Kto sprawdzi formę Kasjusza Życińskiego przed walką wieczoru FAME 32? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać – sam Życiński, na treningu z mistrzem Polski w boksie. Kasjusz „Don Kasjo” Życiński przygotowuje się do tego starcia bardzo intensywnie.
Jego rywalem będzie Szachta. Panowie spotkają się 29 sierpnia w Radomiu – pojedynek odbędzie się na zasadach boksu, na dystansie trzech rund po trzy minuty.
Sparing z mistrzem Polski
Życiński nie trenuje z byle kim. Jego partnerem treningowym został aktualny mistrz Polski seniorów w boksie olimpijskim w kategorii do 80 kilogramów. Właśnie z nim „Don Kasjo” szlifował formę przed sierpniowym starciem.
Ten wybór sparingpartnera nie jest przypadkowy. Walka wieczoru FAME 32 rozegra się według czystych zasad bokserskich, bez elementów typowych dla freak fightów. Trzy rundy po trzy minuty – formuła, która wymaga solidnego przygotowania technicznego. Sama charyzma i medialny rozgłos tu nie wystarczą.
Do wieczoru w Radomiu zostaje coraz mniej czasu. Życiński chce wykorzystać go maksymalnie, trenując pod okiem najlepszego boksera w kraju w swojej kategorii wagowej.
Ile lat ma jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich ciężkowagowców MMA i ile właściwie waży? Michał Kita urodził się 18 maja 1980 roku w Zabrzu, a w klatce spędził już blisko dwie dekady.
Zawodnik od zawsze startuje w kategorii ciężkiej, gdzie limit wagowy wynosi 120 kilogramów. Sam waży jednak około 108 kilogramów przy wzroście 186 centymetrów. Do tego dochodzi zasięg ramion – 196 centymetrów. To parametr, który w starciach z rywalami o podobnej masie potrafi decydować o przebiegu walki.
Zabrzanin to były zawodnik KSW, czyli największej organizacji MMA w Polsce. Z zapasami w stylu wolnym zetknął się bardzo wcześnie – treningi rozpoczął mając zaledwie 5 lat. To właśnie stamtąd wziął się solidny fundament techniczny, na którym budował później karierę w MMA.
Początki zawodowej kariery
Zawodowy debiut Kity przypadł na 2006 rok – pierwszy pojedynek wygrał przez poddanie. Z bilansem 4-1 zawalczył następnie na gali GFN 5 w Tilburgu, zdobywając pierwsze międzynarodowe doświadczenie. Potem przyszły starty dla rosyjskiej organizacji M-1, gdzie wygrał trzy z czterech potyczek.
Jednym z najmocniejszych momentów tego okresu był udział w turnieju Union Of Veterans: Cup Of Champions 2009. Zmagania odbyły się 28 listopada 2009 roku, a Polak wygrał cały turniej, pokonując każdego z rywali przez TKO już w pierwszej rundzie. Do dziś to jeden z najbardziej dominujących wyników w jego karierze.
Walki o pasy i powrót do KSW
W maju 2013 roku Kita dostał szansę walki o pas mistrzowski Fighters Arena. Kilka miesięcy później zrewanżował się temu samemu rywalowi, tym razem pod egidą organizacji TFL. W 2014 roku pokonał Amerykanina Mike’a Wessela, a w październiku 2016 roku rozprawił się z Michałem Włodarkiem, wygrywając przez poddanie w pierwszej rundzie.
Na gali KSW 39: Colosseum Kita przegrał z Michałem Andryszakiem. Do organizacji wrócił jednak w sierpniu 2020 roku, podczas gali KSW 54 – otworzył tym samym kolejny rozdział kariery w największej federacji nad Wisłą. Ten powrót zaowocował później szansą życia: w walce wieczoru gali KSW 57 zmierzył się z Philem De Friesem o pas mistrzowski organizacji.
Kolejne lata przyniosły mieszane rezultaty. W marcu 2022 roku Kita przegrał z Ricardo Praselem przez TKO w drugiej rundzie, a kilka miesięcy później uległ w rewanżu Darko Stosiciowi na gali KSW 74. Ostatnie zwycięstwo w barwach KSW zanotował w marcu 2023 roku, pokonując Daniela Omielańczuka przez TKO w trzeciej rundzie.
Najnowszy rozdział kariery
W listopadzie 2025 roku, już poza KSW, Kita ponownie stanął w walce wieczoru – tym razem podczas gali FNC 25, gdzie pokonał Martina Badura. Jego ostatnim jak dotąd starciem była batalia z Tadejem Dajcmanem na gali FNC 30 w Zadarze. Górą okazał się Słoweniec, który znokautował Polaka w drugiej rundzie – walka odbyła się w maju 2026 roku.
Kariera Michała Kity, rozpisana na blisko dwie dekady i kilkanaście organizacji, wciąż trwa. Doświadczony ciężkowagowiec z Zabrza regularnie przypomina o sobie w europejskich federacjach MMA.
Jak można zakończyć walkę MMA bez wskazania, kto wygrał, a kto przegrał? Coś takiego przydarzyło się na gali RFA 32, gdzie w kuriozalnych okolicznościach zakończyła się walka kibica Legii Warszawa. Sędzia po prostu nie ogłosił werdyktu.
Do zamieszania doszło podczas gali RFA 32 w Bratysławie. Druga zawodowa walka Maksymiliana nie przyniosła oficjalnie ani zwycięstwa, ani porażki. Zawodnik zostaje więc przy bilansie 1-0 — tak, jakby tego starcia w ogóle nie było.
Rozczarowujący finał w słowackiej stolicy nie zamyka jednak jego sportowego kalendarza. Co ciekawe, jeszcze zanim świat dowiedział się o starcie w RFA 32, ogłoszono kolejny występ Polaka — tym razem na gali MMA Attack 7.
Kim jest rywal Maksymiliana na MMA Attack 7?
Jego przeciwnikiem będzie zawodnik znany w środowisku jako „Wujaszek Fericze”. Ten w przeszłości walczył między innymi w organizacji FAME.
Na kolejną szansę Maksymilian nie będzie musiał długo czekać. Na gali MMA Attack 7 spróbuje dopisać do swojego dorobku drugie zawodowe zwycięstwo w MMA.
Da się ciężko znokautować przeciwnika i mimo to zejść z klatki jako przegrany? Da się. Przekonał się o tym polski weteran MMA podczas gali RFA 32 w Bratysławie.
43-letni zawodnik wrócił do klatki, by po raz drugi w karierze zmierzyć się z Samuelem „Piratem” Krištoficiem. Ich pierwsze starcie rozegrano w lipcu 2021 roku na gali OKTAGON 26. Tym razem stawka była inna, a scenariusz walki – jeszcze bardziej nieoczywisty.
Polak ciężko znokautował swojego przeciwnika. I chwilę później sędzia zakończył jego udział w walce dyskwalifikacją. Powrót doświadczonego zawodnika do klatki zamienił się w sceny, które trudno nazwać inaczej niż niepokojące.
Powtórka po latach
Rewanż z Krištoficiem miał być okazją do rozliczenia rachunków sprzed lat – pierwsze starcie tej dwójki odbyło się jeszcze w 2021 roku, na gali OKTAGON 26. Tym razem obaj zawodnicy spotkali się na macie RFA 32 w Bratysławie.
Ostatecznie o przebiegu relacji z gali zdecydowała nie liczba trafionych ciosów, a decyzja sędziego. Mimo mocnego, kończącego trafienia 43-letni Polak nie mógł cieszyć się ze zwycięstwa.
Ile właściwie kosztuje zwycięstwo w klatce UFC? Tresean Gore przekonał się na własnej skórze – a właściwie na własnych zębach. Amerykanin pokonał jednogłośnie na kartach sędziowskich Vicente Luque podczas gali UFC 330 w Filadelfii, ale radość z wygranej mocno ostudził ból w szczęce.
W trakcie starcia Gore oberwał latającym kolanem, które wybiło mu część dolnych zębów. Walki mimo to nie przerwał – dotrwał do samego końca, choć sam przyznał później, że trafienie musiało boleć niemiłosiernie.
„Tak, tym cholernym latającym kolanem wybił mi kilka dolnych zębów” – powiedział Gore po walce.
Zwycięstwo w wadze średniej znaczy dla Gore’a więcej niż tylko wpis w statystykach – przerwało jego serię porażek. Po starciu z Luque bilans Amerykanina wygląda już znacznie lepiej: 8 wygranych i 2 porażki.
Zęby naprawi z wypłaty
Straty w uzębieniu nie zepsuły Gore’owi humoru. Zawodnik żartował z całej sytuacji, zapowiadając, że część zarobionych na gali pieniędzy pójdzie prosto do stomatologa.
„Mogę teraz trochę seplenić, ale wracam do domu z dwiema wypłatami, więc z jednej to naprawię” – powiedział Gore, mając na myśli podstawowe wynagrodzenie oraz bonus za zwycięstwo.
Dla Gore’a wygrana w Filadelfii to nie tylko powrót na zwycięską ścieżkę. To też przypomnienie, jak bezwzględne bywa MMA. Latające kolano potrafi być efektowną bronią – tym razem okazało się efektowne i bolesne zarazem.
Kto zmierzy się z Iwo Baraniewskim na gali UFC 331? Odpowiedź padła przy okazji gali UFC 330, gdzie organizacja ogłosiła karę starć na kolejną kartę walk. Rywalem 27-letniego Polaka będzie doświadczony Alonzo Menifield.
To będzie już czwarty występ Baraniewskiego w klatce UFC, a data jest już znana – starcie z Menifieldem odbędzie się 19 września podczas gali UFC 331 w Los Angeles.
Passa bez porażki
Do organizacji Polak trafił w zeszłym roku dzięki programowi Contender Series. Od 2023 roku stoczył dziewięć pojedynków. Wszystkie wygrał przed czasem. Taka forma nie mogła umknąć uwadze szefostwa UFC – z samych bonusów Baraniewski zarobił już 250 tysięcy dolarów.
Wrześniowe starcie z Menifieldem będzie kolejnym sprawdzianem dla Polaka, który smaku porażki na profesjonalnym poziomie nie zaznał od dwóch lat. Walka na gali UFC 331 w Los Angeles to dla niego okazja, by potwierdzić status jednego z najciekawszych wschodzących zawodników wagi półciężkiej.
Ile walk bez porażki można stoczyć w oktagonie UFC? Islam Machaczew dał na to pytanie odpowiedź, jakiej nikt wcześniej nie osiągnął.
15 sierpnia w Filadelfii, na gali UFC 330, Machaczew bronił pasa wagi półśredniej przeciwko Ianowi Garry’emu. Stawką było jednak coś więcej niż sam tytuł — wygrana oznaczała pobicie rekordu organizacji, który utrzymywał się od lat.
Chodzi o serię zwycięstw bez porażki w oktagonie UFC. Machaczew ma ich na koncie już siedemnaście z rzędu i pod tym względem nie ma sobie równych.
Poprzedni rekord należał do zawodnika z Brazylii, który zadebiutował w amerykańskiej organizacji w 2006 roku i przez sześć lat pozostawał niepokonany. Ta passa figurowała w statystykach UFC przez lata — dopóki Machaczew nie przełamał jej w Filadelfii.
Zawodowa kariera bez taryfy ulgowej
Machaczew boksuje… a właściwie walczy zawodowo od 2010 roku. Przez piętnaście lat stoczył 30 pojedynków, z czego wygrał 29 — bilans, który w świecie MMA graniczy z dominacją. W samym oktagonie UFC stanął już 19 razy, a każda kolejna walka to kolejny egzamin dla jego niepokonanej passy.
Wygrana z Ianem Garrym na UFC 330 dała Machaczewowi coś podwójnego: utrzymał pas wagi półśredniej i zapisał się na trwałe w historii promocji jako zawodnik z najdłuższą serią zwycięstw bez porażki w oktagonie UFC.
Co właściwie działo się z nosem Mateusza Gamrota przed walką z Quillanem Salkilldem na gali UFC Vegas? Polak przegrał to starcie, a charakterystyczny plaster na jego twarzy szybko stał się tematem numer jeden wśród kibiców.
Milczał na ten temat cały tydzień. Dopiero po siedmiu dniach od porażki Gamrot zdecydował się wreszcie powiedzieć, co dokładnie działo się z jego nosem przed galą. Wcześniej sprawa pozostawała owiana tajemnicą — a plaster widoczny na twarzy zawodnika i tak nie umykał uwadze obserwujących wydarzenie.
Sama walka zakończyła się dla Polaka niekorzystnie — górą był Salkilld. I to właśnie ta przegrana sprawiła, że pytania o kondycję Gamrota przed wejściem do klatki nabrały dodatkowej wagi. On sam postanowił się do nich odnieść, choć dopiero z tygodniowym opóźnieniem.
Movsar Evloev nie przegrał jeszcze żadnej z 20 zawodowych walk. Pytanie brzmi, czy uda mu się to, czego przez całą karierę nie zaliczył nikt inny – pokonać Alexandra Volkanovskiego i odebrać mu pas piórkowej wagi. Odpowiedź poznamy 24 października w Etihad Arena w Abu Dhabi, gdzie odbędzie się gala UFC 333. Główną atrakcją wieczoru będzie starcie o mistrzostwo dywizji do 66 kilogramów.
Organizacja oficjalnie potwierdziła już tę walkę wieczoru. Dla 37-letniego Volkanovskiego to kolejna okazja, by pokazać, że mimo wieku wciąż jest najlepszym piórkowcem świata. Pas odzyskał w kwietniu 2025 roku, pokonując w pierwszym starciu Diego Lopesa. W styczniu obronił go już jednogłośną decyzją sędziów – w rewanżu z tym samym rywalem, na gali UFC 325.
Bilans 28 wygranych i 4 porażek stawia Volkanovskiego w gronie najbardziej utytułowanych zawodników w historii kategorii piórkowej. Pas dzierżył już wcześniej – od grudnia 2019 do lutego 2024 roku, notując pięć udanych obron. Tę serię przerwał brutalny nokaut od Ilii Topurii w lutym 2024 roku. Australijczyk próbował też sił w wadze lekkiej, ale dwukrotnie przegrał walki o pas z Islamem Machaczewem. Mimo tych porażek jego skuteczność w kończeniu przeciwników wciąż robi wrażenie: 16 z 28 zwycięstw w karierze zamknął przed czasem, nie czekając na werdykt sędziów.
Niepokonany pretendent numer jeden
Po drugiej stronie oktagonu stanie Movsar Evloev z idealnym rekordem 20 zwycięstw bez porażki. Rosjanin startuje w UFC od 2019 roku i zdążył w tym czasie zaliczyć 10 wygranych pod szyldem organizacji. Ostatni raz w oktagonie widzieliśmy go w marcu – w Londynie, w walce wieczoru, pokonał wtedy Lerone’a Murphy’ego przez decyzję większości sędziów. Ten właśnie wynik ugruntował jego status pretendenta numer jeden do pasa piórkowej wagi.
Evloev rzadziej niż Volkanovski kończy walki przed czasem – z 20 zwycięstw tylko 7 zapisał na koncie przed odczytaniem kart sędziowskich. To starcie dwóch zupełnie różnych stylów: doświadczonego, wybuchowego mistrza kontra systematyczny, niepokonany pretendent, który w Abu Dhabi dostaje wreszcie szansę na koronację.
„Ukrainiec dwa miesiące później dostał maila, z niego dowiedział się, że jest wolnym agentem”. Tak właśnie wyglądało pożegnanie Aleksandra Gwozdyka z Zuffa Boxing — federacją, za którą stoi Dana White.
Były mistrz świata wagi półciężkiej stracił kontrakt po zaledwie jednej porażce. Gwozdyk ma na koncie bilans 21 wygranych, 3 przegranych i 17 zwycięstw przed czasem. To wystarczyło, by po starciu z Radivoje Kalajdziciem stracił miejsce w stajni Zuffa Boxing.
Sama walka wcale nie wyglądała na porażkę Ukraińca. Gwozdyk dwukrotnie posyłał rywala na deski — w pierwszej i czwartej rundzie. Przez większość pojedynku wyraźnie dominował nad Kalajdziciem. O wyniku zadecydował jednak jeden moment nieuwagi w siódmej rundzie. Kosztował go całą walkę.
Decyzja przyszła mailem
Najbardziej zaskakuje sposób, w jaki Gwozdyk dowiedział się o zwolnieniu. Żadnego telefonu, żadnego spotkania — informacja dotarła mailem, i to dopiero dwa miesiące po walce. Przez cały ten czas bokser formalnie pozostawał związany z federacją, nie mając pojęcia, że jego kontrakt już od dawna nie obowiązuje.
Dla byłego mistrza świata w wadze półciężkiej to bolesny zwrot akcji. Jedna przegrana, mimo dwóch nokdaunów zadanych rywalowi, wystarczyła, by Zuffa Boxing zakończyła współpracę.