Polonia Bytom ma już licencję na udział w TAURON Hokej Lidze w sezonie 2026/2027. Hokejowa centrala ogłosiła tę decyzję 13 lipca 2026 roku. Grono klubów z pewnym miejscem w ekstralidze liczy teraz osiem drużyn.
Przed bytomskim klubem licencję zdążyły uzyskać: Unia Oświęcim, ECB Zagłębie Sosnowiec, GKS Tychy, GKS Katowice, JKH GKS Jastrzębie, KH Energa Toruń oraz Comarch Cracovia — siedem drużyn z potwierdzonym startem. Polonia Bytom dołączyła do tej grupy jako ósma.
Dwa kluby wciąż czekają
Proces licencyjny jeszcze się nie zakończył. Na decyzję centrali wciąż czeka STS Sanok, a o dołączenie do grona ekstraligowców stara się też Podhale Nowy Targ. Sytuacja Podhala jest jednak odmienna — klub z Nowego Targu ubiega się o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, nie o przedłużenie dotychczasowego statusu.
Terminarz TAURON Hokej Ligi na sezon 2026/2027 zostanie ogłoszony dopiero po zamknięciu całego procesu licencyjnego. Kibice na pełny kalendarz zmagań będą musieli jeszcze poczekać.
Szymon Marciniak ma realną szansę na poprowadzenie finału Mistrzostw Świata 2026 – choć jeszcze niedawno nikt nie traktował takiego scenariusza poważnie. Coś się jednak zasadniczo zmieniło.
MŚ 2026 przyniosły poważny kryzys w sędziowaniu. Poziom arbitrażu wyraźnie spadł, a decyzje personalne Pierluigiego Colliniego – człowieka odpowiedzialnego za obsadę kluczowych meczów – wywołały szeroką falę krytyki. Tuż przed półfinałami FIFA zdecydowała się na pilną korektę dotyczącą wyznaczania sędziów. To właśnie ten ruch otworzył przed Marciniakiemniespodziewane drzwi.
Mechanizm jest prosty. Polski arbiter nie mógł prowadzić więcej niż jednego meczu Argentyny na całym turnieju. Gdy inny sędzia trafił do półfinału, Marciniak znalazł się nagle w gronie realnych kandydatów do samego finału. Collini stoi teraz przed wyborem, który może go częściowo rehabilitować w oczach krytyków.
Historia w zasięgu ręki
Stawka trudna do przecenienia. Gdyby Marciniak wyszedł na murawę w finale MŚ 2026, zostałby pierwszym sędzią w historii, który poprowadził finał Mistrzostw Świata dwa razy z rzędu. Żaden arbiter wcześniej tego nie dokonał. Dosłownie żaden.
Decyzja należy do Colliniego. Szef sędziów FIFA działa pod rosnącą presją – jego wcześniejsze wybory były szeroko krytykowane, a turniej potrzebuje mocnej, niepodważalnej obsady w decydującym spotkaniu. Marciniak, który jeszcze kilka tygodni temu w ogóle nie pojawiał się w kontekście finału, dziś uchodzi za jednego z najpoważniejszych kandydatów.
Kiedy dokładnie startuje dziesiąty weekend wyścigowy sezonu i o której godzinie zasiąść przed ekranem, żeby nie przegapić ani minuty na Spa? Mamy pełny harmonogram — godzina po godzinie.
Grand Prix Belgii 2026 to dziesiąty weekend wyścigowy sezonu, rozgrywany od 17 do 19 lipca 2026 roku. Cały sezon obejmuje 24 wyścigi — od Grand Prix Australii 8 marca po Grand Prix Abu Zabi 6 grudnia. Warto przy tym pamiętać, że Grand Prix Bahrajnu i Grand Prix Arabii Saudyjskiej zostały w tym roku odwołane.
Harmonogram sesji F1 — godziny polskiego czasu
Piątek 17 lipca należy do treningów. Pierwszy rusza o 13:30 i kończy się o 14:30, drugi — od 17:00 do 18:00. Sobota 18 lipca przynosi trzeci trening w godzinach 12:30–13:30, a kwalifikacje decydujące o pole position startują tego samego dnia o 16:00 i kończą się o 17:00.
Wyścig główny — 78 okrążeń legendarnego Spa-Francorchamps — rusza w niedzielę 19 lipca o 15:00 i trwa do 17:00. Tuż wcześniej, między 13:00 a 13:30, odbędzie się parada kierowców.
Polskie akcenty: Gładysz i Biliński na Spa
Kibice z Polski mają w ten weekend podwójny powód do śledzenia akcji. W Formule 3 startuje Maciej Gładysz — trening ma w piątek od 09:55 do 10:40, kwalifikacje tego samego dnia w godzinach 15:00–15:30. Sprint F3 na 12 okrążeń rozegra się w sobotę między 10:00 a 10:45, natomiast główny wyścig na 15 okrążeń — w niedzielę od 08:30 do 09:20.
Roman Biliński reprezentuje Polskę w Formule 2. Jego piątek zaczyna się od treningu o 11:05 i kończy o 11:50, kwalifikacje zaś odbywają się jeszcze tego samego dnia, w godzinach 15:55–16:25. Sprint F2 na 18 okrążeń to sobota od 14:15 do 15:05, a główny wyścig — 25 okrążeń — w niedzielę od 10:00 do 11:05.
W programie weekendu znalazło się też Porsche Supercup: trening w piątek od 18:30 do 19:00, kwalifikacje w sobotę od 11:20 do 11:50, wyścig w niedzielę od 11:45 do 12:20.
Formuła 1, Formuła 2 i Formuła 3 dostępne są w Polsce w Eleven Sports z polskim komentarzem oraz na platformie F1 TV Pro. Miesięczny dostęp do F1 TV Pro kosztuje 7,49 euro.
Sukces zbudowany w ułamku sekundy. Dokładnie 0,4 sekundy przed końcową syreną Polska zdobyła zwycięskie punkty, pokonując Litwę 65:64 w meczu o piąte miejsce na EuroBaskecie U20 kobiet. Reprezentacja do lat 20 zakończyła mistrzostwa Europy na piątej pozycji — i trudno wyobrazić sobie bardziej nerwowe zakończenie turnieju.
Wynik 65:64 mówi sam za siebie. Jedna bramka różnicy, pełna adrenaliny końcówka, a potem — ulga i świętowanie. Takich meczów się nie zapomina.
Łowicz w europejskiej stawce
W składzie kadry znalazła się Patrycja Tomaszkiewicz, wychowanka UMKS Księżak Łowicz. Łowicki akcent był zresztą podwójny — Maciej Siemieńczuk, trener UMKS Księżak Łowicz, wchodził w skład sztabu szkoleniowego reprezentacji narodowej U20 kobiet.
Tomaszkiewicz dała się poznać z najlepszej strony już w fazie grupowej. W meczu z Islandią, wygranym przez Polskę 86:67, łowiczanka zanotowała 12 punktów, 14 zbiórek, pięć asyst i pięć przechwytów — cyfry, przy których trudno przejść obojętnie.
Po tym zwycięstwie Polska objęła prowadzenie w grupie C z bilansem dwóch wygranych. Dobra forma z fazy grupowej przetrwała cały turniej i doprowadziła drużynę prosto do dramatycznego finału z Litwą.
Piąte miejsce w Europie to wynik, który daje do myślenia — i konkretny powód do dumy dla łowickiego środowiska koszykarskiego.
Czy pas mistrzowski OKTAGON MMA trafił w odpowiednie ręce? To pytanie rozgrzało kibiców jeszcze przed wyjściem z hali. Gong zabrzmiał — a emocje dopiero się zaczęły.
Krzysztof Jotko zdobył pas mistrzowski OKTAGON MMA. Dla polskiego zawodnika to jeden z największych momentów kariery. Tytuł zdobyty — tylko że sprawa bynajmniej nie jest zamknięta.
Zaraz po ogłoszeniu werdyktu doszło do głośnej awantury. Kontrowersje wokół rozstrzygnięcia błyskawicznie zdominowały rozmowy — w hali i w sieci jednocześnie. Nowy mistrz, stare spory.
Pas jest — ale smak zwycięstwa gorzki
Jotko odchodzi z pasa, lecz werdykt wywołał poważne emocje po obu stronach. W sportach walki ostatnie słowo zawsze należy do sędziów — i właśnie dlatego bywa najgłośniejszym słowem w całym wieczorze. Pas trafił do Jotko, a debata o słuszności tej decyzji jeszcze długo nie przycichnie.
Czy pięć lat przerwy to za długo, by wrócić na szczyt? McGregor dostał odpowiedź błyskawicznie – i była ona brutalna.
Gala UFC 329 odbyła się w Las Vegas. W roli głównej: 37-letni McGregor kontra były mistrz kategorii piórkowej Max Holloway. Dla Irlandczyka był to pierwszy powrót do oktagonu od lipca 2021 roku – wtedy złamał nogę w trzeciej walce z Dustinem Poirierem. Pięć lat oczekiwania. 69 sekund w klatce.
Do kontuzji doszło niemal natychmiast. Przy lądowaniu po efektownej próbie kopnięcia McGregor uszkodził prawe kolano, a walka została przerwana po minucie i dziewięciu sekundach. Na konferencji prasowej po gali szef UFC Dana White nie owijał w bawełnę.
„Zakładamy zerwanie więzadła krzyżowego przedniego. Tak wyglądało to od początku i podobnego zdania są lekarze” – powiedział White.
Co istotne, kontuzję jako pierwszy dostrzegł rywal. Holloway wyznał po walce: „Widziałem, że coś jest nie tak. Powiedziałem nawet: Zostawcie go, jest kontuzjowany„.
„Jestem w niewyobrażalnie mrocznym miejscu”
McGregor zaprzeczył, by przed galą cokolwiek mu dolegało, a Dana White potwierdził, że nic nie wskazywało na problemy zdrowotne Irlandczyka. Mimo to w sieci szybko pojawiło się nagranie, na którym McGregor tuż przed wejściem do oktagonu miał wyraźne trudności ze zdjęciem butów – i spekulacje ruszyły lawiną.
Były podwójny mistrz UFC opisał swój stan kilkoma zdaniami, które nie zostawiają wiele miejsca na interpretację:
„Moja głowa jest kompletnie rozwalona. Zniszczona. Przed walką nie miałem żadnej kontuzji ani urazu. Przez cały obóz przygotowawczy kopałem, także z wyskoku – tak samo za kulisami przed walką. To pojawiło się zupełnie znikąd. Jestem w niewyobrażalnie mrocznym miejscu. Mogę to opisać tylko jako piekło”.
Za te 69 sekund McGregor miał zarobić 30 milionów dolarów. Jego kontrakt z UFC opiewa na dwie walki, a rewanż planowano pierwotnie na kwiecień 2027 roku. Zerwanie ACL ten harmonogram komplikuje – i stawia przyszłość kariery 37-latka pod poważnym znakiem zapytania.
Piątkowe gale w Dublinie i Moskwie nie przyniosły polskim bokserom powodów do świętowania. Odpowiedź na pytanie, czy biało-czerwoni potrafią sprawiać niespodzianki na wyjazdach, była tego wieczoru jednoznaczna — i niezbyt budująca.
Dublin: Collins Junior wygrywa z Polasikiem, remis Oleś
Główna atrakcja dublińskiej gali miała wyraźny rys dynastyczny. Steve Collins Junior — syn byłego mistrza dwóch wag — zmierzył się z Patrykiem Polasikiem z Bydgoszczy. Po ośmiu rundach sędziowie oddali zwycięstwo Irlandczykowi, choć walka była na tyle wyrównana, że decyzja nikogo specjalnie nie zaskoczyła. Collins Junior legitymuje się rekordem 16-6-1 i 4 KO, Polasik wchodził na ring z bilansem 5-23-1 i 2 KO.
Jedyny jasny punkt dla Polski? Remis Angeliki Oleś (rekord 4-17-1, 1 KO), która wyszła z tej samej imprezy bez porażki. Reszta polskiej ekipy wróciła do domu z niczym. Łukasz Kuc (6-15-1, 5 KO) przegrał w Dublinie, tak samo Marian Wesołowski (5-25-1, 4 KO), Daniel Przewieślik (3-25-2, 3 KO) i Joanna Frąszczak (1-9, 1 KO).
Moskwa: Atajew rozbija Uzcategui, Dzukajew niepokonany
W Moskwie główny wieczór należał do Sharabutdina Atajewa. Niepokonany Rosjanin (10-0, 5 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Jose Uzcategui — byłego mistrza wagi super średniej z rekordem 34-6 i 29 KO. Wynik mówi sam za siebie: Atajew plasuje się w pierwszej trójce rankingu WBA kategorii półciężkiej, a zwycięstwo nad tak doświadczonym rywalem jeszcze bardziej cementuje jego pozycję w stawce.
Muslim Gadżimagomiedow (7-0, 4 KO) był równie bezlitosny. Meksykanin Kevin Martinez (14-2, 10 KO) nie wytrzymał do końca — jego narożnik poddał walkę po dziewiątej rundzie. Krótko i skutecznie.
W dziesięciorundowym boju David Dzukajew — wciąż bez porażki, rekord 12-0 i 7 KO — pokonał jednogłośnie Aleksieja Egorowa (13-4, 9 KO). Dla Egorowa to kolejna wpisana strata. Arsłan Jalljew (18-1, 12 KO) z kolei nie dał Muradowi Chalidowowi (12-1, 6 KO) nawet złapać rytmu — skończyło się po trzech rundach.
Co dalej z UTE Budapeszt po rozczarowującym odpadnięciu z play-off? Klub odpowiedział dwoma konkretami — do Budapesztu trafiają fiński skrzydłowy Matias Lehtonen oraz Kanadyjczyk z polskim paszportem Ben Sokay.
Lehtonen ma 30 lat i należy do najbardziej utytułowanych obcokrajowców w historii TAURON Hokej Ligi. Cztery sezony w Polsce, trzy złote medale — dwa wywalczone z GKS-em Katowice, jedno z GKS-em Tychy. Łącznie w THL rozegrał 166 spotkań i zebrał 125 punktów: 43 bramki i 82 asysty.
Ostatni sezon był dla Fina wyjątkowo burzliwy. Zaczął go w GKS-ie Tychy, skąd po słabszym starcie rozstał się z klubem za porozumieniem stron. Kolejny przystanek to czeski Pirati Chomutov — tam jednak miejsca w podstawowej szóstce nie wywalczył. Tuż przed zamknięciem okna transferowego wrócił na polskie lody: w JKH GKS Jastrzębie zastąpił kontuzjowanego Fredrika Forsberga. W dziewięciu meczach dla jastrzębskiego klubu strzelił 2 gole i dołożył 4 asysty. Teraz nowy rozdział — tym razem na Węgrzech.
Sokay wraca do Europy Środkowej
Drugim nowym nabytkiem UTE jest Ben Sokay — Kanadyjczyk z polskim paszportem. W latach 2023–2025 bronił barw GKS-u Katowice: 101 meczów w TAURON Hokej Lidze i 68 punktów na koncie (29 goli, 39 asyst). Ostatni sezon spędził we Francji, w Les Jokers de Cergy-Pontoise, gdzie w 49 spotkaniach 19 razy trafiał do siatki i zanotował 26 asyst.
UTE Budapeszt gra w rumuńsko-węgierskiej Erste Lidze. Poprzedni sezon klub skończył na trzecim miejscu po fazie zasadniczej, po czym odpadł już w ćwierćfinale play-off. Obaj transferowani mają pomóc budapeszteńskiemu zespołowi zrobić w nadchodzących rozgrywkach krok dalej, niż udało się dotąd.
Lepszego sprawdzianu przed sezonem trudno sobie wyobrazić. Jagiellonia Białystok zmierzyła się z klubem, który w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów namieszał na całą Europę — i wyszła z tego starcia z tarczą.
Podopieczni Adriana Siemieńca przebywają na zgrupowaniu w austriackim Hopfgarten-Markt. Kulminacją obozu okazał się sparing z cypryjskim Pafos FC — rywalem z górnej półki. Pafos to bowiem rewelacja poprzedniej edycji Ligi Mistrzów: w fazie ligowej zdobył dziewięć punktów i do rundy pucharowej nie awansował wyłącznie z powodu gorszej różnicy bramek. Jagiellonia nie dała się zaskoczyć — wygrała 1:0.
Bohatera nie trzeba było długo szukać. W 39. minucie Dawid Drachal wbiegł w pole karne i strzałem z bliska otworzył wynik. Jeden gol wystarczył. Drużyna Siemieńca zagrała w optymalnym składzie, a przewaga utrzymała się do końca.
Debiuty nowych twarzy
Kibice Jagiellonii mieli w tym meczu dodatkowy powód do zainteresowania — dwa pierwsze występy w nowych barwach. W 34. minucie na murawę weszli napastnik Nik Prelec oraz obrońca Rodrigo Conceicao — obaj po raz pierwszy jako zawodnicy białostockiego klubu. Każdy z nich rozegrał blisko pół godziny, schodząc z boiska po godzinie gry.
Mecz z Pafos był drugim spotkaniem kontrolnym podczas austriackiego obozu. Wcześniej Jaga bezbramkowo zremisowała z ukraińską Polissią Żytomierz. Zanim drużyna w ogóle wyleciała za granicę, zdążyła już solidnie rozgrzać się w sparingach na krajowym podwórku — rozgromiła reprezentację województwa podlaskiego 11:0, a potem ograła Pogoń Siedlce 4:1.
Zgrupowanie zakończy się 17 lipca. Ostatnim rywalem będzie duński Nordsjaelland, a dzień później — 18 lipca — drużyna wróci do Polski.
Czy Mohamed Salah zamieni 20-krotnego mistrza Anglii na boiska Major League Soccer? Serwis The Athletic donosi, że legenda Liverpoolu może niebawem trafić do jednego z klubów amerykańskiej ligi. I to za darmo.
Konkretny adres już jest. Na celowniku znalazł się Sporting Kansas City, którego władze serio rozważają sprowadzenie Egipcjanina na zasadzie wolnego transferu. Oznaczałoby to, że 34-letni napastnik pożegnałby Anfield bez grosza opłaty odstępnego.
Lewandowski już jest. Salah następny?
Ewentualne przenosiny Salaha do MLS nabrałyby szczególnego wymiaru w cieniu innego głośnego ruchu na rynku. Robert Lewandowski podpisał umowę z Chicago Fire — a to oznacza, że liga mogłaby wkrótce zgromadzić dwóch z największych europejskich gwiazd minionej dekady pod jednym dachem. Dwie legendy, jeden kontynent.
Kansas City to jednak nie jedyna opcja. Zainteresowanie piłkarzem sygnalizują też kluby z czołowych lig Europy i Saudi Pro League. Sam Salah jak dotąd nie wskazał preferowanego kierunku — karta wciąż jest odkryta.
Lato nie zaczęło się dla niego łatwo. Egipt odpadł w 1/8 finału mistrzostw świata, przegrywając z Argentyną 2:3 mimo prowadzenia 2:0. Gorący rynek transferowy może być jedyną dobrą wiadomością z ostatnich tygodni.
Liverpool — klub, z którym Salah sięgnął po mistrzostwo Anglii — może wkrótce pożegnać się z jednym ze swoich największych idoli. Gdzie ostatecznie trafi? Tego jeszcze nikt nie wie.