⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Conor McGregor wróci do klatki po raz pierwszy od pięciu lat — i zrobi to w walce wieczoru największej gali roku. UFC 329 odbędzie się 11 lipca 2026 roku w Las Vegas, zamykając International Fight Week. Rywalem Irlandczyka będzie Max Holloway w długo wyczekiwanym rewanżu.

Oficjalną zapowiedź walki UFC opublikowało w połowie maja 2026 roku. W ciągu pięciu lat nieobecności 37-latek zdążył zadebiutować na srebrnym ekranie, ogłosić kandydaturę w wyborach prezydenckich, po czym się z nich wycofać. Wcześniej odpadł też zaplanowany pojedynek z Michaelem Chandlerem.

Przerwa nie była wyłącznie kwestią wyboru. W ostatniej walce McGregor złamał kość piszczelową — kontuzja, która mogła definitywnie zakończyć jego karierę. Bukmacherzy i eksperci stawiają go teraz w roli dużego underdoga. Mimo to wraca.

„Szacunek, że wciąż ma coś do udowodnienia”

Nowozelandczyk Dan Hooker — pogromca Mateusza Gamrota — skomentował powrót McGregora w programie Submission Radio. Jego ocena nie pozostawiała wątpliwości.

„Ten facet ma więcej pieniędzy niż ktokolwiek inny w tym sporcie, więc tak naprawdę nie musiał wracać do klatki i znowu walczyć. Więc szacunek dla niego, że wciąż ma w sobie tę zawziętość i wciąż ma coś do udowodnienia.”

Hooker wprost przyznał, że skala kontuzji robiła wrażenie nawet na zawodowym zawodniku.

„To złamanie nogi, którego doznał, mogło zakończyć mu karierę, a mimo to wraca. Szacunek dla niego.”

Pieniędzy McGregorowi nie brakuje — sam Hooker to przyznaje. Nikt go do tej walki nie zmuszał. A jednak 11 lipca w Las Vegas wejdzie do klatki jako underdog. Niewielu powrotów w historii UFC było jednocześnie tak wyczekiwanych i tak niepewnych w finale.

Coco Gauff zameldowała się w kolejnej rundzie Wimbledonu po jednym z bardziej nerwowych meczów na korcie nr 1. Emocje nie ograniczały się wyłącznie do tablicy wyników – w pewnym momencie jeden z serwisów Amerykanki o mało nie trafił chłopca podającego piłki.

Na papierze Gauff przychodziła do tego meczu w dobrej sytuacji: w tym roku dwukrotnie pokonała już swoją rywalkę, łącznie z trzysetową bitwą w Rzymie. Pierwszy set potwierdziła wyraźną przewagę, zgarniając ostatnie trzy gemy z rzędu. Potem jednak rywalka wyskoczyła na 5-3 w secie decydującym i serwowała po awans. Mecz wyglądał na rozstrzygnięty.

Przełamanie, tiebreak i awans

Gauff nie odpuściła. Jedyną szansę na przełamanie w trzecim secie wykorzystała, własny serwis utrzymała i wygrała tiebreaka. Liczby za nią przemawiają: 78% wygranych punktów przy pierwszym podaniu i 50% przy drugim, a do tego od 10 do 12 asów serwisowych. Cieniem na tej statystyce kładzie się pięć podwójnych błędów, które podbijały ciśnienie przez cały mecz.

Jeden z tych serwisów stał się tematem rozmów po meczu. Piłka powędrowała w stronę krzesełka sędziego i niemal musnęła jednego z chłopców podających. Gauff skomentowała to ze spokojem – próbowała posłać mocny, rotacyjny serwis na szeroką część kortu i, jak sama przyznała, po prostu „chybiła piłki”. Zdecydowanie mniej spokojnie zareagował Christopher Eubanks: przez chwilę myślał, że piłka leci prosto w jego stronę, i wprost zaznaczył, że sytuacja mogła zagrozić dzieciom podającym piłki.

W następnej rundzie Gauff zagra z Claire Liu o miejsce w 1/8 finału Wimbledonu. Po tym, co pokazała w trzecim secie, trudno kwestionować jej umiejętność gry pod presją.

USA awansowały do 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026, pokonując Bośnię i Hercegowinę 2:0 w nocy ze środy na czwartek, 1/2 lipca 2026. Ten mecz miał swojego bohatera i antybohatera w jednej osobie — 24-letni Folarin Balogun wpakował piłkę do siatki na 1:0, po czym wylądował pod prysznicem z czerwoną kartką. Mimo gry w osłabieniu Stany Zjednoczone nie tylko utrzymały prowadzenie, ale dołożyły jeszcze jedną bramkę.

Balogun wchodził w to spotkanie z trzema golami na koncie w tej edycji MŚ — jednym z lepszych dorobków całego turnieju. Około 30. minuty trafił do siatki, ale sędzia odgwizdał spalony. Napastnik nie stracił głowy i jeszcze przed przerwą doprowadził do prowadzenia 1:0. Radość selekcjonera Mauricio Pochettino trwała jednak krótko — w drugiej połowie Balogun zobaczył czerwoną kartkę i opuścił murawę.

Dziesięciu Amerykanów miało bronić cienkiego prowadzenia. Zamiast tego Malik Tillman zamknął sprawę precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego na 2:0. Cios prosto w serce bośniackiej obrony. USA, jako współgospodarz turnieju, wyszły z grupy z pierwszego miejsca i potwierdziły tę formę w fazie pucharowej.

Belgia wraca z martwych, Tielemans bohaterem dogrywki

Jeszcze większy dramat rozegrał się w meczu Senegal – Belgia. Do 86. minuty Senegalczycy prowadzili 2:0 i zdawali się spokojnie kroczyć do 1/8 finału. Potem wszystko legło w gruzach.

Romelu Lukaku i Youri Tielemans trafili kolejno do siatki, doprowadzając do dogrywki. Gdy już wydawało się, że mecz rozstrzygną rzuty karne, Tielemans wykorzystał jedenastkę w ostatnich minutach dogrywki i przypieczętował zwycięstwo Belgii 3:2.

Konsekwencja tych wyników jest prosta: w nocy 7 lipca 2026 USA zmierzą się z Belgią w 1/8 finału Mistrzostw Świata. Pochettino i jego drużyna będą jednak musieli poradzić sobie bez zawieszonego Baloguna.

86. minuta, wynik 0:2. Belgia była na kolanach. Nikt rozsądny nie stawiałby już na „Czerwone Diabły” — a jednak cztery minuty i dodatkowe pół godziny później to one awansowały do kolejnej rundy Mistrzostw Świata 2026. Bohaterem całego zamieszania okazał się Youri Tielemans.

Mecz 1/16 finału między Belgią a Senegalem rozegrano 1 lipca 2026 roku — był to drugi środowy pojedynek tej rundy. Przez długi czas na boisku rządził Senegal. Habib Diarra otworzył wynik w 25. minucie, dobijając piłkę odbitą od słupka. Do przerwy Senegal prowadził 1:0.

Zaraz po wznowieniu gry Afrykańczycy dorzucili drugiego gola. W 51. minucie Ismaila Sarr podwyższył na 2:0 po podaniu Moussy Niakhate, który dośrodkował w pole karne Belgów. Trudno było wtedy wyobrazić sobie inny wynik.

Cztery minuty, które odwróciły losy meczu

A jednak Belgia się podniosła. W 86. minucie Romelu Lukaku zdobył bramkę kontaktową — 1:2. Trzy minuty później bramkarz Senegalu minął się z piłką i Tielemans bezlitośnie wyrównał na 2:2. Remis po regulaminowym czasie gry oznaczał dogrywkę.

Rozstrzygnięcie przyszło w 117. minucie. Sędzia podyktował rzut karny dla Belgii po faulu w szesnastce Senegalu. Do piłki podszedł Tielemans — i pewnie posłał ją do siatki. Gol na 3:2, drugie trafienie pomocnika w tym meczu.

Belgia pokonała Senegal 3:2 po dogrywce i awansowała do kolejnej rundy MŚ 2026. „Czerwone Diabły” zaczęły gonić wynik w 86. minucie. Zdążyły.

To ogłoszenie padło w Monako. Przy okazji świętowania 1000. wyścigu w historii zespołu McLaren zdradził, co kibice zobaczą na Silverstone. Za kierownicą legendarnego bolidu M2B zasiadł dwukrotny mistrz świata Mika Häkkinen, a ekipa potwierdziła: właśnie ten samochód stanie się inspiracją dla wyjątkowego malowania na GP Wielkiej Brytanii 2026.

MCL40 w hołdzie dla początków

Obydwa brytyjskie zespoły — McLaren i Williams — przygotowały specjalne malowania bolidów na GP Wielkiej Brytanii 2026. Urzędujący mistrz świata Formuły 1 sięgnął po inspirację głęboko do własnej historii. MCL40 wystąpi w barwach nawiązujących do modelu M2B z 1966 roku — pierwszego bolidu F1 tej ekipy. Sześćdziesiąt lat tradycji zamknięte w jednym malowaniu.

Kolorystyka nie jest jednak wyłącznie nostalgiczna. Jaśniejsze, zahaczające o srebro odcienie to ukłon w stronę Google — jednego z kluczowych partnerów zespołu. Efekt? Retro splecione z nowoczesnością, czego można się spodziewać po ekipie z Woking.

Williams z akcentem Union Jack

Williams również zmieni barwy na GP Wielkiej Brytanii 2026, nawiązując do brytyjskiej flagi. Ingerencja jest subtelna — kilka plam farby na bokach nosa bolidu. Skromny gest, ale wymowny jak na wyścig rozgrywany na własnym podwórku. Szef zespołu James Vowles doskonale wie, że Silverstone to okazja, by pokazać się z najlepszej strony.

Dwa brytyjskie zespoły, dwa zupełnie różne podejścia do domowego grand prix. McLaren stawia na głęboki historyczny przekaz, Williams — na dyskretny patriotyczny akcent. Jedno jest pewne: na Silverstone będzie na co patrzeć jeszcze przed pierwszym okrążeniem.

Kort centralny, czwartek 2 lipca, godzina 14.30 czasu polskiego. Właśnie w tym momencie Iga Świątek, broniąca tytułu na tegorocznym Wimbledonie, stanie po drugiej stronie siatki naprzeciwko Karoliny Pliskovej. Wynik jest zero-jedynkowy: wygrana oznacza awans do trzeciej rundy, porażka – pożegnanie z najstarszym turniejem świata.

Pliskova to rywalka z bagażem doświadczeń. 34-letnia Czeszka dotarła do finału Wimbledonu w 2021 roku, a w 2017 roku przez osiem tygodni dzierżyła pierwsze miejsce w rankingu WTA. Dziś jednak jej nazwisko widnieje dopiero przy numerze 73. Winowajcą jest poważna kontuzja, która wyeliminowała ją z całego sezonu 2025. Sam powrót na kort centralny w Londynie można już uznać za jej osobisty sukces.

W bezpośrednich pojedynkach to Świątek rządzi niepodzielnie – bilans 3-0 na korzyść Polki. Ostatni raz obie zawodniczki spotkały się trzy lata temu w Montrealu. Od tamtej pory drogi się rozeszły: Czeszka walczyła z urazem, Polka umacniała pozycję w światowej czołówce.

Co dalej po 2. rundzie?

Zwyciężczyni czwartkowego meczu w 3. rundzie trafi na rozstawioną z numerem 29. Alexandrę Ealę z Filipin albo na Australijkę Mayę Joint.

Jeszcze przed meczem Świątek swój pojedynek rozegra Kamil Majchrzak. Polak, zajmujący 45. miejsce w rankingu ATP, zmierzy się z Amerykaninem Zacharym Svajdą (66. ATP) – i będzie to ich pierwsze starcie w historii. Mecz zaplanowano jako drugie spotkanie na korcie numer 17, z przewidywanym rozpoczęciem około godziny 13.30 czasu polskiego. Na tym samym korcie wcześniej, bo o 12.00, zagrają Amerykanka Emma Navarro i reprezentująca Hiszpanię Oksana Selekhmeteva.

30 czerwca 2026 roku Walker Kessler wylądował w Los Angeles. Na lotnisku, otoczony przez fanów Lakers, rzucił tylko dwa słowa:

„Jestem tutaj.”

Wymowne. Ale w NBA dwa słowa nie wystarczą, żeby zmienić klub — szczególnie gdy Utah Jazz nie zamierzają go puścić bez walki.

Kessler ma 24 lata i status restricted free agenta. To właśnie ten szczegół decyduje o wszystkim. Jazz zachowują prawo do wyrównania każdej oferty złożonej mu przez rywali, a organizacja z Salt Lake City jest opisywana wprost jako „nieugięta” w kwestii jego zatrzymania. Rob Pelinka może skonstruować ofertę, jakąkolwiek zechce — i tak uderzy w ścianę.

Rynek mówi: ponad 35 milionów rocznie

Pieniędzy na stole nie brakuje. Według Tony’ego Jonesa z The Athletic Kessler ma przed sobą wiele ofert w przedziale od średnich do wysokich 30 milionów dolarów rocznie, a do tego może negocjować strukturę kontraktu — łącznie z opcjami gracza. Ogólnie propozycje na rynku sięgają od 30 do ponad 35 milionów dolarów rocznie. Liczby, które każą zapytać wprost: czy Jazz w ogóle będą w stanie nadążyć?

Wtorek, dwa tygodnie po gali. Właśnie wtedy sieć obiegły pierwsze fotografie Ilii Topurii od tamtej feralnej nocy w Białym Domu. Na zdjęciach gruziński zawodnik ma na sobie duże ciemne okulary — i to nie jest żaden przypadek.

Topuria przegrał z Justinem Gaethje w walce wieczoru gali UFC Freedom 250, która odbyła się w Białym Domu. Były mistrz UFC nie dotrwał do piątej rundy, a z oktagonu wyszedł z pękniętymi oczodołami i złamanym nosem. Skala obrażeń twarzy aż nadto tłumaczy, dlaczego przez dwa tygodnie nie pojawił się publicznie ani razu.

Bez skalpela, ale w okularach

Dobre wieści przyniosły hiszpańskie media powołujące się na otoczenie zawodnika — Topuria nie wymagał żadnych operacji po walce. Przy pęknięciach obu oczodołów nie doszło do przemieszczeń, co otwiera drogę do gojenia zachowawczego. To kluczowa różnica: przemieszczenia oznaczają stół operacyjny, ich brak — szansę na naturalną regenerację.

Zdjęcia trafiły do sieci za sprawą Omara Montesa. Wcześniej jedynym śladem obecności Topurii w mediach społecznościowych były dwa nagrania reklamowe we współpracy z bukmacherem, na których nie widać żadnych śladów po walce — co wzbudziło niemałe poruszenie wśród kibiców.

Tuż po gali Topuria opublikował krótkie podsumowanie, w którym wprost oznajmił, że jego celem jest rewanż z Gaethjem. Ambicje jasne. Termin — już mniej.

Z obozu zawodnika początkowo płynęły sygnały, że w 2026 roku nie stoczy już żadnej walki. Pojawiły się jednak spekulacje o możliwym powrocie w grudniu 2026 roku. Ciemne okulary na twarzy i brak konieczności operacji sugerują, że regeneracja przebiega — przynajmniej na razie — zgodnie z planem.

Nieco ponad półtorej minuty — i po wszystkim. W Radomiu, na gali KSW 119, Adam Masaev rozstrzygnął jedną z walk wieczoru w sposób, który nie pozostawiał złudzeń. Czeczeński zawodnik, podopieczny Mameda Khalidova, techniką balacha poddał Konrada Rusińskiego, a chwilę później za kulisami rozgorzała wymiana zdań, którą uchwyciły kamery.

Masaev — kibice zdążyli już go ochrzcić przydomkiem „Młody Mamed” — od pierwszego gongu nie dał rywalowi chwili oddechu. Balacha, czyli dźwignia na bark wykonana w parterze, zakończyła starcie, zanim zdążyło się na dobre rozkręcić. Krótko i bez pardonu.

Khalidov kontra Oniszczuk: słowa, które nagrały kamery

Oklaski jeszcze nie ucichły, a za kulisami doszło już do spięcia uwiecznionego przez kamery KSW. Kamil Oniszczuk, związany z narożnikiem pokonanego Rusińskiego, rzucił w stronę Khalidova prowokacyjne pytanie:

„Chimaev to jest trochę wyżej, nie?”

Nawiązanie do Khamzata Chimaeva — jednego z najbardziej rozpoznawalnych czeczeńskich zawodników na światowej scenie MMA — było czytelne jak na dłoni. Khalidov, zawodnik klubu Arrachion, nie zamierzał jednak milczeć. Odpowiedział spokojnie, lecz z żelazną precyzją:

„No ale to jest Masaev, on nie jest Chimaev. Nie jest Chimaev. To Masaev.”

Trzy zdania. Żadnego zbędnego słowa. Khalidov dał tym samym jasno do zrozumienia, że jego podopieczny nie potrzebuje cudzego nazwiska, żeby budować własną wartość. Całe zajście operatorzy federacji zarejestrowali i szybko trafiło ono do sieci.

Gala KSW 119 odbyła się w Radomiu. Zwycięstwo Masaeva i powalcowe spięcie to z pewnością nie ostatnie słowo w tej historii.

Gdy Aleksander Usyk złożył pas WBA wagi ciężkiej, federacja nie potrzebowała wiele czasu na reakcję. Rosjanin Murat Gasijew, figurujący dotąd w dokumentach jako „mistrz regularny”, z dnia na dzień stał się pełnoprawnym czempionem.

Na konto Gasijewa składają się 33 zwycięstwa, zaledwie 2 porażki i 26 nokautów. Bilans trudny do zbagatelizowania. Już 11 lipca stanie do pierwszej obrony nowego tytułu — w Moskwie, na własnym terenie.

Po drugiej stronie ringu stanie Francuz Tony Yoka, złoty medalista olimpijski z Rio 2016. Na papierze asymetria jest jednak wyraźna: Yoka ma rekord 15-3 z 12 nokautami i w najnowszym rankingu WBA zajmuje dopiero 14. miejsce. Przed własną publicznością Gasijew będzie zdecydowanym faworytem.

Cztery pasy, czterech mistrzów — prawie

Awans Gasijewa to jeden z elementów szerszego przetasowania na szczycie dywizji po odejściu Usyka. Pas WBO powędrował do Daniela Duboisa — 23 wygrane, 3 porażki, 22 nokauty. WBC z kolei postawiło na niepokonanego Agita Kabayela: 27 zwycięstw, 0 porażek, 19 nokautów.

Jedynym pasem wciąż bez właściciela pozostaje ten należący do IBF. Federacja podjęła już kroki, by zapełnić tę lukę. Gdy i to się stanie, waga ciężka wkroczy w nową erę — bez Usyka, za to z czterema głodnymi mistrzami.

Instalacja aplikacji
Pobierz