⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

87. minuta. Gospodarze prowadzili z Piastem Gliwice 4:0 – a mimo to końcówka meczu zamieniła się w nerwową obronę wyniku. Do tego momentu Wieczysta grała naprawdę solidnie, zanim Piast rzucił się do odrabiania strat.

Od pierwszej do ostatniej minuty na boisku był Mateusz Wieteska, obrońca Wieczystej Kraków. Dla niego to spotkanie miało jednak zupełnie inny wymiar niż dla reszty drużyny – to było jego pierwsze pełne 90 minut na boisku po roku przerwy.

To było moje pierwsze 90 minut po roku przerwy, więc cieszę się, że wróciłem, jestem w pełni zdrowy i mogę czerpać przyjemność z grania w piłkę.

Zawodnik podkreślił, że po długiej przerwie odzyskał pełną sprawność. Jego powrót na najwyższy poziom zbiegł się z meczem specyficznym – drużyna najpierw zbudowała czterobramkową przewagę, a potem musiała jej bronić aż do końcowego gwizdka.

Mecz z Piastem Gliwice pokazał więc dwie twarze Wieczystej: skuteczną w pierwszej części spotkania i zmuszoną do walki o utrzymanie wyniku w końcówce. Dla Wieteski liczyło się jednak coś innego. Po roku zmagań wrócił na boisko zdrowy i rozegrał pełne 90 minut.

Trybuny przy alei Marszałka Focha jeszcze huczały od gwizdów, a w mediach społecznościowych zdążyła się już pojawić wiadomość, która może zaważyć na losach klubu w najbliższych miesiącach. Podczas meczu z Rakowem Częstochowa kibice Cracovii nie gryźli się w język i skierowali swoje pretensje wprost do amerykańskiego właściciela. Kilka dni później okazało się, że Platek rzeczywiście szykuje ruch, którego mało kto się spodziewał – zamierza sprzedać część udziałów w klubie.

Jako pierwszy napisał o tym dziennikarz Piotr Rzepecki, we wpisie na Twitterze z 17 sierpnia 2026 roku. Wspomniał przy okazji o wewnętrznych tarciach w klubie i możliwych odejściach, choć szczegółów na razie nie zdradził.

Sama transakcja nie oznacza jednak, że Amerykanin oddaje stery. Po sprzedaży części akcji Platek zatrzymałby 51 procent udziałów – wciąż byłby więc większościowym właścicielem Cracovii. Po drugiej stronie stołu miałaby usiąść osoba określana jako E., posiadająca obecnie około 20 procent akcji klubu.

Fatalna forma na boisku

Zmiany właścicielskie zbiegają się w czasie z kryzysem sportowym, i trudno nie widzieć w tym związku. W poprzednim sezonie Cracovia zaliczyła fatalną rundę wiosenną. Obecna kampania zaczęła się niewiele lepiej – na pierwsze zwycięstwo trzeba było czekać aż do 4. kolejki. To właśnie te wyniki, zestawione z niedawnym starciem z Rakowem, podsyciły frustrację kibiców wymierzoną prosto we właściciela.

Na razie nie wiadomo, kiedy transakcja miałaby dojść do skutku ani jak wpłynie na codzienne funkcjonowanie klubu. Słowa Rzepeckiego o wewnętrznych tarciach i możliwych odejściach sugerują jednak jedno: najbliższe tygodnie w Krakowie mogą przynieść więcej niż jedną zmianę na liście udziałowców.

Trzy sezony, 147 meczów, 146 goli. Taki bilans nosi ze sobą Harry Kane za każdym razem, gdy wraca temat jego przyszłości. I właśnie dlatego każda plotka transferowa z jego nazwiskiem elektryzuje kibiców — bez znaczenia, czy mówimy o Anglii, czy o Bawarii.

W ostatnich tygodniach napastnika łączono z trzema klubami naraz: FC Barceloną, Manchesterem United i Tottenhamem, czyli drużyną, z którą rozstał się zaledwie dwa lata temu.

Sam zainteresowany postanowił jednak przeciąć spekulacje. Cytowany przez Maximiliana Kocha z Abendzeitung, Kane zapowiedział, że rozmowy z Bayernem Monachium są już na horyzoncie.

To właśnie w Monachium Anglik zbudował liczby, które robią wrażenie na całym kontynencie. Do Bayernu trafił latem 2023 roku z Tottenhamu za 95 milionów euro — i już od pierwszych miesięcy pokazywał, że ten transfer był strzałem w dziesiątkę.

Liczby, które mówią same za siebie

146 bramek w 147 meczach — taka statystyka stawia Kane’a w gronie najskuteczniejszych napastników w historii klubu, i to w tak krótkim czasie. Trudno się więc dziwić, że mimo zainteresowania Barcelony, United czy Tottenhamu, przedłużenie przygody w Bawarii wygląda na naturalny krok dla obu stron.

Gdy Górnik Zabrze ogłosił pozyskanie Petera Federico, w klubie nie krył się z zadowoleniem – 24-letni piłkarz to wzmocnienie, które potwierdza klasę zawodnika. Teraz wyszły na jaw szczegóły kontraktu, a te pokazują, że Zabrze zabezpieczyło się na przyszłość znacznie lepiej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Dyrektor Łukasz Milik ujawnił w rozmowie z Kanałem Sportowym, że w umowie Federico nie ma klauzuli odstępnego. Innymi słowy: gdy pojawi się zainteresowanie z zewnątrz, to Górnik będzie dyktował warunki, nie odwrotnie. Kontrakt piłkarza obowiązuje do lata 2029 roku – a to daje klubowi mnóstwo czasu, by budować wartość zawodnika i, jeśli przyjdzie taki moment, negocjować transfer z pozycji siły.

Kolejny transfer w cieniu skutecznej polityki sprzedażowej

Górnikiem Zabrze kierują wspólnie Łukasz Milik i Podolski, a ten duet od dawna ma opinię sprawnych handlowców na rynku transferowym. Federico może dopisać się do coraz dłuższej listy zawodników, których sprzedaż przyniosła klubowi realny zysk.

Wystarczy spojrzeć na nazwiska, które już się na tej liście znalazły: Włodarczyk, Yokota, Ennali, Sarapata, Hellebrand, Sow, Ambros. Każdy z nich pomógł Górnikowi nieźle zarobić. Brak klauzuli odstępnego w kontrakcie Federico i długi, pięcioletni horyzont umowy sugerują jedno – klub liczy na powtórkę tego schematu.

We wrześniu 2025 roku Arnau Ortiz spakował walizki i wrócił do Hiszpanii. Rok wcześniej, latem 2024, trasa wiodła w odwrotnym kierunku – ze Śląska Wrocław do Polski. Dziś, kilkanaście miesięcy później, 24-latek podpisuje kontrakt z pierwszą drużyną Atletico Madryt.

Klub oficjalnie potwierdził, że Ortiz jest już nowym zawodnikiem pierwszego zespołu Atletico. O włączeniu go do kadry zdecydował sam Diego Simeone. Na nowym etapie kariery Hiszpan będzie grał w koszulce z numerem 16.

We Wrocławiu jego przygoda nie robiła jednak wrażenia. Ortiz rozegrał w barwach Śląska 33 spotkania, strzelił dwa gole i zanotował dwie asysty. Na boisku spędził nieco ponad 1300 minut. Dziś ten bilans wygląda niemal jak inny sport w porównaniu z tym, co pokazał po powrocie do ojczyzny.

Eksplozja formy po powrocie do Hiszpanii

Wychowanek CF Peralada i Girony wrócił do Hiszpanii we wrześniu 2025 roku i od razu przypomniał, czemu kiedyś wiązano z nim spore nadzieje. W 36 meczach Primera Federación – grupy II zdobył aż 23 bramki i dołożył sześć asyst. Takich liczb po prostu nie dało się przejść obojętnie.

Zanim awansował do pierwszego zespołu, Ortiz występował w Atlético Madrileño, rezerwach madryckiego klubu, w sezonie 2025/26. Właśnie tam, pod okiem sztabu przygotowującego młodzieżowców do gry na najwyższym poziomie, dojrzewał do skoku, który właśnie się dokonał.

Czy faworyci utrzymają tempo narzucone na początku amerykańskiego sezonu na kortach twardych? W Cincinnati odpowiedź brzmiała: tak, przynajmniej na razie.

Taylor Fritz wchodził w turniej z formą trudną do jednoznacznej oceny. Sezon zaczął od triumfu w Waszyngtonie, ale w Montrealu odpadł już po pierwszym meczu. W Cincinnati los oszczędził mu I rundy, w II zaś 28-letni Kalifornijczyk rozprawił się z Alexem Michelsenem 6:3, 6:4. Mecz zajął mu zaledwie 85 minut. Statystyki mówią same za siebie: siedem asów serwisowych, 63 proc. wygranych punktów przy swoim podaniu i aż 25 zagrań kończących. Trzy przełamania rywala wystarczyły, by zapewnić mu awans do 1/16 finału.

Brandon Nakashima, niedawny finalista Montrealu, poradził sobie bez większego wysiłku z Aleksandarem Kovaciciem – 6:2, 7:5. Rozstawiony z numerem 27 Amerykanin w III rundzie natrafi na Daniiła Miedwiediewa, rozstawionego z „czwórką” Rosjanina, który triumfował w Cincinnati w 2019 roku. Zapowiada się jedno z ciekawszych starć kolejnej fazy turnieju.

Lorenzo Musetti, rozstawiony z numerem 10, upora się z Danielem Altmaierem 6:4, 6:2 – cztery przełamania w meczu trwającym półtorej godziny mówią o wyraźnej przewadze Włocha. Równie pewnie wyglądał Andriej Rublow, finalista tego turnieju sprzed pięciu lat. Rosjanin pokonał Pablo Carreno 7:6(5), 6:1 w swoim pierwszym meczu tegorocznej edycji.

Niespodzianki i argentyński akcent

Nie zabrakło też zaskoczeń. Rozstawiony z numerem 13 Portugalczyk Nuno Borges pokonał turniejową „dwudziestkę” Francisco Cerundolo 6:4, 6:4, eliminując 24-letniego Argentyńczyka i awansując do IV rundy. Kłopotów przysporzył za to jego imiennik po ojcu, Juan Manuel Cerundolo – tym razem rozstawionemu z numerem 25 Arthurowi Rinderknechowi. Argentyńczyk wygrał po ponad trzyipółgodzinnej batalii 4:6, 7:6(3), 7:6(5).

Cincinnati Open to jeden z dziewięciu turniejów rangi ATP Masters 1000, rozgrywany na kortach twardych w USA. Pula nagród w tej edycji wynosi 9 415 700 dolarów.

W drugiej rundzie Cincinnati Open nikt nawet nie zbliżył się do postawienia warunków rozstawionej z numerem piątym Mirze Andriejewej. Rosjanka rozprawiła się z Ukrainką w zaledwie 48 minut, wygrywając 6:1, 6:0. Andriejewa, rozstawiona w turnieju z „piątką”, nie dała rywalce złudzeń już od pierwszego gema – i tak zostało do samego końca.

Spotkanie rozegrano w ramach turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Cincinnati, gdzie łączna pula nagród wynosi 7,433 mln dolarów. To jedna z najbardziej prestiżowych imprez w kalendarzu przed US Open, a taki wynik Andriejewej mówi sam za siebie – do amerykańskiego cyklu Rosjanka podeszła w znakomitej formie.

Niespodzianki w drugiej rundzie

W pozostałych meczach dnia emocji nie brakowało. Sara Bejlek pokonała rodaczkę Barborę Krejcikovą, rozstawioną z numerem 23, w trzech setach 7:6(5), 6:4. Czeski pojedynek zakończył się więc triumfem tej mniej faworyzowanej zawodniczki.

Jeszcze więcej dramaturgii przyniosło starcie Janice Tjen z Indonezji z Viktoriją Golubić ze Szwajcarii. Rozstawiona z numerem 32 Tjen wygrała po zaciętej, trzysetowej batalii 7:6(8), 5:7, 7:5, odwracając losy meczu dopiero w decydującej partii.

Kolejną niespodziankę sprawiła Xinyu Wang, która wyeliminowała Donnę Vekić z Chorwacji, rozstawioną z numerem 31. Chinka przegrała pierwszego seta 3:6. Potem jednak odpowiedziała seriami 6:1 i 6:4, zamykając mecz zwycięstwem.

Ile trzeba się namęczyć, żeby liderka rankingu WTA ograła zawodniczkę spoza czołowej setki? Więcej, niż można by sądzić. Aryna Sabalenka pokonała Talię Gibson 6:2, 7:6(2) w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati, ale o łatwym meczu nie było mowy.

Rozstawiona z numerem 1 Białorusinka potrzebowała godziny i 52 minut, by domknąć niedzielne spotkanie. Pierwsza partia jeszcze płynęła bez większych zgrzytów — 6:2 dla Sabalenki. Problemy pojawiły się jednak szybciej, niż mogłoby się wydawać: już w czwartym i szóstym gemie musiała gonić wynik po stracie 0-30, żeby w ogóle utrzymać swoje podanie.

W drugim secie zrobiło się zupełnie inaczej. Obie tenisistki trzymały się swoich gemów aż do 5:5, gdy Sabalenka doczekała się dwóch break pointów i jeden z nich zamieniła na przełamanie — po błędzie Gibson. O tym, kto zgarnie seta, zdecydował więc tie-break. Tu Białorusinka nie dała już żadnych szans, wygrywając 7:2 i cały set 7:6.

Co dalej w Cincinnati?

Ten wynik daje Sabalence bilet do trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Zawody toczą się na kortach twardych i potrwają do niedzieli 23 sierpnia. A stawka jest niebagatelna: cała pula nagród Cincinnati Open 2026 to 7,433 mln dolarów, zwyciężczyni zaś odbierze 1000 punktów do rankingu i czek na 1,086 mln dolarów.

Powrót na kort w Cincinnati, gdzie broni tytułu sprzed roku – tak w skrócie można podsumować mecz otwarcia Igi Świątek. Polka rozprawiła się z Kolumbijką Emilianą Arango, wygrywając 6:3, 6:0.

Łatwo jednak nie było od pierwszych piłek. To rywalka przełamała serwis Świątek jako pierwsza w otwierającym secie i objęła prowadzenie 2:1. Polka nie dała się jednak zepchnąć do defensywy – odpowiedziała serią dobrych gemów i zamknęła partię 6:3.

Druga odsłona to już zupełnie inna historia. Świątek przełamała Arango do zera na samym początku seta, a potem po prostu kontrolowała przebieg spotkania aż do ostatniej piłki. 6:0 – bez większych dyskusji. Cały mecz zajął jej nieco ponad godzinę.

Kolejna przeszkoda: Maria Sakkari

Zwycięstwo daje Idze Świątek awans do trzeciej rundy Cincinnati Open. Tam czeka ją starcie z Greczynką Marią Sakkari.

Czy w drugiej rundzie Cincinnati Open znalazł się ktoś, kto mógł zatrzymać rozstawionego z numerem drugim Felixa Auger-Aliassime’a? Nie. Choć Stefanos Tsitsipas narobił mu więcej kłopotów, niż sugeruje wynik 6:3, 7:5.

Kanadyjczyk przyjechał do Cincinnati w dość nietypowych okolicznościach. Kontuzja pleców wykluczyła go z wcześniejszego turnieju ATP Masters 1000 w Montrealu, więc do rywalizacji w Ohio przystąpił bez żadnego meczu rozgrywkowego za sobą – w pierwszej rundzie miał wolny los. Na starcie właściwej walki trafił jednak od razu na byłego numer trzy rankingu ATP i musiał się solidnie napracować.

W drugim secie Auger-Aliassime dwukrotnie prowadził po przełamaniu, dwukrotnie też oddawał tę przewagę Tsitsipasowi, zanim ostatecznie domknął partię na swoją korzyść. Cały mecz trwał godzinę i 28 minut. Kanadyjczyk zaserwował siedem asów, dwukrotnie sam stracił podanie, za to wszystkie cztery okazje na przełamanie rywala wykorzystał w stu procentach. Do tego dołożył 18 zagrań kończących. To już czwarte zwycięstwo Auger-Aliassime’a nad Tsitsipasem w jedenastu dotychczasowych starciach tej dwójki.

Drugim rozstawionym, który przetrwał drugą rundę, jest Danił Miedwiediew – „czwórka” turnieju i mistrz Cincinnati z 2019 roku. Rosjanin poradził sobie z kwalifikantem Marco Trungellitim 6:4, 7:5. Po drodze zaserwował 11 asów, zanotował trzy przełamania i posłał 20 zagrań wygrywających.

Młodzi grają śmiało, faworyci odpadają

Swojej klasy w Cincinnati dowodzi też 19-letni Joao Fonseca. Rozstawiony z numerem 23 Brazylijczyk pokonał Botica van de Zandschulpa 6:4, 7:6(2) i tak otworzył turniej zwycięstwem.

Dnia na pewno nie zapomni Christopher O’Connell. Australijczyk, który wszedł do turnieju z eliminacji, w pierwszej rundzie odprawił Kamila Majchrzaka, a w drugiej ograł rozstawionego z „jedenastką” Caspera Ruuda – Norweg poddał mecz przy stanie 7:5, 1:2.

Podobną niespodziankę sprawił 22-letni Amerykanin Michael Zheng, także kwalifikant. Pokonał rozstawionego z numerem 24 Ugo Humberta 6:4, 6:3 – ani razu nie dał się przełamać, a z siedmiu posiadanych break pointów zrealizował trzy.

Cincinnati Open to rozgrywany na twardym korcie turniej rangi ATP Masters 1000. Pula nagród wynosi w nim 9 415 700 dolarów.

Instalacja aplikacji
Pobierz