⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

We wtorek Jacob Markström oficjalnie zasilił Florida Panthers w ramach wymiany z New Jersey Devils — i w tym samym momencie era Siergieja Bobrowskiego w Fort Lauderdale dobiegła końca. Dwie transakcje w ciągu dwóch dni. Zupełnie nowa obsada bramki.

Bobrowski spędził we Florydzie siedem lat, zarabiając łącznie 70 milionów dolarów. Dwukrotny zdobywca Pucharu Stanleya pożegnał się z klubem w środę, 2 lipca 2026 roku, nie mając w kieszeni żadnej nowej umowy. Koniec epoki — dosłownie.

Florida nie czekała jednak na jego odejście z założonymi rękami. Już w poniedziałek do drużyny dołączył Akira Schmid, pozyskany z Vegas Golden Knights. Dzień później nadszedł ruch znacznie głośniejszy — transfer Markströma.

Powrót syna marnotrawnego

Historia Markströma z Florydą ma w sobie coś z ironii losu. To właśnie Panthers wybrali go w drugiej rundzie draftu NHL w 2008 roku, by sześć lat później odesłać go do Vancouver Canucks przy okazji powrotu Roberta Luonga na Florydę. Dziś 36-latek wraca do organizacji, która niegdyś go wystawiła do wiatru.

Cena transferu była niemała. Do New Jersey Devils trafili Evan Rodrigues, Jesper Boqvist i Ben Steeves. W zamian Panthers związali Szweda kontraktem na 6 milionów dolarów rocznie, ważnym do 2028 roku.

Przebudowa bramki to tylko jeden element szerszej rewolucji kadrowej. Wcześniej klub zdążył już ściągnąć Brady’ego Tkachuka oraz Radko Gudasa. Pantery stawiają na nowe rozdanie — i robią to w tempie, które nie pozostawia wątpliwości co do ambicji.

Siódma minuta, gol dla DR Konga i angielska drużyna przyciśnięta do muru. Właśnie wtedy do głosu doszedł Harry Kane — napastnik Bayernu Monachium trafił do siatki dwukrotnie, wyciągnął Trzy Lwy z opresji i zapewnił im awans do fazy pucharowej. Anglia jest w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026.

Rywalem podopiecznych Thomasa Tuchela będzie Meksyk — gospodarz całego turnieju kontra jeden z jego faworytów. Mecz odbędzie się w poniedziałek, 6 lipca, o godzinie 2:00 czasu polskiego.

Możliwy ćwierćfinał z Brazylią

Awans oznaczałby starcie z kolejnym gigantem. Jeśli Anglia wyeliminuje Meksyk, w ćwierćfinale stanie naprzeciwko zwycięzcy pary Brazylia – Norwegia — a to jeden z potencjalnie największych hitów całego mundialu. Obie te drużyny mają już pewne miejsce w 1/8 finału.

Na moment publikacji do fazy pucharowej awansowały również Paragwaj, Francja, Kanada i Maroko. Paragwaj zmierzy się z Francją, Kanada zaś zagra z Marokiem. W tabeli 1/8 finału wciąż czeka do obsadzenia osiem wolnych miejsc.

Gdy George Russell przekraczał linię mety na Red Bull Ringu, od jego ostatniego triumfu minęły blisko cztery miesiące — zwycięstwo w GP Australii 2026. Długa susza. W Spielbergu jednak Anglik nie zostawił rywalom złudzeń: wrócił na szczyt podium i przy okazji odzyskał pozycję wicelidera mistrzostw świata kierowców.

Max Verstappen musiał tym razem zadowolić się miejscem tuż za Russellem. Strata? Zaledwie 1,6 sekundy. Mimo to Holender dołożył kolejne podium do swojej kolekcji na tym torze — dziewiąte, co stanowi jego własny rekord na Red Bull Ringu. Toto Wolff nie owijał w bawełnę: to Verstappen, nie bolid Red Bulla, robił największą różnicę przez cały weekend w Spielbergu.

Najniższy stopień podium zajął drugi kierowca Mercedesa, który dobrnął na trzecie miejsce pomimo problemów w pierwszej fazie wyścigu. Tuż za nim sklasyfikowano Oscara Piastriego z McLarena — Australijczyk pokonał obu kierowców Ferrari i zakończył wyścig na 4. pozycji. Po mecie nie krył satysfakcji.

„Wycisnęliśmy z samochodu absolutne maksimum” — stwierdził Piastri.

Ferrari traci na prostych, problemy w Austrii

Dla Scuderii ten weekend był gorzki. Red Bull Ring bezlitośnie uwypuklił niedobór mocy silnika Ferrari. Lewis Hamilton i Charles Leclerc zaprezentowali się solidnie w kwalifikacjach, lecz w wyścigu stopniowo tracili pozycje. Ostatecznie Lando Norris z McLarena zajął 7. miejsce, a Leclerc osunął się na 8..

Piętą achillesową Ferrari okazały się prędkości na prostych i degradacja opon. Zespół próbował ratować sytuację — sprowadził Hamiltona do boksu po miękką mieszankę podczas wirtualnej neutralizacji, ale efekt był ograniczony. Hamilton po wyścigu mówił wprost: „wciąż mamy trudności na prostych”.

Isack Hadjar zamknął wyścig na 6. pozycji. Racing Bulls miało powody do świętowania — obaj kierowcy dojechali w punktach, a zespół awansował na 6. miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Nie brakowało jednak napięć wewnątrz ekipy: Arvid Lindblad wyprzedził swojego partnera Liama Lawsona na torze, mimo że obowiązywał go zakaz zmiany pozycji. Lawson po wyścigu był wyraźnie zirytowany.

Aston Martin przeżył weekend do zapomnienia. Lance Stroll wycofał się z powodu usterki systemu ERS, a Fernando Alonso przez cały wyścig nie był w stanie nawiązać walki z nikim poza własnym partnerem z zespołu. Adrian Newey rzucił nieco światła na techniczne problemy ekipy w tym sezonie — poważny pakiet poprawek zaplanowano dopiero na GP Węgier.

Williams miał lepsze tempo jedynie od Astona Martina i Cadillaca. Carlos Sainz odpadł z powodu awarii jednostki napędowej, a Alex Albon dobrnął do mety na 17. pozycji. Alpine po raz pierwszy w sezonie 2026 wróciło bez punktów — obaj kierowcy ukończyli wyścig na 13. i 15. miejscu. Ironia: to właśnie Alpine straciło najwięcej na aktualizacji suwaka aerodynamicznego przeprowadzonej w połowie sezonu — regulacji określającej czas dostępny dla zespołów na pracę w tunelu aerodynamicznym i symulacjach CFD. Audi również wróciło z pustymi rękami, z oboma kierowcami poza dziesiątką — na 11. i 12. miejscu.

Silverstone w barwach narodowych — i nie tylko

Teraz cała uwaga F1 kieruje się na Silverstone. Williams, mający siedzibę w Grove w Wielkiej Brytanii, zmodyfikował schemat kolorystyczny bolidu, nawiązując do barw flagi Zjednoczonego Królestwa. McLaren wybrał inną drogę i ujawnił specjalną kolorystykę przygotowaną we współpracy z Google Gemini. Cadillac, z siedzibą w Fishers w USA, postawił na patriotyczny akcent — malowanie bolidu nawiązuje do 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych.

Na Silverstone czeka też kilka niewiadomych. Verstappen zasugerował, że nowe silniki sezonu 2026 mogą negatywnie wpłynąć na charakter ścigania na tym torze. Mercedes wstrzymuje się z wprowadzaniem poprawek z ADUO, z zaskoczeniem obserwując tempo rozwoju Ferrari. Do tego wciąż nie milkną plotki transferowe — obóz Verstappena rozmawiał z Zakiem Brownem z McLarena, co rozbudziło spekulacje o możliwym przejściu Holendra. Sezon 2026 nie zwalnia.

Na 59. kółku Kimi Antonelli wcisnął pedał gazu i wykręcił najszybsze okrążenie wyścigu – 1:10,374. Chwilę później George Russell przecinał linię mety jako zwycięzca, dopisując siódmy triumf w karierze i drugi w sezonie 2026. Spielberg po raz kolejny wpisał się w historię Formuły 1 – tym razem na kilku frontach naraz.

Russell i Mercedes dominują w Austrii

Russell nie tylko wygrał. Zrobił to po starcie z Pole Position, co w jego karierze zdarzyło się już po raz piąty. Jedenaste Pole Position Brytyjczyk wywalczył z czasem 1:06,113 – aż 3,174 sekundy wolniej od rekordu kwalifikacyjnego toru, który od 2020 roku należy do Valtteriego Bottasa (1:02,939). Nowe bolidy F1 są po prostu wolniejsze. To efekt rewolucji technicznej, nie słabości kierowców.

GP Austrii stało się pierwszym wyścigiem w karierze Russella, który wygrał dwukrotnie. Po raz pierwszy z rzędu wygrał też dwie sesje kwalifikacyjne. Łącznie to już 28. podium w jego dorobku.

W tle swoje rekordy bił Mercedes. 138. zwycięstwo w historii zespołu, ósme na Red Bull Ringu. 151. Pole Position – siódme na tym obiekcie. Co ważne, bolidy z silnikami Mercedesa wyprzedziły Ferrari w łącznym rankingu Pole Position wszech czasów: 257 do 256. Za nimi plasują się Renault (216), Ford Cosworth (138) i Honda (129). Mercedes prowadzi też zarówno w klasyfikacji zwycięstw, jak i Pole Position na Red Bull Ringu spośród wszystkich konstruktorów. Po pięciu latach przerwy ekipa z Brackley zaliczyła przy tym podwójne podium na tym torze.

Jest jeszcze jedna liczba, która robi wrażenie: kierowcy Mercedesa awansowali do Q3 w Austrii w 29 na 30 możliwych przypadków. Jedynym wyjątkiem był sam Russell – w 2023 roku.

Verstappen, Antonelli i reszta stawki

Drugie miejsce zajął Max Verstappen – 129. podium w karierze i zarazem jego najlepszy wynik w sezonie 2026. Red Bull Ring to szczęśliwy tor dla Holendra: dziewięć podiów na tym obiekcie, więcej niż gdziekolwiek indziej. We wszystkich 14 startach w Spielbergu awansował do Q3, a trzy DNF to jedyne przypadki, gdy nie finiszował w TOP8. Na tym torze ma pięć zwycięstw, pięć Pole Position i cztery najszybsze okrążenia.

Rok temu Antonelli i Verstappen zderzyli się na pierwszym okrążeniu i obaj odpadli. W 2026 obaj stali na podium. Włoch dołączył do Russella i Verstappena jako trzeci – to jego dziesiąte podium w karierze. Dorzucił do tego najszybsze okrążenie wyścigu: piąte w sezonie 2026, ósme w całej karierze. Czwarte miejsce w kwalifikacjach było przy tym jego najsłabszym wynikiem kwalifikacyjnym w tym sezonie.

Lewis Hamilton pozostaje żywą legendą konsekwencji. Jako jedyny kierowca przejechał komplet okrążeń w całym sezonie 2026 i jako jedyny punktował w każdym wyścigu. Na Red Bull Ringu ma 15 startów, jedno DNF z powodu awarii i wszystkie pozostałe wyniki w TOP8. Do Q3 awansował tu 15 razy na 15 prób. Cień na tym obrazku rzuca jedna liczba: tylko czterokrotnie na 15 startów finiszował przed swoim partnerem z zespołu.

Kilka ciekawostek z dalszej części stawki. Nico Hülkenberg w GP Austrii 2026 wystartował w swoim 257. wyścigu F1, wyrównując dorobek Daniela Ricciardo – obaj zajmują dziesiąte miejsce w tabeli wszech czasów pod względem liczby startów. Fernando Alonso po raz pierwszy w erze trzysegmentowych kwalifikacji (od 2006 roku) odpadł w Q1 w Austrii, zajmując 21. miejsce, co jest jego najgorszym wynikiem kwalifikacyjnym na tym torze. Carlos Sainz w barwach Williamsa po raz kolejny odpadł w Q1 i nie dojechał do mety; przed przejściem do tego zespołu zawsze awansował co najmniej do Q2 w Spielbergu.

Arvid Lindblad po raz pierwszy w karierze punktował w trzech kolejnych wyścigach, a jego Racing Bulls wykonało najszybszy pit stop weekendu – 2,03 sekundy na 18. okrążeniu. Rekord sezonu 2026 należy do Ferrari z GP Japonii (2,00 s), absolutny rekord wszech czasów – do McLarena z Norrisem w GP Kataru 2023 (1,80 s). Dla juniorskiego teamu Red Bulla był to pierwszy w historii double points w GP Austrii i trzeci z rzędu wyścig z podwójnymi punktami.

Oscar Piastri osiągnął największą prędkość maksymalną w wyścigu – 346,3 km/h w punkcie pomiaru na końcu pierwszego sektora, a dane telemetryczne wskazują nawet 348 km/h. Rok wcześniej, też w Austrii, też Piastri był najszybszy – ale przy 330,3 km/h. Ponad 16 km/h różnicy w ciągu roku mówi samo za siebie, jeśli chodzi o nowe regulacje techniczne.

Ferrari zanotowało najgorszy wynik w Austrii od pięciu lat: bez podium, piąte i ósme miejsce – identycznie jak w 2021 roku. Williams ostatni raz punktował w Spielbergu w 2017 roku; przez jedenaście kolejnych wizyt – wliczając sprinty – nie zdobył ani jednego punktu. Po raz pierwszy w historii obaj kierowcy Cadillaca nie dojechali do mety.

Rekord frekwencji: 320 000 kibiców

Poza torem też padł rekord. Łączna weekendowa frekwencja na GP Austrii 2026 wyniosła 320 000 osób – nowy rekord dla tego Grand Prix. Organizatorzy sprzedali komplet biletów. Dla porównania: gdy F1 wróciła do Spielbergu w 2014 roku, trybuny zapełniło 205 000 kibiców; w 2022 roku było ich 303 000, a w ostatnich trzech edycjach frekwencja oscylowała wokół 300–304 tysięcy. Wzrost o 20 000 w stosunku do poprzedniego rekordu to wyraźny sygnał, że Austria pozostaje jednym z ulubionych miejsc fanów Formuły 1.

Tor w Spielbergu po raz 22. zorganizował wyścig F1 na skróconej nitce wprowadzonej w 1997 roku – obiekcie, który jako pierwszy przeprojektował Hermann Tilke, zaczynając tym samym swoją karierę w świecie wyścigów. Historia tego miejsca wciąż się pisze.

Niedzielne popołudnie, 5 lipca 2026 roku, godzina 15:55 — silniki na Silverstone ruszają, a polscy kibice mają do wyboru aż trzy drogi, by śledzić wyścig na żywo. GP Wielkiej Brytanii 2026 Formuły 1 rozgrywane jest w pierwszy weekend lipca na legendarnym torze Silverstone. I po raz pierwszy od lat nie trzeba płacić za dostęp do dekodera premium, żeby zobaczyć start.

Wyścig będzie pokazany na żywo przez ogólnodostępny kanał Super Polsat. To już trzecia runda F1 na otwartej antenie w Polsce w tym sezonie. Transmisja trwa od 15:55 do 18:25, a komentują ją Andrzej Borowczyk i Krystian Sobierajski. Super Polsat jest dostępny w naziemnej telewizji oraz u wszystkich płatnych operatorów w niskich pakietach. Kanał samodzielnie organizuje transmisję z własnym komentarzem — nie jest to retransmisja sygnału Eleven Sports. Dla widzów z niepełnosprawnością wzroku wyścig będzie dostępny z komentarzem audiodeskrypcyjnym zapewnionym przez Marcina Jaza.

Eleven Sports: pełny weekend z opcją 4K

Abonenci Eleven Sports mają kompletny pakiet od piątku. Trening F1 startuje 3 lipca o 13:25 i trwa do 14:40. Tego samego dnia, w godzinach 16:55–18:05, na żywo transmitowane są kwalifikacje do sprintu. W sobotę 4 lipca sprint odbywa się w godzinach 12:25–13:20, a kwalifikacje do wyścigu głównego — od 16:55 do 18:15. Niedzielny wyścig w Eleven Sports trwa od 15:55 do 18:00 i emitowany jest w rozdzielczości 4K.

Główną anteną dla Formuły 1 w Eleven Sports jest kanał Eleven Sports 1. Od 2026 roku wszystkie wyścigi i wybrane sesje kwalifikacyjne dostępne są w jakości 4K na kanale Eleven Sports 1 4K. Kanały Eleven Sports są dostępne u wszystkich operatorów płatnej telewizji w Polsce oraz w kilku serwisach internetowych. Skróty sprintu, kwalifikacji i wyścigu trafiają też na kanał Eleven Sports na YouTube — pełny skrót wyścigu pojawi się tam w poniedziałek 6 lipca o 20:00.

Na antenach Eleven Sports w 2026 roku emitowane są również magazyn GP Confidential oraz serial dokumentalny F2: Chasing the Dream.

W poniedziałek 6 lipca Polsat Sport pokaże obszerny skrót wyścigu — ponad 40 minut materiału — w godzinach 21:00–22:00, z komentarzem Borowczyka i Sobierajskiego. Powtórkę można obejrzeć we wtorek 7 lipca w godzinach 8:00–9:00. Co ważne, skrót udostępniany jest za darmo w internecie jeszcze przed emisją telewizyjną.

F1 TV: 4K, serie towarzyszące i 45 lat archiwum

W 2026 roku serwis F1 TV wzbogacił się o pakiet Premium z rozdzielczością 4K. Abonenci F1 TV Pro i F1 TV Premium mają dostęp do zapisów sesji w ciągu kilku minut od zakończenia transmisji na żywo. Abonenci F1 TV Access czekają nieco dłużej — zapisy stają się dostępne po niecałych dwóch dniach. Już w czwartek 2 lipca, w godzinach 16:30–17:10, F1 TV oferuje Weekend Warm-Up, który trafi również na YouTube.

F1 TV transmituje serie towarzyszące: Formułę 2, Formułę 3, F1 Academy i Porsche Supercup, a do tego daje dostęp do archiwum nagrań wyścigów z 45 lat.

Silverstone to w tym roku wyjątkowo bogaty weekend dla polskich kibiców. Obok GP Wielkiej Brytanii rozgrywana jest siódma runda Formuły 2 z udziałem Romana Bilińskiego oraz piąta runda Formuły 3, w której startuje Maciej Gładysz. Na torze pojawi się też trzecia runda F1 Academy. Transmisje Formuły 2 i Formuły 3 dostępne są w całości w kanałach Eleven Sports z polskim komentarzem oraz w F1 TV Pro/Premium po angielsku. Główny wyścig F3 w niedzielę transmitowany jest na żywo w Eleven Sports 1 w godzinach 9:25–10:15, a wyścig F2 — od 12:15 do 13:20. Wyścigi F1 Academy z polskim komentarzem dostępne są w Eleven Sports, a kwalifikacje i wyścigi można obejrzeć za darmo na YouTube po angielsku. Trening F1 Academy w piątek 3 lipca (8:45–9:25) dostępny jest wyłącznie w F1 TV.

Sześć okrążeń. Tyle Red Bull przetrzymał Verstappena na torze po drugim pit stopie Russella – z ponad dziesięciosekundową stratą do odrobienia. Holender gonił, skracał, ale nie doścignął. George Russell wygrał Grand Prix Austrii 2026 na Red Bull Ring, zapisując na liczniku czas 1:26:37.979.

Max Verstappen (Red Bull) dojechał drugi, tracąc do Russella zaledwie 1,611 sekundy. Trzecią lokatę wywalczył Kimi Antonelli (Mercedes) ze stratą 1,986 sekundy. Osiemnastolatek na ostatnim okrążeniu dosiadł się na ogon Verstappena, lecz nie zdążył nawet pomyśleć o ataku. Całe podium zmieściło się w niecałych dwóch sekundach. Trudno wyobrazić sobie ciasniejszą końcówkę.

Jak Russell wygrał wyścig, który mógł przegrać

Russell startował z pole position, Verstappen zaś z piątego miejsca na siatce. Holender szybko odrabiał straty, ale na 11. i 12. okrążeniu stoczył dwa twarde pojedynki z Hamiltonem i stracił przy tym około trzech sekund. Na mecie 12. kółka jego dystans do Russella urósł już do 6,1 sekundy.

Wyścig rozstrzygnęły pit stopy. Verstappen zjechał do alei serwisowej okrążenie przed liderem, dając Russellowi chwilę na czystym powietrzu. Przed drugim zjazdem Anglika różnica między nimi wynosiła 1,3 sekundy. Russell zjechał jako pierwszy spośród czołówki i wyjechał z prowadzeniem. Red Bull odpowiedział, zostawiając Verstappena na torze przez kolejne sześć okrążeń – i właśnie ta decyzja kosztowała go zwycięstwo.

Antonelli rozgrywał własną partię. Pierwszy pit stop wykonał pięć okrążeń po Russellu, drugi – osiem okrążeń po nim. Pierwszy zjazd trafił tuż przed pojawieniem się wirtualnej neutralizacji, co poprawiło mu pozycję. Na 12. okrążeniu Włoch tracił do Russella 7,5 sekundy – do końca wyścigu zdołał zniwelować tę lukę niemal do zera.

Za podium Oscar Piastri (McLaren) zajął czwarte miejsce ze stratą 21,809 sekundy, Lewis Hamilton (Ferrari) piąte – 26,393 sekundy za Russellem. Hamilton próbował jeszcze zagrać vabanque: podczas wirtualnej neutralizacji założył miękkie opony, jednak nie zdołał dzięki temu nadrobić czasu. Isack Hadjar (Red Bull) dojechał szósty, Lando Norris siódmy – mimo problemów z hamulcami od pierwszego metra wyścigu. Charles Leclerc (Ferrari) zamknął strefę punktową na ósmym miejscu.

Dziewiątą i dziesiątą lokatę zajęli Liam Lawson i Arvid Lindblad (obaj Racing Bulls), obaj ze stratą jednego okrążenia. Red Bull wprowadził przed tym wyścigiem duże zmiany do bolidu i oba auta dotarły do mety z punktami.

Wyścig miał też swoje ofiary. Temperatura nawierzchni przekraczała 50 stopni Celsjusza i dawała się we znaki już od początku. Obaj kierowcy Cadillaca – Sergio Perez i Valtteri Bottas – wycofali się z powodu przegrzania hamulców. Carlos Sainz (Williams) i Lance Stroll (Aston Martin) również nie ujrzeli mety. Łącznie czterech kierowców odpadło z rywalizacji, a co najmniej dwie awarie można złożyć na karb upału.

W trakcie wyścigu doszło do dwóch krótkich wirtualnych neutralizacji – pierwsza była konieczna, by ściągnąć bolid Sainza, druga, by zebrać połamany pachołek. Alpine nie zdobyło ani jednego punktu, co zdarzyło się po raz pierwszy w tym sezonie. Gasly finiszował trzynasty, Colapinto piętnasty.

Po wyścigu szef Mercedesa Toto Wolff nie ukrywał optymizmu. Stwierdził, że w tunelu aerodynamicznym czeka „spory pakiet poprawek, który na papierze zapewni im spore zyski czasowe, ale jeszcze go nie wprowadzają na tor”. Wolff zaznaczył też, że Ferrari w tym roku zużyło już dużą część dostępnego budżetu, co może odbić się na wynikach Scuderii w drugiej połowie sezonu.

Triumf w Spielbergu pozwolił Russellowi wrócić na drugie miejsce w klasyfikacji kierowców. Za tydzień Formuła 1 przenosi się na Silverstone – GP Wielkiej Brytanii będzie weekendem sprinterskim.

23 czerwca 2026 roku, podczas posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych FIA, zapadła decyzja, która zmieni brzmienie silników Formuły 1 na kolejne lata. Zatwierdzono pakiet zmian regulaminowych dla jednostek napędowych z jednym nadrzędnym celem: przesunąć proporcje mocy do poziomu 60/40 na korzyść silnika spalinowego względem układu hybrydowego. Droga do tego głosowania była jednak kręta.

Komisja F1 przyjęła pierwotny pakiet zmian już na początku maja 2026 roku. Szybko okazało się, że część producentów silników wycofała swoje poparcie – argumentowali, że proponowane regulacje uderzyłyby w ich konkurencyjność. Przez cały ten czas za zmianami konsekwentnie opowiadały się tylko Mercedes i Red Bull Ford. Reszta wymusiła kompromis.

Efektem negocjacji jest rozłożenie reform na dwa sezony: częściowe modyfikacje wejdą w życie w 2027 roku, pełne – dopiero w 2028. FIA opublikowała zaktualizowany regulamin techniczny na sezon 2027 już 26 czerwca 2026 roku, trzy dni po głosowaniu Rady.

Więcej paliwa, mocniejszy spalinowy

Kluczowym narzędziem do osiągnięcia proporcji 60/40 jest zwiększenie dostępnej dawki paliwa – o 5% w 2027 roku i aż o 13% w 2028 roku. Przepływ paliwa wzrośnie z 3000 MJ/h w sezonie 2026 do 3150 MJ/h w sezonie 2027, czyli o wspomniane 5%. FIA szacuje, że przełoży się to na maksymalną moc silnika spalinowego rzędu 450 kW.

Skala tej zmiany nabiera sensu w zestawieniu z obecnym stanem rzeczy: najsłabsze jednostki spalinowe w 2026 roku dysponują około 400 kW, a najmocniejsze silniki Red Bulla i Mercedesa osiągają w tym samym sezonie około 430 kW, czyli 585 koni mechanicznych. Wciąż jednak daleko do czasów sprzed ery hybrydowej – w 2025 roku jednostki spalinowe F1 przekraczały 850 koni mechanicznych.

Po stronie elektrycznej zmiany idą w przeciwnym kierunku. Maksymalna moc elektryczna w domyślnym trybie jazdy zostanie obniżona z 350 kW do 300 kW od 2027 roku. Poziom 350 kW zostanie jednak zachowany w trybie wyprzedzania podczas sprintów i wyścigów. Łącznie, według wyliczeń opartych na danych FIA, maksymalna moc jednostki napędowej w trybie wyprzedzania w 2028 roku wyniesie 1125–1155 koni mechanicznych.

Wzrośnie też pojemność baterii – z 4 MJ w 2026 roku do 4,5 MJ w 2027 roku, a według nieoficjalnych informacji do 5 MJ od 2028 roku. Dziś pełna bateria pozwala jechać z pełną mocą elektryczną przez zaledwie 13–14 sekund. Od 2028 roku, przy większej pojemności i nieco ograniczonej mocy maksymalnej, ten czas ma zbliżyć się do 20 sekund. Możliwość odzyskiwania energii będzie rosła stopniowo: 350 kW w 2026, 375 kW w 2027 i 400 kW w 2028 roku. Zwiększona zostanie też możliwość odzysku energii na okrążeniach formujących, zapoznawczych i za samochodem bezpieczeństwa – do 10 MJ od 2027 roku.

Kompromis ma jednak swoją cenę. Kilka zespołów planuje używać tych samych monokoków w sezonach 2026 i 2027, co uniemożliwia im zamontowanie większych zbiorników paliwa. W 2027 roku zużycie paliwa wzrośnie o 5%, co odpowiada 3–4 kilogramom na dystansie wyścigu. Skutek jest konkretny: długość niektórych wyścigów w 2027 roku zostanie skrócona o jedno, maksymalnie dwa okrążenia, a FIA zatwierdziła też ograniczenie liczby okrążeń zapoznawczych przed wyścigiem na wybranych rundach. Najbardziej odczują to kierowcy na torach takich jak Bahrajn i Singapur, zaliczanych do najbardziej paliwożernych w kalendarzu. Meksyk, jako jeden z najmniej paliwożernych obiektów, powinien uniknąć skrótów.

Tymczasem Audi, według niemieckiego Auto Motor und Sport, już rozpoczęło prace nad zupełnie nową jednostką napędową pod kątem sezonu 2028. To wymowny sygnał, jak poważnie producenci traktują nadchodzące zmiany. W tle zaś prezes FIA zabiega o wprowadzenie silników V8 w 2030 lub 2031 roku – co oznacza, że dyskusja o kierunku technicznym Formuły 1 jeszcze długo się nie zakończy.

Pierwszy set skończył się wynikiem 5:7 — i już wtedy było wiadomo, że to nie jest ten dzień. Drugi przyniósł tylko potwierdzenie: Katarzyna Kawa odpadła z turnieju WTA w Antalyi, przegrywając z Anheliną Kalininą 5:7, 2:6. Tytułu w Turcji nie będzie.

Wynik półfinału nie oddaje jednak tego, jak solidną drogę Polka przebyła przez cały tydzień. Zaczęło się 3 marca od pierwszej rundy i meczu z Majar Szarif — Kawa wygrała 6:3, 1:6, 6:2, rozstrzygając trzecią partię bez większych wątpliwości. Dzień później, 5 marca, İpek Öz nie miała już nic do powiedzenia: 6:4, 6:0. Dwie partie, żadnych komplikacji.

Prawdziwym sprawdzianem formy okazał się ćwierćfinał. 6 marca Kawa zmierzyła się z Tamarą Zidanšek i wygrała 6:1, 6:4 — pewnie, dyktując warunki gry od pierwszej do ostatniej piłki. Ten mecz otworzył jej drzwi do najlepszej czwórki turnieju.

Półfinał za wysoko

Kalinina okazała się rywalką z innej półki. Kawa zajmuje 146. miejsce w rankingu singlowym WTA — i mimo to dotarła do strefy medalowej prestiżowego turnieju w Antalyi. Porażka w półfinale boli, ale cały tydzień gry broni się sam.

Trzynasty gem trzeciego seta, dwie godziny i dwie minuty walki na Korcie Centralnym — i dopiero wtedy Iga Świątek posłała asa serwisowego, kończąc mecz. Obrończyni tytułu otarła łzy. Nie ze zmęczenia — ze szczęścia.

Tenisistka z Raszyna, rozstawiona w 139. edycji Wimbledonu z numerem trzecim, pokonała Taylor Townsend 6:1, 2:6, 6:3. Rywalka zajmuje 81. miejsce w rankingu WTA, jest leworęczna i specjalizuje się przede wszystkim w grze podwójnej — i właśnie ta specyfika zadała Świątek sporo bólu: niekonwencjonalne uderzenia, agresywna gra przy siatce, nieustanny dyskomfort.

Błyskawiczny start, bolesny regres

Pierwszy set był pokazem siły. Świątek wygrała go 6:1 po serii sześciu gemów z rzędu, a cały set trwał zaledwie 31 minut. Nic nie zapowiadało tego, co miało nadejść.

W drugim secie Townsend wyszła na 3:0 z podwójnym przełamaniem serwisu Polki. Świątek próbowała się podnieść — w ósmym gemie obroniła dwie piłki setowe i miała nawet break-pointa — lecz Amerykanka zamknęła partię przy trzeciej okazji. Set dla Townsend 6:2, czas trwania: 39 minut. Nagle mecz wyglądał zupełnie inaczej.

Decydująca partia zaczęła się od maratonu. Pierwszy gem trwał 13 minut, zawierał 9 równowag i łącznie 24 wymiany. Świątek obroniła w nim trzy break-pointy i utrzymała podanie — i to był przełom psychiczny. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa stopniowo przejmowała kontrolę: wyszła na 4:2 z przełamaniem, straciła serwis w siódmym gemie i zrobiło się 4:3, po czym natychmiast odpowiedziała przełamaniem Townsend w ósmym gemie, wychodząc na 5:3. As serwisowy. Koniec.

Statystyki nie były piękne. Świątek popełniła 10 podwójnych błędów serwisowych i aż 36 niewymuszonych błędów — liczby, które trener Francisco Roig z pewnością rozłoży na czynniki pierwsze przed kolejną rundą. Warto jednak pamiętać o kontekście: w Erze Open obrończyni tytułu odpadała z Wimbledonu w pierwszej rundzie tylko dwa razy przed rokiem 2026. Presja na Świątek była jak najbardziej realna.

W drugiej rundzie rywalką Polki będzie Czeszka Karolína Plíšková, była liderka światowego rankingu, która w pierwszej rundzie odprawiła rodaczkę Terezę Valentovą 6:3, 6:4. Plíšková to jedna z najmocniej serwujących tenisistek w historii — mecz będzie więc przede wszystkim testem serwisu. Tym razem Świątek nie może pozwolić sobie na 10 podwójnych błędów.

Zaledwie 62 minuty — i po wszystkim. Jan Zieliński oraz Luke Johnson pożegnali się z Wimbledonem 2026 już w pierwszej rundzie debla, nie stawiając praktycznie żadnego oporu. Szwajcar Jakub Paul i Amerykanin Ryan Seggerman rozebrali polsko-brytyjską parę na części, wygrywając pewnie 6:4, 6:4.

Pierwszy set rozstrzygnęło jedno przełamanie — w trzecim gemie Paul i Seggerman przejęli inicjatywę i już jej nie wypuścili. Zieliński z Johnsonem nie znaleźli odpowiedzi ani w pierwszej partii, ani w drugiej.

Majchrzak i Drzewiecki walczyli ponad dwie i pół godziny — i też odpadli

Zupełnie inny mecz, ten sam wynik. Kamil Majchrzak i Karol Drzewiecki bili się przez 155 minut, mieli dwie piłki setowe, doprowadzili do wyrównania w super tie-breaku — a jednak odpadli. Brazylijczyk Fernando Romboli i Australijczyk John Patrick Smith wygrali 5:7, 7:6 (11:9), 7:6 (10:8).

Najdotkliwszy moment nastąpił w drugim secie. Polacy prowadzili w tie-breaku 6:5, mieli piłkę meczową przy serwisie rywali — i jej nie wykorzystali. Trzecia partia musiała rozstrzygnąć się w super tie-breaku do 10 punktów. Majchrzak i 30-letni Drzewiecki odrabiali straty po 4:6, zdołali wyrównać, lecz ostatecznie nie dali rady.

1 lipca 2026 roku zapisał się jako czarny dzień polskiego debla na Wimbledonie — troje zawodników, zero awansów.

Jest jednak powód, by nie tracić głowy. Majchrzak zostaje w turnieju — w singlu czeka go w drugiej rundzie starcie z Amerykaninem Zacharym Svajdą. Do tego Hubert Hurkacz już pokazał, że trawa mu służy: w drugiej rundzie singla rozłożył Austriaka Sebastiana Ofnera 7:6 (10:8), 6:4, 6:4.

Instalacja aplikacji
Pobierz