⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Tydzień wcześniej w Białymstoku Kajetan Szmyt stanął przed jedenastym metrem i wykonał rzut karny — sytuacja dla bramkarza raczej niecodzienna. To jednak właśnie jego strzały z „wapna” dały wtedy Jagiellonii zwycięstwo 2:1 nad Rangers FC. W czwartek przyszła pora na rewanż i na dokończenie jednego z najtrudniejszych dwumeczów tegorocznych europejskich pucharów.

Jagiellonia Białystok, która w tym sezonie do gry w Europie przystąpiła najpóźniej spośród wszystkich pięciu polskich klubów, musiała w rewanżu zmierzyć się z drużyną głodną odwetu. Rangers jako pierwsi trafili do siatki. Białostoczanie nie dali się jednak zepchnąć do defensywy i w 64. minucie doprowadzili do remisu 1:1. Przy zwycięstwie 2:1 z pierwszego meczu taki wynik w zupełności wystarczył do awansu w dwumeczu.

Gruziński rywal w IV rundzie

Losowanie wyznaczyło Jagiellonii kolejnego przeciwnika — będzie nim gruzińska Iberia 1999 Tbilisi. Zespół z Gruzji dotarł do tej fazy eliminacji po dogrywce, w której wyeliminował północnoirlandzki klub Larne FC.

Dwumecz IV rundy eliminacji Ligi Europy rozegrany zostanie 20 i 27 sierpnia. Stawką będzie kolejny krok w stronę fazy grupowej europejskich rozgrywek — o awans do niej Jagiellonia walczy mimo tego, że ze wszystkich polskich drużyn w tym sezonie zaczynała najpóźniej.

Dziewiętnasta minuta na Ibrox Stadium. Trybuny dopiero się rozkręcają, gdy sędzia Vassilios Fotias podbiega do monitora VAR. Chwila namysłu i już wiadomo – jedenastka dla Rangers. Lawrence Shankland nie zostawia bramkarzowi żadnych szans i daje gospodarzom prowadzenie.

Szkoci mieli powody do optymizmu. W pierwszym meczu w Białymstoku górą była Jagiellonia, 2:1, więc jedna bramka przewagi w rewanżu wcale nie gwarantowała gospodarzom awansu. Rangers ruszyli do przodu, a karny wykorzystany jeszcze przed przerwą wyglądał na dobry początek planu odrabiania strat.

Białostoczanie nie dali się jednak zepchnąć do głębokiej defensywy. W 65. minucie głos zabrała nowa gwiazda zespołu – Nik Prelec doprowadził do wyrównania. Chwilę później Jagiellonia mogła nawet przypieczętować awans jeszcze skuteczniej – najlepszą okazję zmarnowała w 89. minucie. Ostatecznie na tablicy w Glasgow pozostało 1:1, co przy wygranej 2:1 z pierwszego meczu dało białostoczanom awans.

Jak grały oba zespoły

Trener Rangers postawił w bramce na Ivora Pandura, a linię obrony tworzyli Dujon Sterling, Emmanuel Fernandez i Olwethu Makhanya. Środek pola i atak to Daisuke Yokota, Nicolas Raskin, Daniel Neil, Thelo Aasgaard oraz Djeidi Gassama. Obok bohatera rzutu karnego, Lawrence’a Shanklanda, w ataku wystąpił Ryan Naderi.

Po stronie Jagiellonii między słupkami stanął Sławomir Abramowicz. Przed nim ustawili się Norbert Wojtuszek, Bernardo Vital, Yuki Kobayashi i Guilherme Montoia. W pomocy zagrali Rodrigo Conceicao, Taras Romanczuk, Anders Klynge, Jesus Imaz i Kajetan Szmyt. W ataku od pierwszej minuty pojawił się strzelec wyrównującego gola, Nik Prelec – zszedł z boiska w 83. minucie, ustępując miejsca Youssufowi Sylli.

Remis na Ibrox Stadium w zupełności wystarczył Jagiellonii do świętowania awansu po dwumeczu z Rangers. Zwycięstwo u siebie plus skuteczna obrona wyniku w Glasgow zrobiły swoje.

44. minuta, Peter Federico dośrodkowuje pod nogę Erika Prekopa. Ten ma przed sobą pustą bramkę, kilka metrów, szansę na 2:0 – i spudłował. Chwilę później, tuż przed przerwą, Kacper Urbański pewnie wykorzystał rzut karny, dając Górnikowi prowadzenie 1:0. To był moment, w którym wicemistrz Polski śnił o awansie w eliminacjach Ligi Europy.

Sen trwał do 83. minuty. Wtedy Michal Sacek, broniący barw Górnika, skierował piłkę do własnej bramki, wyrównując na 1:1. Mecz w Zabrzu zakończył się remisem – ale to nie wystarczyło. W pierwszym spotkaniu w Budapeszcie Górnik przegrał z Ferencvarosi TC 0:1, więc w dwumeczu górą był węgierski klub. To Ferencvaros gra dalej w europejskich pucharach.

Drużyna Michala Gasparika, wicemistrza Polski w minionym sezonie, rozpoczęła rewanż w składzie: Philipp Schulze, Michal Sacek, Rafał Janicki, Josema, Erik Janza, Kacper Urbański, Maximilian Dietz, Paulo Bernardo, Peter Federico, Erik Prekop i Maksym Chłań. W 79. minucie na boisku pojawili się Lukas Sadílek za Paulo Bernardo oraz Taofeek Ismaheel za Petera Federico. Dziesięć minut później, już w doliczonym czasie pierwszej połowy dogrywki regulaminowej, boisko opuścili Erik Janza, zastąpiony przez Ondreja Zmrzlego, oraz Maksym Chłań, którego zmienił Yvan Ikoma Dimi.

Węgrzy zareagowali w drugiej połowie

Ferencvarosi wyszło na mecz w składzie: Denes Dibusz, Attila Osvath, Mariano Gomez, Toon Raemaekers, Cadu, Marius Corbu, Gabi Kanichowsky, Philippe Rommens, Kristoffer Zachariassen, Lenny Joseph i Yusuf Bamidele. Już w 59. minucie boisko opuścił Philippe Rommens, jego miejsce zajął Adam Nagy. Chwilę później, w 60. minucie, Gabi Kanichowsky ustąpił miejsca Naby’emu Keicie. W 72. minucie na boisku pojawił się Callum O’Dowda w miejsce Yusufa Bamidele.

W doliczonym czasie gry, w 90+3 minucie, Ferencvarosi dokonało jeszcze dwóch zmian – Cadu zszedł na rzecz Nathana Zohore, a Lenny Joseph ustąpił miejsca Kenanowi Kodro. Górnik Zabrze, mimo prowadzenia i przewagi przez większą część rewanżu, pożegnał się z eliminacjami do Ligi Europy. Niewykorzystana sytuacja Prekopa z 44. minuty i samobójcza bramka Saceka w 83. – to one zaważyły na losach całego dwumeczu.

72 punkty straty do prowadzącego w klasyfikacji Mercedesa – a Ferrari mimo to dalej pompuje zasoby w rozwój bolidu, zamiast już teraz przerzucić wszystkie siły na sezon 2027. Skąd taka decyzja? Odpowiedzi trzeba szukać w strategii, którą włoski zespół przyjął jeszcze przed pierwszym wyścigiem tego roku.

Od startu sezonu ekipa z Maranello postawiła na agresywny rozwój konstrukcji SF-26. Ruch ryzykowny, bo nie chodzi tylko o podwozie – główny problem to jednostka napędowa, wciąż ustępująca rozwiązaniom Forda i Mercedesa. Właśnie dlatego Ferrari sięga po żetony programu ADUO, próbując jak najszybciej odrobić dystans do czołowych producentów silników.

Nie wszyscy wierzą, że taka ofensywa w ogóle mieści się w obowiązujących przepisach. Szef Mercedesa Toto Wolff już jakiś czas temu otwarcie powątpiewał, czy Włosi zdołają zmieścić się w limicie budżetowym.

„Szef Mercedesa Toto Wolff wyrażał wątpliwości, czy Ferrari zmieści się w limicie budżetowym.”

Presja nie znika, bo rywale też nie odpuszczają. Mercedes i McLaren zapowiadają dalszy rozwój swoich bolidów jeszcze w tym sezonie. Inaczej wygląda to w Red Bull Racing – tam raczej postawią kropkę nad obecną konstrukcją i przerzucą uwagę na przygotowania do 2027 roku.

Co dalej z silnikiem na 2027 rok?

Bieżący sezon to dla Ferrari zaledwie fragment większego planu. Na 2027 rok zespół z Maranello szykuje poważne zmiany w koncepcji jednostki napędowej. To jasny sygnał – obecne straty nie są dla Włochów powodem do odwrotu, tylko punktem wyjścia do gruntownej przebudowy.

Liczby na razie mówią same za siebie: 72 punkty do Mercedesa trzeba nadrabiać już teraz, wyścig po wyścigu. Czy agresywna strategia rozwoju zadziała jeszcze w tym sezonie, czy dopiero pod nowe przepisy silnikowe w 2027 roku? To pokaże czas.

Co czeka Marcina Budkowskiego na nowym stanowisku i jaki cel wyznaczył sobie Polak jako szef zespołu Cadillac w Formule 1? Odpowiedzi udzielił sam zainteresowany w pierwszej rozmowie po ogłoszeniu nominacji.

61-letni Budkowski przez ostatnie lata kojarzył się polskim kibicom głównie z anteny Eleven Sports, gdzie występował jako ekspert. Teraz wraca do roli, którą zna z boksów jak mało kto – szefa zespołu w Formule 1. Obejmuje stery w Cadillacu, debiutancie sezonu 2026 i pierwszej nowej ekipie w stawce od dekady.

Łatwo nie będzie. Cadillac musiał zbudować bolid od zera przed startowym sezonem, jednocześnie kompletując zespół inżynierów w nowo powstającej strukturze. Wcześniej stanowisko szefa zespołu zajmował nieznany szerzej Brytyjczyk, ogłoszony na tej funkcji już w grudniu 2024 roku – na wiele miesięcy przed faktycznym debiutem ekipy w mistrzostwach.

Za całym przedsięwzięciem stoi potężny kapitał. Amerykanie zainwestowali w start Cadillaca w F1 ponad 200 milionów dolarów, a marka należy do koncernu General Motors. Plany sięgają dalej niż sam debiut – docelowo Cadillac ma produkować silniki F1 we własnym zakresie, na terenie Stanów Zjednoczonych.

Dwie bazy, jeden cel

Struktura zespołu rozłożona jest na dwa kraje. Brytyjska baza w Enstone odpowiada za powstawanie bolidów, francuski dział w Viry-Chatillon zajmował się z kolei produkcją jednostek napędowych. W 2025 roku Francuzi zamknęli jednak departament silnikowy w Viry-Chatillon i zrezygnowali z pracy nad własnymi jednostkami napędowymi.

Nominację Budkowskiego skomentował Dan Towriss, dyrektor generalny Cadillaka. „Od samego początku naszym celem nie był wyłącznie udział w F1, ale zbudowanie ekipy nowej generacji, zdolnej rywalizować w czołówce. Wkraczamy w nową erę, a Marcin zapewnia nam doświadczenie z F1, wiedzę techniczną i strategiczne przywództwo” – napisał Towriss w komunikacie prasowym.

Sam Polak nie krył, jak duże wyzwanie przed nim stoi. „Jesteśmy w fazie ogromnych możliwości, którą zdefiniuje jasny cel: maksymalizacja rozwoju bolidu w ramach limitu kosztów i zachęcenie każdej osoby w zespole do rywalizacji” – powiedział Budkowski.

„Cadillac ma wyjątkowe fundamenty i ambicje. Jesteśmy w fazie ogromnych możliwości, którą zdefiniuje jasny cel: maksymalizacja rozwoju bolidu w ramach limitu kosztów i zachęcenie każdej osoby w zespole do rywalizacji” – Marcin Budkowski

Cel jest więc jasno wytyczony: rozwój bolidu w granicach budżetowego limitu kosztów i budowa zespołu nastawionego na rywalizację od pierwszych wyścigów.

Co łączy włoskie wakacje z paddockiem Formuły 1? Odpowiedź brzmi: złodzieje, którzy nie oszczędzają nawet kierowców startujących w najbardziej prestiżowych wyścigach świata.

23-letni Argentyńczyk padł ofiarą kradzieży podczas wakacyjnego pobytu we Włoszech. Z jego apartamentu zniknęło kilka rzeczy – ubrania oraz zestaw do przygotowywania mate, czyli tradycyjnego napoju znanego w Ameryce Południowej. O zdarzeniu Colapinto napisał w poście, który później usunął.

„Mam nadzieję, że ci, którzy je sobie przywłaszczyli, będą z nich zadowoleni!”

Ironiczny ton kierowcy niczego jednak nie zmienia. Tego typu incydenty w środowisku F1 zdarzają się regularnie, a historia zna przypadki znacznie poważniejsze niż zaginięcie ubrań i akcesoriów do mate.

Zegarki wartości setek tysięcy dolarów

Najgłośniejszym przykładem pozostaje sprawa Charlesa Leclerca. Przed Grand Prix Emilii-Romanii na torze Imola w 2022 roku rabusie okradli monakijskiego kierowcę Ferrari z zegarka. Jego wartość szacowano na 320 000 dolarów. W tej sprawie zatrzymano ostatecznie czterech mężczyzn.

To nie był jedyny raz, gdy Leclerc musiał zmierzyć się ze złodziejami. Przy innej okazji sam dogonił sprawcę i odzyskał skradziony zegarek – tym razem wyceniony na 675 000 dolarów.

Kierowcy F1 tracą cenne przedmioty nie tylko na wakacjach czy przy torze. Brytyjski kierowca stracił zegarek wart blisko 200 000 podczas finału Mistrzostw Europy w piłce nożnej 2020 między Anglią a Włochami na stadionie Wembley. Tłum, prestiżowa impreza i drogi zegarek na ręce – dla kieszonkowców to okazała się zbyt kusząca kombinacja.

Sprawa Colapinto, choć finansowo nieporównywalna z incydentami Leclerca, wpisuje się w ten sam schemat: znani sportowcy stają się celem złodziei niezależnie od miejsca i okoliczności.

Naomi Osaka figurowała już na liście startowej turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Mimo to na kort nie wyjdzie – Japonka wycofała się z imprezy tuż po ogłoszeniu drabinki.

Decyzję o rezygnacji podjęto mimo wcześniejszego zgłoszenia zawodniczki do rywalizacji. Drabinkę poznaliśmy we wtorek, 11 sierpnia, i już wtedy było jasne – nazwiska Osaki w stawce zabraknie.

Za tą decyzją stoją intensywne ostatnie tygodnie. Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego najpierw zagrała w turnieju WTA 500 w Waszyngtonie, gdzie dotarła do półfinału i uległa tam Alexandrze Eali. Potem przystąpiła do rywalizacji w imprezie rangi WTA 1000 w Toronto, gdzie awansowała aż do ćwierćfinału.

To właśnie mecz w Toronto mógł zaboleć najbardziej. Osaka prowadziła tam 6:4, 4:2 z Jeleną Rybakiną – i mimo to przegrała spotkanie.

Kto skorzysta na nieobecności Japonki

Wycofanie się byłej liderki rankingu WTA otworzyło drogę innym zawodniczkom w drabince. Wśród beneficjentów tych zmian w Cincinnati znalazła się reprezentantka Czech, ostatecznie rozstawiona z numerem 33. Dzięki temu ominie ją pierwsza runda turnieju.

Dwa sety – tyle wystarczyło Szymonowi Walkowowi i Sergio Martosowi Gornesowi, by w środę przejść pierwszą rundę debla w Hamburgu. Rywali pokonali 6:3, 6:4.

Polsko-hiszpańska para, rozstawiona z numerem 4, trafiła na duet Brandon Perez (Ekwador) i Eduardo Ribeiro (Brazylia). Wyrównanego widowiska nie było – faworyci trzymali przebieg gry w ręku niemal od pierwszej piłki.

O losach pierwszej partii zdecydował gem przy stanie 2:1. To wtedy Walków i Martos Gornes przełamali serwis rywali i objęli prowadzenie 3:1. Chwilę później podwyższyli na 4:1 i od tego momentu kontrolowali seta już bez większych problemów, zamykając go wynikiem 6:3.

Drugi set z przewagą jednego przełamania

W drugiej partii gra otworzyła się bardziej – przełamań padło więcej niż w pierwszej odsłonie meczu. Mimo to Polak z hiszpańskim partnerem zdołali wypracować jedno przełamanie więcej przy serwisach przeciwników. To wystarczyło do wyniku 6:4 i awansu do kolejnej rundy turnieju ATP Challenger w Hamburgu.

Trzy mecze, trzy zwycięstwa – tak na razie wygląda bilans Daniela Michalskiego na kortach ziemnych w Todi. Polak wygrał kolejne spotkanie w ramach ATP Challenger Tour, tym razem w deblu, i to już trzeci triumf w tych rozgrywkach.

W parze z Hiszpanem Oriolem Roca Batallą Michalski zmierzył się w środę 12 sierpnia z włoskim duetem Tommaso Compagnucci i Giorgio Ricca. Polsko-hiszpańska para wygrała 6:4, 3:6, 10-8 po zaciętym meczu, który trwał godzinę i 26 minut.

Na tym jednak przygoda w Todi się nie kończy. W piątek Michalski i Roca Batalla zagrają z Argentyńczykami Valentinem Baselem i Franco Ribero, ewentualnie z rozstawionymi z numerem trzecim Hiszpanami Mario Mansillą Diezem i Benjaminem Winterem Lopezem – wszystko zależy od wyniku wcześniejszego pojedynku.

Turniej w Todi

Internazionali di Tennis Citta di Todi to impreza kortów ziemnych rozgrywana w ramach ATP Challenger Tour. Pula nagród w tej edycji wynosi 97,6 tys. euro.

Jak stracić 52 miliony dolarów w kilka godzin, mając w rękach zaledwie 2,5 proc. spółki? Roger Federer właśnie się tego dowiedział na własnej skórze.

Majątek byłego lidera rankingu ATP stopniał o co najmniej 52 mln dolarów, gdy kurs On Holding runął we wtorek rano o ok. 19 proc. A przecież spółka nie miała się czego wstydzić – przychód netto ze sprzedaży w II kwartale wyniósł 850,4 mln franków szwajcarskich, czyli blisko 4 mld złotych. To wzrost o 13 proc., tyle że poniżej oczekiwań analityków, którzy liczyli na 878,4 mln franków – jak informował „Wall Street Journal”. Rynek, jak to zwykle bywa, ukarał firmę za rozminięcie się z prognozami, nawet jeśli same liczby wyglądały całkiem nieźle.

Bo wyniki rzeczywiście były niezłe. Mimo spadku notowań firma poprawiła wynik netto do 105 mln franków wobec straty 40,9 mln franków rok wcześniej. Marża brutto sięgnęła 65,4 proc. Zarząd On Holding nie tylko się nie przestraszył, ale podniósł cel na cały rok do 65 proc. Giełda i tak zdecydowała po swojemu.

Miliarder, który przestał nim być z minuty na minutę

Federer trzyma w On Holding pakiet 2,5 proc. akcji – to 296 mln akcji klasy A i 341 mln akcji klasy B. To właśnie ten pakiet wcześniej wywindował wycenę majątku Szwajcara powyżej 1 mld dolarów. Po wtorkowej przecenie majątek byłego tenisisty szacowany jest na 952,4 mln dolarów, czyli ok. 3,5 mld złotych – czyli znów poniżej symbolicznej granicy miliarda.

Federer zakończył karierę w 2022 roku. Przez 24 lata gry zarobił na korcie ok. 131 mln dolarów nagród, a do gabloty odłożył 20 tytułów wielkoszlemowych. Dopiero umowy z Uniqlo oraz mniejszościowy pakiet w On wyniosły go do statusu miliardera – i to dopiero w 2025 roku.

Ten status okazał się jednak kruchy. Wystarczył jeden poranek na giełdzie, by przypomnieć, że nawet solidne wyniki finansowe nie dają inwestorom spokoju – nawet tym, którzy wygrali 20 Wielkich Szlemów.

Instalacja aplikacji
Pobierz