⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Afrykańskie eliminacje do mistrzostw świata 2027 zaserwowały rzadki widok. Na parkiecie stanął zawodnik, przy którym nawet Tacko Fall wydaje się przeciętnej postury — Hamad Abouelrish z Egiptu, mierzący 235 cm wzrostu i ważący ponad 140 kg. Dla porównania: najwyżsi gracze w historii NBA, Gheorghe Muresan i Manute Bol, mierzyli po 231 cm. Fall? 229 cm. Abouelrish góruje nad wszystkimi.

Na co dzień Egipcjanin gra w libańskim klubie Homeneten Bejrut, gdzie spędza na parkiecie średnio ponad 30 minut i notuje 11,8 punktu oraz 13,4 zbiórki na mecz. W barwach egipskiego WE Sporting wyglądało to skromniej — 10 punktów, 8,6 zbiórki i 1,1 bloku przy około 20 minutach gry. Statystyki jak na środkowego solidne. Debiut w eliminacjach — już zupełnie inny rozdział.

W meczu z Mali Egipt przegrał 70:78. Abouelrish spędził na boisku zaledwie siedem minut, nie zdobył ani jednego punktu i zanotował tylko jedną zbiórkę. Siedem minut. Tyle dostał gigant, który w Bejrucie gra przez pół meczu. We wrześniu 2026 skończy 35 lat — okno na wielką karierę reprezentacyjną nie będzie stało otwarte wiecznie.

To nie pierwszy kontakt Abouelrisha z kadrą. W eliminacjach do AfroBasketu 2017 rozegrał cztery mecze, notując średnio 4 punkty i 5,3 zbiórki. Liczby, które nie rozpalają wyobraźni — wtedy ani teraz.

Tacko Fall wreszcie w Senegalu — ale tylko przez dziewięć minut

3 lipca 2026, Dakar. Tego samego tygodnia swój oficjalny debiut w reprezentacji Senegalu zaliczył Tacko Fall. Senegal pokonał Wybrzeże Kości Słoniowej, a 30-letni środkowy z doświadczeniem w Boston Celtics i Cleveland Cavaliers wszedł na boisko na dziewięć minut. Zdążył zdobyć sześć punktów, zebrać trzy piłki i zanotować jeden przechwyt. Potem upadł nieszczęśliwie i opuścił parkiet z bólem prawego kolana.

Dlaczego debiut nastąpił tak późno? Selekcjoner Senegalu DeSagana Diop — 44-letni były gracz NBA — nie owijał w bawełnę.

„Jeśli nie było go na Pucharze Narodów Afryki, to nie dlatego, że nie chciał. Za każdym razem, gdy z nim rozmawiałem, zamierzał przyjechać. Ale zawsze pojawiało się coś, co mu to uniemożliwiało.”

Bariery logistyczne i zobowiązania klubowe — nie brak chęci. Afrykańska koszykówka ma teraz dwóch gigantów w eliminacjach MŚ 2027. Pytanie, ile minut którykolwiek z nich dostanie.

Max Holloway jest wyraźnym faworytem przed rewanżem z Conorem McGregorem — i doskonale o tym wie. Ale status faworyta to dla niego nie powód, żeby rywala niedoceniać. Walka zaplanowana jest na 11 lipca, jako main event gali UFC 329 w Las Vegas. Hawajczyk mówi wprost: McGregor będzie groźny wszędzie.

Ich pierwsza konfrontacja odbyła się 13 lat temu. Wtedy lepszy okazał się Irlandczyk — wygrał jednogłośnie na punkty. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Holloway wyrósł na jednego z najlepszych pięściarzy w historii UFC, McGregor zaś wraca do oktagonu po pięcioletniej przerwie. To już zupełnie inny rewanż niż zwykłe powtórzenie tamtego starcia.

„Nie wiem, czy widzieliście te porąbane statystyki, ale Conor ma chyba pięć obaleń w UFC, z czego cztery ze mną.”

Tak Holloway skomentował pewną zaskakującą liczbę w rozmowie z ESPN MMA. Przypadek? Raczej nie. To taktyczna wskazówka — Hawajczyk otwarcie przyznaje, że McGregor może postawić na zapasy jako element niespodzianki. I właśnie to czyni go tak trudnym do rozpracowania.

„Wtedy zresztą jest najniebezpieczniejszy – gdy musi wszystko mieszać.”

Holloway powiedział to bez cienia ironii. Według niego McGregor będzie groźny w każdej płaszczyźnie walki — w stójce, w parterze, w klinchu. Żadnego obszaru nie można po prostu zignorować.

Nieoczekiwana szansa po porażce z Oliveirą

Droga do tej walki nie była dla Hollowaya prosta. Kilka miesięcy temu przegrał rewanżowe starcie z Charlesem Oliveirą. Logika podpowiadała, że to właśnie Brazylijczyk powinien dostać szansę na McGregora — UFC zdecydowało jednak inaczej i Oliveira tej walki nie otrzymał. Sam Holloway przyznaje, że po tamtej przegranej zupełnie nie spodziewał się zestawienia z Conorem. A jednak tak się stało.

Teraz Hawajczyk ma przed sobą coś więcej niż tylko rewanż. Marzy o pasie kategorii lekkiej i tytule mistrza dwóch dywizji. Czas gra rolę — pod koniec 2026 roku skończy 35 lat. Okno możliwości się zwęża.

Jeśli 11 lipca okaże się hitem, w grę wchodzi trylogia — Holloway rozważa nawet grudniowy mecz na stadionie. Najpierw jednak Las Vegas. I McGregor, który po pięciu latach nieobecności może wyciągnąć asa z rękawa.

21 listopada, gala Fight District w Łomży — Adam Kownacki znów zakłada rękawice. Wracał już po przerwach nieraz. Tym razem jest jednak inaczej: sam zasugerował, że ten wieczór może zamknąć jego zawodową karierę. Ostatni taniec.

Kownacki to jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w polskim boksie wagi ciężkiej. Latami walczył na prestiżowych galach w Stanach Zjednoczonych, budując markę w kategorii, która nie wybacza słabości. Na jego koncie są zwycięstwa nad Arturem Szpilką i Chrisem Arreolą — dwa nazwiska, które w świecie wagi ciężkiej nie wymagają komentarza.

Powrót do korzeni

Łomża to nie przypadkowy wybór. Kownacki ma z tym miastem osobisty związek i właśnie to sprawia, że gala nabiera zupełnie innego wymiaru. Nie kolejna impreza w kalendarzu — coś znacznie więcej. Dla kibiców z regionu to szansa, której się nie odpuszcza.

Stawka jest wysoka również po stronie organizatora. Fight District konsekwentnie buduje swoją pozycję na polskiej scenie sportów walki, a pozyskanie Kownackiego byłoby jednym z największych ruchów w historii tej organizacji. Jeśli to naprawdę ostatnia walka „Babyface’a” — nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby jej przegapić.

Wejherowo, finał kategorii do 80 kg. Fabian Urbański wychodzi na ring po raz czwarty w turnieju — i po raz czwarty schodzi z niego jako zwycięzca. Alan Figura nie jest w stanie zatrzymać zawodnika PGE BKS Skorpion Szczecin. Sędziowie są jednomyślni. Szóste złoto na krajowych ringach trafia do Urbańskiego.

Debiut na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski 2026 szczecińskiemu pięściarzowi wyszedł perfekcyjnie. Zawody odbyły się w Wejherowie — tym samym mieście, w którym rok wcześniej, w 2025 roku, Urbański sięgnął po złoto Mistrzostw Polski Juniorów w tej samej kategorii wagowej. Droga do tytułu wiodła przez cztery walki: pierwszą wygrał walkowerem, drugą przez poddanie, a dwie kolejne — w tym półfinał z Kazimierzem Kunickim i finał z Figurą — zdobywając jednogłośne werdykty punktowe.

Pięć lat i sześć złotych medali

Historia krajowych triumfów Urbańskiego zaczęła się w 2021 roku w Jedwabnie, gdzie jako młodzik w kategorii do 60 kg wywalczył swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Od tamtej pory nie przegrał z żadnym rodakiem. Sam szacuje, że łącznie stoczył w kraju ponad 150 pojedynków — i wszystkie zakończył zwycięstwem.

Na arenie międzynarodowej bilans wygląda równie okazale. Urbański jest Mistrzem Świata Kadetów oraz Mistrzem Europy Juniorów. W sezonie 2026 regularnie boksuje w Polskiej Lidze Boksu z rekordem 7-0, a licząc poprzednie rozgrywki — 9-0. Rok wcześniej, na Mistrzostwach Polski Juniorów, wygrał trzy pojedynki przed czasem i jeden walkowerem.

Przy okazji rozmów o krajowej niepokonalności dziennikarze pytają Urbańskiego o Damiana Durkacza — 27-latka z kategorii do 70 kg, który podobnie jak szczecinianin nie zaznał smaku porażki w Polsce. Obaj boksowali na tych samych imprezach, jednak nigdy nie stanęli naprzeciwko siebie, bo rywalizują w różnych wagach. Urbański nie traktuje Durkacza jako swojego wzoru do naśladowania.

Teraz oczy Urbańskiego zwrócone są ku Chorwacji. Najważniejsza impreza w jego kalendarzu na 2026 rok to Mistrzostwa Europy Młodzieżowców, zaplanowane na listopad. Szóste krajowe złoto to kolejny krok na tej drodze.

W sezonie 2020-21 Nico Hischier podpisał z New Jersey Devils siedmioletni kontrakt za 7,25 miliona dolarów rocznie. Wtedy nikt nie przypuszczał, że kilka lat później klub wyłoży za niego ponad 60 procent więcej. A jednak.

Szwajcarski kapitan Devils właśnie przedłużył umowę z New Jersey na pięć lat. Stawka: 11,7 miliona dolarów rocznie. Nowy kontrakt zacznie obowiązywać od sezonu 2027-28. Dokładną kwotę jako pierwszy podał Pierre LeBrun — jeden z najbardziej wtajemniczonych reporterów hokejowych w Ameryce Północnej.

Liczby wylądowały w środku wcześniejszych spekulacji. Kevin Weekes typował widełki między 11 a 13 milionami dolarów. Hischier znalazł się bliżej dolnej granicy — i Devils mogą to spokojnie uznać za udane negocjacje.

Jak kontrakt wygląda na tle pułapu płacowego?

Żeby zrozumieć skalę tej umowy, warto cofnąć się do poprzedniej. Kiedy Hischier parafował tamten kontrakt, pułap płacowy NHL wynosił 81,5 miliona dolarów, a jego 7,25 mln pochłaniało 8,9% tego limitu. Dziś, po kolejnych podwyżkach pułapu, te same 7,25 mln to już tylko 6,97% cap space’u. Nowe 11,7 mln będzie stanowić 10,3% pułapu w momencie wejścia w życie. Więcej — ale wciąż poniżej stawek, jakie płaci się za absolutną czołówkę ligi.

Connor McDavid zarabia 12,5 miliona dolarów rocznie. Jack Eichel od przyszłego sezonu będzie inkasował 13,5 miliona. Hischier plasuje się poniżej obu. Ciekawsze zestawienie: Martin Nečas podpisze kontrakt za 11,5 miliona rocznie — niemal tyle samo co kapitan Devils, który dostał o 200 tysięcy więcej.

W tym samym oknie transferowym New Jersey związało się również z Alexem Tuchem za 10,5 miliona dolarów rocznie i Darrenem Raddyshem za 8,5 miliona. Rachunek klubu rośnie. Hischier — twarz franczyzy i kapitan na lodzie — dostał swoje.

Minuta 90. Haaland cofa się kilka kroków. Ustawia piłkę. Uderza z dystansu. Bramka. Po brazylijskiej stronie cisza, po norweskiej – eksplozja. Trudno o lepsze podsumowanie wieczoru, który przejdzie do historii jako jedno z największych upokorzeń Canarinhos na mundialach.

Mecz 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026 między Brazylią a Norwegią zakończył się zwycięstwem Skandynawów 2:1. Norwegia awansowała do ćwierćfinału, a selekcjoner Stale Solbakken może świętować jedno z największych osiągnięć w całej historii norweskiej piłki.

Pierwsza połowa: zmarnowany karny i obronione szanse

Przez pierwsze 45 minut nic nie zapowiadało tego, co miało nadejść. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem 0:0. Emocji jednak nie brakowało.

Już w 4. minucie Patrick Berg wpakował piłkę do siatki – sędzia anulował trafienie z powodu spalonego. Chwilę później inicjatywę przejęła Brazylia. W 14. minucie Kristoffer Ajer sfaulował w polu karnym Matheus Cunhę i arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Bruno Guimaraes. I nie trafił. Jego strzał obronił Ørjan Nyland. Szansa, która mogła zmienić wszystko, przepadła bez śladu.

W 41. minucie Vinicius Junior, piłkarz Realu Madryt, oddał groźny strzał – znów zatrzymany przez norweskiego bramkarza. Tuż przed przerwą Alisson z kolei obronił uderzenie Martina Ødegaarda w doliczonym czasie gry. Obie drużyny schodziły do szatni z niczym.

Haaland przejmuje kontrolę w końcówce

Druga połowa długo toczyła się podobnym rytmem. Aż do 80. minuty. Andreas Schjelderup dośrodkował w pole karne, a Erling Haaland, napastnik Manchesteru City, wskoczył wyżej niż wszyscy i głową posłał piłkę do siatki. 1:0 dla Norwegii.

Brazylia próbowała odpowiedzieć. Wszedł Endrick – i przy pierwszym kontakcie z piłką zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem. To był symbol całego brazylijskiego wieczoru: szanse były, skuteczności nie było.

W 90. minucie Haaland dobił rywala. Uderzenie sprzed pola karnego, bramka, 2:0. Selekcjoner Carlo Ancelotti mógł tylko patrzeć. W doliczonym czasie gry, w 90+10. minucie, Neymar strzelił honorowego gola dla Brazylii – za mało i zdecydowanie za późno, by cokolwiek odmienić.

Do tej fazy turnieju Norwegia dotarła po wyeliminowaniu WKS wynikiem 2:1 w poprzedniej rundzie, Brazylia zaś awans do 1/8 finału wywalczyła, pokonując Japonię 2:1. Teraz drogi obu drużyn się rozchodzą – Skandynawowie grają dalej, pięciokrotni mistrzowie świata pakują walizki.

Norwegia swój ćwierćfinałowy mecz rozegra 11 lipca o godzinie 23:00 czasu polskiego w Miami. Rywalem będzie lepszy z pary Meksyk – Anglia. Haaland już czeka.

W zakręcie Stowe, w trakcie Q1, Pierre Gasly zajechał drogę Lance’owi Strollowi. Sędziom wystarczyło to, by po kwalifikacjach sięgnąć po jedną z twardszych kar przewidzianych regulaminem.

Francuz dostał trzy miejsca kary na starcie — wystartuje więc z 15. pola. Arbitrzy wskazali wprost: dane z wyświetlacza dawały Gasly’emu wystarczające ostrzeżenie o nadjeżdżającym Strollu i kierowca Alpine’a powinien był odpowiednio zareagować. Argument o niedziałającym radiu, który Gasly przedstawił w swojej obronie, nie przekonał sędziów.

Na karze Francuza zyskali Nico Hülkenberg, Oliver Bearman i Carlos Sainz — każdy przesuwa się o jedno oczko wyżej na liście startowej.

Racing Bulls z grzywną za pit lane

Na tym kłopoty ekipy się nie skończyły. Racing Bulls zapłaci 5000 euro grzywny za niebezpieczne wypuszczenie Arvida Lindblada w alei serwisowej. Zdarzenie miało miejsce w Q3 i doprowadziło do groźnej sytuacji z Oscarem Piastrim.

Jedyną dobrą wiadomością z posiedzeń sędziowskich był werdykt dotyczący Estebana Ocona. Arbitrzy nie podjęli żadnych działań w związku z domniemanym niewystarczającym zwolnieniem podczas żółtej flagi w Q1 — telemetria potwierdziła, że Ocon właściwie zwolnił w sekcji Maggotts-Becketts.

Kort Centralny Wimbledonu. Filipińska tenisistka stoi na murawie, łzy spływają jej po twarzy, a mikrofon drży w dłoni. Właśnie dokonała czegoś, o czym marzyła od dziecka. Alexandra Eala pokonała Igę Świątek wynikiem 7:6(9), 6:2 w trzeciej rundzie Wimbledonu — eliminując jedną z największych gwiazd turnieju na jej własnej scenie.

Mecz toczył się na Korcie Centralnym, tym samym, o którym Eala mówiła wprost: to jej marzenie. Pierwsza partia nie chciała się skończyć — tie-break rozstrzygnął się dopiero przy stanie 9:9. Potem przyszedł drugi set. Bezlitosny. 6:2 i po wszystkim.

„Gra na tym korcie była moim marzeniem”

Ze łzami w oczach, wciąż na murawie, Eala udzieliła wywiadu na korcie. O rywalce mówiła z autentycznym szacunkiem.

„Iga jest fenomenalną zawodniczką i naprawdę wspaniałą osobą, dlatego jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam zagrać z nią na Korcie Centralnym.”

Eala nazwała to spotkanie jednym z największych meczów w swoim życiu. Dla zawodniczki z Filipin nie był to jednak tylko triumf sportowy — to spełnienie obietnicy złożonej sobie samej wiele lat temu.

„Dla dziewczyny, która dorastała na Filipinach, chodziła na treningi codziennie po szkole z bratem i dziadkiem, w skarpetkach z falbankami, w świecących butach i z pulchnymi policzkami, to znaczy absolutnie wszystko.”

Zwycięstwo zadedykowała rodakom z Filipin, rodzinie, a także — jak sama podkreśliła — wszystkim małym dziewczynkom. Jedno zdanie, które zamknęło w sobie całą jej drogę na trawę Wimbledonu.

Awans do drugiego tygodnia wielkoszlemowego turnieju to kolejny rozdział tej historii. W czwartej rundzie Eala zmierzy się z Jasmine Paolini.

Negocjacje trwały. Trzy drużyny siedziały przy stole, deal wyglądał na bliski finalizacji — i wtedy Houston Rockets wstali i wyszli.

Brett Siegel z ClutchPoints ujawnił szczegóły negocjacji trójstronnej wymiany z udziałem Houston Rockets, Detroit Pistons i Boston Celtics. Scenariusz był spektakularny: Detroit Pistons mieli pozyskać Kevina Duranta, Boston Celtics — Alperena Senguna, a Houston Rockets w zamian za ten duet miało trafić do nich odszkodowanie w postaci Jaylena Browna. Do puli dorzucone byłyby jeszcze wybory w Drafcie na rzecz Rockets.

„Pistons zgarnęliby weterana, który stworzyłby duet z Cadem Cunninghamem”

Taki ruch rzeczywiście wstrząsnąłby ligą. Durant w Detroit u boku Cunninghama, Sengun wzmacniający obrońcę tytułu, a Rockets z 29-letnim Brownem jako nową twarzą ofensywy — każdy z trzech klubów dostawał coś, czego szukał.

Rockets powiedzieli „nie”

Wymiana rozbiła się o jeden punkt. Według Bretta Siegla to właśnie Houston Rockets wycofali się z trójstronnej wymiany, bo nie byli zadowoleni ze zwrotu, jaki otrzymaliby za swój duet — Duranta i Senguna. Rockets rozważali wymianę, w której mogliby pozyskać Browna kosztem obu tych zawodników, ale uznali w końcu, że ta cena jest po prostu za wysoka. Co istotne, Houston było gotowe handlować każdym zawodnikiem z wyjątkiem Amena Thompsona — granica istniała, tylko nie tam, gdzie spodziewały się tego pozostałe strony.

Jaylen Brown trafił ostatecznie do Philadelphia 76ers — w jednym z najgłośniejszych ruchów transferowych tego lata. Celtics, którym przepadła szansa na Senguna, odpowiedzieli inaczej: wzmocnili pozycję pod koszem, ściągając Mitchella Robinsona z New York Knicks.

Deal, który mógł zmienić oblicze całej ligi, rozpadł się na etapie kalkulacji. Rockets chcieli więcej. Nikt im tego więcej nie zaoferował.

Czerwiec 2024 roku, Olsztyn – miasto, w którym Dawid Kuczmarski przyszedł na świat, tym razem stało się sceną jego debiutu w największej polskiej organizacji MMA. Na gali KSW 95 wrocławski zawodnik poddał Morganna Gbolou gilotyną już w pierwszej rundzie. Nowy rozdział kariery jednego z najbardziej perspektywicznych zawodników polskiego półśredniaka zaczął się efektownie.

Kuczmarski urodził się 18 września 2002 roku i jest polskim zawodnikiem MMA. Mierzy 180 centymetrów wzrostu, zasięg ramion ma 183 centymetry. Trenuje w Klubie Samuraj we Wrocławiu, a od strony menedżerskiej reprezentuje go Artnox Fight Sport.

Od amatorskich ringów do zawodowstwa

Zanim trafił pod wielkie światła, Kuczmarski szlifował formę na amatorskich galach. Startował w Amatorskiej Lidze MMA, w tym w Pucharze Polski MMA w 2022 roku. W tamtym turnieju wygrał dwa starcia, po czym przegrał z Sebastianem Napierajczykiem przez poddanie. Porażka nie złamała go – wróciła jako lekcja.

Pierwszy zawodowy pojedynek stoczył we wrześniu 2020 roku. Naprzeciwko stanął Jakub Nowakowski – Kuczmarski pokonał go na pełnym dystansie. Dalej szło konsekwentnie: na gali REGOS 1 znów wygrał po trzech rundach, a na CAVEMMA 1 ograł Marcina Zająca niejednogłośną decyzją.

W 2023 roku przyszedł czas na Babilon MMA. Debiut zakończył się zwycięstwem nad Arkadiuszem Kolusem po trzech rundach, a seria była dopiero na początku – Karol Bromblik poległ na pełnym dystansie na Babilon MMA 40, Wojciech Demczura odpadł na Babilon MMA 42. Trzy wygrane z rzędu w nowej organizacji wystarczyły, żeby KSW otworzyło drzwi.

Warto odnotować zmianę kategorii wagowej. Kuczmarski walczył wcześniej w kategorii lekkiej do 70 kg, a od kilku walk startuje w kategorii półśredniej do 77 kg. To przesunięcie dało mu więcej miejsca do rozwinięcia skrzydeł.

Kariera w KSW – wzloty i chwilowy przystanek

W 2024 roku Dawid Kuczmarski dołączył do KSW. Po efektownym debiucie w Olsztynie miał stoczyć kolejną walkę – ze Stevenem Krt na KSW 98 we wrześniu 2024 roku. Nie doszło do niej z powodu kontuzji. Przerwa była frustrująca, ale krótka.

W lipcu 2025 roku Kuczmarski wrócił do klatki i pokonał Michała Guzika niejednogłośną decyzją sędziowską. Kilka miesięcy później, w listopadzie 2025 roku, ograł Krystiana Kaszubowskiego po pełnych trzech rundach – zawodnika zajmującego wówczas 10. miejsce w rankingu kategorii półśredniej KSW. Wygrana nad rankingowym rywalem to już wyraźny sygnał ambicji.

Ostatnią walką w jego dorobku było starcie z Danielem Skibińskim, absolutnym weteranem polskiego MMA. Kuczmarski wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Trzy organizacje, seria wygranych, jedno nazwisko do zapamiętania. Aktualnie zajmuje 9. miejsce w rankingu dywizji do 77 kilogramów – i wyraźnie nie zamierza się tam zatrzymywać.

Instalacja aplikacji
Pobierz