⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Gdy na kortach Gnieźnieńskiego Klubu Tenisowego padły ostatnie piłki finałowe, za plecami uczestników było już 36 dni nieprzerwanej gry. Mistrzostwa Gniezna MG’26 Bud-Went Mitsubishi zamknęły się po sześciu tygodniach zmagań — i to z rozmachem, który trudno zignorować. Turniej ugruntował swoją pozycję jednego z największych amatorskich wydarzeń tenisowych w Wielkopolsce.

Na starcie stanęło 131 zawodniczek i zawodników. Przez ponad miesiąc rozegrali 196 meczów turniejowych, a w ciągu najbliższego miesiąca dojdzie jeszcze 37 spotkań w ramach turnieju pocieszenia. Obie części razem dają 233 mecze — imponująca liczba jak na amatorską imprezę.

Rywalizacja objęła 12 kategorii: singlowe, deblowe, mikstowe, młodzieżowe i dziecięce. Finały rozegrano na kortach Gnieźnieńskiego Klubu Tenisowego, a pula nagród sięgnęła blisko 100 tysięcy złotych. Zwycięzcy kategorii dorosłych zabrali do domu klimatyzatory Mitsubishi Electric — po jednym na każdą z 12 wygranych kategorii.

Wyniki finałów

W singlu mężczyzn OPEN najwyżej stanął Marcel Bajołek, za nim uplasowali się Mikołaj Kapciński i Kuba Szalaty. W kategorii 40+ triumfował Krzysztof Dzięcielski przed Maciejem Ciesielskim i Tomaszem Janasem. Kategorię 55+ zgarnął Paweł Kopecki — srebro przypadło Pawłowi Konieczyńskiemu, brąz Jackowi Mierzejewskiemu.

Wśród kobiet w singlu bezkonkurencyjna była Olesja Szpak. Na podium towarzyszyły jej Justyna Frasz-Ignaczak oraz Oliwia Adamska. W mikście złoto powędrowało do pary Martyna Rękoś i Kuba Szalaty, srebro do Doroty Słojewskiej i Mateusza Czynsza, brąz do Kseni Gwizdowskiej i Wojciecha Jury.

Debla kobiet wygrały Anna Wawrzyniak i Zuzanna Zimna. W grze podwójnej do 100 zwyciężyli Kuba Szalaty i Dominik Drass, a kategorię 100+ opanowali Jacek Mierzejewski i Sebastian Henkiel.

W kategorii młodzieżowej górą był Albert Hofman przed Czarkiem Ciesielskim i Oliwią Adamską. Kategorię zieloną wygrał Czarek Ciesielski, drugie miejsce zajął Borys Kowalski, trzecie Mateusz Kapciński. W kategorii pomarańczowej dominowali bracia Zobel — Franciszek wygrał przed Mikołajem, a na trzecim miejscu stanął Jędrzej Bembnista. Kategorię czerwoną zgarnęła Laura Kapcińska, wyprzedzając Marcela Czerniaka i Jagodę Kolber.

Za organizacją turnieju stoją Anna i Jakub Sawa z Gnieźnieńskiej Akademii Tenisowej. Sponsorem tytularnym były firmy Bud-Went oraz Mitsubishi Electric. Patronat honorowy objął Prezydent Miasta Gniezna, a wydarzenie wspierały Miasto Gniezno i Starostwo Powiatowe. W gronie zaangażowanych znalazły się też radna Natasza Szalaty oraz posłowie Paulina Henning-Kloska i Tadeusz Tomaszewski.

Poniedziałek na Wimbledonie 2026 był dla polskiego tenisa kobiecego wyjątkowo okrutny — trzy mecze, trzy porażki, żadnego awansu. Magda Linette, Magdalena Fręch i Maja Chwalińska pożegnały się z turniejem już pierwszego dnia, nie zdążywszy na dobre poczuć trawiastej nawierzchni The All England Club pod stopami.

Linette bez szans z mistrzynią Rolanda Garrosa

Linette (AZS Poznań) trafiła na rozstawioną z numerem piątym Mirrę Andriejewą i przegrała 5:7, 4:6 w godzinę i 43 minuty. Rywalka była w formie życia. Zaledwie miesiąc wcześniej Andriejewa sięgnęła po tytuł wielkoszlemowy na kortach Rolanda Garrosa, a w tamtym finale ograła właśnie Chwalińską w dwóch setach.

Wzajemny bilans też nie wróżył nic dobrego: przed tym spotkaniem Andriejewa prowadziła 3–1 w meczach z Polką. Linette przyjechała do Londynu w niezłej dyspozycji — przed Wimbledonem dotarła do półfinału trawiastego WTA 250 w 's-Hertogenbosch, wygrywając po drodze trzy mecze. Andriejewa z kolei na trawie zagrała tylko w Bad Homburg, gdzie odpadła w pierwszej rundzie. Lepsza forma Polki na tej nawierzchni nie wystarczyła.

Fręch (KS Górnik Bytom) walczyła równie zacięcie — i też bez efektu. Z rozstawioną z numerem 19. Anną Kalinską przegrała 6:7 (5–7), 4:6 po godzinie i 48 minutach gry. Był to ich czwarty pojedynek, a bilans wzajemnych spotkań wyrównał się do 2–2.

Dramat Chwalińskiej: piłka meczowa, upadek i kontuzja

Najbardziej dramatyczny scenariusz przeżyła Maja Chwalińska (BKT Advantage Bielsko-Biała). Rozstawiona z numerem 20., świeżo upieczona finalistka Roland Garros 2026, przegrała z Mananchayą Sawangkayew — 164. rakietą świata z Tajlandii — 6:2, 5:7, 2:6. Mecz trwał dwie godziny i 40 minut.

W drugim secie, przy stanie 5:2, Chwalińska miała piłkę meczową. Nie wykorzystała jej. Potem było jeszcze gorzej: niefortunnie upadła i stłukła okolice kostki. Czy uraz zmusi ją do rezygnacji z gry w deblu u boku Austriaczki Sinji Kraus — tego na razie nie wiadomo.

Po tym czarnym poniedziałku jedyną Polką pozostającą w singlu jest Iga Świątek, rozstawiona z numerem trzecim. Broniąca tytułu wywalczonego rok wcześniej na kortach The All England Lawn Tennis and Croquet Club zagra swój pierwszy mecz we wtorek o 14:30 na Korcie Centralnym. Rywalką będzie Amerykanka Taylor Toensend (81. WTA) — w ich pierwszym w historii bezpośrednim starciu.

Trzy ligi w jednym sezonie. Hiszpania, Włochy, Turcja – taki szlak przebył Kristers Zoriks w kampanii 2025/2026, zanim Legia Warszawa zdecydowała się go sprowadzić z myślą o PLK. Teraz 28-latek ma szansę wreszcie osiąść na dłużej: stołeczny klub związał łotewskiego obrońcę dwuletnim kontraktem.

Mierzący 195 centymetrów Zoriks potrafi grać zarówno jako rozgrywający, jak i rzucający obrońca. Dla każdego trenera szukającego elastyczności w rotacji backcourtu to argument nie do przecenienia.

Łotewski lider z NCAA w tle

Koszykarską edukację Zoriks zdobywał za oceanem – w NCAA, w barwach Saint Mary’s Gaels. Po powrocie do Europy przez lata był filarem VEF Ryga: w latach 2020–2023 rozegrał z tym klubem łącznie 69 meczów, trzykrotnie sięgając po tytuł mistrza Łotwy i dwukrotnie zdobywając krajowy puchar. W 2022 roku poprowadził VEF do triumfu w lidze łotewsko-estońskiej, a przy okazji odebrał statuetkę MVP fazy pucharowej tych rozgrywek.

Na europejskich salonach dał o sobie znać w Koszykarskiej Lidze Mistrzów (BCL), gdzie notował średnio 16,7 punktu i 5 asyst na mecz przy 40% skuteczności za trzy punkty. Liczby, które nie mogły umknąć skautom.

W reprezentacji Łotwy jest stałym punktem programu od sześciu lat. Grał na EuroBasketcie i Mistrzostwach Świata w 2024 roku.

Kręta droga przez Europę w sezonie 2025/2026

Ostatnia kampania okazała się dla Zoriksa wyjątkowo burzliwa. Zaczął ją w hiszpańskiej ACB, w barwach Hiopos Lleida – 14 meczów, 4,2 punktu i 1,6 asysty na spotkanie. Potem przyszedł czas na włoskie Apu Udine: 6 meczów, 2,8 punktu i 3,2 asysty. Dopiero w tureckiej Superlidze, w Merkezefendi, odżył na dobre – 9 spotkań, 12,8 punktu i 4,1 asysty na mecz.

Sezon wcześniej, 2024/2025, Zoriks grał dla ESSM Le Portel we Francji: 30 meczów, 11,1 punktu i 3,5 asysty na mecz. W rozgrywkach FIBA Europe Cup trafiał wówczas aż 47,8% rzutów za trzy punkty – skuteczność, która robi wrażenie.

Ciekawostka na koniec: Zoriks nie będzie jedynym w szatni Legii z włoskim epizodem w CV. Do stołecznego klubu trafił również Dominic Brewton – również z Apu Udine.

30 czerwca 2026 roku, gdy rynek transferowy dopiero się otworzył, Masai Ujiri wykonał telefon, który wstrząsnął całą ligą. Los Angeles Clippers wytransferowali Kawhiego Leonarda do Toronto Raptors — informację błyskawicznie potwierdził Shams Charania z ESPN.

To powrót naładowany symboliką. W 2019 roku Leonard poprowadził Raptors do jedynego w historii klubu tytułu mistrzowskiego NBA. Teraz wraca jako dwukrotny MVP Finałów. Miasto, które kocha go bezwarunkowo, dostaje go z powrotem.

Cena wymiany: Toronto płaci krocie

Raptors nie dostali Leonarda za darmo. Do Los Angeles pojechał skrzydłowy Brandon Ingram i rzucający obrońca Gradey Dick, a do tego dwa wybory w pierwszej rundzie draftu, jeden swap picków pierwszej rundy oraz dwa wybory w drugiej rundzie. Pięć wyborów łącznie. Ujiri postawił wszystko na jedną kartę — i to w wielkim stylu.

Czy 35-letni Leonard jest wart aż takiej ceny? Liczby z minionego sezonu nie pozostawiają wątpliwości. W barwach Clippers w rozgrywkach 2025/2026 notował średnio 27,8 punktu, 6,3 zbiórki i 3,6 asysty na mecz, spędzając na parkiecie 32,2 minuty. Skuteczność z gry sięgała 60,1 procenta. To nie są liczby zawodnika zmierzającego ku końcowi kariery. To statystyki MVP.

Leonard wchodzi do Scotiabank Arena jako gwiazda w pełni sił. Reszta ligi ma powody do niepokoju.

30 czerwca 2026 roku, gdy wolny rynek NBA oficjalnie ruszył, telefon Richa Paula nie milkł ani przez chwilę. Po ośmiu latach w Los Angeles Lakers LeBron James zamknął swój rozdział w Hollywood — a Paul, agent i bliski przyjaciel koszykarza, jako pierwszy powiedział publicznie, dlaczego.

„LeBron wie, że Lakers budują z myślą o przyszłości, a on sam chce rywalizować o mistrzostwa. Chcemy ocenić, co jest najlepsze dla LeBrona na tym etapie jego życia i kariery. On chce, aby każdy sezon, jaki mu pozostał, miał znaczenie.”

Paul wyjawił te kulisy w rozmowie z The Athletic. Jego słowa odsłaniają fundamentalną sprzeczność: klub patrzy w przyszłość, zawodnik chce tytułu tu i teraz. Nie było miejsca na kompromis.

41 lat, a liczby wciąż robią wrażenie

O zmierzchu trudno mówić, gdy spojrzy się na cyfry. Mając 41 lat, James w sezonie 2025/2026 zdobywał średnio 21,3 punktu, zbierał 6,2 piłki i rozdawał 7,2 asysty na mecz. Na parkiecie spędzał 33,9 minuty, trafiając z gry ze skutecznością 56,5%. Czterokrotny mistrz NBA — wciąż gracz pierwszoligowy w każdym tego słowa znaczeniu.

Lakers zakończyli sezon na 4. miejscu na Zachodzie i dotarli do drugiej rundy play-offów. Przyzwoity wynik. Dla kogoś, kto myśli wyłącznie o pierścieniu — zdecydowanie za mało.

Shams Charania z ESPN dorzucił kolejny istotny szczegół: wybór nowego pracodawcy nie będzie kwestią kontraktu ani premii.

„Powiedziano mi, że jest to decyzja podyktowana szczęściem LeBrona Jamesa. Czuje, że musi odnaleźć swoje szczęście gdzie indziej, a gdziekolwiek wyląduje na wolnym rynku, nie będą nim kierować pieniądze.”

Charania potwierdził tym samym, że James szuka odpowiedniego środowiska, nie czeku. To zmienia całą dynamikę negocjacji.

James poszukuje nowego klubu na sezon 2026/2027. Brian Windhorst z ESPN wskazuje na Golden State Warriors jako głównego faworyta, a rozmowy mają zostać sfinalizowane jeszcze 30 czerwca. Perspektywa gry u boku Stepha Curry’ego — dwie legendy ligi w jednej drużynie — rozgrzewa wyobraźnię kibiców po obu stronach Zatoki San Francisco. W grze pozostają również Cleveland Cavaliers, miasto, gdzie James zdobył być może swój najcenniejszy tytuł w 2016 roku — choć tym razem to Warriors wydają się bliżej finalizacji umowy.

Na parkiecie South Carolina Gamecocks — jednej z najlepszych drużyn w historii akademickiego basketu w USA — Deyona Gaston zdobyła 31 punktów. Nikt nie potrafił tego dokonać tam od 2018 roku. Ta sama zawodniczka zagra teraz dla 1KS Ślęzy Wrocław w Orlen Basket Lidze Kobiet.

Wrocławski klub sfinalizował transfer Deyony Gaston. 25-letnia Amerykanka z Teksasu, mierząca 188 cm, przyjeżdża do stolicy Dolnego Śląska z belgijskiego Castors Braine i zostaje drugim zagranicznym wzmocnieniem Ślęzy na sezon OBLK 2026/2027. W szatni trafi na już zadomowioną rodaczkę — Jewel Spear.

Od Texas Longhorns po rekordy SEC

Karierę akademicką Gaston zaczynała w barwach Texas Longhorns, gdzie spędziła pierwsze cztery lata. W sezonie 2022/2023 notowała średnio 12,1 punktu i 5,8 zbiórki na mecz, a grę z ławki doceniono tytułem najlepszej rezerwowej konferencji Big 12.

Prawdziwy przełom przyszedł w sezonie 2024/2025. Korzystając ze statusu superseniora, przeniosła się do Auburn Tigers z prestiżowej konferencji SEC. Rozegrała 29 meczów — wszystkie w wyjściowym składzie. Średnia? Zawrotne 22,3 punktu na mecz przy skuteczności 55% z gry. Stała się przy tym pierwszą koszykarką w historii Auburn z pięcioma meczami powyżej 30 punktów. Sezon zakończyła z miejscem w drugiej piątce konferencji SEC i zaproszeniem na mecz gwiazd NCAA.

Latem 2025 roku trafiła na obóz treningowy klubu WNBA — Atlanta Dream. Ligę zawodową w USA zostawiła jednak za sobą i wybrała Europę. Pierwszym przystankiem był belgijski Royal Castors Braine, gdzie pracowała pod okiem polskiego szkoleniowca Krzysztofa Szewczyka. W rozgrywkach FIBA EuroCup Women notowała średnio 16,5 punktu i 7,1 zbiórki na mecz — tyle wystarczyło, by poprowadzić Castors do wyeliminowania VBW Gdynia. W barwach belgijskiego klubu rozegrała łącznie 37 meczów w sezonie EuroCup 2025/2026.

Jest też w tej historii wątek stricte polski. Podczas Uniwersjady Gaston reprezentowała akademicką kadrę USA i zdobyła 19 punktów w meczu z reprezentacją Polski — który Polki wygrały 77:71. W finale z Chinami dorzuciła 21 punktów i 8 zbiórek, a jej zespół sięgnął po srebrny medal.

We Wrocławiu Gaston ma zastąpić G’mrice Davis, która przeniosła się do Poznania. Do jej dyspozycji będzie solidny skład: Łotyszki Digna Strautmane i Ketija Vihmane, reprezentantki Polski Zuzanna Kulińska i Aleksandra Mielnicka, a także Weronika Gajda, Iga Jasik i Julia Jeziorna.

Sezon 2025/2026 dobiegł końca, Monaco świętowało kolejne mistrzostwo Francji — a Mike James nie był już częścią tej drużyny. Amerykański rozgrywający rozstaje się z AS Monaco oficjalnie, po pięciu latach spędzonych w tym klubie. Klub potwierdził to w mediach społecznościowych. Epoka zamknięta.

James przybył do Monako w 2021 roku — miał wtedy 35 lat i za sobą długą tułaczkę po europejskich parkietach. Nikt nie spodziewał się, że to właśnie tu napisze najważniejszy rozdział swojej kariery. W Księstwie AS Monaco trzykrotnie sięgnęło po mistrzostwo Francji i dwukrotnie po Puchar Francji. Drużyna dwukrotnie grała w turnieju Final Four Euroligi — w 2023 i 2025 roku — a w 2025 roku stanęła nawet w finale o tytuł mistrza Europy.

Rekordzista Euroligi z cieniem kontrowersji

Liczby są bezlitosne dla rywali. James jest samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców wszech czasów Euroligi — 5916 punktów — i prowadzi również w klasyfikacji PIR wszech czasów z wynikiem 6181. W 2024 roku odebrał nagrodę MVP sezonu zasadniczego Euroligi. W sezonie 2025/2026 rozegrał 39 meczów, notując średnio 16,4 punktu, 3,5 zbiórki i 6,5 asysty na spotkanie — i to przy sporych zawirowaniach po drodze.

Ostatni sezon nie był bowiem sielanką. James pauzował po kontuzji mięśnia dwugłowego uda, a w pewnym momencie wewnętrzne zawieszenie dyscyplinarne odsunęło go od zespołu. AS Monaco obroniło jednak tytuł, pokonując Paris Basketball w finale.

Jeszcze przed oficjalnym pożegnaniem z Monako nazwisko Jamesa łączono z FC Barceloną. Negocjacje ostatecznie upadły, a ich zerwanie wyraźnie zaogniło relacje między stronami — co może przerodzić się w spór prawny. Na razie 35-latek wchodzi na rynek transferowy jako niezastrzeżony wolny agent.

Kariera Jamesa w NBA — 58 meczów w barwach Phoenix Suns, New Orleans Pelicans i Brooklyn Nets — to dziś zaledwie przypis do tego, co zbudował po drugiej stronie Atlantyku. Teraz, bez klubu, wraca na wielką scenę zupełnie inną drogą: James znalazł się w oficjalnym składzie kadry USA na mecze kwalifikacyjne do Mistrzostw Świata 2027. Kolejny rozdział dopiero się pisze.

25 lipca, Etihad Arena w Abu Dhabi. Rzepecki wchodzi do oktagonu UFC po raz pierwszy – a naprzeciwko stanie równie niepokonany Magomed Zaynukov. Ich pojedynek zaplanowano w limicie kategorii lekkiej na gali UFC Fight Night 282: Ankalaev vs. Rountree Jr.

Damian Rzepecki ma 24 lata i bilans 10-0 w zawodowym MMA. Liczba robi wrażenie, ale jeszcze bardziej mówi coś innego: dziewięć z tych dziesięciu zwycięstw zdobył przed końcem limitu rund. Ostatni raz stanął w klatce na gali WOW 29, gdzie pokonał Corneliu Rotaru Lascara jednogłośną decyzją sędziów. Kontrakt z UFC podpisał niedługo po tamtym sukcesie.

Rywal z Dagestanu i z ekipy Makhacheva

Zaynukov to nie jest przypadkowy rywal. 31-letni Dagestańczyk, niepokonany z bilansem 8-0, trenuje ramię w ramię z Islamem Makhachevem – aktualnym mistrzem kategorii półśredniej UFC. Do największej organizacji MMA na świecie trafił przez Dana White’s Contender Series, gdzie pokonał Lucasa Caldasa jednogłośną decyzją sędziów.

Odpowiada na dwa pseudonimy: „Wild Chanco” i „John Pork”. Ten drugi ma zaskakującą historię – wziął się od przejęzyczenia Islama Makhacheva w jednym z nagrań. Zaynukov trafił też na nagłówki z innego powodu: brał udział w głośnej bójce przy klatce z Dillonem Danisem podczas gali UFC 322.

Dwa niepokonane rekordy. Jeden oktagon. Abu Dhabi, 25 lipca.

Justin Gaethje pokonał Ilię Topurię na gali UFC Freedom 250 i zdobył niekwestionowany pas kategorii lekkiej — ale w obozie Armana Tsarukyana nikt nie zamierza czekać z założonymi rękami. Pytanie brzmi: ile miesięcy minie, zanim nowy mistrz w ogóle stanie znowu w oktagonie? I tu zaczynają się schody.

Sayat Abdrakhmanov, menedżer Tsarukyana, mówi otwarcie: Gaethje raczej nie pojawi się w klatce przez najbliższe sześć miesięcy. Jego zawodnik tyle czekać nie zamierza.

„Biorąc pod uwagę, że Justin Gaethje dopiero co walczył i raczej nie wróci do oktagonu w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, a Arman musi być aktywny, najbardziej atrakcyjną opcją jest walka z Charlesem Oliveirą.”

Tsarukyan pozostaje głównym kandydatem do walki o pas w kategorii lekkiej UFC, a bezczynność po prostu nie wchodzi w grę. Abdrakhmanov wskazał rewanż z Charlesem Oliveirą jako najbardziej atrakcyjną opcję dla swojego podopiecznego — i trudno się temu dziwić.

Niedokończona historia z Oliveirą

Tsarukyan i Oliveira spotkali się już w 2024 roku. Armeńczyk wygrał wtedy niejednogłośną decyzją sędziów — a taki wynik z definicji zostawia niedosyt po obu stronach. Rewanż ma więc sportowe uzasadnienie, nie tylko kalendarzowe.

Po tamtej wygranej Tsarukyan nie zwalniał tempa. Poddał Dana Hookera w drugiej rundzie, a poza oktagonem UFC zbierał zwycięstwa na galach Real American Freestyle i w zawodach grapplingowych. Aktywność to jego znak rozpoznawczy.

Nie wszystko jednak układało się bez zgrzytów. Prezes UFC Dana White otwarcie krytykował Tsarukyana za kulisy niektórych decyzji podejmowanych przed walkami. To przypomnienie, że droga do tytułowego starcia jest dla Ormianina równie polityczna, co sportowa.

Gaethje zapewnił co prawda w rozmowie z Joe Roganem, że nie planuje kończyć kariery. Jedno to jednak zapowiedź walki, drugie — konkretna data powrotu. Obóz Tsarukyana wyraźnie nie chce uzależniać swojego kalendarza od cudzych planów.

Gala UFC Freedom 250 przyniosła niemałe emocje poza klatką. Alex Pereira przegrał z Cirylem Gane i publicznie poskarżył się na ciosy zadawane w tył głowy — i to wystarczyło, by legendarny były sędzia UFC John McCarthy postanowił zabrać głos. Efekt? Okazało się, że przez lata spora część zawodników, sędziów i kibiców rozumiała kluczowy przepis zupełnie inaczej, niż faktycznie brzmi.

„Strefa słuchawek” nigdy nie istniała w przepisach

McCarthy nie owijał w bawełnę. Popularne pojęcie „strefy słuchawek” — obszaru po bokach głowy, który wielu traktuje jako zakazany cel — to po prostu mit.

„To nigdy nie było częścią oficjalnych zasad. Niektóre komisje sportowe próbowały wprowadzać takie interpretacje, ale to bardzo szkodzi temu sportowi.” — John McCarthy

Jak więc naprawdę wygląda ten przepis? Według McCarthy’ego zakazana strefa zaczyna się na czubku głowy i obejmuje jedynie wąski pas — szerokości około jednego cala z każdej strony — biegnący ku tyłowi.

„Przepis od zawsze mówił, że zakazana strefa zaczyna się na czubku głowy i obejmuje bardzo wąski pas biegnący do tyłu. To zaledwie około jednego cala szerokości z każdej strony.” — John McCarthy

Reszta tylnej części głowy — poza tym wąskim pasem — jest legalnym celem zgodnie z przepisami MMA. Gdzie leży bezwzględna granica? Tam, gdzie czaszka łączy się z kręgosłupem. Atakowanie tego miejsca oraz samego karku pozostaje całkowicie zakazane.

„Najważniejsze jest, aby nie atakować miejsca, w którym czaszka łączy się z kręgosłupem, oraz samego karku.” — John McCarthy

Trzy ukryte kategorie wagowe i milczenie UFC

McCarthy dotknął też tematu, który od lat frustruje część środowiska. W oficjalnych zunifikowanych zasadach MMA limity wagowe 165, 175 i 195 funtów już istnieją. Tyle że UFC po prostu nie zdecydowało się ich używać.

„Problem polega na tym, że UFC po prostu nie zdecydowało się ich wykorzystywać. Skoro największa organizacja świata tego nie robi, to pozostałe również nie widzą takiej potrzeby.” — John McCarthy

Jako przykład zawodnika, który skorzystałby na nowych podziałach, McCarthy wskazał Kelvina Gasteluma — jego zdaniem idealnego kandydata do kategorii do 175 funtów. Były sędzia nie kryje, że chciałby zobaczyć te dywizje w akcji.

„Bardzo chciałbym zobaczyć ich wprowadzenie. Oczywiście organizacje mają swoje argumenty. Więcej kategorii oznacza więcej mistrzów, a więc również większe koszty.” — John McCarthy

Matchmakerzy dorzucają kolejny kontrargument: więcej dywizji to mniej zawodników w każdej z nich, co utrudnia układanie kart walk. Obie strony mają realne racje. Skoro jednak przepisy te kategorie już zawierają, piłka leży wyłącznie po stronie organizacji — a przede wszystkim po stronie UFC.

Wypowiedzi McCarthy’ego pojawiły się w materiale wideo opublikowanym na kanale YouTube The Schmo.

Instalacja aplikacji
Pobierz