„Naparzam jak maszyna” — i trudno tu mówić o pustosłowiu. Kilka tygodni przed walką z Quillanem Salkilldem Mateusz Gamrot wrzucił na Instagram relację, która nie pozostawia wątpliwości: Polak jest gotowy.
„Ja już jestem w rytmie przygotowań. Do walki zostało bodajże 5 tygodni, a od kilku jestem już w ATT, gdzie naparzam jak maszyna. Czuję się naprawdę fenomenalnie, sparingi już rozpocząłem, także jedziemy z tym!”
Od kilku tygodni Gamrot przebywa na obozie w American Top Team — jednym z najbardziej renomowanych klubów MMA na świecie. Licząc od 4 lipca 2026 roku, do starcia z Australijczykiem Salkilldem zostało około pięciu tygodni. Sparingi już ruszyły. To etap, który mówi więcej niż jakiekolwiek zapowiedzi.
Rywal, który sam zażądał tej walki
Quillan Salkilld to zawodnik z Australii. Na siebie uwagę zwrócił w sposób, którego nie sposób zignorować — nokautując Beneila Dariusha. Zaraz po tym zwycięstwie sam wyzwał Gamrota. UFC przyjęło wyzwanie i oficjalnie zatwierdziło pojedynek w kategorii lekkiej.
Gamrot wchodzi w tę konfrontację z wiatrem w żaglach. Ostatnia walka? Wygrał z Estebanem Ribovicsem. Teraz, z ATT za plecami i solidnym blokiem sparingów w nogach, Polak wysyła czytelny komunikat — nowy pretendent z Antypodów pola nie dostanie.
29 sierpnia w Londynie Filip Hrgović wejdzie na ring z Mosesem Itaumą — i obaj wiedzą, że stawką jest coś więcej niż jeden wynik. Chorwat wynegocjował w kontrakcie zapis, który w razie wygranej daje mu prawo do walki o pas WBO wagi ciężkiej. Ten pas trzyma dziś Daniel Dubois — dokładnie ten człowiek, który zadał Hrgoviciowi jego jedyną porażkę przez TKO w 8. rundzie.
„Jeśli pokonam Itaumę, zagwarantuję sobie walkę o pas WBO wagi ciężkiej. Mam taki zapis w kontrakcie na ten pojedynek. Oczywiście dużo większe osiągnięcia ma Daniel Dubois, natomiast jeśli chodzi o mnie, to trudniejszym rywalem wydaje się Itauma. Nie dość, że będzie szybszy, to jeszcze boksuje z odwrotnej pozycji. Muszę go jednak pobić, a wtedy dostanę rewanż z Dubois.”
Hrgović wchodzi do tej walki z bilansem 20 zwycięstw — 15 przez nokaut — i jedną porażką. Po drugiej stronie liny stanie 21-letni Itauma: 14 wygranych, 12 przez KO, zero porażek. Młody, niepokonany, głodny.
Trudniejszy rywal niż Dubois?
Hrgović nie szuka dyplomacji. Mówi wprost: Itauma wydaje mu się trudniejszym przeciwnikiem niż aktualny mistrz WBO — bo jest szybszy i boksuje z odwrotnej pozycji southpaw. Przed wielką walką to rzadka szczerość. Chorwat traktuje ją jednak jak paliwo, nie jak z góry przygotowaną wymówkę.
Do sierpniowego pojedynku dołożono jeszcze jeden argument. Zwycięzca zyska status challengera do pasa IBF wagi ciężkiej, a w tej kolejce czeka już Frank Sanchez — Kubańczyk z rekordem 26 wygranych, 1 porażki i 19 nokautów. Londyn staje się skrzyżowaniem kilku dróg naraz.
Hrgović myśli jednak przede wszystkim o rewanżu. Dubois — obecny mistrz WBO z bilansem 23-3 i 22 nokautami — pozostaje celem numer jeden. Żeby się do niego dostać, Chorwat musi najpierw przejść przez jednego z najbardziej obiecujących młodych pięściarzy na świecie. Plan jest prosty. Wykonanie — już niekoniecznie.
Środa, pierwszy dzień rynku wolnych agentów NHL. Zanim zdążyły się uspokoić pierwsze ruchy, dwaj obrońcy podpisali kontrakty — każdy po 8,5 miliona dolarów rocznie. Jeden z nich właśnie związał swoją przyszłość z Las Vegas na siedem kolejnych sezonów.
Rasmus Andersson trafił do Vegas Golden Knights na siedem lat, za łącznie 59,5 miliona dolarów. Tym samym Szwed stał się najlepiej opłacanym obrońcą w całym składzie Golden Knights — co wiele mówi o tym, jak dyrektor generalny Kelly McCrimmon oceniał jego wartość. To on stał za ściągnięciem Anderssona w styczniu i to on domknął nowy kontrakt latem.
Droga do Vegas nie była ani prosta, ani tania. W styczniu 2026 roku Golden Knights przejęli Anderssona z Calgary, oddając w zamian Zacha Whiteclouda, prospekta Abrama Wiebe, pierwszą rundę draftu w 2027 roku i drugą rundę draftu w 2028 roku. Wysoka cena. Wyniki jednak szybko ją uzasadniły.
Po zmianie barw Andersson zanotował 17 punktów w 33 meczach sezonu zasadniczego, w tym 11 punktów w samych ostatnich 16 spotkaniach. Do tego 62-procentowy udział w oczekiwanych golach (xG) w końcówce sezonu — liczby, które nie wymagają komentarza. W tym samym czasie zdążył jeszcze reprezentować Szwecję na Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie.
Następca Pietrangelo i manewry pod cap
Andersson od początku miał być prawostrzelnym następcą Alexa Pietrangelo w formacji obronnej Vegas. Nowy, siedmioletni kontrakt to potwierdzenie: klub widzi w nim filar defensywy na najbliższe lata. Żeby jednak zmieścić go pod limitem płac, Golden Knights musieli rozstać się z Pawłem Dorofiejewem, który trafił do Rangers.
Siedemdziesiąta minuta, Lincoln Financial Field w Filadelfii. Kylian Mbappe ustawia piłkę na jedenastce, Orlando Gill czeka w bramce. Kapitan Francji nie zostawia mu złudzeń — precyzyjny strzał, bramkarz rzuca się w przeciwną stronę. Jeden gol. I to wystarczyło.
To był decydujący moment 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026 między Paragwajem a Francją. Trójkolorowi wygrali 0:1 (0:0) i awansowali do ćwierćfinału.
Paragwaj bronił się zaciekle, ale nie uchronił się od błędu
Francja wchodziła na boisko jako bezsprzeczny faworyt. W czterech poprzednich meczach turnieju strzeliła aż 13 goli, tracąc zaledwie dwie bramki. Paragwaj pod wodzą Gustavo Alvaro przez cały turniej zdobył łącznie tylko trzy gole — choć po drodze zdążył sprawić niemałą sensację, eliminując Niemcy w 1/16 finału.
Pierwsza połowa nie przyniosła rozstrzygnięcia. Zero do zera, bez bramek, bez przełomu. Paragwajczycy okopali się na własnej połowie, a Orlando Gill był czujny — w 54. minucie zatrzymał mocne uderzenie z dystansu Manu Kone.
Deschamps sięgnął po zmiany. W 61. minucie na murawie pojawił się Desire Doue, zastępując Bradleya Barcolę. Sześć minut później Diego Gomez sfaulował Doue w polu karnym. Sędzia Ilgiz Tantashev, po analizie VAR, wskazał na jedenasty metr. To właśnie ta zmiana odmieniła losy meczu.
Resztę zrobił Mbappe. Spokojnie, bez wahania.
W ćwierćfinale Francję czeka Maroko — rywal, który w 1/8 finału rozgromił Kanadę 3:0. Trójkolorowi zmierzą się z drużyną, która na tym turnieju nie dała przeciwnikom żadnych złudzeń.
Ile kosztuje obrona tytułu, której nie było? Dla Igi Świątek rachunek jest bezwzględny: 1870 punktów rankingowych WTA i kolejne pozycje w dół klasyfikacji.
W sobotę 4 lipca 2026 roku Świątek odpadła z Wimbledonu po przegranej z Alexandrą Ealą, kończąc przygodę z turniejem już na trzeciej rundzie. Rok wcześniej było zupełnie inaczej — Polka sięgnęła po triumf na londyńskiej trawie, a po drodze dotarła też do finału w Bad Homburgu. Oba wyniki razem dały jej 2350 punktów. Teraz te punkty po prostu znikają.
Matematyka jest bezlitosna
Mechanizm rankingu WTA działa prosto: wyniki sprzed roku zastępują tegoroczne. 2000 punktów za ubiegłoroczny triumf na Wimbledonie zostanie zastąpione zaledwie 130 punktami za tegoroczną trzecią rundę. Do tego dochodzi strata z Bad Homburga — w 2026 roku Świątek przegrała już w meczu otwarcia tamtego turnieju. Łączny ubytek? 1870 punktów.
W rankingu WTA Live 4 lipca 2026 roku Świątek miała 4539 punktów i zajmowała szóste miejsce. Po odjęciu strat jej pozycja może się jeszcze obniżyć.
Grono zawodniczek gotowych ją wyprzedzić jest szerokie. Amanda Anisimova, Karolina Muchova, Marta Kostiuk, Linda Noskova, Naomi Osaka i Belinda Bencic — ta ostatnia zajmuje obecnie 14. miejsce w rankingu WTA Live — wszystkie mają realną szansę na awans w tabeli. Anisimovej wystarczy do tego awans do ćwierćfinału Wimbledonu 2026.
Sobota 4 lipca przyniosła zresztą więcej niespodzianek. Tego samego dnia sensacyjną porażkę odnotowała również Jelena Rybakina. Jedno pozostaje jednak pewne: liderką rankingu WTA po zakończeniu turnieju zostanie Aryna Sabalenka.
Kto mógł zatrzymać Kimiego Antonellego na Silverstone? Nikt, jak się okazało w sobotę 4 lipca 2026 roku. Lider mistrzostw świata Formuły 1 zdominował kwalifikacje do GP Wielkiej Brytanii od pierwszej do ostatniej minuty i zdobył pole position z czasem 1:28.111.
Do tego nie był to jego jedyny sukces tego dnia. Przed kwalifikacjami Antonelli wygrał na Silverstone sprint — podwójne uderzenie, które jeszcze mocniej ugruntowuje jego pozycję w stawce. Na torze Silverstone Circuit po prostu nie miał sobie równych.
Leclerc przed Hamiltonem, Russell z przygodą
Tuż za Antonellim na podium startowym zameldował się Charles Leclerc, wyprzedzając Lewisa Hamiltona — Monakijczyk drugi, Brytyjczyk trzeci. Hamilton wrócił na swój domowy tor, ale wyżej niż na trzecią lokatę nie zdołał się przebić. George Russell zajął czwarte miejsce — i to mimo tego, co przydarzyło mu się w Q1.
Russell wypadł z trasy po wyjściu z Luffield, wbił się w bandę i uszkodził przednie skrzydło. Zdołał jednak samodzielnie dotoczyć bolid do garażu i ostatecznie zakwalifikował się na czwartą pozycję. Piąty był Isack Hadjar, który w Q3 okazał się szybszy od Verstappena o blisko 0,4 sekundy.
Max Verstappen nie miał najlepszego dnia — w kwalifikacjach przegrał z Lando Norrisem. Oscar Piastri zajął ósme miejsce. Arvid Lindblad wygrał bezpośrednie starcie z drugim kierowcą Racing Bulls, a do Q3 nie awansował Gabriel Bortoleto — Brazylijczyk stracił do dziesiątego Norrisa zaledwie 0,032 sekundy.
Chaos w Q1: żwir, żółte flagi i anulowane czasy
Pierwsza część kwalifikacji nie należała do spokojnych. Najlepsze czasy w Q1 wykręcili Isack Hadjar i Liam Lawson. Reszta stawki miała mniej powodów do zadowolenia.
Franco Colapinto wypadł z toru w sekcji Maggotts-Becketts, wywołując żółtą flagę — i odpadł w Q1 po raz pierwszy w sezonie 2026. Start Q2 trzeba było opóźnić, bo tor wymagał posprzątania żwiru po jego incydencie. Carlos Sainz przestrzelił hamowanie do Village, Gabriel Bortoleto nie ukończył pierwszej pomiarowej próby, a Audi wystawiło swojego kierowcę na pośredniej mieszance opon. Do domu pojechali też Esteban Ocon oraz kierowcy Cadillaca i Astona Martina.
Sędziowie mieli pełne ręce roboty. Dyrekcja wyścigu skierowała przed komisarzy domniemane przewinienie Ocona w warunkach żółtych flag. Pierre Gasly był badany pod kątem blokowania Lance’a Strolla. Najlepszy czas Sergio Pereza najpierw anulowano, a następnie przywrócono.
Sam Antonelli w Q2 też nie był bez skazy — przestrzelił hamowanie do Village i narzekał na pracę jednego z pedałów podczas pierwszego okrążenia — ale w Q3 te kłopoty nie miały już znaczenia. Warunki na torze były wymagające: 25 stopni powietrza, 42 stopnie nawierzchni i czołowe podmuchy wiatru na poziomie 3 m/s. Dla Antonellego — żaden problem.
Czy współgospodarz może odpaść z własnego turnieju, nie zmuszając rywala nawet do defensywy? W Houston odpowiedź brzmiała: tak. Kanada przegrała z Marokiem 3:0 w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026 i wraca do domu.
Mecz odbył się w sobotę, 4 lipca 2026 roku. Pierwsza połowa? Zero goli, zero wskazówek co do tego, co zaraz nastąpi. Po przerwie Marokańczycy wzięli sprawy w swoje ręce i już nie oddali inicjatywy.
W 50. minucie Achraf Hakimi dośrodkował z rzutu wolnego na niepilnowanego Azzedine’a Ounahiego — ten nie miał żadnych problemów z wykończeniem akcji. Jeden gol wystarczył, żeby mecz zmienił swój charakter zupełnie. Ounahi dołożył drugiego w 82. minucie, zaliczając dublet i de facto rozstrzygając losy spotkania. Rahimi domknął sprawę w 90+8. minucie, ustalając wynik na 3:0.
Droga Lwów Atlasu do ćwierćfinału
Maroko do tej fazy turnieju szło po trupach — dosłownie. W poprzedniej rundzie Lwowie Atlasu wyeliminowali Holandię dopiero w rzutach karnych. Kanada trafiła tu inną drogą: pewne zwycięstwo 1:0 nad Republiką Południowej Afryki dawało jej wiarę w siebie przed tym starciem. Podopieczni Jesse Marscha tej pewności siebie nie potrafili jednak przełożyć na żadną realną groźbę pod bramką Marokańczyków.
Dla Kanady — jednego ze współgospodarzy MŚ 2026 — to gorzkie pożegnanie z własnym turniejem już na etapie 1/8 finału. Maroko idzie dalej. W ćwierćfinale Lwowie Atlasu zmierzą się ze zwycięzcą pary Paragwaj – Francja.
Czy Ghana, która w fazie grupowej zdołała zatrzymać Anglików, sprawi kolejną niespodziankę? Odpowiedź nadeszła błyskawicznie — i nie pozostawiała złudzeń.
Kolumbia pokonała Ghanę 1:0 w 1/16 finału MŚ 2026 i zameldowała się w kolejnej rundzie. Wystarczyło piętnaście minut. Luis Suarez dograł piłkę ze skrzydła do Jhona Ariasa, a Arias uderzył z pierwszej nogi — bez przyjęcia, bez wahania. Bramka. Czysta i ostateczna.
Ghana nie przyjechała do tej fazy jako łatwy rywal. W fazie grupowej zatrzymała Anglików — i to dawało jej realny kredyt zaufania przed tym meczem. Kolumbia jednak była po prostu lepsza: dwa zwycięstwa i remis z Portugalią w grupie, zakończonej na pierwszym miejscu. Taki rytm trudno zatrzymać.
Diaz i Suarez rozdawali karty
Po przerwie Ghana ruszyła szukać wyrównania. Bezskutecznie — po zmianie stron bramki już nie padły. Kolumbia spokojnie trzymała wynik, a na tle całej drużyny szczególnie wyróżniali się Luis Diaz i Luis Suarez. Ten drugi nie trafił do siatki, ale asysta przy jedynej bramce meczu powiedziała wszystko — Suarez wciąż potrafi decydować o losach spotkania.
Ghana żegna się z MŚ 2026 już w fazie pucharowej. Kolumbia gra dalej.
Czy broniący tytułu mistrz świata może drżeć o awans z Republiką Zielonego Przylądka? Na przedmieściach Miami okazało się, że jak najbardziej — i to przez ponad sto minut. Argentyna ostatecznie wygrała 3:2 po dogrywce i zameldowała się w 1/8 finału MŚ 2026.
Przed 64 478 widzami podopieczni Lionela Scaloni zaczęli bez nerwów. W 29. minucie Lionel Messi otworzył wynik, dając Albicelestes prowadzenie 1:0. Spokojny wieczór? Tak się tylko wydawało.
W 59. minucie Deroy Duarte wyrównał na 1:1 i uciszył argentyńskich kibiców. Regulaminowy czas zakończył się remisem. Scaloni szukał odpowiedzi w dogrywce.
Dogrywka pełna zwrotów akcji
W 92. minucie Lisandro Martinez trafił na 2:1 i Argentyna odetchnęła. Ale nie na długo. Sidny Lopes Cabral w 103. minucie doprowadził do remisu 2:2 — i ponownie wszystko stanęło pod znakiem zapytania.
Ostatnie słowo należało jednak do Cristiana Romero. W 111. minucie obrońca Argentyny głową ustalił wynik na 3:2 i przypieczętował awans. Sędzia główny Drew Fischer z Kanady przez całe spotkanie sięgnął po żółtą kartkę zaledwie dwukrotnie — ukarał Gonzalo Montiela oraz Kevina Pinę z Republiki Zielonego Przylądka.
Argentyna zagra teraz w 1/8 finału z Egiptem. Droga po obronę tytułu trwa — choć po tym wieczorze w Miami nikt już nie będzie jej traktował jak spacer.
Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata, wrócił na Silverstone jak gospodarz. I trudno się temu dziwić.
Kierowca Ferrari wygrał trzecią część kwalifikacji sprintowych (SQ3) na Grand Prix Wielkiej Brytanii 2026 z czasem 1:28.376. To jego pierwsze pole position do sprintu od Grand Prix Chin w 2025 roku — ale piątek na Silverstone należał do niego od pierwszej do ostatniej minuty: wygrał jedyny trening, potem SQ1 i SQ2. Nie dał rywalom ani chwili oddechu.
Na drugim miejscu uplasował się Andrea Kimi Antonelli z Mercedesa, tracąc do Hamiltona zaledwie 0,011 s. Jedenaście tysięcznych. Tyle zabrakło Włochowi do pole position. Max Verstappen w Red Bullu był trzeci — 0,321 s z tyłu.
Ścisk w środku stawki
Czwarte miejsce zajął Charles Leclerc, który na swoim Ferrari stracił do kolegi z zespołu 0,327 s. George Russell (Mercedes) był piąty ze stratą 0,357 s, szóste miejsce przypadło Lando Norrisowi z McLarena — 0,364 s za Hamiltonem, a siódmy Oscar Piastri (McLaren) zamknął czołówkę ze stratą 0,396 s.
Cała pierwsza siódemka zmieściła się w niespełna czterech dziesiątych sekundy. Na Silverstone rzadko widuje się tak zwartą walkę o pozycje.
Ósmą lokatę zajął Isack Hadjar z Red Bulla, tracąc 0,459 s. Za nim Liam Lawson z Racing Bulls — dziewiąty ze stratą 0,551 s. Dziesiątkę zamknął jego zespołowy kolega Arvid Lindblad, 0,991 s za liderem.
Tuż poza granicą awansu do SQ3 zatrzymał się Pierre Gasly z Alpine — 11. miejsce, do finałowej rundy zabrakło mu mniej niż jednej dziesiątej sekundy, a jego czas w SQ2 wyniósł 1:29.482. Gabriel Bortoleto z Audi był 12. (1:29.679), Nico Hülkenberg 13. (1:29.707), Franco Colapinto z Alpine 14. (1:29.983), a Carlos Sainz z Williamsa 15. (1:30.197). Szesnasty Alexander Albon (Williams) uzyskał czas 1:30.650.
W SQ1 największego pecha zaznał Oliver Bearman z Haas F1 Team — odpadł, przegrywając walkę o awans z Alexem Albonem o zaledwie 0,010 s. Jego zespołowy kolega Esteban Ocon zakończył sesję z czasem 1:31.714. Fatalnego piątku doświadczyli też Fernando Alonso i Lance Stroll z Aston Martina, uzyskując odpowiednio 1:32.910 i 1:32.988. W stawce startują również Sergio Perez i Valtteri Bottas, reprezentujący w tym sezonie nowy zespół Cadillac.