcze nigdy nie przegrał.

Starcie dwóch mistrzów, jeśli dojdzie do skutku, będzie jednym z najbardziej wyczekiwanych pojedynków w organizacji. Dla Kuberskiego to kolejny rozdział historii, która zaczęła się od porażek i zwątpienia, a dziś prowadzi go na sam szczyt polskiego MMA.

Ian Machado Garry jako najtrudniejszy przeciwnik, jakiego Islam Makhachev spotkał w wadze półśredniej? Sam mistrz przyznaje, że to całkiem realny scenariusz.

Makhachev, obecny posiadacz pasa UFC w kategorii do 170 funtów, zmierzy się z Garrym w sobotę na gali UFC 330. Miejsce akcji: Filadelfia.

Na środowej konferencji prasowej iskrzyło jeszcze przed walką. Ian Machado Garry przekonywał, że gdy we wtorek spojrzał Makhachevowi w oczy, wyczuł zdenerwowanie i coś w rodzaju niechęci – jakby Dagestańczyk wcale nie chciał tam być.

Makhachev na te słowa nie odpowiedział emocjami. Odpowiedział liczbami. Przypomniał, że wchodzi do klatki z serią szesnastu zwycięstw z rzędu. Gdyby pokonał Garry’ego i doliczył siedemnaste, samodzielnie objąłby prowadzenie w klasyfikacji najdłuższych serii w historii UFC – wyprzedzając samego Andersona Silvę.

Co dalej z tytułem?

Mistrz myśli już dalej niż sobota. Jego zdaniem kolejnym pretendentem do pasa będzie Carlos Prates albo Michael Morales.

Zanim jednak dojdzie do kolejnych ustawień w dywizji, Dagestańczyk musi poradzić sobie z niepokonanym Irlandczykiem w Filadelfii. Sam nie ukrywa: wynik tego starcia wcale nie jest dla niego oczywisty.

Islam Makhachev, mistrz dwóch kategorii wagowych UFC, w sobotę broni pasa w nowej dywizji – po raz pierwszy w karierze. Czy potwierdzi swoją dominację? Odpowiedź poznamy na gali UFC 330, gdzie Rosjanin stanie w oktagonie w roli obrońcy tytułu.

Makhachev niedawno wrócił pamięcią do ostatniego starcia z Jackiem Della Maddaleną. „Pamiętam, po tym jak zobaczyłem, jak łatwo poszedł mój pierwszy takedown, zrozumiałem, że to będzie długa noc dla Jacka” – powiedział mistrz, opisując moment, w którym przejął pełną kontrolę nad walką.

„I remember, after seeing how easily my first takedown went, I understood it was going to be long night for Jack.”

Te słowa dobrze oddają styl, jakim Makhachev rozprawił się z Della Maddaleną – kontrola parteru i systematyczne łamanie oporu rywala. Teraz Dagestańczyk musi pokazać, że tamta forma to nie był jednorazowy epizod, a trwały element jego panowania w nowej wadze.

Pierwsza obrona w nowej kategorii

Sobotnia gala UFC 330 będzie dla Makhacheva swoistym testem wiarygodności. Właśnie tam czeka go pierwsza obrona pasa zdobytego w nowej dywizji wagowej. Zawodnik, który zbudował reputację niepokonanego lekkiego, ma teraz szansę zrobić kolejny krok w budowaniu legendy – utrzymać dominację również w wyższej kategorii.

Instalacja aplikacji
Pobierz