⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

W sobotę w Radomiu Adam Masaev poddał Konrada Rusińskiego — i zamiast czekać w kolejce, wszedł do wagi półśredniej KSW prosto na 5. pozycję rankingu. Cztery dni po tamtej nocy organizacja opublikowała zaktualizowane zestawienia uwzględniające wyniki gali KSW 119: Kaczmarczyk vs. Brichta. W środowisku zawrzało.

Masaev to Czeczen reprezentowany przez Mameda Khalidova i jego żonę. Na gali KSW 119 zadebiutował w kategorii 77 kg, pokonując Rusińskiego i podnosząc swój zawodowy bilans do 11-0. Był to zaledwie jego drugi triumf pod egidą KSW. Pierwotnie miał walczyć z Arturem Szczepaniakiem — do tego starcia jednak nie doszło.

Sęk w tym, że Konrad Rusiński przed galą nie figurował nawet w Top 10 rankingu wagi półśredniej KSW. Jedno zwycięstwo nad nim wystarczyło jednak Masaevowi, by przeskoczyć Dawida Kuczmarskiego — zawodnika z bilansem 4-0 w dywizji. Dla wielu obserwatorów ta arytmetyka po prostu się nie zgadza.

Koziorzębski uderza w organizację

Najgłośniej zabrał głos Kacper Koziorzębski. Zajmuje 2. miejsce w rankingu i jedzie na serii czterech zwycięstw z rzędu. 25 czerwca 2026 roku wrzucił na platformę X wpis, który nie pozostawiał wątpliwości co do jego nastawienia.

„No to zapraszam do dyskusji. Przypominam, że jak ja byłem #10 i wygrałem z #3, to wylądowałem na miejscu #6.”

Koziorzębski trenuje na matach Octopusa razem z Adrianem Bartosińskim — tym samym, który przy okazji KSW 119 publicznie stwierdził, że Masaev nie zasłużył jeszcze na walkę o tytuł mistrzowski. Obóz Octopusa mówi jednym głosem.

Po drugiej stronie barykady stoi Wojsław Rysiewski, który w wywiadach po gali wprost namaścił Masaeva na następnego pretendenta do pasa w wadze półśredniej. Nowy ranking tylko to potwierdza. Zderzenie wizji organizacji z nastrojami w szatniach jest wyraźne — a dyskusja, do której zaprasza Koziorzębski, wygląda na to, że dopiero nabiera tempa.

Radom świętował. Na gali KSW 119, rozgrywanej we własnym mieście mistrza, Patryk Kaczmarczyk po raz pierwszy bronił pełnoprawnego pasa kategorii piórkowej — i wyszedł z klatki z tytułem wciąż przy sobie. Teraz chce więcej.

Kaczmarczyk pochodzi z Radomia, więc gdy KSW 119 zawitało właśnie tam, stawka była wyjątkowa. Rywalem stanął Leo Brichta — i to on opuścił klatkę pokonany. Droga do tej chwili nie była krótka: radomianin najpierw zdobył tymczasowy pas kategorii piórkowej, a dopiero po odejściu Salahdine’a Parnasse’a z KSW przejął status pełnoprawnego mistrza do 66 kg.

Gliwice, duża hala i Marcin Held

Zaraz po obronie tytułu Kaczmarczyk nie zwlekał. Na platformie X pojawił się wpis, który natychmiast zelektryzował środowisko MMA:

„A jakby tak zaatakować 70kg? Gliwice duża hala i walka z Marcinem Heldem? Ode mnie dużo ludzi przyjedzie a i on lokalny bohater. Czy brać zwycięzcę Stumer/Harry i czynić swoją powinność w 66?”

Dwa scenariusze, jedno pytanie. Mistrz kategorii piórkowej wprost rozważa skok do wagi lekkiej — do 70 kg — i pojedynek z Marcinem Heldem. Held to nie jest przypadkowy rywal. Uchodzi za jednego z najlepszych grapplerów w Polsce, a ostatnią walkę w KSW stoczył właśnie z Parnasse’em — i to starcie przegrał.

Parnasse był mistrzem KSW w obu tych kategoriach — piórkowej i lekkiej. Kaczmarczyk ma już jedną połowę tego dorobku. Gdyby zdecydował się na Gliwice i wagę do 70 kg, zwycięstwo nad Heldem otworzyłoby mu drogę do statusu double champ — prestiżu, który w KSW nosił dotąd wyłącznie Francuz.

Jest jednak i drugi wariant. Kaczmarczyk rozważa też obronę pasa w kategorii piórkowej — starcie ze zwycięzcą pojedynku Stummer kontra Charzewski. Krótsza droga, mniejsze ryzyko. Ale i mniejsza nagroda. Wybór należy do mistrza.

Mecz Maroko–Holandia na Mundialu 2026 skończył się dopiero po rzutach karnych — i to właśnie wtedy Khabib Nurmagomedov nie wytrzymał. Były mistrz UFC, który jako dziecko marzył o karierze piłkarskiej, sięgnął po telefon i wrzucił post w mediach społecznościowych. Zachwytu nad Marokańczykami nie krył ani przez chwilę.

„Tu po prostu nie mogło być żadnej ustawki. Dwie najbardziej ekscytujące drużyny turnieju, stają naprzeciw siebie. Holandia owija w bawełnę na każdym mundialu, co jest żałosne i niezrozumiałe. Maroko to po prostu bestie, wychodzą i walczą do końca. Nawiasem mówiąc, Maroko jest aktualnym mistrzem świata wśród drużyn młodzieżowych, a rozwój piłki nożnej w tym kraju jest bardzo poważny. Bardzo się cieszę z Maroka.”

Nurmagomedov to żaden przypadkowy obserwator. Sam przyznał w jednym z wywiadów, że piłka nożna to jego ulubiony sport. Kibicuje Realowi Madryt, a jego ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. Ciężko o bardziej wiarygodnego głosu z kręgów sportów walki.

Faworyt Khabiba odpadł już w 1/16 finału

Przed turniejem Rosjanin wytypował trzech kandydatów do tytułu: Niemcy, Holandię i Hiszpanię. Rzeczywistość okazała się bezlitosna. Niemcy pożegnały się już w 1/16 finału — po karnych z Paragwajem. Holandia odpadła na tym samym etapie, i to właśnie z Marokiem, które Khabib tak otwarcie chwali. Z całej jego trójki w grze pozostaje już tylko Hiszpania, która najbliższy mecz zagra z Austrią o godzinie 21:00.

Maroko tymczasem maszeruje dalej. Po awansie do 1/8 finału Lwy Atlasu w sobotę zmierzą się z Kanadą. Khabib nie bez powodu podkreślił, że kraj ten jest aktualnym młodzieżowym mistrzem świata, a tamtejsza piłka nożna traktowana jest ze śmiertelną powagą.

Faworytem bukmacherów i ekspertów pozostaje Francja. Trójkolorowi wygrali wszystkie trzy mecze fazy grupowej — pokonując Norwegię, Senegal i Irak — a w 1/16 finału rozbili Szwecję 3:0. Czy Maroko stanie im na drodze? Na razie Khabib trzyma za nich kciuki. I trudno mu odmówić racji.

7 lutego, ostatnia sekunda walki w Las Vegas. Jakub Wikłacz zaciska gilotynę na szyi Muina Gafurova i wymusza poddanie. Bonus za występ trafia do kieszeni, a na horyzoncie czeka kolejna walka w UFC – 6 czerwca, z Marcusem McGhee. Potem wszystko się posypało. Podczas treningu 29-latek uszkodził staw obojczykowo-mostkowy i złamał przyczep pierwszego żebra. Walka odwołana.

Operacji nie będzie – lekarze uznali, że można bez niej. Wikłacz omija salę operacyjną, ale od rywalizacji nie stroni. 12 września stanie na macie Tauron Areny Kraków podczas Mistrzostw Świata ADCC. Dostał dziką kartę w kategorii do 66 kg.

Zgoda UFC, dwie dzikie karty

Żeby wystąpić na imprezie innej organizacji, zawodnik UFC musi uzyskać zgodę promocji. Wikłacz ją dostał. Co więcej, nie jest jedynym Polakiem z oktagonu, który skorzysta z tej okazji – dziką kartę i zgodę UFC na start w Krakowie otrzymał również Mateusz Gamrot, były mistrz KSW.

Wikłacz sam jest byłym mistrzem KSW i w UFC zdążył stoczyć dwie walki. Zadebiutował na numerowanej gali UFC 320, gdzie pokonał na punkty – split decision – Patchy Mixa, byłego mistrza Bellatoru. Potem przyszła ta gilotyna w ostatniej sekundzie na Gafurowie i kolejny bonus. Teraz, zamiast McGhee, czeka go grappling na najwyższym światowym poziomie. Kraków, 12–13 września.

Hala w Białym Domu, pas wagi lekkiej UFC na ramionach, tłum szalejący wokół — i Justin Gaethje, który zamiast myśleć o emeryturze, już planuje kolejny ruch. Tytuł zdobył po efektownej wygranej nad Ilią Topurią i odkładania rękawic na półkę nie ma w planach.

W programie The Jim Rome Show Gaethje po raz pierwszy otwarcie powiedział, co czuje po tym triumfie.

„Na ten moment czuję, że jeszcze zawalczę. Tak właśnie podpowiada mi moje ciało. Ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem.”

To ważne zastrzeżenie. Gaethje nie ogłosił powrotu — ale wyraźnie do niego zmierza. Najpierw pełne wyleczenie, dopiero potem start kolejnego obozu przygotowawczego. UFC wciąż nie wyznaczyło oficjalnego pretendenta do tytułu wagi lekkiej, choć za najbardziej prawdopodobnego kandydata uchodzi Arman Tsarukyan.

McGregor w celowniku mistrza

Zanim jednak dojdzie do obrony pasa, Gaethje ma na oku cel znacznie bardziej lukratywny. Conor McGregor zmierzy się z Maxem Hollowayem na gali UFC 329 w Las Vegas — a nowy mistrz wagi lekkiej będzie tam obecny jako widz. Ale nie po to, żeby tylko podziwiać spektakl.

Gaethje rozważa wyzwanie do walki zwycięzcy tego pojedynku. I nie kryje, kogo najbardziej chciałby zobaczyć po drugiej stronie oktagonu.

„Jak mówiłem publicznie setki razy: bardzo chciałbym uderzyć Conora McGregora w twarz. Nie ma żadnych wątpliwości, że to jedna z największych gwiazd tego sportu. Walka z kimś takim przynosi ogromne korzyści finansowe i jeszcze bardziej umacnia moją pozycję jako legendy.”

Krótko i bez owijania w bawełnę. Gaethje wyraził chęć walki z McGregorem — i trudno mu odmówić logiki. Wielkie nazwisko, wielkie pieniądze, wielka scena. Dla mistrza, który właśnie wspiął się na szczyt, to naturalny kolejny krok.

Po gali Zuffa Boxing 8 dziennikarz zadał Danie White’owi pytanie, którego szef UFC się nie spodziewał — co sądzi o finansowych tarapatach Floyda Mayweathera Juniora. Odpowiedź była zwięzła, ale powiedziała więcej niż niejeden elaborat.

„Rozmawiałem z nim o tym, ale nie znam wszystkich szczegółów. Słychać wiele różnych wersji wydarzeń.”

A zaraz potem White dorzucił zdanie, które natychmiast obiegło środowisko sportów walki.

„Może uda nam się coś zrobić i znaleźć dla niego jakieś rozwiązanie.”

175 milionów dolarów w rękach nieuczciwego zarządcy

Floyd Mayweather Junior złożył pozew w sądzie w Nowym Jorku przeciwko swojemu byłemu zarządcy inwestycjami, oskarżając go o oszustwo. Legenda boksu miała stracić w ten sposób aż 175 milionów dolarów. Sprawę jako pierwsza opisała redakcja ESPN.

Mayweather zarzucił pozwanemu nie tylko oszustwo, ale też naruszenie obowiązków powierniczych. Poważne zarzuty — i równie poważna kwota, która zniknęła z konta człowieka uznawanego za jednego z najlepiej zarabiających sportowców w historii.

Bokser wchodzi do tego sądu z nieskazitelnym rekordem zawodowym 50-0. Ostatnią walkę na zawodowym ringu stoczył w 2017 roku z Conorem McGregorem — byłym mistrzem UFC w dwóch kategoriach wagowych. Wygrał przez techniczny nokaut w 10. rundzie i tego samego wieczoru pożegnał się z zawodowym boksem. Dana White był wówczas przy tym pojedynku — współpracował z Mayweatherem przy jego promocji.

Jeszcze raz Mayweather pojawił się w ringu w czerwcu 2021 roku, tym razem w pokazowym starciu z Loganem Paulem, gwiazdorem WWE. Poza linami sprawy potoczyły się jednak znacznie gorzej.

Wspólna historia White’a i Mayweathera to prawdopodobnie powód, dla którego szef UFC nie zbył tematu wzruszeniem ramion i wprost zadeklarował gotowość do poszukania rozwiązania. Co konkretnie miałoby to oznaczać — na razie nie wiadomo. White sam przyznał, że nie zna wszystkich szczegółów sprawy.

25 lipca 2026 roku, Abu Zabi. Damian Rzepecki po raz pierwszy w życiu wejdzie do oktagonu UFC — i zrobi to z rekordem, który mówi wszystko sam za siebie. Dziesięć walk. Dziesięć zwycięstw. Dziewięć skończonych przed ostatnim gongiem.

Rzepecki ma zaledwie 24 lata i walczy w kategorii lekkiej. Kontrakt z największą organizacją MMA na świecie podpisał bezpośrednio — z pominięciem Dana White’s Contender Series. Taka droga do UFC to prawdziwa rzadkość. Transfer jako pierwszy potwierdził jego menedżer Łukasz Orzeł z grupy First Round Management (FRM Europe), natomiast nazwisko rywala ujawnił jako pierwszy Marcel Dorff na platformie X.

Tym rywalem będzie Magomed Zaynukov. Co istotne, dla Zaynukova to również debiut w UFC. Obaj zaczynali zawodową karierę w tym samym roku — 2021. Na tym jednak podobieństwa się kończą.

Sparingpartner mistrza świata

Zaynukov ma 31 lat i trenuje w obozie Khabiba Nurmagomedova. Na co dzień sparinguje z Islamem Makhachevem, aktualnym mistrzem UFC w kategorii lekkiej — trudno wyobrazić sobie lepsze środowisko do szlifowania umiejętności. Rosjanin stawia przede wszystkim na stójkę: pięć zwycięstw przez nokaut, choć na punkty wygrywał tylko trzykrotnie.

Rzepecki kontra Zaynukov — dwóch debiutantów, dwie niepokonane karty wejścia na największą scenę MMA. Polak jest niepokonany, młodszy o siedem lat i w dziewięciu walkach na dziesięć nie dawał rywalom doczekać końcowego gwizdka. Pytanie, czy Abu Zabi przyniesie dziesiąty taki finał.

Koszalin, 3 października. Identyczne rekordy, dwa pasy w grze i jedno pytanie, które polska waga ciężka zadaje sobie od dobrych kilku miesięcy: kto tu naprawdę rządzi? Tej nocy odpowiedź w końcu padnie na ringu.

Damian Knyba stanie naprzeciwko Kacpra Meyny w walce o tytuł Mistrza Polski wagi królewskiej oraz pas WBC Baltic w wadze ciężkiej. Za galą stoi promotor Krystian Każyszka, a całość pokaże sportowe kanały Polsatu.

Lustrzane rekordy, różne pozycje w rankingu

Na papierze trudno o bardziej wyrównany pojedynek. Meyna – bilans 17-1, 11 nokautów. Knyba? Dokładnie to samo: 17-1, 11 KO. Cyfry jak odbicie w lustrze. Charakter walki – to już zupełnie inna historia.

Różnicę ujawnia dopiero ranking WBC. W ostatnim zestawieniu Meyna zajmował 19. miejsce na świecie w wadze ciężkiej, Knyba plasował się na 24. Obaj są blisko magicznej piętnastki, lecz wciąż poza jej zasięgiem.

I tu właśnie leży sedno październikowej stawki. Zdobycie pasa WBC Baltic powinno wywindować zwycięzcę do Top 15 rankingu WBC, co automatycznie daje status oficjalnego pretendenta do tytułu mistrza świata. Jedna walka, dwa pasy i – potencjalnie – bilet na szczyt.

W piątek 27 czerwca Oleksandr Usyk zwakował pasy WBA, WBC i IBF — i zanim zdążył opuścić ring, jego obóz już rozmawiał o tym, kto stanie naprzeciwko niego po raz ostatni.

Sergiej Łapin, szef obozu Ukraińca, zdradził magazynowi The Ring, że w grze są dwa nazwiska: były mistrz WBC w wadze ciężkiej Deontay Wilder oraz były czempion UFC Jon Jones. Żadnych niespodzianek po cichu — Łapin mówił wprost.

„Były mistrz świata WBC Deontay Wilder i ex-czempion UFC Jon Jones są brani pod uwagę jako kandydaci do roli najbliższego rywala Oleksandra Usyka” — zdradził Łapin.

Pożegnanie w USA na przełomie 2026 i 2027

Walka miałaby odbyć się w Stanach Zjednoczonych, a jako termin wskazano przełom roku 2026 i 2027. Według Łapina pojedynek ten byłby jednocześnie pożegnaniem Usyka z zawodowym boksem.

Wilder to były mistrz WBC w wadze ciężkiej. Jones pochodzi z zupełnie innego świata — to były czempion UFC, największej organizacji MMA na globie. Samo zestawienie tych dwóch kandydatur mówi wiele o tym, jak niekonwencjonalnie obóz Usyka podchodzi do planowania ostatniego rozdziału jego kariery.

Ukrainiec oddał pasy WBA, WBC i IBF w minionym piątku. Przy sobie zatrzymał jednak pas prestiżowego magazynu The Ring — tytuł nieoficjalny, lecz w środowisku traktowany jako symbol prawdziwego mistrzostwa. To z nim schodzi z tronu federacyjnego boksu zawodowego.

Dwa metry dzieliły Macieja Miszkinia od Tysona Furego na ważeniu przed walką z Arsłanbekiem Machmudowem. To wystarczyło. Trener i ekspert bokserski wyciągnął wniosek, który teraz rzutuje na jego ocenę nadchodzącego pojedynku. — Widziałem po nim upływ czasu — przyznaje Miszkiń, prywatnie kolega Mariusza Wacha.

A jednak to właśnie Wach stanie naprzeciwko Furego. 24 lipca, w Max Musy That Stadium w Tajlandii — Polak zmierzy się z jednym z najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej ostatnich lat.

„Wypłata życia” bez złudzeń co do wyniku

Miszkiń nie owija w bawełnę. Finansowo — gratka. Sportowo — ściana.

„Na pewno to będzie dla Mariusza wypłata życia”

— mówi ekspert, po czym natychmiast dodaje:

„Prawdę mówiąc, nie ma żadnych szans na wygraną. Trzeba sobie to uczciwie powiedzieć.”

Sięga też po porównanie, które dobrze oddaje skalę wyzwania. Wach walczył już z Władimirem Kliczką — tamten pojedynek należy do najważniejszych w jego karierze. Starcie z Furym może być jeszcze głośniejsze, ale szanse są jeszcze mniejsze.

„Nie wiem, czy to nie będzie większa walka od tej z Kliczko. Ona była inna, miał w niej iluzoryczne szanse, tu nie ma żadnych.”

Powód? Fury boi się przede wszystkim szybkości. A tej Wach po prostu nie ma.

„Mariusz jest wolny. Jeśli Fury się czegoś boi, to nie mocnego ciosu, a szybkości.”

Obaj zawodnicy nie są sobie zresztą obcy — znają się ze wspólnych sparingów, co tłumaczy, skąd w ogóle wziął się ten pomysł na walkę. Ostatni raz Wach na tak dużej scenie pojawił się w 2019 roku, kiedy w Arabii Saudyjskiej zmierzył się z Dillianem Whytem i przegrał przez decyzję sędziów.

Fury myśli już o Joshuie

Tajlandia to dla Furego przystanek, nie cel. W połowie listopada w Anglii ma się odbyć jego starcie z Anthonym Joshuą — walka, której ranga wzrosła jeszcze bardziej po tym, jak Ołeksandr Usyk zwakował pasy wagi ciężkiej.

Miszkiń jest przekonany, że Wach nie pokrzyżuje tych planów.

„To na pewno nie zaburzy cyklu przygotowawczego do Joshuy. Jedynie wydłuży przygotowania.”

Kto faworytem w listopadowym starciu? Miszkiń pozostaje konsekwentny — choć z wyraźnie mniejszym przekonaniem niż kiedyś. Te dwa metry od Furego na ważeniu zrobiły swoje.

„Zbyt dużym szacunkiem obdarzam Furego, żeby w jego pojedynku powiedzieć, że stawiam na przeciwnika. Jestem konsekwentny.”

Fury pozostaje faworytem — tyle że już nie tak zdecydowanym jak wcześniej.

Instalacja aplikacji
Pobierz