Pas IBF wagi ciężkiej leży wolny. Jeszcze niedawno należał do Oleksandra Usyka — dziś federacja wyznaczyła Mosesa Itaumę i Franka Sancheza do starcia o ten wakujący tytuł. Dla obu pięściarzy to pierwsza w karierze szansa na sięgnięcie po globalne mistrzostwo.
Itauma musi najpierw przejść przez Hrgovicia
Zanim jednak dojdzie do walki o pas, Itaumę czeka poważna przeszkoda. 29 sierpnia wraca na ring, by zmierzyć się z Filipem Hrgovicem — doświadczonym Chorwatem, który nie odda mu tej szansy bez walki. Stawka jest brutalna prosta: porażka z Hrgovicem oznacza dla Itaumy koniec marzeń o mistrzowskim pasie IBF. Jeden zły wieczór i wielka okazja znika.
Sanchez ma już za sobą swój bilet do tej walki. W maju pokonał Richarda Torreza w eliminatorze IBF wagi ciężkiej i zarezerwował sobie miejsce przy stole. Kubańczyk nosi jednak jedną zawodową bliznę — przegrał z Agitem Kabayelem, który dziś dzierży pas WBC wagi ciężkiej. To porażka, która będzie mu wypominana przy każdej nadarzającej się okazji.
Gdy sierpniowy kurz opadnie, droga stanie się jasna. Jeśli Itauma pokona Hrgovicia, waga ciężka dostanie pojedynek o wakujący pas IBF — ten, na który obaj pretendenci czekają od samego początku swojej zawodowej drogi.
Dwunasta runda w Sydney dobiegła końca. Sędziowie złożyli karty – i wszyscy trzej pokazali identyczny wynik: 115-113 dla Liama Paro. Australijczyk właśnie odebrał Lewisowi Crockerowi pas IBF wagi półśredniej.
Walka odbyła się 24 czerwca 2026 roku i przez pełne dwanaście rund nie dawała kibicom chwili oddechu. Paro walczył na własnym terenie w Sydney i od pierwszego gongu dyktował warunki. Crocker stawiał twardy opór, jednak jednogłośna decyzja punktowa nie pozostawiła żadnych wątpliwości.
Drugi pas w drugiej kategorii
Dla Paro to tytuł w drugiej kategorii wagowej. Wcześniej panował w dywizji super lekkiej, a teraz – z rekordem 28 wygranych, jednej przegranej i 16 nokautów – dołącza do wąskiego grona pięściarzy, którym udało się sięgnąć po mistrzowski pas w dwóch różnych wagach.
Crocker przystępował do tej walki jako urzędujący mistrz. Pas IBF wagi półśredniej zdobył we wrześniu, pokonując Paddy’ego Donovana, a starcie z Paro było jego pierwszą obroną tytułu. Bilans 22 wygranych, 1 przegranej i 11 nokautów okazał się niewystarczający, by powstrzymać głodnego złota Australijczyka.
Wynik 115-113 na kartach wszystkich trzech sędziów mówi wiele o charakterze tej walki – wyrównanej, lecz konsekwentnie prowadzonej przez Paro przez wystarczającą liczbę rund, by przekonać każdego z jurorów. Nowy mistrz IBF wagi półśredniej pochodzi z Australii i po tej nocy w Sydney ma pełne prawo uważać się za jednego z czołowych pięściarzy swojej dywizji.
Jedenastu radnych złożyło projekt. Burmistrz przeczytał go i nie miał wątpliwości — piłka jest teraz po stronie Rady Miasta Nowy Targ.
Projekt uchwały o utworzeniu spółki „Podhale Nowy Targ Sp. z o.o.” wpłynął od grupy jedenastu radnych i ma trafić pod obrady w tygodniu następującym po 30 czerwca 2026 roku. Zakłada powołanie jednoosobowej spółki, której jedynym udziałowcem byłaby Gmina Miasto Nowy Targ. Kapitał zakładowy ustalono na 500 tysięcy złotych.
Burmistrz Nowego Targu Grzegorz Watycha nie zostawił miejsca na interpretacje — popiera inicjatywę w całości. Swoje stanowisko ujął wprost:
„Jako burmistrz w pełni popieram tę inicjatywę. Projekt uchwały trafi teraz pod obrady Rady Miasta Nowy Targ. Liczę na konstruktywną dyskusję i zielone światło ze strony Rady, które pozwoli nam na sprawne zawiązanie spółki i otwarcie nowego, stabilnego rozdziału w historii nowotarskiego hokeja.”
Bez spółki nie ma ligi
Stawka jest konkretna. Nowy podmiot to warunek konieczny, by seniorska drużyna Podhala mogła rywalizować w TAURON Hokej Lidze. Bez tego kroku udział w rozgrywkach najwyższej klasy staje pod znakiem zapytania.
Watycha widzi w projekcie coś więcej niż formalność licencyjną. Jak zaznaczył: „Nowy podmiot pozwoli nie tylko na odbudowę silnej marki Podhala i promocję Nowego Targu, ale także na zacieśnienie współpracy ze szkołami i stworzenie jasnej ścieżki rozwoju dla młodych talentów.”
Oferty spływały z kilku stron jednocześnie. Tobiasz Bigos musiał wybrać. Czterdziestoletni szkoleniowiec postawił na Słowację — i słowacką ekstraligę. Bigos objął stanowisko asystenta trenera w Dukli Trenczyn.
Drzwi do Trenczyna otworzył mu Róbert Kaláber, poprzedni selekcjoner reprezentacji Polski. To dzięki niemu Bigos w ogóle otrzymał tę propozycję.
„Szukałem odpowiedniej dla siebie opcji i dzięki pomocy poprzedniego trenera naszej reprezentacji, Róberta Kalábera, z którym miałem okazję pracować w kadrze, otrzymałem propozycję pracy jako asystent w Dukli Trenczyn”
Dukla lepsza niż Finlandia i Oświęcim
Wybór nie był oczywisty — kandydatów do podpisu było kilku. Fiński KooKoo złożył dwuletni kontrakt: najpierw asystentura, potem samodzielne prowadzenie drużyny U18. Na stole leżała też oferta z Unii Oświęcim, również na stanowisko asystenta. Ale różnica była zasadnicza: w Oświęcimiu czekała go praca głównie z młodzieżą, w Dukli — pełna odpowiedzialność za drużynę seniorów. Ta opcja przeważyła.
W Trenczynie Bigos trafi pod skrzydła kanadyjskiego szkoleniowca Todda Woodcrofta — człowieka z doświadczeniem w NHL i przy reprezentacjach Białorusi, Szwajcarii oraz Szwecji. Codzienna praca z kimś o takim CV to dla polskiego trenera rzadka szansa nauki na najwyższym poziomie.
Zakres obowiązków Bigosa w Dukli jest precyzyjnie określony. Sam tłumaczy to wprost:
„Jako asystent będę odpowiadał za pracę z obrońcami, a więc grę w »PK«, czyli osłabienia. Plus całą grę obronną naszego zespołu oraz skauting przeciwnika, czyli rozpracowywanie naszych rywali”
Gra defensywna, formacje specjalne w osłabieniu, analiza rywali — trzy filary jego roli w słowackim klubie.
Nowe zatrudnienie nie oznacza jednak pożegnania z biało-czerwonymi. W kontrakcie z Duklą znalazł się zapis pozwalający Bigosowi kontynuować pracę w sztabie reprezentacji Polski — o ile nie będzie kolidowała z obowiązkami klubowymi.
Za Bigosem cztery lata w Finlandii, gdzie w Ilves Tampere prowadził zespoły młodzieżowe, równolegle pełniąc funkcję asystenta w kadrze narodowej. Wcześniej przez pięć sezonów stał za ławką reprezentacji Polski do lat 16 — z dorobkiem dwóch triumfów w Pucharze Czterech Narodów, zwycięstwa w Riga Cup i udziału w Młodzieżowych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Gangwon 2024. Teraz czas na seniorski hokej najwyższej ligi słowackiej.
Dziewięć meczów, trzy bramki, jedenaście asyst — i bilet do Tychów. Tak wyglądał bilans Aleksiego Ainalego w norweskim Nidaros Hockey, zanim mistrzowie Polski wyciągnęli rękę z kontraktem.
GKS Tychy oficjalnie ogłosił transfer 31-letniego fińskiego napastnika. Zadanie jest jasne: wypełnić lukę po Hannu Kuru, który w sezonie 2025/2026 był najlepszym punktującym TAURON Hokej Ligi. W rundzie zasadniczej Kuru zebrał 52 punkty w 38 meczach — 18 bramek i 34 asysty. To naprawdę duże buty do wypełnienia.
Ainali mierzy 180 cm i waży 86 kg. Gra zarówno na środku ataku, jak i na skrzydle, a właśnie ta wszechstronność przekonała działaczy z Tychów. Za Finem stoi bogata kartoteka w trzech ligach: 308 meczów w fińskiej Liidze, gdzie zdobył 51 bramek i dołożył 95 asyst; 91 spotkań na najwyższym szczeblu w Danii z dorobkiem 19 goli i 49 asyst; wreszcie 106 meczów na zapleczu szwedzkiej ekstraligi — 22 bramki i 43 asysty.
Ubiegły sezon Ainali podzielił między dwa kluby. Zaczął w duńskim Frederikshavn White Hawks, gdzie w 30 meczach uzbierał 19 punktów — 8 goli i 11 asyst, po czym przeniósł się do wspomnianego Nidaros Hockey. Wcześniej, jeszcze w juniorskiej karierze, reprezentował Finlandię do lat 18 i sięgnął z tą kadrą po brązowy medal na Mistrzostwach Świata Elity.
„Inteligencja na lodzie i umiejętność kreowania gry”
„Aleksi to zawodnik z dużym doświadczeniem, który w każdym klubie udowadniał swoją wartość. To wszechstronny środkowy, dobrze radzący sobie po obu stronach tafli, a także bardzo skuteczny w pojedynkach jeden na jednego. Wierzymy, że jego jakość, inteligencja na lodzie oraz umiejętność kreowania gry będą dużym wzmocnieniem naszego zespołu. Życzymy mu powodzenia i wierzymy, że wspólnie będziemy w stanie realizować nasze cele zarówno w lidze, jak i w rozgrywkach CHL.”
Słowa te należą do Jarosława Rzeszutki, dyrektora sportowego GKS Tychy. Wzmianka o CHL nie jest przypadkowa — klub planuje udział w Champions Hockey League w sezonie 2026/27.
Kadrę mistrzów Polski na nowy sezon tworzą już m.in. bramkarze Tomáš Fučík i Szymon Chabior, a w obronie zagrają między innymi Valtteri Kakkonen, Olli-Petteri Viinikainen i Lukáš Kovář. W ataku Ainalemu towarzyszyć będą Jusso Jämsen, Joel Kerkkänen, Henri Knuutinen oraz szereg polskich zawodników — Filip Komorski, Szymon Kiełbicki i Alan Łyszczarczyk.
Pół roku rozmów. Negocjacje, ustalenia, kolejne telefony – i nic. Ołeksandr Peresunko wybrał inny kierunek. Niemal identycznie skończyło się z Szymonem Kiełbickim, który w ostatniej chwili zdecydował się na ofertę GKS-u Tychy. Te dwie nieudane rozmowy mówią chyba najwięcej o tym, jak ambitnie Polonia Bytom zabrała się do budowania składu przed sezonem TAURON Hokej Ligi 2026/27. Kulisy całego procesu ujawnił sam szkoleniowiec Andriej Gusow w wywiadzie opublikowanym na oficjalnej stronie klubu.
Ukraińska kolonia na Śląsku
Transferowym hitem lata okazało się pozyskanie reprezentanta Ukrainy Jewhena Fadiejewa. Droga do tego podpisu była jednak długa. Rozmowy zaczęły się już rok wcześniej, lecz Fadiejew musiał wtedy odmówić – w krótkim czasie stracił oboje rodziców. Tym razem udało się domknąć temat, choć i tym razem zainteresowanie było duże. „Wiem też, że był na liście życzeń innych polskich klubów” – przyznał Gusow.
Razem z Fadiejewem do Bytomia trafił napastnik Ołeksij Worona. Obaj znają się od najmłodszych lat i przez całą hokejową drogę grali razem. Worona spędził ostatnie dwa sezony w KH Energi Toruń. Każdego z ukraińskich graczy Gusow konsultował bezpośrednio z trenerem reprezentacji Ukrainy, zanim złożył podpis pod kontraktem. Efekt jest wymowny: „Teraz udało nam się zbudować ukraińską kolonię, bo mamy pięciu zawodników tej nacji w drużynie” – powiedział szkoleniowiec.
Spośród nowych twarzy trener wyróżnił też Artema Hrebenyka. Osobną historię ma Filip Wielkiewicz – zgłosił się do klubu sam, chcąc odbudować karierę po trudnym okresie w Podhalu Nowy Targ.
Bujalski – kontrakt trudniejszy niż w NHL
Wciąż otwarta pozostaje kwestia przyszłości Andrieja Bujalskiego, najlepszego strzelca Polonii z poprzedniego sezonu. Negocjacje ciągną się od kilku miesięcy i do tej pory nie zostały domknięte. Gusow nie ukrywa, że rozmowy są… skomplikowane. „Śmialiśmy się w ostatnich dniach z jego menedżerem, że prościej podpisać kontrakt w NHL niż dograć wszelkie formalności związane z kontraktem Bujalskiego w Bytomiu” – żartował trener.
Równolegle szkoleniowiec bacznie obserwuje własną młodzież. Największy skok wśród juniorów zaliczył jego zdaniem Paweł Wybiral. Od Michała Zająca i Arkadiusza Karasińskiego Gusow oczekuje więcej. Do składu dołączy też Amadeusz Tyński, jeden z największych talentów bytomskiej akademii – najpierw musi jednak zakończyć letni camp w Pradze. Mateusz Bepierszcz to z kolei postać ważna nie tylko na lodzie, ale i w szatni.
Klub zamknął już pierwszy etap przygotowań, realizując wszystkie założenia treningowe – z wyraźnym postępem motorycznym i siłowym zawodników. Po krótkiej przerwie drużyna wróci na lód. Dla organizacji to szczególny moment: w poprzednim sezonie Polonia była beniaminkiem THL, a przez wiele lat nie miała drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej w ogóle.
Sezon 2025/2026 za nami, kontrakt Aleksandra Owieczkin z Washington Capitals wygasł. Dla 40-letniego Rosjanina nadszedł moment, który hokejowy świat śledzi z zapartym tchem — czy ikona NHL zdecyduje się na jeszcze jeden sezon?
Capitals potwierdziły, że w ciągu najbliższych dni rozpoczną rozmowy z Owieczkinem o jego przyszłości. Generalny menedżer Chris Patrick nie owija w bawełnę — spotkanie jest tylko kwestią czasu.
„W najbliższej przyszłości usiądziemy i porozmawiamy. Nie ustaliliśmy jeszcze konkretnego terminu, ale stanie się to już wkrótce” — powiedział Patrick.
Klub nie czekał z założonymi rękami. Latem Capitals pozyskali napastnika Jordana Kyrou oraz Alexa Tucha — transfery, które wyraźnie przypadły kapitanowi do gustu. Trener Spencer Carbery uchylił rąbka tajemnicy na temat nastrojów w szatni.
„Był bardzo, bardzo zadowolony z naszych wzmocnień” — stwierdził Carbery.
Patrick nie ukrywał, że letnia aktywność transferowa miała konkretny cel.
„Aleks jest niezwykle ambitny i chce wygrywać. Chciał zobaczyć, co zrobimy latem, zanim podejmie decyzję dotyczącą swojej przyszłości. Myślę, że nasze ruchy dostarczyły mu dodatkowych argumentów” — powiedział menedżer.
Mistrzostwo albo nic
Owieczkin postawił sprawę jasno. Powrót jest możliwy pod jednym warunkiem — drużyna musi realnie walczyć o Puchar Stanleya.
„Jeśli mam wrócić, chcę grać w drużynie, która walczy o mistrzostwo. To dla mnie najważniejsze” — oświadczył Rosjanin.
Pieniądze? Zejdą na drugi plan. Według informacji z klubu kwestie finansowe nie będą decydującym czynnikiem. Od miesięcy Owieczkin powtarza zresztą to samo: ostateczne słowo padnie dopiero po rozmowach z rodziną i kierownictwem Capitals.
Liczby mówią same za siebie. 21 sezonów w barwach Capitals, tytuł najlepszego strzelca w historii NHL, a w minionym sezonie — w wieku 40 lat — ponad 30 bramek na koncie. Pytanie brzmi nie tyle, czy Owieczkin może dalej grać, ile czy ma ochotę dopisać do tej legendy jeszcze jeden rozdział.
3:0 ze Szwecją w 1/16 finału. Trzy gole, zero straconych. Tyle wystarczyło, żeby historia futbolu musiała przepisać swoje tablice — Didier Deschamps jako pierwszy trener w dziejach wygrał 17 meczów na mundialu. Rekord, który przez blisko pół wieku wyglądał jak ściana nie do przebicia, właśnie runął.
Poprzeczka wisiała tam od dekad. Helmut Schön, prowadząc reprezentację RFN w latach 1964–1978, zatrzymał się na 16 zwycięstwach na mistrzostwach świata. Przez niemal pięćdziesiąt lat nikomu nie udało się go dogonić — aż do meczu Francji z Irakiem na obecnym turnieju, kiedy 57-letni Deschamps wyrównał ten wynik. Szwecja była już krokiem dalej. I tym razem nie chodziło o wyrównanie.
Rekord zdobyty w cieniu żałoby
Droga Francji przez MŚ 2026 nie przebiegała wyłącznie na boisku. W meczu z Norwegią, który Les Bleus wygrali 4:1, Deschamps nie było na ławce trenerskiej. Selekcjoner stracił matkę. Drużyna wygrała mimo jego nieobecności — i trudno o lepszy dowód na to, co przez lata zbudował w tej reprezentacji.
Deschamps prowadzi Francję od 2012 roku. W tym czasie sięgnął z nią po mistrzostwo świata w 2018 roku. Trzynaście lat po objęciu posady dopisuje do swojego CV coś, czego nie ma nikt inny — absolutny rekord zwycięstw na mundialach wśród selekcjonerów.
Przed nim co najmniej jeden mecz więcej. 4 lipca Francja zagra z Paragwajem w 1/8 finału. Każde kolejne zwycięstwo będzie już tylko pogłębiać przepaść między Deschampsem a resztą historii.
Atlanta, środa, 18:00 czasu polskiego. Na Atlanta Stadium reprezentacje Anglii i Demokratycznej Republiki Konga stają naprzeciwko siebie po raz pierwszy w historii — stawką jest awans do 1/8 finału mistrzostw świata 2026. Żadnych precedensów, żadnych historycznych kompleksów. Tylko piłka i presja pucharu.
Kontekst przed meczem
Anglia Thomasa Tuchela wchodzi w fazę pucharową z pytaniami bez odpowiedzi. W grupie Synowie Albionu grali z Ghaną i nie potrafili strzelić zwycięskiego gola — sygnał, że machina ofensywna „Trzech Lwów” potrafi się zaciąć. Przestrogą niech będzie los Niemców: Paragwaj wyeliminował ich w karnych, przypominając całemu turniejowi, że w fazie pucharowej MŚ 2026 nikt nie może czuć się bezpiecznie.
DR Konga awansowała z fazy grupowej i nie przyjedzie do Atlanty po to, żeby stanowić tło dla faworyta. W przewidywanym składzie Leopardów znajdą się m.in. Steve Kapuadi oraz były zawodnik Premier League Aaron Wan-Bissaka. Przynajmniej kilku graczy tego zespołu angielskie boiska zna od podszewki.
Kursy i typy bukmacherskie (STS)
Rynek zakładów nie pozostawia złudzeń. W STS kurs na wygraną Anglii wynosi zaledwie 1.28 — jeden z najniższych w tej rundzie, co przekłada się na niemal pewny awans „Trzech Lwów” w oczach bukmacherów.
Ciekawiej robi się przy typach szczegółowych. Harry Kane z kursem 3.80 na strzelenie dwóch goli lub więcej to propozycja dla tych, którzy czekają, aż kapitan Anglii w końcu pokaże pełnię możliwości — kurs obejmuje zarówno podstawowy czas gry, jak i ewentualną dogrywkę. Po drugiej stronie: Steve Kapuadi z kursem 3.40 na co najmniej dwa faule, co przy konfrontacji z szybkimi skrzydłowymi Anglii brzmi jak scenariusz całkiem realny. Ten kurs również uwzględnia dogrywkę.
Miłośnicy emocji karteczkowych znajdą tu swoje: kurs na minimum cztery żółte kartki wynosi 2.20. Mecz pucharowy, różnica klas i duże emocje — gotowy przepis na nerwowe interwencje sędziego.
Najbardziej odważna propozycja to BetBuilder w STS: minimum 4 bramki w meczu, DR Konga strzeli co najmniej 2 gole, obie drużyny kończą spotkanie z trafieniem. Łączny kurs takiego kuponu to 11.05 — wysoki, ale kuszący dla tych, którzy liczą na otwarte i widowiskowe spotkanie.
Przewidywane składy
Anglia prawdopodobnie wyjdzie z Pickfordem w bramce, a przed nim: O’Reilly, Guehi, Konsa i Spence w obronie; Rashford, Bellingham, Anderson i Rice w pomocy; Saka i Kane w ataku. DR Konga powinna zagrać w ustawieniu: Mpasi-Nzau — Masuaku, Tuanzebe, Mbemba, Kapuadi, Wan-Bissaka — Cipenga, Sadiki, Moutoussamy, Mbuku — Bakambu.
Gdzie oglądać?
Mecz Anglia – DR Konga będzie transmitowany na żywo w TVP 2, TVP Sport oraz w aplikacji TVP. Początek w środę, 1 lipca o godzinie 18:00 czasu polskiego.
Już przed przerwą było jasne, kto tu rządzi. Meksyk objął prowadzenie nad Ekwadorem jeszcze w pierwszej połowie i kontrolował wynik do ostatniego gwizdka — finalnie 2:0, awans do 1/8 finału mistrzostw świata 2026 w kieszeni.
Wieczór należał do Juliána Quiñonesa. Napastnik trafił do siatki, a jego gra robiła takie wrażenie, że przy wyborze najlepszego gracza meczu nie było właściwie dyskusji — tytuł Michelob ULTRA Superior Gracza Meczu (Man of the Match) powędrował właśnie do niego.
Wynik 2:0 mówi sam za siebie. Ekwador przez całe spotkanie nie zdołał realnie zagrozić rywalom, a Meksyk spokojnie dołączył do grona uczestników fazy pucharowej turnieju. Dane o przebiegu meczu pochodzą ze źródeł FIFA World Cup.