⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

„Nie był zadowolony” — tak media opisywały minę Cristiano Ronaldo, gdy schodził z boiska w 81. minucie. A jednak to właśnie jego zmiennik napisał najważniejszy rozdział czwartkowego wieczoru w Toronto.

Portugalia pokonała Chorwację 2:1 w 1/16 finału MŚ 2026. Mecz rozegrano w czwartek w Toronto. Decydujące słowo należało do Gonçalo Ramosa — napastnika Milanu, który wszedł na boisko za Ronaldo w 81. minucie, a w 94. wpakował piłkę do siatki na 2:1. Przy trafieniu asystował Rafael Leão, który dograł mu piłkę głową.

Dramat w doliczonym czasie, VAR rządził wieczorem

Pierwsza połowa nie zapowiadała takiego widowiska. Skończyła się bezbramkowym remisem. Portugalia dominowała przy piłce — posiadanie przez 69% czasu — lecz już w 4. minucie Bruno Fernandes zmarnował klarowną sytuację: jego strzał z kilku metrów zatrzymał Dominik Livaković.

Po przerwie mecz eksplodował. W 53. minucie Ivan Perišić pokonał Diogo Costę strzałem lewą nogą po dośrodkowaniu z prawego skrzydła — João Cancelo nie zdołał upilnować chorwackiego skrzydłowego. Chorwaci poczuli krew. Trzy minuty później Nikola Vlašić trafił do siatki, ale VAR anulował gola z powodu spalonego.

Portugalia odpowiedziała błyskawicznie. W 58. minucie Rafael Leão trafił w poprzeczkę strzałem z dystansu. Dwie minuty później gol Cristiano Ronaldo również padł ofiarą VAR-u — spalony. Emocje sięgnęły zenitu. W 68. minucie sędzia podyktował rzut karny dla Portugalii: VAR potwierdził nieprzepisowe pociąganie za koszulkę Renato Veigi przez chorwackiego zawodnika po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Do piłki podszedł Ronaldo. Trafił. 1:1. I co istotne — był to jego pierwszy gol w fazie pucharowej mistrzostw świata.

W 80. minucie VAR po raz kolejny zabrał głos, anulując trafienie Petara Sušicia. Minutę później selekcjoner Roberto Martinez zdecydował się zmienić Ronaldo. Kapitan Portugalii nie krył niezadowolenia. Na murawę wyszedł Gonçalo Ramos — i zrobił swoje.

Chorwacja nie składała broni. W 12. minucie doliczonego czasu Joško Gvardiol trafił do siatki. VAR znów interweniował — spalony, gol nieważny. Portugalia obroniła wynik i awansowała dalej.

Dla Chorwacji to bolesne pożegnanie z turniejem. Wicemistrz świata z 2018 roku i brązowy medalista MŚ 2022 odpadł już w 1/16 finału. Warto przypomnieć, że obie drużyny rywalizowały ze sobą wyjątkowo intensywnie — w samym 2024 roku zmierzyły się aż trzy razy. Pierwsze, towarzyskie starcie wygrała Chorwacja, mecz Ligi Narodów zakończył się triumfem Portugalii, a trzecie spotkanie przyniosło remis 1:1.

Teraz Portugalia czeka na wyzwanie innej klasy. W 1/8 finału MŚ 2026 stanie naprzeciwko Hiszpanii, która w swoim meczu 1/16 finału rozbiła Austrię 3:0. Dla Martineza to mecz szczególny — Hiszpan poprowadzi Portugalię przeciwko swojej własnej ojczyźnie.

Zarządzanie energią może zmienić oblicze jednego z najsłynniejszych torów w historii Formuły 1. Przed Grand Prix Wielkiej Brytanii 2026 kierowcy biją na alarm: nowe regulacje techniczne grożą pozbawieniem Silverstone jego charakteru – a legendarny kompleks Maggotts i Becketts może przestać być tym, czym był przez dekady.

Pierwszy w historii wyścig zaliczany do mistrzostw świata Formuły 1 odbył się właśnie na tym torze – 13 maja 1950 roku. Siedemdziesiąt sześć lat później ten sam obiekt staje przed zupełnie innym wyzwaniem. Na czwartkowej konferencji prasowej przed GP Wielkiej Brytanii 2026 kierowcy nie kryli niepokoju.

Hamilton: „Zupełnie inny tor”

Temat problemów z zarządzaniem energią jako pierwszy podjął Max Verstappen – jeszcze podczas weekendu w Austrii. W Silverstone pałeczkę przejął Lewis Hamilton: rekordzista toru, siedmiokrotny mistrz świata, a od sezonu 2026 kierowca Ferrari.

„Myślę, że to będzie bezprecedensowy weekend pod względem dostarczania mocy.”

Hamilton wyjaśnił mechanizm problemu bez ogródek: brakuje energii w akumulatorach, jest tylko kilka zakrętów, na których można je podładować, więc system MGU-K będzie wyłączony przez dużą część okrążenia. Na wykresach prędkości widać, że bolidy zaczną tracić moc hybrydową już na wejściu w zakręt Copse. Skutek? Maggotts i Becketts nie będą już takie same – kierowcy będą musieli przez pewien czas odpuszczać gaz i jechać rozpędem. „To więc po prostu zupełnie inny tor” – skwitował Brytyjczyk.

Ogłoszony przed weekendem niski limit energetyczny dotyczący kwalifikacji tylko potęguje obawy. Sergio Perez nie miał wątpliwości co do skali wyzwania.

„Myślę, że to prawdopodobnie największy test, z jakim się do tej pory mierzymy od czasu Miami. Inne tory nie były tak krytyczne pod względem zarządzania energią.”

Fernando Alonso, dwukrotny mistrz świata jeżdżący dla Astona Martina, poszedł w swojej ocenie jeszcze dalej. Stwierdził wprost, że jazda bolidami F1 2026 na Silverstone nie będzie sprawiać frajdy – ani kierowcom, ani widzom. Wskazał też, dlaczego efekt jest podwójnie dotkliwy: kiedy moc spada w zakrętach, wyższy opór aerodynamiczny i opór toczenia opon przy skręcaniu kół tylko pogłębiają utratę prędkości.

Ollie Bearman z Haasa ujął to jeszcze dosadniej. Sekcja Maggotts i Becketts – jedna z najbardziej wymagających odwagi na całym kalendarzu – w sezonie 2026 wydaje się być po prostu jednym zakrętem, a fragmenty przed nią pokonuje się tak wolno z powodu braku mocy, że właściwie nie są to już zakręty. Jego kolega z zespołu Esteban Ocon przyznał, że choć w pierwszym zakręcie wciąż będzie dostępna pełna moc hybrydowa, dalej jazda z pełnym gazem nie daje już takiej satysfakcji jak w poprzednich latach.

Franco Colapinto z Alpine zaznaczył, że problemy nie są dla nikogo niespodzianką. Przed rozpoczęciem sezonu wiadomo było, że Silverstone, Australia i Suzuka będą torami trudnymi pod względem energii – ze względu na długie proste i niemal całkowity brak stref hamowania. Zmiany regulaminowe wprowadzone przed GP Miami 2026 zmniejszyły odzyskiwanie energii, co pomaga kierowcom utrzymać pełny gaz w szybkich sekcjach zakrętów – ale na Silverstone to może nie wystarczyć.

Jedynym głosem w obronie nowych regulacji był George Russell – lider formy po zwycięstwie w ostatnim wyścigu i drugi w klasyfikacji generalnej. Przed tym weekendem to on jako jedyny otwarcie pochwalił nowe przepisy. Przypomniał, że tory najbardziej wymagające pod względem energii – Melbourne i Chiny – przyniosły jak dotąd lepsze ściganie niż w przeszłości. Co do kibiców? Na Silverstone spodziewanych jest ich około 600 000 i – jak zauważył Russell – prawdopodobnie nie przejmują się zbytnio zarządzaniem energią.

Odpowiedzią na narastającą krytykę są zapowiedziane przez F1 i FIA zmiany w podziale mocy, które mają obowiązywać od sezonu 2027. Na razie jednak kierowcy muszą zmierzyć się z Silverstone takim, jakie jest – i z bolidem, który na słynnych zakrętach może okazać się zupełnie inną maszyną niż ta, którą kibice pamiętają.

Learner Tien przegrał mecz 2. rundy Wimbledonu 2026 z Martonem Fucsovicsem — i to walcząc na dwóch frontach jednocześnie: z rywalem po drugiej stronie siatki i z poważnymi dolegliwościami żołądkowymi. W pewnym momencie poprosił obsługę o kilka kromek chleba i zjadł je między gemami. Liczył, że to uśmierzy ból brzucha. Zaraz po ostatniej piłce trafił prosto do szpitala.

Stan 20-letniego Amerykanina wietnamskiego pochodzenia pogarszał się z gemem na gem, a bez lekarskiej interwencji nie dało się wyjść z kortu o własnych siłach. Tien jednak grał do końca. Przegrał w czterech setach: 7:6(6), 4:6, 6:7(4), 3:6.

Hamburgery i frytki zamiast kroplówki

Kilka godzin po wizycie na izbie przyjęć Tien wrzucił do mediów społecznościowych zdjęcie, które niejednego zaskoczyło. Na fotografii widać go przy talerzu z hamburgerami, frytkami i nuggetsami — a obok stoi lodowy deser i woda. Trudno o bardziej wymowny kontrast ze skromnymi kromkami chleba pochłoniętymi w przerwie między gemami.

Trenerem Tiena jest legenda tenisa Michael Chang. Sezon 2026 to jak dotąd najlepszy rok w karierze młodego zawodnika — pod koniec czerwca awansował na 17. miejsce w rankingu ATP, co jest rekordowym wynikiem w jego dotychczasowej karierze. Wcześniej triumfował na kortach ziemnych w Genewie, zdobywając swój drugi tytuł, choć sercem pozostaje przy nawierzchni twardej.

W jego CV są też finały juniorskich Australian Open i US Open. Wimbledon 2026 miał być kolejnym krokiem naprzód. Tym razem ciało powiedziało dość, zanim mecz dobiegł końca.

DeMar DeRozan chce jak najszybciej pożegnać się z Sacramento Kings — donosi Kelly Iko z Yahoo Sports. 36-latek szykuje się do 18. sezonu w zawodowej lidze i najwyraźniej nie zamierza spędzić go w Kalifornii na obecnych warunkach.

DeRozan liczy na szybkie zakończenie sprawy — przez zwolnienie albo wymianę. Zależy mu, żeby odejście nastąpiło raczej wcześniej niż później. Sygnały płyną też z całej ligi: menedżerowie innych drużyn NBA spodziewają się, że kontrakt DeRozana z Kings po prostu zostanie rozwiązany.

Kontrakt i finanse — komplikacja dla obu stron

Struktura umowy nie ułatwia sprawy żadnej ze stron. DeRozan ma ważny kontrakt na przyszły sezon warty nawet 25 mln dolarów, ale gwarantowana jest z niego tylko kwota 10 mln dolarów. Gdyby doszło do rozwiązania umowy, ta gwarantowana suma zostałaby rozłożona na trzy sezony. Kings zyskaliby pewien oddech pod względem cap space — DeRozan musiałby natomiast pogodzić się z niższą wypłatą w zamian za wolność i szansę na nowy rozdział.

Sacramento ma za sobą sezon, o którym wolałoby zapomnieć. Drużyna wygrała zaledwie 20 spotkań przy 62 porażkach, lądując w gronie najgorszych zespołów ligi. Klub wyraźnie stawia teraz na przebudowę wokół młodych zawodników — wśród nazwisk, na których Kings chcą opierać przyszłość, wymieniani są Darius Acuff Jr. i Keegan Murray. W tym projekcie nie ma miejsca dla 36-latka.

Sam DeRozan w sezonie 2024/25 radził sobie przyzwoicie jak na swój wiek i realia słabego zespołu. W 77 meczach — po raz piąty z rzędu przekraczając granicę 74 spotkań w sezonie zasadniczym — notował średnio 18,4 punktu, 4,1 asysty, 2,9 zbiórki i 1 przechwyt na mecz, trafiając 49,7 proc. rzutów z gry. Mimo to 18,4 pkt to jego najgorszy wynik punktowy od sezonu 2012/2013. Czas gra przeciwko niemu — choć wciąż jest zawodnikiem zdolnym wnieść realną wartość do ambitniejszego projektu.

Które z klubów zdecyduje się dać weteranowi szansę na godne pożegnanie z parkietem? Odpowiedzi całe środowisko NBA oczekuje jeszcze przed startem przygotowań do nowego sezonu.

Mateusz Gamrot stanie naprzeciwko Quillana Salkilldа jako walka wieczoru gali UFC Vegas 120. Impreza zaplanowana jest na 8 sierpnia. Dla polskiego zawodnika to kolejne wyjście na czołówkę karty – tym razem z groźnym rywalem z Australii po drugiej stronie klatki.

Main event to pięć rund po pięć minut. Krótko. Ale do finiszu może dojść dużo wcześniej – obaj panowie wchodzą do Octagonu po przekonujących wygranych i mają powody, żeby szukać spektakularnego zakończenia.

Obaj po wygranych – rywal sam poprosił o walkę

Gamrot ostatnio walczył w kwietniu 2026 roku – wtedy pokonał Ludovita Ribovicsa. Były zawodnik KSW od lat buduje pozycję w kategorii lekkiej UFC, gdzie limit wynosi 70 kilogramów.

Salkilld ma za sobą może jeszcze głośniejszy wynik. W maju 2026 roku pokonał Beneila Dariusha – zawodnika przez lata uznawanego za ścisłą czołówkę dywizji lekkiej UFC. Zaraz po tym zwycięstwie Australijczyk publicznie wyzwał Gamrota. UFC wyzwanie przyjęło. Teraz obaj spotkają się w main evencie.

Fabio Wardley wrócił na salę treningową i aktywował klauzulę rewanżową po majowej porażce z Danielem Dubois. Obóz Anglika ma jeden cel: odzyskać pas WBO wagi ciężkiej.

W połowie maja 2026 roku Dubois zatrzymał Wardleya przez TKO w jedenastej rundzie, odbierając mu mistrzostwo WBO. Walka nie była jednak jednostronna. Dubois dwukrotnie znalazł się na deskach — w pierwszej i trzeciej rundzie — zanim zdołał odwrócić jej losy i zachować pas.

„Nie ma żadnych nowych wiadomości odnośnie drugiej walki, ale aktywowaliśmy klauzulę rewanżową. Fabio wie jakie popełnił błędy i znów chce z nim zawalczyć, ale w odpowiednim czasie. Póki co odpoczywa, choć wrócił już na salę.”

Tak sytuację opisał menadżer pięściarza, Michael Ofo. Termin rewanżu wciąż nie jest znany. Ofo powołuje się jednak na wcześniejszy rewanż Wardleya z Frazerem Clarke’em — jako dowód, że jego podopieczny umie wyciągać wnioski z porażek.

„Pamiętam jego rewanż z Frazerem Clarke’em i jestem przekonany, że w tym rewanżu również sobie poradzi, odzyskując pas WBO.”

— powiedział Ofo.

Statystyki i kontekst

Do ewentualnego rewanżu Wardley wejdzie z bilansem 20-1-1 i 19 zwycięstwami przez nokaut. Dubois ma rekord 23-3 oraz 22 nokauty. Majowa walka potwierdziła to, co mówią liczby — obaj są niebezpieczni przez wszystkie rundy.

Waga ciężka żyje tymczasem w erze rozdrobnionych tytułów. Dubois rządzi w WBO, Agit Kabayel jest mistrzem WBC, Murat Gasijew dzierży pas WBA, a tytuł IBF pozostaje nieobsadzony — częściowo wskutek rezygnacji Aleksandra Usyka z jednego z pasów. W takim krajobrazie rewanż Wardley–Dubois urasta do rangi jednej z ważniejszych walk w dywizji.

1 lipca 2026 roku San Jose Sharks ogłosili jedno z największych wzmocnień defensywy w swojej historii. Do klubu trafił Darnell Nurse z Edmonton Oilers, a skład uzupełnił Jacob Trouba. Rekiny z Zatoki najwyraźniej skończyły z ostrożnym budowaniem – i wzięły się za poważne zakupy.

Nurse ma 31 lat i przyjeżdża do San Jose z bardzo konkretnym kontraktem: 9,25 miliona dolarów rocznie aż do 2030 roku. Sharks wzięli na siebie 100% jego pensji – Edmonton nie zatrzymało ani centa. W zamian generalny menedżer Mike Grier wysłał na północ dwóch młodych obrońców: 24-letniego Szakira Muchamadullina i 21-letniego Zacka Sharpa.

Nurse chciał odejść – i postawił warunki

Ta transakcja nie wzięła się znikąd. W połowie czerwca 2026 roku Nurse sam poprosił o transfer z Edmonton, a jego kontrakt zawierał klauzule blokujące jakikolwiek ruch bez jego zgody. Na liście preferencji wskazał wschód – trafił zaś na zachód, do San Jose. Obie strony musiały więc wypracować kompromis, który zadowolił zawodnika. Generalny menedżer Oilers Stan Bowman pozbył się drogiego kontraktu, płacąc za to perspektywicznym materiałem defensywnym.

Przy okazji warto wspomnieć o pewnym sportowym szczególe rodzinnym: wujkiem Nurse’a jest Donovan McNabb, legenda futbolowych Philadelphia Eagles. Sportowe geny w tej rodzinie to wyraźnie nie przypadek.

Przed przebudową trzon defensywy Sharks tworzyli Mario Ferraro i Vincent Desharnais – obaj z wygasającymi kontraktami. Luka była oczywista. Grier nie zakleił jej taśmą – wziął się za gruntowną robotę. Wcześniej klub związał się już z Michaelem Kesselringiem na cztery lata, teraz dorzucił Nurse’a i Troubę. Trzy nazwiska, trzy twarde decyzje. San Jose wyraźnie zamknęło rozdział odbudowy i stawia teraz na konkretne wzmocnienia – bez zbędnego czekania.

Komisja Odwoławcza UEFA wykluczyła MFK Karvina z Ligi Europy 2026/27. Decyzja zapadła w czwartek, 2 lipca 2026 roku. Czeski klub wywalczył przepustkę do europejskich pucharów, lecz korupcyjna przeszłość jego prezesa okazała się barierą, której nie dało się przeskoczyć.

MFK Karvina zdobyła Puchar Czech w sezonie 2025/26 — to uprawniało ją do gry w IV rundzie eliminacji Ligi Europy. Awans był w zasięgu ręki. UEFA jednak nie zamierzała przymykać oka na to, co działo się w klubie dwa lata wcześniej.

Prezes korumpował sędziów, klub płaci cenę

W sezonie 2023/24 prezes Jan Wolf dopuścił się działań korupcyjnych. Próbował przekupić sędziów, żeby MFK Karvina utrzymała się w czeskiej ekstraklasie. Plan nie wypalił — w czerwcu 2025 roku klub i tak spadł do II ligi. Teraz do spadku doszedł zakaz europejski.

Prawną podstawą wykluczenia jest art. 4.01(g) Regulaminu Ligi Europy UEFA 2026/27.

„Komisja Odwoławcza UEFA podjęła decyzję o niedopuszczeniu MFK Karvina do udziału w Lidze Europy UEFA 2026/27 z powodu niespełnienia kryterium kwalifikacyjnego wymaganego w art. 4.01(g) Regulaminu Ligi Europy UEFA 2026/27, tj. bezpośredniego i/lub pośredniego zaangażowania w działania mające na celu organizację lub wpływanie na wyniki meczów na szczeblu krajowym.”

Decyzja uruchamia efekt domina w czeskiej piłce. Miejsce Karviny jako zdobywcy krajowego pucharu w fazie play-off zajmie Viktoria Pilzno. Wakat po Viktorii w głównej ścieżce drugiej rundy kwalifikacyjnej wypełni FC Hradec Kralove, a jego slot przejmie FK Jablonec.

Zmiany odbiją się też na konkretnych parach. W II rundzie eliminacji Tromso IL zmierzy się teraz z FC Hradec Kralove, natomiast NK Varazdin zagra z FK Jablonec.

Como 1907 sfinalizowało transfer 23-letniego lewego obrońcy Kaikiego z brazylijskiego Cruzeiro. To wzmocnienie nie jest przypadkowe — klub prowadzony przez Cesca Fàbregasa zakończył poprzedni sezon Serie A na miejscu dającym prawo gry w europejskich pucharach najwyższej rangi i teraz metodycznie kompletuje skład zdolny sprostać temu wyzwaniu.

Brazylijczyk przybywa do Como na roczne wypożyczenie z obowiązkową opcją wykupu, która uruchamia się po spełnieniu określonych warunków. Cena wykupu to 12 milionów euro, do których mogą dojść jeszcze 2 miliony w bonusach. Jak na zawodnika z zaledwie jednym występem w reprezentacji Brazylii — to poważna stawka.

Kaiki przyjeżdża do Włoch z solidnym bagażem doświadczeń z Belo Horizonte. W barwach Cruzeiro rozegrał 129 spotkań, w których strzelił 2 gole i zaliczył 10 asyst. Z tym samym klubem sięgnął po mistrzostwo stanu Minas Gerais. Rzetelna, choć nie olśniewająca karta — dokładnie taka, jakiej Fàbregas szuka do swojej defensywy.

Szeroko zakrojone okno transferowe

Kaiki to jednak nie jedyne letnie wzmocnienie Como. Wcześniej klub ściągnął Andrésa Cuencę z rezerw Barcelony oraz Luisa Millę z Getafe. Do tego planowany jest wykup Álvaro Moraty z Milanu — napastnika z udokumentowanym doświadczeniem na najwyższym europejskim poziomie. Cztery ruchy w jednym okienku. Dla lombardzkiego klubu to wyraźny sygnał, że ambicje są jak najbardziej realne.

Hiszpania rozgromiła Austrię 3:0 (1:0) w czwartek 2 lipca 2026 roku i pewnie zameldowała się w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026. Bohaterem wieczoru był Mikel Oyarzabal — i to z dubletem na koncie. Austria przez większość meczu nie posłała ani jednej piłki celnie w światło bramki.

Oyarzabal otwiera i zamyka wynik

Pierwsze trafienie przyszło w 36. minucie. Oyarzabal — 29 lat, zimna głowa — przyjął podanie z bocznej strefy boiska i wykończył akcję strzałem z około 11 metrów, dając Hiszpanii prowadzenie 1:0. Sześć minut wcześniej, w 30. minucie, sędzia anulował gola Marca Cucurelli po interwencji VAR — uznano, że atakujący sfaulował austriackiego bramkarza.

Po przerwie tempo nadal narzucała La Roja. W 66. minucie Pedro Porro podwyższył na 2:0. Unai Simon przez cały mecz praktycznie się nie napracował — Austria nie oddała ani jednego celnego strzału. Finalne słowo należało do Oyarzabala: w 89. minucie ustalił wynik na 3:0.

Podopieczni Luisa de la Fuente wchodzili na to spotkanie w znakomitej formie. W fazie grupowej pokonali Urugwaj 1:0, a Arabię Saudyjską rozbili aż 4:0. Aktualny mistrz Europy po raz kolejny pokazał, że nie przyjechał tu po naukę.

Austria Ralfa Rangnicka wchodziła w to spotkanie pod ścianą — remis 3:3 z Algierią i porażka 0:2 z Argentyną zostawiły jej minimalny margines. Marzenia o awansie szybko zderzyły się z rzeczywistością.

W 1/8 finału La Roja zmierzy się z lepszym z pary Portugalia – Chorwacja. Maszyneria nakręcona, cel jasny.

Instalacja aplikacji
Pobierz