⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Dzień po bolesnym odpadnięciu z mundialu decyzja zapadła. 1 lipca 2026 roku, zaledwie kilkanaście godzin po pożegnaniu Holandii z turniejem, 63-letni Koeman oficjalnie ogłosił swoje odejście.

Holandia odpadła z MŚ 2026 już w 1/16 finału — po serii rzutów karnych z Marokiem. Koeman poinformował KNVB o swojej decyzji następnego dnia po tej porażce. Nie przedłuży wygasającego kontraktu. To zamknięcie jego drugiej kadencji na ławce „Oranje”.

„Oczywiście, to bardzo rozczarowujące, że nasze Mistrzostwa Świata zakończyły się tak szybko.”

Trener nie krył goryczy po przedwczesnym odpadnięciu. Przyznał też wprost, że pożegnanie z kadrą kosztowało go niemało.

„Właśnie dlatego, że tak długo i intensywnie pracowałem z tym sztabem i grupą zawodników, podjęcie tej decyzji nie było łatwe. Jestem wdzięczny i pragnę wyrazić ogromną wdzięczność za poświęcenie wszystkich osób z otoczenia Oranje w obu okresach, w których miałem zaszczyt być trenerem reprezentacji.”

Czas na rodzinę

63-letni szkoleniowiec zdradził, co wypełni mu teraz czas. Żadnego nowego klubu, żadnego kolejnego wyzwania — przynajmniej na razie.

„Teraz decyduję się spędzać więcej czasu z żoną, dziećmi i wnukami. W tej chwili wydaje mi się to właściwym i logicznym wyborem.”

Życie rodzinne staje się jego nowym priorytetem. KNVB musi teraz znaleźć następcę dla „Oranje”.

45. minuta w MetLife Stadium pod Nowym Jorkiem. Ousmane Dembélé dograł w pole karne, Kylian Mbappé nie zostawił bramkarzowi żadnych złudzeń. To był strzał startowy do defilady — Francja rozbiła Szwecję 3:0 i spokojnie weszła do 1/8 finału Mundialu 2026.

Zaledwie osiem minut po przerwie Bradley Barcola podwyższył na 2:0 po podaniu Michaela Olise’a z Bayernu Monachium. Mecz był już właściwie skończony. Francuzi nie zwalniali. W 74. minucie Mbappé znów wpisał się na listę strzelców — Olise asystował po raz drugi. Kapitan zszedł z murawy w 85. minucie, żegnany owacjami całego stadionu.

Selekcjoner Didier Deschamps, który wrócił na ławkę po kilku dniach nieobecności spowodowanej rodzinną tragedią, odprowadził swojego lidera ukłonem — gestem rzadko widywanym na piłkarskiej murawie.

Mbappé goni rekord Messiego

Dublet ze Szwecją to już trzeci dublet Mbappé w czterech meczach na tym turnieju. Łącznie ma teraz 6 bramek na Mundialu 2026 — tyle samo co Lionel Messi, z którym dzieli prowadzenie w klasyfikacji strzelców. Jego łączny dorobek w mistrzostwach świata urósł do 18 goli, o jedną bramkę mniej niż wszechczasowy rekord należący właśnie do Argentyńczyka.

Francja wchodzi w fazę pucharową rozpędzona. W każdym meczu grupowym rywale tracili co najmniej trzy bramki. Trzy wygrane, zero straconych goli — to nie szczęście, to dobrze naoliwiona maszyna.

Teraz Paragwaj. Mecz 1/8 finału zaplanowano na 4 lipca w Filadelfii. Zwycięzca zmierzy się pięć dni później w ćwierćfinale — w Foxborough w stanie Massachusetts — z Kanadą lub Marokiem.

Siedem bramek, pięć asyst, solidny sezon w Bundeslidze — i przeprowadzka do Premier League na horyzoncie. Jakub Kamiński, 24-letni reprezentant Polski, ma zamienić Koeln na Brighton. Serwis Express.de donosi, że angielski klub jest gotowy uruchomić klauzulę odstępnego i wyłożyć za Polaka około 20 mln euro.

Kamiński sezon 2025/26 spędził w barwach FC Koeln w Bundeslidze. Był to jeden z lepszych rozdziałów w jego karierze — siedem bramek i pięć asyst to liczby, które nie mogły umknąć skautom z Wysp.

Klauzula za 20 mln euro i szansa dla Koeln

W kontrakcie polskiego skrzydłowego widnieje klauzula odstępnego wynosząca około 20 mln euro. Brighton, na co dzień rywalizujące w Premier League, ma być gotowe tę kwotę zapłacić co do grosza. Dla FC Koeln byłby to poważny zastrzyk finansowy — Express.de sugeruje, że środki trafiłyby bezpośrednio na wzmocnienie składu.

Odejście Kamińskiego z Koeln wydaje się przesądzone. Gdyby transfer doszedł do skutku, 24-latek zasiliłby jeden z bardziej ambitnych projektów w angielskiej elicie i dołączył do grona polskich piłkarzy sprawdzających się na Wyspach.

29 lipca, rewanż z Aarhus w Poznaniu. Ten mecz kibice Lecha obejrzą za darmo — Telewizja Polska oficjalnie potwierdziła, że pokaże wszystkie domowe spotkania poznańskiego klubu w eliminacjach do europejskich pucharów. Dla kogoś, kto nie płaci za żadną platformę streamingową, to bardzo konkretna informacja.

Lech Poznań wchodzi do eliminacji Ligi Mistrzów już około 21 lipca. W drugiej rundzie rywalem „Kolejorza” jest duński Aarhus — najpierw wyjazd do Danii, 21 lipca, a tydzień później, 29 lipca, rewanż na własnym boisku w Poznaniu.

Co z dalszymi rundami?

Jeśli Lech awansuje, TVP nadal będzie transmitować jego mecze rozgrywane w Polsce. Jest jednak pewna granica: prawa do fazy ligowej i decydującej rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów należą do CANAL+ Sport. Gdyby Lech odpadł z tej ścieżki, trafi do Ligi Europy lub Ligi Konferencji — a tamtejszą fazę ligową obsługuje Polsat.

Warto spojrzeć na to szerzej. W sezonie 2026/27 aż pięć polskich drużyn powalczy o fazę ligową europejskich pucharów — to skala bez precedensu w ostatnich latach. Lech Poznań, uczestnik PKO BP Ekstraklasy, jest w tym gronie jednym z głównych kandydatów do najdalszego przejścia.

Dla kibiców bez abonamentów komunikat TVP to realna ulga. Domowe mecze — przynajmniej do momentu, gdy Lech dotrze do fazy ligowej — będą dostępne w ogólnodostępnej telewizji. Bez dodatkowych kosztów.

Kiedy Lech Poznań schodził z boiska po rewanżu ze Szachtarem, było co świętować — 2:1 dla Kolejorza. Za mało na awans w dwumeczu, ale dość, żeby dorzucić 0,500 punktu do krajowej puli rankingowej UEFA. Kilka dni wcześniej Raków Częstochowa przegrał z Fiorentiną 1:2 i pożegnał się z pucharami. Polska zamknęła swój europejski sezon.

Bilans jest już ostateczny: 46,750 punktów i 12. miejsce w rankingu UEFA po sezonie 2025/26.

Droga do tej pozycji nie była przypadkowa. Wszystkie cztery polskie ekipy — Jagiellonia Białystok, Legia Warszawa, Raków Częstochowa i Lech Poznań — dotarły do fazy ligowej Ligi Konferencji. Trzy z nich zagrały jeszcze w play-offach. Jagiellonia i Legia odpadły jednak wcześniej niż Raków i Lech, co przełożyło się na niższy łączny dorobek punktowy.

Czechy (10. miejsce, 48,525 pkt) i Grecja (11. miejsce, 48,012 pkt) okazały się poza zasięgiem. Z kolei Dania — 13. miejsce z 42,106 punktami — i Norwegia na 14. lokacie z 41,237 pkt zostały za plecami z wyraźnym zapasem. Warto dodać, że Dania i Norwegia straciły swoich ostatnich przedstawicieli w europejskich pucharach w tym samym tygodniu co Polska, więc rywalizacja o pozycje toczyła się równolegle aż do końca.

Co 12. miejsce oznacza w praktyce — benefity na sezon 2027/28

Wywalczone lokaty przekładają się na konkretne stawki startowe. Benefity z 12. miejsca wejdą w życie dopiero w sezonie 2027/28 — i są wyraźnie lepsze od tego, z czego polskie kluby korzystają dziś.

Mistrz Polski z sezonu 2026/27 wejdzie do eliminacji Ligi Mistrzów 2027/28 od IV, czyli ostatniej rundy. Odpadnięcie oznacza bezpośrednie miejsce w fazie ligowej Ligi Europy. Wicemistrz wystartuje w II rundzie eliminacji LM ścieżką niemistrzowską. Zdobywca Pucharu Polski zacznie od IV rundy eliminacji Ligi Europy, a ewentualne odpadnięcie przeniesie go do fazy ligowej Ligi Konferencji. Trzecia drużyna Ekstraklasy trafi do II rundy eliminacji Ligi Europy, czwarta — do II rundy eliminacji Ligi Konferencji.

Dla porównania: w sezonie 2026/27 Polska wciąż korzysta z benefitów za sezon 2024/25, kiedy zakończyła rozgrywki na 15. miejscu. Mistrz startuje wtedy w II rundzie eliminacji LM ścieżką mistrzowską, wicemistrz — w II rundzie ścieżką niemistrzowską, zdobywca Pucharu Polski — w III rundzie eliminacji Ligi Europy, a trzecia i czwarta ekipa Ekstraklasy — w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Żaden polski klub nie ma w 2026/27 gwarantowanego miejsca w fazie ligowej jakichkolwiek rozgrywek europejskich.

Jest jeszcze jeden kontekst, o którym warto pamiętać. Na starcie sezonu 2026/27 Polska znajdzie się przejściowo na 10. miejscu w rankingu UEFA — efekt wypadnięcia z obliczeń kampanii 2021/22. Dziesiąta lokata to próg, od którego mistrz kraju może trafić do Ligi Mistrzów bez eliminacji. Polskie kluby nie zdążą jednak skorzystać z tej chwilowej premii — benefity liczy się na koniec sezonu, nie na jego początek.

Kontrakt wygasł. Pogoń Szczecin nie zdecydowała się na jego przedłużenie i Leonardo Koutris definitywnie zamknął szczecińskiś rozdział swojej kariery. 30-letni Grek czeka już na nowe wyzwanie — i to z wyraźnie europejskim akcentem.

Jak ustalił Tomasz Włodarczykczyk, Koutris trafi do NK Celje. To aktualny mistrz Słowenii, który tytuł wywalczył po raz trzeci w historii klubu. Celje, klub ze Styrii, zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów — i to już od drugiej rundy. Dla piłkarza kończącego kontrakt trudno wymarzyć sobie lepszy scenariusz.

133 mecze i wolny transfer

W Szczecinie Koutris pojawił się w 2023 roku. Przez dwa sezony rozegrał 133 mecze, strzelił 4 bramki i dołożył 12 asyst — przyzwoity dorobek bocznego obrońcy, który był stałym punktem drużyny. Pogoń ogłosiła rozstanie z zawodnikiem po zakończeniu sezonu. Koutris jest teraz wolnym transferem.

Siedmiokrotny reprezentant Grecji trafi pod skrzydła trenera Vítora Campelosa. NK Celje to klub z prawdziwymi ambicjami — trzykrotny mistrz kraju, który w nadchodzących eliminacjach zmierzy się z rywalami z całego kontynentu. Koutris ma 30 lat. Wyraźnie nie zamierza zwalniać.

10. minuta, stadion w Seulu. Patryk Klimala podchodzi do jedenastki i bez wahania posyła piłkę do siatki – FC Seoul obejmuje prowadzenie nad Sanfrecce Hiroshima. Tego wieczoru żaden z dwóch polskich napastników aktywnych w Azji nie zamierzał pozostać niezauważony.

We wtorek koreański FC Seoul podejmował u siebie japońskie Sanfrecce Hiroshima w fazie ligowej Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Klimala otworzył wynik z rzutu karnego już w 10. minucie, a chwilę później Naoto Arai dorzucił bramkę samobójczą – prowadzenie gospodarzy wzrosło do 2:0. Wszystko wskazywało na spokojne zwycięstwo Seulu.

Nic z tego. Sanfrecce Hiroshima odrobiło straty w doliczonym czasie gry, trafiając dwukrotnie. Bohaterami japońskiej drużyny zostali Ryo Germain oraz Kosuke Kinoshita. Końcowy wynik: 2:2.

Klimala wraca po kontuzji

W FC Seoul Klimala gra od początku czerwca. Długa przerwa – od końcówki lipca aż do początku stycznia – wynikała z kontuzji. Od powrotu do składu zdążył rozegrać siedem spotkań, strzelić dwa gole i zaliczyć asystę. Jedenastka przeciwko Hiroshimie to kolejny dowód, że Polak wrócił w pełnej gotowości.

W tej samej kolejce Azjatyckiej Ligi Mistrzów do siatki trafił również Krzysztof Piątek. 30-letni napastnik nie uchronił jednak swojej drużyny przed porażką – jego zespół przegrał z Al-Shortą 2:3. Dwa polskie gole. Jedna kolejka. Dwa różne wyniki. Azja ogląda Polaków w akcji.

87. minuta, Nikozja. Ailton obraca się z piłką w polu karnym, mija bezradnego Pareikę i wpakuje futbolówkę do siatki. Mecz skończony. Marzenie o Lidze Mistrzów – skończone razem z nim.

Wisła Kraków przegrała z APOEL-em Nikozja 1:3 (0:1) w rewanżu czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Tydzień wcześniej krakowianie wygrali u siebie 1:0 i mieli prawo wierzyć, że awans jest w zasięgu. Rewanż rozegrany 23 sierpnia 2011 roku brutalnie zweryfikował te nadzieje: APOEL Nikozja wywalczył miejsce w fazie grupowej kosztem Wisły.

Samobójczy gol otworzył bramki

Wisła weszła w mecz z planem – i już w 29. minucie ten plan legł w gruzach. Manduca dośrodkował z rzutu rożnego, przy krótkim słupku głową źle wybijał Małecki, a piłka trafiła prosto na Sergeia Pareikę. Bramkarz Wisły niefortunną interwencją skierował ją do własnej siatki. Gorszy scenariusz trudno sobie wyobrazić.

Po przerwie APOEL nie zwalniał. W 54. minucie Ailton wykończył akcję zapoczątkowaną podaniem Marcinho – Trickovski dośrodkował wzdłuż linii bramkowej, a Brazylijczyk był na miejscu. Dwie bramki straty, ponad pół godziny do końca.

Wisła odpowiedziała w 71. minucie. Cezary Wilk przyjął podanie Ilieva i bez zastanowienia uderzył z pierwszej piłki w długi róg. Nadzieja wróciła. Trwała szesnaście minut.

W 87. minucie ten sam Ailton przypieczętował awans APOEL-u swoją drugą bramką w tym spotkaniu. Wisła nie zdążyła odpowiedzieć.

Sędzią spotkania był Viktor Kassai z Węgier. Krakowianie zebrali sześć żółtych kartek – otrzymali je Sobolewski, Melikson, Lamey, Nunez, Diaz i Iliev. Po stronie APOEL-u upominki trafili Manduca, Ailton i Pinto.

W bramce Wisły stał Pareiko, a przed nim ustawili się Lamey, Jaliens (od 80. minuty Jovanović), Chavez i Diaz. W pomocy i ataku wystąpili Wilk, Sobolewski (od 58. Iliev), Nunez, Małecki (od 80. Kirm), Melikson i Genkow. APOEL wystawił między innymi Trickovskiego, Marcinho i Ailtona w ofensywie.

Wisła Kraków, jako mistrz Polski, nie zagra w Lidze Mistrzów. Jesień spędzi w Lidze Europejskiej. Dla polskiej piłki – kolejny sezon bez obecności na największej europejskiej scenie klubowej.

Mundial w Ameryce Północnej trwa w najlepsze, Piero Hincapie walczy z Ekwadorem o wyjście z grupy — a Arsenal Londyn wykorzystał ten moment, by przypieczętować jego przyszłość. Kanonierzy zapłacili za obrońcę 34,5 mln funtów. Sprawa zamknięta.

Kim jest Hincapie? To lewonożny środkowy obrońca, który bez problemu odnajduje się również na lewej obronie i na wahadle. W minionym sezonie zagrał dla Arsenalu 39 razy, raz trafił do siatki i dołożył dwie asysty. Bez fajerwerków, za to z dokładnością i konsekwencją — dokładnie tego klub oczekuje od defensywnych filarów.

Zanim trafił do Londynu, Ekwadorczyk był jednym z architektów rewolucji w Leverkusen. W sezonie 2023/24 Bayer przeszedł przez całą Bundesligę bez jednej porażki i sięgnął po mistrzostwo Niemiec. Hincapie był jednym z kluczowych ogniw tej historycznej kampanii.

Mistrz Anglii inwestuje w obronę

Tło tego transferu jest wyjątkowe. Arsenal po raz pierwszy od 22 lat wywalczył mistrzostwo Anglii, a klub wyraźnie nie zamierza poprzestać na jednym tytule. Hincapie — urodzony w Ekwadorze, debiut w kadrze narodowej w 2021 roku — ma stać się jednym z fundamentów defensywy na Emirates Stadium na kolejne lata.

W reprezentacji rozegrał dotąd 54 mecze i strzelił 3 gole. Teraz jednak jego Ekwador znalazł się pod ogromną presją: porażka 0:1 z Wybrzeżem Kości Słoniowej i bezbramkowy remis z Curacao stawiają drużynę na skraju odpadnięcia. Ostatnia szansa to mecz z Niemcami na stadionie w East Rutherford. Muszą wygrać.

Informację o transferze podała Polska Agencja Prasowa.

Doliczony czas gry. Holandia prowadzi z Marokiem 1:0 w meczu 1/16 finału Mistrzostw Świata 2026. Wynik wydaje się pewny — i nagle Maroko strzela. Żaden przypadek. To wzorzec, który powtarza się na największych arenach świata, turniej po turnieju.

Mecz Holandii z Marokiem był jednym z pierwszych starć fazy pucharowej MŚ 2026. Cody Gakpo dał Holendrom prowadzenie — bramkę tym bardziej poruszającą, że Gakpo strzelił ją po bolesnym wydarzeniu osobistym tuż przed spotkaniem. A mimo to Holandia nie utrzymała wyniku i straciła gola w doliczonym czasie. W tym samym turnieju Japonia wymusiła dogrywkę w starciu z Brazylią. Kolejny dowód: ostatnie minuty potrafią wywrócić wszystko do góry nogami.

Statystyki nie kłamią

To nie pech. Analiza danych z Premier League, Ligi Mistrzów UEFA i Mistrzostw Świata FIFA mówi jedno: liczba bramek wyraźnie rośnie w ostatnich 15 minutach meczu, wliczając doliczony czas gry. Pytanie brzmi — dlaczego akurat wtedy?

Odpowiedź leży w psychologii i fizjologii jednocześnie. Obrońcy muszą utrzymywać pełną koncentrację przez całe 90 minut, podczas gdy zawodnicy ataku mogą pozwolić sobie na chwile selektywnej uwagi, gdy piłka jest po drugiej stronie boiska. To fundamentalna asymetria wysiłku poznawczego — i z każdą minutą gry robi się ona coraz bardziej kosztowna.

Nauka ma na to nazwę. Dekrementacja czujności — stopniowy spadek zdolności do podtrzymania koncentracji podczas długotrwałego monitorowania — dotyka każdego, kto przez dłuższy czas musi trwać w stanie gotowości. Po osiemdziesięciu minutach intensywnej gry obrońca to już zupełnie inny zawodnik niż ten z pierwszej połowy. Zmęczenie fizyczne nakłada się na spadek skupienia, upośledzając funkcje poznawcze — i właśnie to jest szczególnie widoczne u defensorów w końcówkach meczów.

Dochodzi do tego jeszcze presja chwili. W decydujących momentach zawodnicy zaczynają myśleć o akcji zamiast wykonywać ją instynktownie — stąd wahanie, ułamek sekundy spóźnienia, błąd. Automatyzm wypracowany latami treningów nagle ustępuje miejsca świadomej analizie. W piłce nożnej ułamek sekundy to wszystko.

Reprezentacja Wietnamu zna ten ból doskonale — wielokrotnie traciła punkty właśnie w ostatnich minutach. Ale problem jest powszechny. MŚ 2026 przypomina raz jeszcze starą prawdę futbolu: żaden wynik nie jest bezpieczny, dopóki sędzia nie zagwiżdże końca.

Instalacja aplikacji
Pobierz