⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Na trybunach Torwaru II kibice od miesięcy słyszeli to samo: klub szykuje się do skoku wyżej. Capitals, warszawski zespół hokejowy, w ostatnich miesiącach przygotowywali się do gry na wyższym szczeblu rozgrywkowym poważniej niż kiedykolwiek. Teraz jednak klub ogłosił, że plan trzeba przełożyć.

„Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym sezonie ponownie zaprosimy Was do wspólnego przeżywania hokejowych emocji w 2. lidze” – przekazali przedstawiciele klubu. Innymi słowy, sezon 2026/27 Capitals spędzą tam, gdzie grają od lat – w drugiej lidze, a nie w pierwszej, jak sugerowały wcześniejsze przygotowania.

Ta decyzja nie wzięła się znikąd. Klub od miesięcy powtarzał, że o awansie decyduje nie tylko forma zespołu na lodzie przy Łazienkowskiej, ale też zaangażowanie kibiców. Frekwencja na Torwarze, sprzedaż biletów, obroty w klubowym sklepie, aktywność w mediach społecznościowych – to właśnie te liczby Capitals pokazują teraz potencjalnym sponsorom przy stole negocjacyjnym.

Cel: sezon 2027/28

Mimo odłożenia planu, klub nie rezygnuje z ambicji. Przedstawiciele Capitals wskazują sezon 2027/28 jako moment, w którym pierwszoligowy hokej ma wrócić do Warszawy. „Każda osoba na trybunach, każdy kupiony bilet, każde udostępnienie naszych materiałów i każda koszulka w klubowych barwach pokazują partnerom biznesowym, z którymi prowadzimy rozmowy, że przywrócenie pierwszoligowego hokeja w Warszawie jest projektem, w który warto się zaangażować z myślą o sezonie 2027/28” – podkreślili przedstawiciele klubu.

Na razie więc kibice Capitals będą oglądać swoją drużynę na Torwarze II w 2. lidze. Klub liczy, że ten dodatkowy rok pozwoli zbudować mocniejsze zaplecze biznesowe pod skok, który – jak zakłada plan – ma nastąpić za dwa sezony.

Godzina 12 w południe – niecodzienna pora na hokejowy sparing, ale w Oświęcimiu innego wyjścia po prostu nie było. Już po pierwszej tercji tablica pokazywała 1:0 dla gospodarzy. Bramkę zdobył Sołtys, zapisując się tym samym jako autor pierwszego gola Unii w całym okresie przygotowawczym.

Bez nerwów się nie obeszło. Zawodnicy obu ekip spędzili na ławkach kar łącznie 22 minuty – z tego aż 14 minut przypadło gospodarzom.

Dlaczego mecz zaczął się tak wcześnie? Wyjaśnił to sam Sołtys – gdyby sparing rozegrano o 17, na tafli zamiast lodu mogłaby czekać na hokeistów zwykła woda.

„Taką drużyną chcemy być”

Nietypowa godzina, sporo kar, ale to gospodarze schodzili z lodu po pierwszej tercji na prowadzeniu. Sołtys, bohater otwierającej bramki, już teraz zdradza, w jakim stylu Unia chce grać w nadchodzącym sezonie.

Jeszcze niedawno UHT Sabers Oświęcim szykował się do kolejnego sezonu rozgrywek. Teraz przychodzi komunikat, że klubu po prostu nie będzie. „UHT Sabers Oświęcim nie będzie kontynuował swojej działalności” – przekazano w oficjalnym oświadczeniu.

Decyzja zapadła po tym, jak prezes drużyny publicznie zarzucił władzom miasta utrudnianie funkcjonowania klubu. Oświęcim nie zostawił tego bez odpowiedzi i odniósł się do zarzutów punkt po punkcie.

Miasto podkreśla, że obowiązujące stawki to nie widzimisię urzędników, tylko efekt konkretnego dokumentu. „Obowiązujące ceny i opłaty za korzystanie z lodu wynikają z pkt 4 załącznika do uchwały Rady Miasta Oświęcim nr XI/157/25 z 26 lutego 2025 roku” – czytamy w stanowisku urzędu.

Sama uchwała obejmuje zresztą znacznie więcej niż taryfy dla klubu hokejowego. Reguluje ustalenie wysokości cen i opłat za usługi komunalne o charakterze użyteczności publicznej oraz za korzystanie z obiektów i urządzeń użyteczności publicznej miasta, będących w zarządzie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Oświęcimiu.

Miasto wskazuje na wsparcie finansowe

Odpowiadając na zarzuty prezesa klubu, władze przypomniały też, ile dotąd wyłożyły na jego rzecz. W tym roku było to 150 tys. złotych.

Te argumenty niczego już jednak nie zmienią – klub kończy działalność. Spór między zarządem UHT Sabers a władzami Oświęcimia rozstrzyga się więc w najgorszy możliwy sposób: drużyna znika z mapy polskiego hokeja.

Południe, tafla jeszcze twarda. Jan Sołtys jako pierwszy wpisuje się na listę strzelców w tym letnim sparingu – jego trafienie dało Unii Oświęcim prowadzenie 1:0 po pierwszej tercji meczu z GKS-em Katowice.

Tej przewagi gospodarze jednak nie utrzymali. Biało-niebiescy przegrali ostatecznie 2:4 – tak zakończył się pierwszy sparing okresu przygotowawczego.

Nie zabrakło też ostrych spięć na lodzie. Zawodnicy obu ekip spędzili łącznie 22 minuty na ławce kar, z czego aż 14 minut zapisano na koncie gospodarzy z Oświęcimia.

Godzina meczu też nie była dziełem przypadku. Spotkanie rozegrano w południe, o 12, a nie – jak można by się spodziewać – po południu, o 17.

Dla nas miało duże znaczenie, ponieważ gdyby było rozgrywane o godzinie 17, to prawdopodobnie byłaby woda, nie lód, więc nic byśmy z tego sparingu tak naprawdę nie wyciągnęli.

Wcześniejszy termin wynikał więc z czysto praktycznych powodów – chodziło o stan tafli w cieplejszej porze dnia. Dzięki temu drużyna mogła realnie sprawdzić formę, zamiast walczyć z rozmiękłym lodem.

Na lodowisku w Porubie 30-letni napastnik wybiegł na testowy mecz w barwach HC RT TORAX Poruba. To był jego pierwszy występ w okresie próbnym w czeskim klubie. Gospodarze przegrali 2:3 z brązowymi medalistami poprzedniego sezonu, a sam Nahunko nie trafił do siatki.

Dominik Nahunko rozstał się z Zagłębiem Sosnowiec po poprzednim sezonie. Od tamtej pory szuka nowego pracodawcy. W ostatnich tygodniach testował go już KS Unia Oświęcim. To wychowanek Zagłębia — w seniorskiej ekstralidze zadebiutował jeszcze w sezonie 2012/2013. Z klubem wiązał się w kilku okresach kariery, między innymi w 2020 roku.

Statystyki mówią same za siebie

W sezonie 2023/2024 napastnik rozegrał 46 spotkań sezonu zasadniczego i fazy play-off, zdobywając 13 bramek i notując 17 asyst. Rok wcześniej, w 38 meczach, zapisał na koncie sześć goli i cztery asysty. Łącznie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce Nahunko rozegrał 446 spotkań, w których zdobył 78 bramek i 106 asyst.

Teraz przyszła pora na czeski sprawdzian. Poruba nie wygrała pierwszego meczu z udziałem Polaka — ale sezon testowy dopiero się zaczyna.

Tomasza Wojcinowicza próżno szukać ostatnio na treningach Warty Poznań. Piłkarz wciąż dochodzi do siebie po złamaniu kości piszczelowej i strzałkowej i to właśnie on jest jednym z czterech zawodników, których zabraknie w kadrze na start sezonu Betclic I ligi.
Doszło u niego też do zerwania więzadeł, co wymusiło operację – a to oznacza, że o pełnej sprawności będzie mógł mówić dopiero po dłuższym czasie niż przy typowej rekonwalescencji.

Mimo tych ubytków kadrowych Warta radzi sobie na starcie rozgrywek zaskakująco dobrze. Zespół zajmuje obecnie 4. miejsce w tabeli z dorobkiem 6 punktów.

W najbliższej kolejce – czwartej w tym sezonie – Poznaniacy zmierzą się z rywalem zajmującym 14. pozycję z 3 punktami na koncie. Piłka w grze o 15:30.

Sztab szkoleniowy musi więc na razie układać taktykę bez czterech zawodników – wśród nich Wojcinowicza i Zalewskiego, których powrót do gry z pewnością się nie spieszy. Na razie jednak niekompletna kadra nie przeszkadza drużynie trzymać się czołówki tabeli.

Na 3Arenie w Sztokholmie zrobiło się cicho. Raków Częstochowa wygrał na wyjeździe z Hammarby IF 1:0 i tym samym przypieczętował awans w meczu 3. rundy europejskich kwalifikacji.

To był rewanż po bezbramkowym remisie z pierwszego spotkania, rozegranego na własnym stadionie Rakowa. Tym razem, mimo gry na wyjeździe, drużyna z Częstochowy strzeliła jedną bramkę więcej niż rywale. Do triumfu w dwumeczu wystarczyło dokładnie tyle.

Jeden gol w Sztokholmie zdecydował o być albo nie być w europejskich pucharach. Po zeroremisowym starciu w Częstochowie presja przed rewanżem rosła z dnia na dzień. Raków wytrzymał ją na 3Arenie i wygrał.

W Splicie strzelano jak na treningu – i to przez dwa mecze z rzędu. Najpierw Hajduk rozgromił na wyjeździe Żalgiris Wilno 5:2, a tydzień później dołożył u siebie kolejne cztery trafienia, wygrywając rewanż 4:0. Bilans dwumeczu: dziewięć strzelonych goli i awans do IV rundy eliminacji Ligi Konferencji.

Przez 180 minut Chorwaci nie zostawili Litwinom żadnych złudzeń. Taki wynik to nie tylko liczba w tabeli – to również sygnał wysłany kolejnemu rywalowi, którym może okazać się Raków Częstochowa.

Historia pełna tytułów

Hajduk Split ma za sobą bogatą przeszłość, sięgającą jeszcze czasów jugosłowiańskich. Najlepszy okres w klubowych dziejach przypadł na początek lat 70. – w 1973 i 1974 roku drużyna sięgnęła po dublet, zdobywając mistrzostwo i puchar kraju.

Po rozpadzie Jugosławii to właśnie Hajduk został pierwszym mistrzem niepodległej Chorwacji – stało się to w 1992 roku. Tytuł obronił w latach 1994-1995, a sezon 1995 zapisał się w klubowej historii jako jedyny chorwacki dublet. W nowym stuleciu Hajduk sięgał po mistrzostwo jeszcze trzykrotnie – w 2001, 2004 i 2005 roku.

Na kolejne europejskie wyzwanie długo czekać nie trzeba. IV runda eliminacji rozegrana zostanie 20 i 27 sierpnia, a jednym z możliwych przeciwników jest właśnie Raków Częstochowa.

Trofeum okazało się na tyle ciężkie, że na scenie musiało je unieść dwóch piłkarzy naraz. Andrij Łunin i Federico Valverde dźwigali w środę wspólnie puchar Teresy Herrery po zwycięstwie Realu Madryt nad Deportivo La Coruna – wisienka na torcie udanego dla „Królewskich” wieczoru w meczu towarzyskim.

Real ograł galicyjski klub i sięgnął po jedno z najbardziej rozpoznawalnych letnich trofeów w Hiszpanii. To nie jednorazowy epizod. Turniej o puchar Teresy Herrery rozgrywa się nieprzerwanie od 1946 roku – a więc od blisko osiemdziesięciu lat.

Polski akcent w barwach Deportivo

Dla kibiców nad Wisłą ciekawszy mógł być jednak inny wątek tego wieczoru – to, co działo się po drugiej stronie boiska. W barwach Deportivo przeciwko Realowi 45 minut rozegrał Bright Ede.

19-letni Polak trafił do Hiszpanii tego lata. Beniaminek La Ligi wykupił go z Motoru Lublin za 6 mln euro. Jak na młodego zawodnika opuszczającego Ekstraklasę, to spora kwota. Ede zdążył już zresztą zwrócić na siebie uwagę w okresie przygotowawczym – w Hiszpanii zbierał za swoje występy pochlebne opinie.

Mecz z Realem Madryt był tylko sparingiem, ale dał mu okazję, by sprawdzić się przeciwko europejskiej czołówce jeszcze przed inauguracją sezonu ligowego.

82. minuta. Michal Sacek trafia do własnej bramki i marzenia zabrzan o europejskiej jesieni zaczynają się rozpływać w oczach. Po ostatnim gwizdku trener Michal Gasparik nie krył żalu, komentując odpadnięcie zespołu w starciu z Ferencvarosem.

„Mam poczucie, że nie awansował zespół lepszy” – mówił szkoleniowiec, podsumowując dwumecz.

Gasparik zwrócił uwagę na dysproporcję między papierową siłą przeciwnika a tym, co ten pokazał na boisku. „Na papierze Ferencvaros był faworytem, ale na boisku nie było tego widać” – ocenił trener Górnika.

Brak decydującego gola zaważył na losach dwumeczu

Kluczowy moment? Trener wracał do niego kilka razy – brak drugiego gola, który mógłby przypieczętować awans. „Niestety nie zamknęliśmy spotkania golem na 2:0” – przyznał Gasparik, wskazując to jako główny błąd swojego zespołu. Zamiast spokojnie kontrolować końcówkę z bezpieczną przewagą, Górnik musiał patrzeć bezradnie, jak samobójczy gol Sacka w 82. minucie odbiera mu szansę na dalszą grę w europejskich pucharach.

Dla Gasparika wynik bolał tym bardziej, że jakość gry jego zespołu w starciu z węgierskim rywalem – jak podkreślał – wcale nie odbiegała od poziomu prezentowanego przez Ferencvaros, mimo statusu faworyta przypisywanego przeciwnikowi przed dwumeczem.

Instalacja aplikacji
Pobierz