⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Fani MMA w Polsce mają powody do ekscytacji – pojawiają się doniesienia, że na pierwszej w historii gali UFC w Serbii zawalczy kolejny reprezentant naszego kraju. Wydarzenie odbędzie się 1 sierpnia w Belgradzie i już samo miejsce sprawia, że będzie to szczególny wieczór dla organizacji.

Medić w roli głównej atrakcji wieczoru

Główną walkę karty stoczy lokalny ulubieniec publiczności Uros Medić, który zmierzy się z Danielem Rodriguesem. Trzydziestotrzyletni zawodnik będzie szukał kolejnego widowiskowego skończenia i jest już bardzo blisko starcia z czołówką kategorii półśredniej – dywizji, którą wielu uważa obecnie za najmocniejszą w całym UFC.

Żadna z dotychczasowych walk Serba nie zakończyła się przed czasem sędziowskim – w organizacji ma na koncie siedem zwycięstw przy trzech porażkach. Co więcej, „The Doctor” może pochwalić się serią trzech kolejnych triumfów, z których żaden nie trwał dłużej niż dwie minuty.

Informacja nie jest jeszcze oficjalna, a negocjacje wciąż trwają, jednak wszystko wskazuje na to, że Damian Knyba otrzyma kolejną dużą walkę zaraz po styczniowej porażce z Agitem Kabayelem, nowym mistrzem WBC wagi ciężkiej, którą przegrał przez TKO w trzeciej rundzie. Tym samym pytania Mariusza Wacha o sensowność zapowiadanej wcześniej walki z Kacprem Meyną 3 października nagle nabierają nowego kontekstu.

Obecnie Knyba przygotowuje do walki Anthony’ego Joshuę, sparując z nim przed jego starciem z Kristianem Prengą. To właśnie Joshui pasy mistrzowskie odebrał swego czasu Andy Ruiz Jr – i to on, według doniesień, będzie prawdopodobnie kolejnym rywalem Polaka.

Zaawansowane rozmowy i data w Newark

Dziennikarz Mike Coppinger poinformował, że obozy obu bokserów prowadzą już konkretne negocjacje, a walka miałaby odbyć się 4 września podczas gali w Newark. Faworytem tego starcia wydaje się meksykański pięściarz, jednak jeden czynnik gra na korzyść Knyby – od końca 2019 roku Ruiz stoczył zaledwie trzy pojedynki, a od jego ostatniego występu minie wkrótce prawie dwa lata. Ostatnią walkę zremisował z Jarrellem Millerem, doznając przy tym poważnej kontuzji dłoni. Po jej wyleczeniu wrócił do treningów i pojedynek z Polakiem ma być okazją do przypomnienia się kibicom.

Iwan Demidow jako dziecko miał podobno tylko jeden plan na każdy dzień – lodowisko rano, szkoła, obiad, znowu lód po południu, kolacja, lekcje i wieczorne jazdy na dworze aż do snu. Tak wyglądały jego dni w podmoskiewskim Dmitrowie i Siergijewie Posadzie. Wtedy nie myślał o milionach dolarów – marzył wyłącznie o grze w hokeja.

W środę te marzenia przełożyły się na konkretną liczbę: dwudziestoletni napastnik podpisał ośmioletnie przedłużenie kontraktu z Montreal Canadiens warte 73,2 miliona dolarów, co daje średnioroczne obciążenie limitu płac na poziomie 9,15 miliona. Umowa zacznie obowiązywać od sezonu 2027/2028 i potrwa do 2034/2035 – Demidow będzie miał wtedy 29 lat. W kontrakcie znalazł się też rzadki dziś dodatek w postaci częściowej ochrony przed transferem.

Montreal kupuje wcześniej, zanim ceny oszaleją

Podczas gdy inne kluby tego dnia wydawały pieniądze na rynku wolnych agentów niemal bez opamiętania, generalny menedżer Kent Hughes postawił na inną strategię – zabezpieczył swojego zawodnika, zanim rynek zdążył go wycenić na najwyższym poziomie. Tegoroczna oferta nieograniczonych wolnych agentów była wyjątkowo słaba, złożona głównie z przecenionych nazwisk, więc Habs nie musieli w ogóle wchodzić w tę licytację – swojego gracza mieli już w szatni.

Demidow nie jest pierwszym, który zgodził się na kontrakt poniżej realnej wartości rynkowej. Tę tendencję zapoczątkował jeszcze Nick Suzuki, gdy drużyna dopiero się odbudowywała, a jego umowę negocjował poprzedni menedżer Marc Bergevin. W jego ślady poszli później Cole Caufield, Juraj Slafkovský, Kaiden Guhle, Noah Dobson, Mike Matheson i, rok temu, Lane Hutson. Teraz do tego grona dołączył Demidow, tworząc ósemkę zawodników związanych z klubem na warunkach korzystniejszych, niż mogliby uzyskać na otwartym rynku.

Limit płac w sezonie 2027/2028, gdy zacznie obowiązywać kontrakt Demidowa, ma sięgać około 113,5 miliona dolarów, a do 2030 roku, kiedy wygasa umowa Suzukiego, może zbliżyć się nawet do 130 milionów. Cała ósemka pochłonie wówczas niespełna 55 procent budżetu drużyny – poziom, o którym inne kluby ligi mogą jedynie pomarzyć. Ten korzystny układ ma jednak swoją datę ważności: kolejny kontrakt Suzukiego może być nawet dwukrotnie droższy od obecnego, choć na razie nikt nie mówi głośno, kiedy dokładnie ta układanka się rozpadnie.

Reprezentacja Szwajcarii awansowała do ćwierćfinału mistrzostw świata 2026 po zaciętym pojedynku z Kolumbią w 1/8 finału. Regulaminowy czas gry i dogrywka nie przyniosły goli, więc o zwycięzcy zadecydował konkurs jedenastek, w którym drużyna Murata Yakına okazała się skuteczniejsza, wygrywając 4:3.

Spotkanie od początku miało wyrównany charakter. Obie ekipy postawiły przede wszystkim na ostrożność i grę defensywną, przez co pierwsza połowa obfitowała w niewiele klarownych sytuacji podbramkowych – żadna ze stron nie chciała ryzykować, świadoma wagi tego starcia.

Brak skuteczności mimo lepszej gry po przerwie

Druga połowa przyniosła więcej emocji i wyraźnie szybsze tempo, jednak mimo kilku dogodnych okazji po obu stronach, bramkarze i obrona nie pozwolili na przełamanie impasu. Ani reprezentacja Europy, ani zespół z Ameryki Południowej nie zdołali wykorzystać swoich szans, a mecz zakończył się bezbramkowym remisem po 90 minutach i kolejnych 30 minutach dogrywki.

W decydującej serii rzutów karnych kluczową rolę odegrał bramkarz Gregor Kobel, który obronił próby kolumbijskich zawodników i zapewnił swojej drużynie awans.

Dzięki temu triumfowi Szwajcaria zagra w ćwierćfinale z Argentyną, która wcześniej pokonała Egipt 3:2. Starcie wyznaczono na niedzielę, 12 lipca, o godzinie 3:00 czasu polskiego, a jego zwycięzca zapewni sobie miejsce w półfinale tegorocznego mundialu.

„Poprosiłem Gianniego Infantino o ponowne rozpatrzenie kary dla Baloguna” — przyznał Donald Trump przed meczem. FIFA zawiesiła karę na rok, napastnik wyszedł w pierwszym składzie. I nic z tego nie wyszło. We wtorek, 8 lipca 2026 roku, Stany Zjednoczone pożegnały się z własnymi mistrzostwami świata — w Seattle Belgia rozbiła je 4:1 w 1/8 finału.

Mecz zaczął się dla gospodarzy jak zły sen. W 8. minucie Dodi Lukebakio wbiegł z piłką w pole karne i dograł w światło bramki, lecz Youri Tielemans nie trafił w piłkę. Wytchnienie trwało minutę. W 9. minucie Nicolas Raskin wstrzelił piłkę w pole karne, a Charles De Ketelaere skierował ją do siatki — 1:0 dla Belgii.

USA przez ponad dwadzieścia minut nie potrafiły oddać celnego strzału. Dopiero w 31. minucie po drugiej stronie boiska coś drgnęło. Malik Tillman uderzył z rzutu wolnego, piłka odbiła się od głowy Hansa Vanakena i zmyliła belgijskiego bramkarza — 1:1. Dla Tillmana był to już drugi taki gol z rzędu w tym turnieju.

Radość trwała dwie minuty. De Ketelaere wykorzystał dośrodkowanie Leandro Trossarda i ponownie wpisał się na listę strzelców — 2:1 dla Belgii jeszcze przed przerwą.

Błąd Freese’a przypieczętował los USA

Na drugą połowę Mauricio Pochettino wprowadził Giovanniego Reynę w miejsce Sergino Desta. Zmiana nic nie zmieniła. W 57. minucie bramkarz Matt Freese wybiegł poza własne pole karne do bezpańskiej piłki, przyjął ją — i się zawahał. De Ketelaere błyskawicznie przejął futbolówkę i podał do Vanakena, który strzelił na pustą bramkę. 3:1. Po tym golu mecz był już rozstrzygnięty.

Romelu Lukaku domknął sprawę w doliczonym czasie gry, ustalając wynik na 4:1. De Ketelaere skończył spotkanie z dwoma golami — to on był katem Amerykanów tego wieczoru.

Klęska USA wpisuje się w gorzki obraz turnieju dla wszystkich trzech gospodarzy: żaden nie przeżył 1/8 finału. Kanada odpadła po porażce z Maroko 0:3, Meksyk przegrał z Anglią 2:3. Trzy kraje, trzy eliminacje na tym samym etapie.

Belgia tymczasem awansowała do ćwierćfinału i 10 lipca o godz. 21:00 zmierzy się z Hiszpanią.

Kanał Sportowy zostanie pierwszym polskim kanałem na YouTube, który pokaże mecz II rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy na żywo. W czwartek, 23 lipca o 18:30, Raków Częstochowa zmierzy się z maltańskim Valletta FC, a całe spotkanie będzie dostępne bezpłatnie na YouTube.

Raków Częstochowy prowadzony przez Dawida Kroczka wchodzi do europejskich rozgrywek właśnie 23 lipca. Rywalem częstochowian jest Valletta FC z Malty. Rewanż wyjazdowy zaplanowano tydzień po pierwszym meczu.

„Jako pierwszy polski kanał YouTube pokażemy TYLKO U NAS mecz II rundy eliminacji Ligi Konferencji” – napisał Kanał Sportowy na Twitterze.

Ogłoszenie pojawiło się właśnie na Twitterze nadawcy. To niemały krok dla platformy, która dotąd transmitowała m.in. turnieje halowe w katowickim Spodku. Różnica jest istotna: tym razem Kanał Sportowy będzie musiał samodzielnie wyprodukować sygnał z meczu – bez wsparcia zagranicznego hosta.

Polskie kluby w Europie – kto pokaże pozostałe mecze?

W tym sezonie europejskich pucharów polskie kluby mają różnych nadawców. Domowe mecze Lecha Poznań i GKS-u Katowice pokaże Telewizja Polska. Polsat zajmie się z kolei transmisją spotkań Jagiellonii Białystok oraz Górnika Zabrze.

Transmisja Kanału Sportowego nie jest jednak pierwszym nieoczywistym rozwiązaniem przy pokazywaniu polskich klubów w Europie. Amatorski kanał Kuszo TV transmitował spotkania Polonii Warszawa w eliminacjach Ligi Europy w sezonie 2009/2010. Domowy mecz Legii Warszawa z Olimpii Rustavi w tym samym sezonie można było obejrzeć u jednego z bukmacherów. Lech Poznań i Ruch Chorzów oferowały transmisje za pośrednictwem własnych telewizji klubowych, a wyjazdowe starcie Górnika Zabrze z mołdawską Zarią Balti w sezonie 2018/2019 dostępne było w modelu pay-per-view na emocje.tv. Teraz jest jednak inaczej – profesjonalny kanał YouTube samodzielnie wyprodukuje i wyemituje mecz rangi europejskiej.

Bright Ede opuści Motor Lublin i podpisze długoterminowy kontrakt z Deportivo La Coruña. Tuż przed finałem negocjacji do gry weszła AS Roma — klub postanowił wyrwać Hiszpanom ten transfer. Nic z tego nie wyszło.

Kulisy sprawy ujawnił dziennikarz Matteo Moretto. Jak wynika z jego doniesień, 19-letni zawodnik odrzucił przeprowadzkę do Rzymu — Deportivo La Coruña było i pozostało jego pierwszym wyborem. Ede jest już w A Coruñi i czeka na domknięcie transakcji. Strony osiągnęły ustne porozumienie co do warunków pięcioletniego kontraktu.

Wychowanek Delty Warszawa na celowniku gigantów

Nie po raz pierwszy wielkie kluby kręcą się wokół Ede. W ubiegłym roku media łączyły go z Manchesterem United i Chelsea — żaden z tych transferów nie doszedł do skutku. Teraz zainteresował się nim uczestnik Ligi Mistrzów. Efekt ten sam.

Wychowanek Delty Warszawa zakończył miniony sezon Ekstraklasy z jedenastoma ligowymi występami na koncie. Skromna liczba jak na piłkarza, który rozbudza apetyt klubów z europejskiej czołówki. Motor Lublin liczył, że sprzedaż przyniesie około 10 milionów euro — dokładna kwota transakcji nie została jednak ujawniona.

Madison Keys, mistrzyni Australian Open 2025, odpadła z Wimbledonu już w 1/8 finału. Wyeliminowała ją zaledwie 21-letnia Linda Noskova. Czeszka wygrała pewnie 6:4, 7:6(2) i nie dała rywalce żadnych złudzeń. Poniedziałkowy mecz na korcie numer jeden w Londynie był dla Keys bezlitosny.

Noskova zdominowała pierwszy set, Keys odpowiedziała w drugim

Od pierwszej piłki to Noskova dyktowała warunki. W pierwszym secie przełamała Keys przy stanie 5:4 i spokojnie domknęła partię wynikiem 6:4. Na początku drugiego seta poszła za ciosem — wyszła na 2:0, odbierając rywalce podanie już przy pierwszej próbie. Keys się jednak nie złamała. Odrobiła straty, przełamując Noskovą przy czwartej okazji i wracając do gry z 1:3.

Wszystko rozstrzygnął tie-break. Noskova była w nim bezwzględna — siedem z dziewięciu punktów i wynik 7:2. Awans przypieczętowany.

To historyczna chwila dla 21-latki. Ćwierćfinał Wimbledonu 2026 to jej najlepszy wynik w Londynie. Teraz czeka na nią Belgijka Elise Mertens. Noskova ma już jednak na koncie skalp znacznie głośniejszy — w Australian Open 2024 ograła Igę Świątek.

Iga Świątek zajmuje 11. miejsce w WTA Race z dorobkiem 1954 punktów – ale po odpadnięciu z Wimbledonu jej sytuacja w wyścigu o awans na WTA Finals wygląda coraz gorzej. Polka przegrała z Alexandrą Ealą 6:7(9), 2:6 i nie obroni tytułu wywalczonego na londyńskich kortach rok wcześniej.

„Szczerze mówiąc, to nie obchodzą mnie już wyniki” – przyznała Świątek po meczu.

Tego samego dnia Naomi Osaka rozgromiła Aryną Sabalenkę 6:2, 7:6(2) i zameldowała się w ćwierćfinale Wimbledonu. Ten wynik bezpośrednio uderza w pozycję Świątek w tabeli – dystans między Osaką a Polką stopniał do zaledwie 427 punktów. Japonka zajmuje teraz 17. miejsce WTA Race z 1527 punktami i maksymalnym potencjałem 3097 pkt.

Świątek traci 781 punktów do ósmej Kostiuk

Kluczowa granica to miejsce ósme – tylko tyle zawodniczek jedzie na WTA Finals. Do zajmującej tę pozycję Marty Kostiuk Świątek traci aż 781 punktów. Ukrainka ma na koncie 2735 pkt przy maksymalnym dorobku 4495 pkt. Wyżej stoją jeszcze Coco Gauff (7. miejsce, 3134 pkt, maks. 4704 pkt) i Karolina Muchova (6. miejsce, 3400 pkt, maks. 4970 pkt).

Czołówkę WTA Race po 6 lipca 2026 roku prowadzi Mirra Andriejewa z 4999 punktami. Tuż za nią Aryna Sabalenka – 4945 pkt – wciąż utrzymuje drugą pozycję mimo sobotniej porażki. Trzecia jest Jelena Rybakina z 4627 pkt, a piąte miejsce zajmuje Jessica Pegula z 3950 pkt i maksymalnym potencjałem 5520 pkt.

Bezpośrednio za Świątek czai się Linda Noskova. Dwunasta w tabeli, 1914 punktów, możliwe maksimum 3674 pkt. Zagrożenie przychodzi więc z obu stron. W poprzednich sezonach Polka przed US Open grywała w Cincinnati oraz w Montrealu bądź Toronto – i to właśnie te turnieje staną się teraz sprawdzianem, czy jest w stanie odrobić straty i wrócić do walki o finałowy turniej sezonu.

Carlos Sainz z Williamsa przeszedł do historii Formuły 1 — ale nie w sposób, o jakim marzy jakikolwiek kierowca. Jako pierwszy zawodnik w dziejach serii otrzymał karę doliczenia okrążenia do klasyfikacji wyścigu. Werdykt ogłoszono kilka godzin po zakończeniu Grand Prix Wielkiej Brytanii na Silverstone, a jego skutki były druzgocące.

Na metę Sainz wjechał na dwunastym miejscu. Po karze wylądował na siedemnastym. Powodem był nieprawidłowy manewr wyprzedzenia samochodu bezpieczeństwa w końcówce wyścigu. Rywalizacja zamknęła się bowiem w warunkach neutralizacji, a przepisy pozwalały na wyprzedzanie safety cara wyłącznie zdublowanym bolidom — i to jedynie na przedostatnim okrążeniu.

Błąd Williamsa, nie Sainza

Sędziowie drobiazgowo odtworzyli sekwencję zdarzeń. Wysłuchali przedstawiciela zespołu, przeanalizowali dane z systemów pozycjonowania, nagrania wideo, czasy okrążeń i materiał z kamer pokładowych. Obraz wyłaniający się z analizy był skomplikowany — werdykt już nie.

Bolid numer 55 był co prawda zdublowany na linii samochodu bezpieczeństwa w momencie wjazdu do alei serwisowej, jednak ze względu na specyficzną konfigurację toru i pitlane’u na Silverstone tymczasowo oddublował się, zanim przeciął linię na końcu okrążenia. W świetle artykułu B5.13.4 c) bolid Sainza nie był zdublowany w chwili wyświetlenia komunikatu „zdublowane bolidy mogą wyprzedzać” — i tym samym nie miał prawa do wyprzedzenia safety cara.

Williams w pokoju sędziowskim przyznał się do dwóch błędów. Inżynierowie nie zauważyli, że Sainz nie figuruje na liście kierowców uprawnionych do oddublowania, i nie dostrzegli, że w regulaminowym punkcie referencyjnym kierowca nie był zdublowany. Jeden sygnał z alei serwisowej — i Sainz ruszył do wyprzedzenia, do którego nie miał prawa.

Całe zamieszanie zapoczątkowało 46. okrążenie, gdy Max Verstappen rozbił bolid w zakręcie Stowe. Wprowadzony wówczas safety car nie zjechał z toru aż do flagi w szachownicę, którą jako pierwszy odebrał Charles Leclerc. Sainz był jedynym Williamsem na mecie — teamowy kolega Alexander Albon odpadł już na okrążeniu 43. po uszkodzeniach z kolizji z Oliverem Bearmanem na starcie wyścigu.

Kara pozostaje bezprecedensowa. Żaden kierowca F1 nigdy wcześniej nie otrzymał sankcji w postaci doliczenia okrążenia. Dla Williamsa to kosztowna lekcja: jedno przeoczenie w komunikacji z boksu wystarczyło, by dwunaste miejsce zamieniło się w siedemnaste.

Instalacja aplikacji
Pobierz