⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

29 sierpnia w hali Enea RCS w Radomiu zapłonie oktagon FAME 32: The Game. Właśnie ogłoszono kolejny pojedynek karty i już teraz wiadomo, że będzie to starcie ciężarów w każdym sensie tego słowa.

Najnowszym oficjalnie potwierdzonym pojedynkiem gali jest walka Kamila Mindy z Denisem „Flinstonem” Górniakiem. Według zapowiedzi organizatorów obaj zawodnicy wniosą do klatki łącznie około 250 kilogramów. Sama ta liczba pokazuje, jak fizyczne starcie czeka kibiców w Radomiu.

Pojedynek odbędzie się na zasadach MMA i został zakontraktowany na trzy rundy po trzy minuty. To standardowy format dla tego typu starć na gali. Przy takiej masie ciała każda runda może jednak okazać się wyczerpująca dla obu zawodników.

Kim jest przeciwnik Mindy

Denis Górniak, znany w środowisku jako „Flinstone”, ma za sobą doświadczenie nie tylko w MMA, ale i w boksie. Jego zawodowy bilans w Mieszanych Sztukach Walki wynosi obecnie 7 wygranych i 3 porażki – to rywal z realnym dorobkiem w klatce, a nie tylko postać rozpoznawalna z internetu.

Kolejne pojedynki karty FAME 32: The Game mają być ogłaszane w najbliższych tygodniach przed sierpniową galą w Radomiu.

Islam Makhachev szykuje się do kolejnej walki, ale w głowie ma nie tylko klatkę. 16 sierpnia w Filadelfii zmierzy się z Ianem Garrym na gali UFC 330. W rozmowach przed pojedynkiem coraz częściej pojawia się jednak temat zupełnie niezwiązany z oktagonem – jego rodzina.

Mistrz ma troje dzieci – 5, 7 i 6 lat. Sam przyznaje, że napięty grafik zawodowy odbija się na czasie, jaki może im poświęcić.

„I already 5, 7, and 6 years old and I don’t see them lot.”

Te słowa padły przy okazji przygotowań do starcia z Garrym, zaplanowanego na 16 sierpnia w Filadelfii. Dla mistrza wagi lekkiej to kolejna walka w kalendarzu, który od lat nie zostawia wiele miejsca na życie rodzinne.

Rodzina na pierwszym planie

Ta deklaracja pokazuje coś ciekawego – nawet jeden z najlepszych zawodników na świecie zastanawia się, jak pogodzić karierę z obecnością przy dzieciach, które mają dziś 5, 7 i 6 lat. Na razie priorytetem pozostaje jednak starcie z Ianem Garrym w Filadelfii – walka, która zdecyduje o kolejnym rozdziale jego kariery na szczycie UFC.

Zapytajcie Danę White’a o najlepszego zawodnika w historii MMA, a przez lata usłyszycie zawsze to samo nazwisko: Jon Jones. Emerytowany dziś czempion wagi półciężkiej i ciężkiej UFC był dla szefa organizacji punktem odniesienia — wzorem, do którego mierzono wszystkich pozostałych. Teraz jednak obok tego nazwiska zaczyna pojawiać się drugie.

Dana White coraz częściej wskazuje na Islama Machaczewa jako zawodnika, który może dorównać legendarnemu Jonesowi. To nie przypadek. Machaczew ma za sobą bilans, który robi wrażenie samą liczbą kolejnych triumfów.

Rosjanin jest byłym mistrzem wagi lekkiej UFC, a obecnie dzierży pas czempiona kategorii półśredniej. Do tego szesnaście zwycięstw z rzędu w UFC — liczba, która broni się sama.

Powrót do klatki już w sierpniu

Długo czekać nie trzeba. Kibice przekonają się, czy Machaczew potwierdzi status nowego faworyta White’a, już 15 sierpnia — wtedy zawodnik wróci do oktagonu na gali w Stanach Zjednoczonych.

Dla szefa UFC porównanie do Jona Jonesa to komplement najwyższej próby — przez lata nikt inny nawet się do niego nie zbliżył. Teraz Machaczew dostaje szansę, by w klatce udowodnić, że miejsce obok legendy mu się należy.

Stephen Thompson jeszcze raz wejdzie do oktagonu. Najstarszy zawodnik w rosterze UFC szykuje się do powrotu, a ta walka ma szczególną wagę – to ostatnie starcie w ramach jego obecnego kontraktu z organizacją.

Rywala na razie nie znamy. Promocja nie ogłosiła jeszcze, kto stanie naprzeciw Amerykanina, więc kibicom pozostaje czekać.

Sam zawodnik nie mówi wprost, że to koniec. Thompson nie potwierdził jednoznacznie, że nadchodząca walka będzie jego pożegnaniem z MMA. Furtkę zostawia więc otwartą – bez względu na to, jak potoczą się rozmowy o nowej umowie.

Kariera rozpisana na lata

Przygodę z zawodowym MMA Thompson zaczął w 2009 roku. Od tamtej pory stoczył 27 walk, z czego 17 wygrał. W UFC występuje od 2012 roku – to ponad dekada w największej organizacji MMA na świecie.

Nie tylko on wraca do klatki mimo wieku, który w tym sporcie uchodzi za zaawansowany. Niedawno w oktagonie UFC pojawił się również 43-letni Jan Błachowicz. Sygnał jest jasny: doświadczeni zawodnicy wciąż potrafią rywalizować na najwyższym poziomie.

8 sierpnia w Las Vegas Mateusz Gamrot wchodził do klatki w roli faworyta. Wyszedł z niej po szybkim poddaniu, pokonany przez Quillana Salkillda. Już na początku starcia Polak oberwał od rywala solidnie – i to uderzenie, jak się później okazało, mogło zaważyć na losach całego pojedynku.

Do sprawy odniósł się Albert Odzimkowski, gość programu Oktagon Live. Jego zdaniem były mistrz KSW po prostu nie przypominał w tym starciu samego siebie.

Odzimkowski nie skupił się wyłącznie na samej walce. Zwrócił uwagę też na to, co działo się jeszcze przed gongiem. Zachowanie Gamrota przy wejściu do klatki i w chwilach poprzedzających starcie odbiegało – jak ocenił – od tego, co Polak pokazywał przy innych swoich występach.

Nie taki Gamrot, jakiego znamy

Dla tych, którzy śledzą karierę byłego mistrza KSW, tak szybka porażka musiała być zaskoczeniem. Odzimkowski nie krył, że coś w postawie Polaka nie grało od samego początku wieczoru.

Wczesne trafienie ze strony Salkillda wydaje się kluczem do zrozumienia dalszej części starcia. To właśnie ten moment – zdaniem komentujących wydarzenie – mógł przesądzić, że Gamrot nie zdołał już odzyskać kontroli nad walką.

Druga runda. Ring jeszcze drży od ciosów, gdy Richard Torrez ląduje na deskach po ataku Franka Sancheza. I w tym właśnie momencie kończy się seria niepokonanych startów Amerykanina w zawodowym boksie. Walka miała być eliminatorem IBF wagi ciężkiej i przepustką do walki o pas. Wyszła z niej bolesna lekcja, po której Torrez musi na nowo poukładać sobie karierę.

Przed starciem z Sanchezem bilans Torreza robił wrażenie – 14 zwycięstw przy zaledwie jednej porażce, w tym aż 12 wygranych przed czasem. Sanchez przeciął tę passę nokautem już w drugiej rundzie. Amerykanin stracił nie tylko status niepokonanego, ale i szansę na walkę o tytuł.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy Torrez musi zbierać się po ciężkim ciosie. Na Mistrzostwach Świata w boksie amatorskim został brutalnie znokautowany – porażka, która wtedy mogła wyglądać na koniec jego wielkich planów. Dwa lata później, w 2021 roku, wrócił jednak silniejszy i sięgnął po srebrny medal olimpijski. Dowód, że potrafi wyciągać wnioski nawet z najtrudniejszych upadków.

Analiza błędów zamiast wymówek

Po porażce z Sanchezem Torrez nie szuka usprawiedliwień. Deklaruje, że dokładnie wie, co poszło nie tak w tym eliminatorze IBF. Historia z Mistrzostw Świata pokazuje, że dla niego nokaut nie musi oznaczać końca drogi. Pytanie tylko, czy powrót po zawodowej porażce z Sanchezem okaże się równie skuteczny, jak ten sprzed olimpijskiego triumfu.

Przetarg o prawa do organizacji walki miał się odbyć, ale ostatecznie do niego nie doszło – obozy Floyda Schofielda i Lucasa Bahdiego same doszły do porozumienia, więc całą procedurę odwołano. Efekt tych ustaleń jest już znany: 10 października obaj niepokonani lekkowagowcy staną naprzeciw siebie w walce o wakujący pas WBA.

Floyd Schofield, który wkrótce skończy 24 lata, wejdzie do ringu z bilansem 19 zwycięstw bez porażki, w tym 13 przed czasem. Po drugiej stronie stanie Lucas Bahdi, legitymujący się rekordem 20-0 z 15 nokautami. Dwaj niepokonani pięściarze, dwa czyste bilanse bez porażki – na tym poziomie to rzadki widok.

Miejsce gali wciąż oficjalnie nie zostało potwierdzone. Sam Schofield nie ma jednak większych wątpliwości. Jego zdaniem walka odbędzie się w Las Vegas – i to z 99-procentową pewnością.

Dlaczego pas jest wakujący

Tytuł WBA w wadze lekkiej opustoszał po tym, jak organizacja odebrała go Gervoncie Davisowi. Powód? Nieaktywność mistrza i problemy pozaringowe. To właśnie otworzyło drogę do starcia Schofield-Bahdi, które wyłoni nowego posiadacza pasa.

12 grudnia w Glendale w Arizonie może dojść do walki, o jakiej jeszcze kilka tygodni temu mało kto ośmielał się marzyć na poważnie. Naprzeciw niepokonanego Davida Benavideza stanąć może Michał Cieślak, tymczasowy mistrz WBC wagi junior ciężkiej.

Wszystko za sprawą zamieszania wokół Noela Mikaeliana. Boxingscene.com informuje, że ormiański pięściarz może stracić pas mistrza świata WBC w wadze junior ciężkiej, jeśli nie przystąpi do obrony tytułu przeciwko Benavidezowi. Mikaelian, legitymujący się bilansem 28 wygranych i 3 porażek, odzyskał mistrzowski pas w grudniu ubiegłego roku, pokonując w rewanżu Badou Jacka. Wcześniej z tym samym rywalem przegrał, by kilka miesięcy później się zrewanżować.

WBC od dłuższego czasu forsowało pomysł walki unifikacyjnej Mikaeliana z Benavidezem. Amerykanin, niepokonany w 32 walkach zawodowych, ma już w gablocie pasy WBA i WBO – dołączenie tytułu WBC dałoby mu status niekwestionowanego mistrza kategorii. Kłopot w tym, że Mikaelian ma zupełnie inne plany na najbliższe tygodnie.

12 września Ormianin wystąpi w Las Vegas na gali Zuffa Boxing – nowej organizacji bokserskiej powiązanej z Daną White’em i TKO Group Holdings, czyli firmą stojącą też za UFC. W co-main evencie tej karty ogłoszono jego starcie z Jaiem Opetaią, również niepokonanym, z bilansem 30-0. I to właśnie ten wybór – zamiast obowiązkowej obrony przeciwko Benavidezowi – naraża go teraz na utratę pasa WBC.

Szansa dla Cieślaka

Jeśli WBC faktycznie zdecyduje się odebrać Mikaelianowi tytuł, naturalnym kandydatem do walki z Benavidezem staje się Michał Cieślak. Polak, mający na koncie 28 wygranych i 2 porażki, od czerwca 2025 roku nosi status tymczasowego mistrza WBC w tej kategorii – to właśnie ta funkcja daje mu pierwszeństwo w kolejce po pełnoprawny pas. Według dostępnych informacji do pojedynku Cieślaka z Benavidezem może dojść już 12 grudnia w Glendale.

Dla polskiego pięściarza byłaby to bez wątpienia największa szansa w karierze – starcie z rywalem, który dotąd nie znał smaku porażki na zawodowym ringu. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach, gdy WBC podejmie ostateczną decyzję w sprawie Mikaeliana.

17 października 2015 roku Prichard Colon wszedł do ringu jako niepokonany, utalentowany bokser, przed którym rysowała się świetlana przyszłość. Tamtego wieczoru wszystko runęło. Dekadę później, w czwartek 13 sierpnia, jego ojciec i były trener Richard Colon poinformował w mediach społecznościowych, że 33-letni pięściarz zmarł.

Colon odszedł w wieku 33 lat, po latach zmagań ze skutkami ciężkiego urazu mózgu doznanego na ringu. Do urazu doszło właśnie podczas tej feralnej walki w 2015 roku.

Po pojedynku lekarze zdiagnozowali u niego ciężki krwotok. Bokser zapadł w śpiączkę – nie wybudził się z niej przez 221 dni.

Kariera przerwana w rozkwicie

Zanim doszło do tragedii, Colon zdążył zbudować imponujący dorobek. W boksie amatorskim stoczył 185 pojedynków, z czego wygrał aż 170. Na zawodowym ringu jego bilans wynosił 16 wygranych i tylko jedna porażka, w tym 13 zwycięstw przez nokaut.

Ta jedyna porażka miała nietypowy przebieg – Colon przegrał z Williamsem przez dyskwalifikację, gdy ten ściągnął rękawice w narożniku po dziewiątej rundzie. To właśnie ten pojedynek, rozegrany 17 października 2015 roku, okazał się ostatnim w karierze Pricharda Colona. I początkiem dziesięcioletniej walki o życie.

Z końcem sierpnia pakuje warszawskie mieszkanie i przeprowadza się do Wrocławia. I to właśnie ta przeprowadzka kończy jego wieloletnią współpracę z Polsatem.

58-letni bohater tej historii to prawdziwa ikona polskich sportów walki. Karierę sportową zakończył 11 lat temu i przeszedł na sportową emeryturę. Mikrofonu jednak nie odłożył – po zawieszeniu rękawic komentował wydarzenia sportowe w telewizji i radiu, pracując między innymi dla RTL7, Polsat Sport i Eurosportu. W 2020 roku wrócił do komentowania na sportowych kanałach Polsatu.

Teraz przeprowadzka do Wrocławia stawia go przed trudnym wyborem. „Z końcem sierpnia przeprowadzam się z Warszawy do Wrocławia i jest to na pewno wyjście ze strefy komfortu, bo w Warszawie miałem wszystko poukładane” – przyznał.

Na razie konsekwencje są takie, że muszę zrezygnować od września ze współpracy z Polsatem, bo nie da się tego pogodzić z mieszkaniem we Wrocławiu.

Podziękowania po latach współpracy

Żegnając się ze stacją, nie szczędził ciepłych słów. „Dziękuję Polsatowi za możliwość przeżycia przygody – i bokserskiej w postaci dużych walk, jak choćby z Tomkiem Adamkiem czy Andrzejem Gołotą, ale również za lata komentowania” – podkreślił.

Przeprowadzka do Wrocławia zamyka więc pewien rozdział zawodowy związany z warszawską telewizją. Co dalej z komentatorską karierą 58-latka w nowym mieście – tego na razie nie wiadomo.

Instalacja aplikacji
Pobierz