⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Ostatnie zdjęcie na Instagramie Pete’a Samprasa wisi tam od dekady. Chyba nic lepiej nie pokazuje, jak daleko legendarny Amerykanin odsunął się od świata, który kiedyś należał do niego.

Sampras właśnie skończył 55 lat. Bez wywiadów, bez sesji zdjęciowych, bez okolicznościowego oświadczenia. Dziennikarze od lat powtarzają to samo: tenisista unika rozgłosu jak ognia i praktycznie całkowicie odciął się od mediów. Ostatnie wieści o nim pochodzą z końca 2023 roku – i już sam ten fakt sporo mówi o skali jego wycofania.

A przecież mówimy o jednym z najwybitniejszych tenisistów w historii. Sampras wygrał 14 turniejów wielkoszlemowych i przez lata wyznaczał standard w męskim tenisie, budując erę dominacji, jakiej mało kto później dorównał. Na kortach zarobił ponad 40 milionów dolarów, zanim w 2003 roku oficjalnie zakończył karierę.

Życie z dala od kamer

Prywatnie Sampras od dawna trzyma się z dala od blichtru, który towarzyszy wielu byłym mistrzom sportu. Żonaty jest od 2000 roku – to praktycznie jedyny stały punkt, jaki media mogą przywołać, opisując jego dzisiejsze życie. Reszta pozostaje tajemnicą, którą najwyraźniej sam chce zachować wyłącznie dla siebie.

Dla pokolenia kibiców pamiętającego serwisy Samprasa kończące punkty w ułamku sekundy ta cisza brzmi niemal paradoksalnie. Człowiek, który przez lata żył pod presją kamer i oczekiwań, dziś robi wszystko, żeby nie pojawiać się na pierwszych stronach. I, jak pokazują ostatnie lata, konsekwentnie mu się to udaje.

Czwartek, 13 sierpnia, twarde korty Cincinnati. Draper prowadzi 3:2 w drugim secie – i wtedy jego serwis znów się sypie. Ostatecznie 3:6, 5:7 z dwudziestoletnim Hiszpanem Martinem Landaluce, nazwiskiem, które jeszcze niedawno mało komu w tourze coś mówiło. Dla 24-letniego zawodnika z Sutton to kolejny trudny moment sezonu, który miał być powrotem do formy.

Do turnieju Draper wszedł dzięki dzikiej karcie od organizatorów. Powód jest prosty: kontuzja ramienia, przez którą w ciągu ostatnich 12 miesięcy rozegrał zaledwie 15 meczów. Statystyki starcia z Landaluce mówią same za siebie – 47 niewymuszonych błędów, 12 podwójnych serwisów i aż pięć straconych gemów przy własnym podaniu. To pokazuje, jak daleko Brytyjczykowi jeszcze do dawnej dyspozycji. Młody Hiszpan w kolejnej rundzie zmierzy się z zawodnikiem rozstawionym z numerem 31.

Norrie z trudem, Shapovalov bez litości

Cameron Norrie musiał się solidnie namęczyć, by przejść chorwackiego debiutanta Dino Prizmicia. Przegrał pierwszą partię, ale odpowiedział seriami 6:1 i 6:4 – mecz trwał niemal dwie godziny. Zaliczył trzy asy serwisowe i wykorzystał trzy z czterech okazji na przełamanie.

Denis Shapovalov miał dużo łatwiej. Z Adrianem Mannarino rozprawił się 6:1, 6:4, a w drugiej rundzie zagra z zawodnikiem rozstawionym z numerem 12. Swój mecz wygrał też Serb Miomir Kecmanović, pokonując Camilo Ugo Carabellego 6:3, 6:3. O awans do 1/16 finału powalczy teraz z turniejową siódemką, Flaviem Cobollim.

Cincinnati Open to jedna z imprez cyklu ATP Masters 1000, rozgrywana na twardej nawierzchni, z pulą nagród sięgającą 9 415 700 dolarów. Stawkę rozstawionych otwierają Alexander Zverev jako lider listy oraz Novak Djoković z numerem trzecim.

Przy stanie 6:6 w trzecim secie to Panna Udvardy serwowała, by przedłużyć mecz pierwszej rundy WTA 1000 w Cincinnati. Nie utrzymała jednak podania i oddała zwycięstwo Cristinie Bucsie, która wygrała 6:2, 1:6, 7:5. Hiszpanka, doświadczona specjalistka od gry na twardych kortach, awansowała do drugiej rundy kosztem Węgierki po zaciętym, trzysetowym boju.

Z Bucsą zmierzy się teraz Maja Chwalińska. Polka przyjechała do Cincinnati po nieudanym występie w Toronto, gdzie odpadła już w pierwszej rundzie tamtejszego turnieju WTA 1000. Organizatorzy planują rozegrać ten mecz w sobotę, 15 sierpnia – choć wszystko zależy od pogody.

Trudna rywalka po trzysetowym boju

Bucsa wchodzi w ten mecz po ciężkiej przeprawie. Trzysetowe zwycięstwo nad Udvardy, przypieczętowane przełamaniem przy 6:6 w decydującej partii, pokazuje, że Hiszpanka umie grać pod presją i domykać wyrównane pojedynki. Dla Chwalińskiej będzie to więc sprawdzian nie tylko formy, ale i nerwów. Po rozczarowaniu w Toronto Polka zechce pokazać, że na trudności potrafi odpowiedzieć lepszą grą.

Przy stanie 4:2 w pierwszym secie Jelena Rybakina miała dwie piłki na przełamanie powrotne. Zmarnowała obie. I właśnie w tym momencie rozstrzygnął się kierunek całego finału WTA 1000 w Toronto. Iga Świątek, rozstawiona z numerem 7, obroniła się na własnych warunkach, a chwilę później dołożyła kolejne przełamanie, zamykając seta wynikiem 6:2.

Ostatecznie Polka pokonała rozstawioną z „dwójką” Kazaszkę 6:2, 6:3, sięgając po tytuł w Toronto. To dla niej pierwszy triumf od 19 sierpnia 2025 roku, kiedy wygrała turniej w Cincinnati.

Przebieg meczu odbiegał od dotychczasowej rywalizacji obu zawodniczek – przed finałem bilans wzajemnych spotkań wynosił 6-6. W drugiej partii do stanu 2:2 gemy toczyły się zgodnie z serwisem. Potem Świątek, po serii znakomitych wymian, wywalczyła kolejne przełamanie i objęła prowadzenie 3:2. Tego już wystarczyło, by dowieźć spotkanie do zwycięstwa.

Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa po raz kolejny pokazała, że gdy zdobędzie przewagę w kluczowym momencie, potrafi zamknąć mecz bez zbędnych wahań. Finał w Toronto zajął jej niespełna dwie partie – Rybakina, mimo szans w pierwszym secie, nie zdołała odwrócić jego losów.

Grudzień 2024 roku. Cadillac ogłasza, że szefem jego dopiero formującego się zespołu F1 zostaje Graeme Lowdon – na kilkanaście miesięcy przed debiutanckim wyścigiem Amerykanów w Mistrzostwach Świata. Dziś wiadomo już, że to nie on poprowadzi ekipę w Wielkiej Brytanii.

Nowym szefem zespołu Cadillac w Formule 1 został Marcin Budkowski. Decyzja amerykańskiego zespołu o zmianie na tym stanowisku była zaskoczeniem w padoku F1.

O kulisach rozstania z Lowdonem opowiedział dyrektor generalny Cadillaca Dan Towriss w rozmowie z serwisem motorsport.com. Jak przyznał, myśl o zwolnieniu Graeme’a Lowdona nosił się już od pewnego czasu.

„Zaczęliśmy zastanawiać się, jak będzie wyglądał kolejny etap rozwoju zespołu Cadillaka w F1, jaki będzie optymalny moment, jak będzie wyglądał i jakich specjalistów powinniśmy starać się pozyskać” – powiedział Dan Towriss.

Kim jest nowy szef Cadillaca

Marcin Budkowski to nie tylko inżynier i menedżer z doświadczeniem w zespołach F1. Polak pracował też w Międzynarodowej Federacji Samochodowej, czyli FIA. I właśnie to połączenie – kompetencji technicznych z regulacyjnymi – ma pomóc Cadillacowi poukładać strukturę zespołu przed pełnoprawnym startem w Formule 1.

Niemiecki dziennikarz Ralf Bach na swoim kanale YouTube uchylił rąbka tajemnicy negocjacji między Red Bull Racing a Maxem Verstappenem. Z jego informacji wynika, że zespół z Milton Keynes położył na stole propozycję nowej, pięcioletniej umowy opiewającej na astronomiczne sumy.

Obecny kontrakt czterokrotnego mistrza świata obowiązuje do końca 2028 roku. Już teraz zapewnia on Holendrowi zarobki na poziomie co najmniej 50-60 milionów dolarów rocznie. Mimo to Red Bull chce związać się z 28-letnim kierowcą na kolejną pięciolatkę i liczy się przy tym z jeszcze wyższymi kosztami.

Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Nawet jeśli Verstappen przyjmie nową ofertę, nie zamierza rezygnować z opcji wcześniejszego rozwiązania umowy. To zapis, który daje mu furtkę do odejścia, gdyby projekt zespołu przestał odpowiadać jego ambicjom.

„Według Ralfa Bacha, Verstappen chce pozostać w Red Bull na sezon 2027 w oparciu o obecny kontrakt”.

To istotny szczegół. Zamiast od razu przechodzić na nowe warunki, kierowca woli poczekać, obserwować rozwój sytuacji i trzymać się dotychczasowej umowy przynajmniej do 2027 roku.

Zespół szuka planu B

Równolegle z rozmowami o przedłużeniu kontraktu wewnątrz Red Bull trwają poszukiwania kierowcy, który mógłby utrzymać inżynieryjną dominację zespołu w Formule 1. To sygnał, że władze stajni zdają sobie sprawę z niepewności co do przyszłości Verstappena i już teraz zabezpieczają się na wypadek jego odejścia.

Kluczowy może okazać się sam projekt nowego bolidu. Jeśli konstrukcja auta na kolejne sezony nie okaże się udana, Verstappen po sezonie 2027 zdecyduje, czy zostać w Red Bull, czy nawet całkowicie odejść z Formuły 1. Scenariusz, który w padoku brzmi poważnie – i to nie tylko w kontekście jego własnej kariery.

Koniec sezonu 2027 to moment, w którym wygasają kontrakty wielu kluczowych kierowców stawki. A to oznacza, że decyzja Verstappena może uruchomić lawinę transferów i przetasowań, jakich Formuła 1 nie widziała od lat.

W czwartek Światowa Rada Sportów Motorowych (WMSC) ogłosiła decyzję, na którą rosyjska federacja czekała od miesięcy. Rada postanowiła przejrzeć nadzwyczajne środki FIA i znieść ograniczenia dotyczące udziału rosyjskich i białoruskich kierowców, zespołów narodowych, zawodników indywidualnych oraz oficjeli. Zniknęły też zakazy eksponowania symboli narodowych, flag i odgrywania hymnów.

Radości z tej decyzji nie krył człowiek, który od dawna zabiegał o taki obrót spraw. To przyjaciel Władimira Putina z czasów dzieciństwa – ten sam, który dzięki przychylności Kremla dorobił się majątku wycenianego dziś na 1,3 mld dolarów. Ma 69 lat i od lat stoi na czele rosyjskiej federacji motorsportu. Jak wynika z ustaleń, federacja prowadziła u prezydenta FIA Mohammeda ben Sulayema regularne „działania dyplomatyczne”. Skutek? Ostatecznie udało się przekonać go do zmiany stanowiska.

Formuła 1 na razie milczy

Decyzja FIA nie oznacza automatycznego powrotu Rosjan do Formuły 1. Królowa motorsportu na razie nie zapowiedziała, że pójdzie w ślady federacji i zniesie własne ograniczenia. Rosjanie od ponad czterech lat nie mogą legalnie oglądać wyścigów F1 w telewizji, a Stefano Domenicali już w sierpniu 2022 roku zapowiedział, że w Rosji nie odbędzie się już żaden wyścig.

Jest też sprawa pieniędzy – i ta wciąż czeka na rozstrzygnięcie. Formuła 1 nie zwróciła Rosjanom zaliczki wniesionej na poczet organizacji wyścigu w sezonie 2022. Organizatorzy tłumaczą to powiązaniami spółki organizującej GP Rosji z bankiem VTB, objętym zachodnimi sankcjami. Dopóki ta kwestia się nie wyjaśni, trudno oczekiwać, że Formuła 1 pójdzie tą samą drogą co FIA.

Jeszcze do niedawna grał w bułgarskiej lidze, gdzie pod tablicami notował solidne liczby dla Rilski Sportist. Teraz Jalen Thomas trafia do Polski – mistrz Holandii z drużyną ze Zwolle wzmacnia Eneę Łaciate Astorię Bydgoszcz.

208-centymetrowy zawodnik gra na pozycji centra. Takich gabarytów w polskiej lidze nie brakuje. Thomas ma jednak coś więcej niż samą fizyczność – za jego plecami stoi tytuł mistrzowski i statystyki, które go potwierdzają.

Sezon 2025/2026 koszykarz rozpoczął w barwach bułgarskiego Rilski Sportist. W 16 rozegranych tam spotkaniach zanotował średnio 8,0 punktu, 7,7 zbiórki oraz 1,0 bloku na mecz.

Mistrzostwo Holandii w tle

Kluczowy jest wcześniejszy epizod w karierze Thomasa – występy w drużynie ze Zwolle, z którą wywalczył mistrzostwo Holandii. Tam notował średnio 9,4 punktu, 6,8 zbiórki oraz 1,3 bloku na mecz. Bilans wyraźnie lepszy niż w Bułgarii – i sygnał, że centrowi bliżej dziś do formy sprzed sezonu niż do liczb z Rilski Sportist.

Dla Astorii Bydgoszcz to wzmocnienie w najbardziej wymagającej strefie boiska. Zawodnik z tytułem mistrzowskim na koncie i doświadczeniem z dwóch europejskich lig ma dołożyć do składu to, czego zwykle brakuje najbardziej – zbiórki, bloki i stabilność pod koszem.

Środa, ESPN, źródła znające szczegóły transakcji – i sensacyjna wiadomość: Joshua Kushner i Bob Iger finalizują zakup Los Angeles Lakers. Kwota przekracza 12 miliardów dolarów. To jedna z najdroższych transakcji w historii sportu.

Joshua to brat Jareda Kushnera, zięcia Donalda Trumpa. Karierę biznesową zbudował jednak sam, z dala od polityki rodziny.

To już druga duża zmiana właścicielska wokół Lakers w krótkim czasie. Rok wcześniej większościowy pakiet klubu od rodziny Bussów odkupił miliarder Mark Walter. Wtedy klub wyceniono na 10 miliardów dolarów, a rada gubernatorów NBA zatwierdziła transakcję w październiku. Teraz, wraz z umową Kushnera i Igera, wycena rośnie o kolejne dwa miliardy dolarów względem zeszłorocznego przejęcia.

Nowi właściciele deklarują kontynuację dziedzictwa

Kushner i Iger nie kryli emocji w swoim oświadczeniu. „Jako wieloletni kibice NBA jesteśmy głęboko zaszczyceni możliwością zostania opiekunami Los Angeles Lakers, jednej z najbardziej ikonicznych marek sportowych na świecie” – napisali.

Zdradzili też, czego można się po nich spodziewać. „Naszym długoterminowym zobowiązaniem jest budowanie na tym fundamencie, rywalizacja na najwyższym poziomie oraz służenie tej niezwykłej drużynie, jej kibicom i miastu Los Angeles” – dodali.

Stawka jest wysoka. Lakers to klub z 17 mistrzowskimi tytułami NBA na koncie – jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w światowym sporcie. Teraz jej losy trafiają w ręce dwóch nowych, głęboko zamożnych opiekunów.

„Teraz to już koniec” – napisał Russell Westbrook w oświadczeniu, którym ogłosił zakończenie kariery po 18 sezonach w NBA. Krótkie zdanie, a zamknęło jedną z najbardziej elektryzujących karier w historii ligi.

Do NBA trafił z czwartym numerem draftu w 2008 roku. Pierwsze 11 sezonów spędził w Oklahoma City Thunder – to tam zbudował swoją legendę. W sezonie 2016/17 zanotował rekordowe 42 triple-double i zdobył jedyną w karierze nagrodę MVP.

Odchodzi jako niekwestionowany rekordzista NBA pod względem liczby triple-double w karierze – uzbierał ich 209. Do tego dorzucić trzeba złoty medal igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku.

Generalny menedżer Oklahoma City Thunder Sam Presti wydał oświadczenie zaraz po tym, jak Westbrook ogłosił swoją decyzję. „Jego wewnętrzna wiara i nieposkromiona nieustraszoność pomogły stworzyć fundamenty naszej organizacji od pierwszego dnia w 2008 roku, w każdym kolejnym sezonie dodawał pewności siebie i inspirował naszą społeczność” – napisał Presti.

Ostatni sezon w Sacramento

Karierę zakończył w Sacramento Kings. W ostatnim sezonie rozegrał tam 64 mecze, z czego aż 58 w pierwszej piątce. Notował przy tym średnio 15,2 punktu i 6,7 asysty na mecz – daleko od szczytowej formy z Oklahomy, ale wciąż liczby lidera.

Jak podaje sportowefakty.wp.pl, o usługi 36-letniego rozgrywającego zabiegały również kluby z Europy. Westbrook postanowił jednak definitywnie zamknąć rozdział zawodowej koszykówki.

Instalacja aplikacji
Pobierz