Jannik Sinner wygrał Wimbledon 2026 i dołożył do gabloty piąty tytuł wielkoszlemowy w karierze. W finale pokonał Alexandra Zvereva, który mimo tej porażki wspiął się na drugie miejsce w rankingu ATP. Turniej miał jednak swojego drugiego bohatera – Arthura Fery’ego. 25-latek z dziką kartą stał się nowym ulubieńcem Wimbledonu.
Sinner – maszyna nie do zatrzymania
Włoch przeszedł przez korty bez straty seta aż do półfinału, a łącznie w całym turnieju oddał zaledwie dwie partie – obie jeszcze w pierwszej rundzie. Po drodze do finału rozbił Novaka Djokovicia w trzech setach. Dla 39-letniego Serba, który wciąż poluje na 25. tytuł wielkoszlemowy, to kolejna bolesna porażka. Na konferencji prasowej zapytany o serwis Włocha odpowiedział lakonicznie:
„Was. Was. That’s the reality. Was.”
W finale Zverev nie znalazł żadnego lekarstwa na dominację Sinnera. Niemiec przychodził na trawę po swoim pierwszym tytule wielkoszlemowym, wywalczonym na Roland Garros 2026 pod nieobecność Sinnera i Alcaraza. Po meczu nie ukrywał frustracji:
„Jannik. I don’t really like you anymore. I lost to you 9 times in a row.”
Sam Sinner podczas ceremonii wręczenia trofeów zaapelował o powrót Carlosa Alcaraza, który w tegorocznym Wimbledonie nie wystąpił:
„We hope Carlos is coming back as well… because tennis needs him.”
Arthur Fery – narodziny nowego idola
Największą niespodzianką całego turnieju był Arthur Fery. 25-latek dostał dziką kartę i dotarł aż do półfinału – jako pierwszy tenisista w historii, który osiągnął ten etap wielkiego szlema, startując z takiego zaproszenia. Po drodze w pięciosetowej wojnie wyeliminował 35-letniego Grigora Dimitrowa. Dopiero Sinner był w stanie go zatrzymać. Po turnieju Fery awansował na 36. miejsce w rankingu ATP i został pierwszą rakietą Wielkiej Brytanii.
Dimitrow nie wychodzi z Wimbledonu bez żadnych pozytywów – wcześniej zdążył wyeliminować Jakuba Mensika oraz Mateo Berettiniego. Ostatecznie jednak wyczerpujący maraton z Ferym zakończył jego przygodę z turniejem.
Polskie akcenty – wzlot Majchrzaka, pech Hurkacza
Hubert Hurkacz dotarł do czwartej rundy, tracąc po drodze zaledwie jednego seta. Prowadził 2:0 w meczu o ćwierćfinał, gdy doznał kontuzji mięśni brzucha i musiał zakończyć grę. W rankingu ATP wylądował na 68. miejscu.
Kamil Majchrzak przyjechał do Londynu z wiatrem w żaglach – w 's-Hertogenbosch wygrał swój pierwszy tytuł w głównym cyklu ATP, w wieku 30 lat. Na trawie Wimbledonu zabrakło jednak kontynuacji tej formy i odpadł już w drugiej rundzie. Efekt? Spadek o 21 pozycji w rankingu ATP. Paradoksalnie jednak po turnieju Majchrzak zajmuje 66. miejsce – dwa oczka wyżej od Hurkacza.
Rozczarowani faworyci
Głośnych wpadek też nie brakowało. Ben Shelton – 23-latek z 6. miejsca na świecie – odpadł już w pierwszej rundzie, przegrywając w pięciu setach z Ottem Virtanenem z Finlandii, notowanym wówczas na 126. miejscu. Wcześniej Shelton pożegnał się z Roland Garros 2026 w drugiej rundzie, co sprawia, że tegoroczna seria mułowa i trawiasta boli go wyjątkowo mocno.
Daniił Miedwiediew, 30-latek z 8. miejsca w rankingu, odpadł w trzeciej rundzie. Pokonał go Jan-Lennard Struff w trzech setach. W tym samym etapie pożegnał się też João Fonseca – 19-latek przegrał z Romanem Safiullinem.
Wimbledon 2026 przypieczętował jedno: Sinner na trawie jest nie do ruszenia. Reszta stawki wciąż szuka odpowiedzi na pytanie, jak go zatrzymać.
Iga Świątek pożegnała się z Wimbledonem 2026 już w trzeciej rundzie — i zapłaciła za to wysoką cenę w rankingu WTA. 25-letnia Polka przyjeżdżała do Londynu jako tytułująca mistrzyni, lecz jej obrona trofeum zakończyła się porażką z Alexandrą Ealą z Filipin. W nowym zestawieniu WTA, opublikowanym w poniedziałek, Świątek figuruje na 8. miejscu.
Odpadnięcie w trzeciej rundzie to przede wszystkim bolesna utrata punktów, które Polka broniła po ubiegłorocznym triumfie. W WTA Race to the Finals — klasyfikacji uwzględniającej wyłącznie wyniki z bieżącego sezonu — Świątek zajmuje 12. lokatę z dorobkiem 1954 punktów. To przepaść dzieląca ją od liderki tej listy, Mirry Andriejewej z Rosji, która zgromadziła już 4999 punktów.
Chwalińska, Fręch i Linette — reszta polskiej czołówki
Drugą Polką w rankingu pozostaje Maja Chwalińska. Przegrana w pierwszej rundzie Wimbledonu 2026 kosztowała ją jedno oczko w hierarchii — Chwalińska osunęła się na 22. pozycję. Dla porównania: rok temu nie zdołała się nawet zakwalifikować do głównej drabinki turnieju, więc obecny wynik i tak należy traktować jako postęp. W Race to the Finals plasuje się na 21. miejscu z 1464 punktami.
Magdalena Fręch utrzymała 44. lokatę w rankingu WTA. Najlepiej z całej polskiej czwórki wypadła Magda Linette — wskoczyła aż o osiem pozycji w górę, na miejsce nr 51.
Na czele rankingu WTA bez rewolucji. Aryna Sabalenka z Białorusi zachowała pozycję numer jeden mimo odpadnięcia w czwartej rundzie Wimbledonu. Jej przewaga nad wiceliderką Eleną Rybakiną z Kazachstanu stopniała jednak wyraźnie — Białorusinka nie powtórzyła zeszłorocznego półfinałowego wyniku, co odbiło się na jej bilansie punktów bronionych.
W sezonie 2026/27 pięć polskich klubów zagra w europejskich pucharach UEFA — i to na trzech różnych frontach. Lech Poznań i Górnik Zabrze wchodzą do eliminacji Ligi Mistrzów, Jagiellonia Białystok do Ligi Europy, a Raków Częstochowa i GKS Katowice do Ligi Konferencji. Pierwsze mecze już 21 i 23 lipca.
Trudno nie mówić o historycznym momencie dla polskiej piłki. Polska awansowała na 12. miejsce w rankingu UEFA — jeszcze w sezonie 2024/25 zajmowała 15. lokatę z dorobkiem 35 000 punktów. Rok wcześniej cztery polskie zespoły dotarły do fazy zasadniczej Ligi Konferencji, a trzy z nich awansowały dalej. Ten trend nabiera teraz tempa.
Lech i Górnik celują w Ligę Mistrzów
Lech Poznań wraca do eliminacji Ligi Mistrzów jako mistrz Polski po raz dziesiąty. Siódma próba przebicia się do fazy ligowej. Historia jest długa: Lech grał w meczach przed fazą grupową w edycjach 1992/93 i 1993/94, a potem walczył o awans w sezonach 2010/11, 2015/16, 2022/23 i 2025/26. Po drodze zapisał kilka niezapomnianych kart — w 2010 roku rozbił Manchester City 3:1, a w 2023 roku dotarł do ćwierćfinału Ligi Konferencji.
Lech gra ścieżką mistrzowską i jest rozstawiony we wszystkich trzech rundach eliminacyjnych. Pierwsze starcie to dwumecz z duńskim Aarhus — mecz pierwszy 21 lipca, rewanż 28 lipca. Awans do III rundy gwarantuje poznańskiemu klubowi co najmniej start w Lidze Konferencji, a przejście do IV rundy — co najmniej grę w Lidze Europy.
Górnik Zabrze, wicemistrz Polski, wchodzi do eliminacji Ligi Mistrzów ścieżką główną, niemistrzowską. Rywal jest wymagający: turecki Fenerbahce, mecze 21 i 28 lipca. Porażka nie zamknie jednak sezonu — Górnik przejdzie wówczas do III rundy eliminacji Ligi Europy, a przegrani z tamtej rundy ścieżki głównej spadają bezpośrednio do fazy ligowej Ligi Europy. Warto pamiętać, że dotychczas w Lidze Mistrzów grały tylko dwa polskie kluby — Legia Warszawa i Widzew Łódź.
Kalendarz eliminacji Ligi Mistrzów jest gęsty. III runda — pierwsze mecze 4–5 sierpnia, rewanże 11 sierpnia, losowanie 20 lipca. IV runda (play-offy) — 18–19 sierpnia i 25–26 sierpnia, losowanie 3 sierpnia. Faza ligowa rusza 8 września 2026 i trwa do 27 stycznia 2027, losowanie 27 sierpnia. Finał zaplanowano na 5 czerwca 2027 w Madrycie, na Estadio Metropolitano.
Jagiellonia, Raków i GKS — trzy różne ścieżki
Jagiellonia Białystok po raz trzeci z rzędu stanęła na podium Ekstraklasy — tym razem z trzecim miejscem w sezonie 2025/26. Białostoczanie wystąpią w eliminacjach Ligi Europy od III rundy kwalifikacyjnej, bez rozstawienia. Potencjalni rywale robią wrażenie: w puli nierozstawionych znaleźli się m.in. Rangers FC, FC Salzburg, FC Twente, Benfica, PAOK i Besiktas. Mecze tej rundy — 6 i 13 sierpnia, losowanie 20 lipca. Wygranie choćby jednego dwumeczu zapewni Jagielle co najmniej miejsce w fazie zasadniczej Ligi Konferencji.
Raków Częstochowa z 4. miejsca i GKS Katowice z 5. miejsca w Ekstraklasie trafią do eliminacji Ligi Konferencji — obaj od II rundy, mecze 23 i 30 lipca. Raków jest rozstawiony we wszystkich rundach i w pierwszym dwumeczu zmierzy się z maltańską Vallettą FC. GKS rozstawiony jest tylko w II rundzie i trafi na przegranego z I rundy eliminacji Ligi Europy — Hajduka Split lub MSK Żilinę. Ta sama Żilina była rywalem Rakowa w eliminacjach Ligi Konferencji w poprzednim sezonie. Jedna kluczowa różnica wobec wyżej notowanych pucharów: porażka Rakowa lub GKS-u na jakimkolwiek etapie eliminacji Ligi Konferencji oznacza natychmiastowe odpadnięcie — bez możliwości spadku do niższych rozgrywek.
Faza ligowa Ligi Konferencji obejmuje sześć kolejek między 15 października a 17 grudnia 2026, a osiem najlepszych drużyn awansuje bezpośrednio do 1/8 finału. Finał tej edycji odbędzie się 2 czerwca 2027. W Lidze Europy faza ligowa trwa od 16 września 2026 do 28 stycznia 2027 — każda drużyna gra osiem meczów, a bezpośredni awans do 1/8 finału uzyskuje osiem najlepszych ekip. Finał Ligi Europy zaplanowano na 26 maja 2027.
Wszystkie mecze Ligi Mistrzów UEFA do sezonu 2030/31 włącznie można oglądać w kanałach CANAL+ EXTRA, CANAL+ 360 oraz w serwisie streamingowym CANAL+.
Beppe Marotta nie owijał w bawełnę. 13 lipca 2026 roku, na konferencji prasowej otwierającej nowy sezon, prezes Interu powiedział wprost: Liga Mistrzów to cel nadrzędny i nic tego nie zmieni.
„Z naszej perspektywy możemy dziś traktować Ligę Mistrzów jako marzenie, a skoro marzenia nic nie kosztują, lepiej je mieć.”
Słowa te brzmią tym dobitniej w zestawieniu z tym, co przydarzyło się Interowi w poprzednim sezonie. Europejska przygoda skończyła się boleśnie wcześnie — już na etapie play-offów, w dwumeczu z norweskim Bodo/Glimt. A przecież od 2023 roku klub zdążył wystąpić w dwóch finałach europejskich rozgrywek. Marotta dał jasno do zrozumienia, że powtórki tamtej wpadki nie będzie.
„Przystąpimy do tej edycji Ligi Mistrzów z przekonaniem, że stać nas na więcej niż w poprzednim sezonie, z pełnym szacunkiem dla rywali i bez pozostawiania czegokolwiek przypadkowi.”
Interowi sprzyja też układ na krajowym podwórku — Milan i Juventus w nowym sezonie nie zagrają w Lidze Mistrzów. To jedna przeszkoda mniej w wyścigu o europejską chwałę.
Następca Dumfriesa i twarda polityka transferowa
Największa dziura w składzie jest prawa strona obrony. Denzel Dumfries odszedł do Realu Madryt, a Marotta potwierdził, że klub aktywnie szuka jego następcy. Czas nagli. Do końca okna transferowego, licząc od dnia konferencji, pozostawało około półtora miesiąca.
„Musimy ruszyć na poszukiwania następcy i jestem przekonany, że szybko go znajdziemy, choć do końca coraz trudniejszego okna transferowego pozostało około półtora miesiąca.”
Polowaniem na wzmocnienia kierują dyrektorzy Ausilio i Baccin, działający w ściśle określonych ramach finansowych — Inter nie wydaje więcej niż 25 milionów euro na jednego zawodnika. Nie każda próba kończy się sukcesem: klub miał już porozumienie z Atalantą w sprawie Palestry, lecz piłkarz sam odrzucił ten ruch. Marotta przypomniał też historię z poprzedniego sezonu — transfer Akanjiego sfinalizowano dopiero 31 sierpnia, w ostatnich godzinach okna. Cierpliwość bywa więc częścią strategii.
Na tle finansowych gigantów z Premier League Inter wypada skromnie. Marotta tego nie ukrywa.
„Nie jesteśmy konkurencyjni wobec angielskich klubów, ale dzięki kreatywności możemy nadal odgrywać główną rolę.”
Tę kreatywność prezes podpiera konkretnymi dowodami: Inter zdobył trzy mistrzostwa z trzema różnymi trenerami, a właściciel konsekwentnie wspiera ambicje klubu. Marotta zaznaczył też, że stery nad drużyną powierzono młodemu, bardzo dobremu szkoleniowcowi, który potrafi wycisnąć z piłkarzy maksimum.
Osobny rozdział to akademia. Ośrodek młodzieżowy Interu — Interello — gości dziesiątki drużyn i około dwudziestu trenerów. Pracę z młodzieżą nadzoruje Chivu, a Marotta wskazał Pio Esposito jako konkretny przykład zawodnika, na którego klub stawia.
Grand Prix Belgii 2026 Formuły 1 rozegrane zostanie na Spa-Francorchamps między 17 a 19 lipca 2026 roku. To dziesiąta runda trwającego sezonu — i jeden z najgorętszych weekendów w całym kalendarzu. Kontekst jest wyjątkowy: Charles Leclerc sięgnął po tytuł mistrzowski podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii, zaledwie dwa tygodnie przed Spa, i teraz wróci na tor, na którym odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Formule 1.
Harmonogram transmisji GP Belgii 2026
W piątek 17 lipca pierwsze wyjazdy na tor już o 13:15 — to trening wolny 1 na Canal+ Sport. Druga sesja treningowa startuje o 16:45, na tym samym kanale. W sobotę trening wolny 3 zaplanowano na 12:15, a kwalifikacje — o 15:40, również na Canal+ Sport. Niedzielny wyścig rusza o 15:00 i będzie transmitowany na Canal+.
Dystans wyścigu to 308,052 km rozłożone na 44 okrążenia toru o długości 7,004 km. Rekord okrążenia w wyścigu należy do Sergio Péreza — Meksykanin przejechał jedno kółko w czasie 1:44.701 za kierownicą Red Bulla w 2024 roku. Poprzednią edycję wyścigu, w 2025 roku, wygrał Oscar Piastri. Spa gości Formułę 1 od 1950 roku. Trudno wskazać w kalendarzu miejsce bardziej przesiąknięte historią motorsportu.
Klasyfikacje przed rundą w Spa
W klasyfikacji kierowców prowadzi Andrea Kimi Antonelli z Mercedesa — 179 punktów. Drugi jest jego teamkolega George Russell z 154 punktami, a podium zamyka Lewis Hamilton z Ferrari — 147 oczek. Leclerc, mimo świeżo zdobytego tytułu z Silverstone, zajmuje dopiero czwarte miejsce z 108 punktami. Za nim: Lando Norris (McLaren, 97 pkt), Oscar Piastri (McLaren, 82 pkt) i Max Verstappen (Red Bull, 76 pkt). Dalej plasują się Isack Hadjar (Red Bull, 52 pkt), Pierre Gasly (Alpine, 42 pkt) oraz Liam Lawson (Racing Bulls, 39 pkt).
W klasyfikacji konstruktorów rządzi Mercedes — 333 punkty. Ferrari jest drugie z 255 punktami, McLaren trzeci z 179 punktami, a Red Bull Racing czwarty z 128 punktami. Za czołową czwórką: Alpine (60 pkt), Racing Bulls (59 pkt), TGR Haas F1 Team (21 pkt), Williams (11 pkt), Audi (6 pkt) i Aston Martin z zaledwie 1 punktem. Stawkę zamyka Cadillac bez żadnego punktu na koncie.
Spa to w ten weekend nie tylko Formuła 1. Towarzyszące rundy to 8. eliminacja sezonu Formuły 2 i 6. runda Formuły 3. W F2 liderem klasyfikacji jest Nikola Tsolov, w F3 prowadzi Ugo Ugochukwu.
Iga Świątek straciła pięć pozycji w rankingu WTA — z 3. na 8. miejsce — po odpadnięciu w III rundzie Wimbledonu 2026. Nowe zestawienie ukazało się w poniedziałek, 13 lipca 2026 roku. Polka przegrała z Alexandrą Ealą z Filipin i natychmiast pożegnała się z 2000 punktami, które musiała bronić za zeszłoroczny tytuł w Londynie.
Konsekwencje są dotkliwe. Świątek wyprzedziły m.in. Linda Nosková i Karolina Muchová — obie Czeszki, obie finalistki tegorocznego Wimbledonu. Ich głęboki bieg w turnieju, przy równoczesnym wczesnym odpadnięciu Polki, przesądził o tak gwałtownym ruchu w tabeli.
WTA Race: Świątek poza strefą WTA Finals
Jeszcze bardziej niepokojąco wygląda sytuacja Świątek w rankingu WTA Race, który decyduje o kwalifikacji do WTA Finals. Polka zajmuje w nim dopiero 12. miejsce, a do prestiżowego turnieju finałowego awansuje osiem najlepszych zawodniczek sezonu. Dystans do czołówki jest więc znaczący.
Na czele WTA Race sezonu 2026 stoi 19-letnia Mirra Andriejewa z Rosji, wyprzedzając Arynę Sabalenkę. Andriejewa wygrała w tym roku Roland Garros, pokonując w finale Maję Chwalińską — wynik, który dobitnie pokazuje skalę jej dominacji na kortach ziemnych.
Chwalińska, finalistka Rolanda Garrosa 2026, na Wimbledonie odpadła już w I rundzie z powodu problemów zdrowotnych. W rankingu WTA zajmuje 22. miejsce, w Race — 21.
Mimo obecnego kryzysu wynikowego Świątek pozostaje jedną z najbardziej utytułowanych tenisistek swojego pokolenia. W karierze zdobyła 25 tytułów, w tym 6 wielkoszlemowych: cztery razy triumfowała na Roland Garros (2020, 2022, 2023, 2024), raz na US Open (2022) i raz na Wimbledonie (2025). Na początku 2026 roku świętowała też zwycięstwo z reprezentacją Polski w United Cup w Sydney. Sezon trwa — a kolejne turnieje dadzą jej szansę, by odrobić straty.
Legia Warszawa gra w fazie grupowej Basketball Champions League. Rywali jest trzech — za to z trzech różnych krajów. Warszawiacy trafili do grupy z SIG Strasbourg, Ciboną Zagrzeb i Galatasaray Stambuł. Cały etap grupowy zakończy się w drugiej połowie grudnia.
Pełny terminarz fazy grupowej
Przygodę z Ligą Mistrzów Legia zaczyna na wyjeździe. Mecz SIG Strasbourg – Legia Warszawa rozegrany zostanie 6 października (wtorek) o godzinie 20:00. Dwa tygodnie później — 20 października (wtorek), również o 20:00 — legioniści pojadą do Zagrzebia na spotkanie z Ciboną.
Listopad upłynie pod znakiem dwumeczu z Galatasaray. Najpierw, 4 listopada (środa) o 20:00, Legia podejmie turecki klub na własnym parkiecie w Warszawie. Rewanż zagra w Stambule — 18 listopada (środa) o 18:00. Wcześniejsza godzina, inne miasto, ta sama stawka.
Grudzień należy do warszawskich kibiców. Oba ostatnie mecze fazy grupowej Legia rozegra u siebie. Cibona Zagrzeb przyjedzie do stolicy 15 grudnia (wtorek) o 20:00, a 23 grudnia (środa) o 18:00 na Bemowie zagości SIG Strasbourg.
Format rozgrywek nie pozostawia złudzeń co do stawki. Zwycięzca grupy awansuje bezpośrednio do Round of 16, natomiast drużyny z miejsc 2–3 trafią do play-in — serii do dwóch wygranych — z zespołami z grupy A. Każdy zdobyty punkt może więc przesądzić o tym, którą ścieżką Legia pójdzie dalej.
Piotr Kacprzak to polski zawodnik MMA i grappler, urodzony 23 stycznia 1996 roku w Radomiu. Przeszedł drogę od amatorskich gal po pas mistrzowski i kontrakt z KSW – największą polską federacją MMA.
Wzrost 179 centymetrów, zasięg ramion aż 193 centymetry. Ta dysproporcja robi różnicę zwłaszcza w parterze. Kacprzak startuje głównie w kategorii piórkowej do 66 kg, choć mierzył się też w lekkiej do 70 kg. Trzeba przy tym uczciwie powiedzieć, że kilkukrotnie nie wypełniał limitu wagowego przed walkami.
Reprezentuje klub Cross Fight Radom i legitymuje się czarnym pasem w brazylijskim jiu-jitsu. Przygodę z grapplingiem zaczął w 2014 roku – zdobywał wtedy medale Mistrzostw Polski ADCC i Pucharów Polski ADCC. Zanim trafił na zawodowe oktagony, zbierał doświadczenie w amatorskich walkach MMA na zawodach ALMMA oraz galach TFL i Babilon MMA.
Od debiutu do pasa mistrzowskiego
Zawodowy debiut przyszedł w grudniu 2018 roku na gali Babilon MMA 6. Kacprzak wygrał efektownie – pokonał Filipa Lamparskiego przez poddanie duszeniem zza pleców w trzeciej rundzie. Radość nie trwała długo. Następna walka przyniosła bolesną lekcję: porażka z Dawidem Śmiełowskim, spowodowana kontuzją ramienia już w pierwszej rundzie.
Odbudowę zaczął w październiku 2019 roku, poddając Łukasza Machalskiego na gali Babilon MMA 10 w Wieliczce. W grudniu tego samego roku kolejny cios – na Babilon MMA 11 Adam Soldaev zatrzymał go przez TKO w pierwszej rundzie niskimi kopnięciami. Rok 2020 przyniósł mieszany bilans: zwycięstwo z Michałem Folcem, ale i porażka niejednogłośną decyzją sędziów z Hubertem Lottą.
Prawdziwy przełom nastąpił od 2021 roku. Trzy wygrane dla Babilon MMA, potem triumf na KSW 68 w Radomiu. Kulminacja przyszła w czerwcu 2022 roku: w walce wieczoru gali Babilon MMA 29 w Radomiu Kacprzak znokautował Damiana Zorczykowskiego i sięgnął po pas mistrzowski wagi piórkowej Babilon MMA. Tytuł obronił w styczniu 2023 roku na Babilon MMA 34, poddając Krzysztofa Mendlewskiego w drugiej rundzie. We wrześniu 2023 roku pas jednak utracił – Szymon Rakowicz poddał go w drugiej rundzie.
Kariera w KSW i powrót do formy
Luty 2024 roku przyniósł jeden z bardziej oryginalnych pojedynków w jego karierze. Na gali KSW Epic Kacprzak stanął naprzeciwko Adama Brysza w walce MMA, podczas której obaj zawodnicy mieli na sobie kimona. Wygrał przez TKO już w pierwszej rundzie. Krótki powrót do Babilon MMA zaowocował zwycięstwem nad Fabiano Silvą, a na KSW 102 poddał Julio Cesara Nevesa i zgarnął bonus za poddanie wieczoru.
Nie wszystko szło jednak gładko. Przegrana z Alioune Nahaye w KSW, przy jednoczesnym przekroczeniu limitu kategorii piórkowej – i podobna sytuacja w starciu z Łukaszem Charzewskim. Na KSW 114 wrócił na właściwe tory, pokonując Wojciecha Kazieczko większościową decyzją sędziów. Najnowszy rozdział to KSW 119 w Radomiu – start w kategorii lekkiej i wygrana nad Slimenem Hassainim, choć ponownie zabrakło zmieszczenia się w limicie dywizji wynoszącym 155 funtów (70,3 kg).
Poza klatką Kacprzak działa lokalnie. Został ambasadorem Radomiaka Radom – piłkarskiego klubu z jego rodzinnego miasta.
Jan Błachowicz stracił rywala na galę UFC w Belgradzie. Bogdan Guskov, z którym Polak miał stoczyć rewanż 1 sierpnia w Serbii, przejmie miejsce kontuzjowanego Khalila Rountree Jr. w walce wieczoru tygodniowego wcześniejszego eventu i zmierzy się z Magomedem Ankalajewem. Błachowicz czeka teraz na nowego przeciwnika.
Dramat zaczął się na sali treningowej. Ostatnia runda sparingu, niefortunne ustawienie, kopnięcie w kolano — i urwana łąkotka. Rewanż z Guskovem na gali UFC 328 wypadł z kalendarza. Warto przypomnieć: obaj panowie spotkali się już w grudniu 2025 roku i tamten pojedynek zakończył się remisem.
„Sparing, ostatnia runda, niefortunna pozycja i kopnięcie w kolano. Poszła łąkotka.” — Jan Błachowicz
O kontuzji i wywróconych planach Polak napisał wprost na Instagramie. Frustracji nie ukrywał.
„Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli. Za tydzień miałem być już w Stanach, a jednak plany musiały ulec zmianie. Wk*******e maksymalne.” — Jan Błachowicz
Błachowicz był pierwszym wyborem UFC do walki z Ankalajewem
Zanim UFC postawiło na Guskova, organizacja zaoferowała zastępstwo za Rountree Jr. właśnie Błachowiczowi — i to jako pierwszemu kandydatowi. Polak potwierdził nawet gotowość do walki z Ankalajewem bez klauzuli catchweight. Problem w tym, że sprawa była już przesądzona: deal z Guskovem okazał się zamknięty wcześniej.
„UFC zaproponowało mi walkę z Ankalajewem jako pierwszemu. Nie byłem pewien, czy dam radę zrobić wagę. Po paru godzinach potwierdziłem walkę bez żadnej wagi catchweight, ale to był już ustalony deal z Guskovem.” — Jan Błachowicz
Khalil Rountree Jr. wypadł z walki wieczoru z powodu kontuzji, a UFC ogłosiło Guskova jako jego następcę. Rosjanin stanie naprzeciwko Ankalajewa, Błachowicz zaś musi szukać nowego rywala na galę 1 sierpnia w Belgradzie.
Polskiego akcentu sierpniowa gala w Belgradzie jednak nie traci. W karcie walk zaplanowana jest walka Marcina Tybury z Aleksandarem Rakiciem. Błachowicz liczy, że UFC szybko znajdzie mu godnego przeciwnika — zanim sierpniowy event stanie się faktem.
Tyson Fury, który ogłosił powrót ze sportowej emerytury, stanie naprzeciwko Mariusza Wacha 24 lipca w Tajlandii. Stawką nie jest jednak tytuł mistrzowski w tradycyjnym sensie — na szali leży pas WBC METTA Humanitarian Belt, a cały dochód ze sprzedaży biletów trafi do głodujących i bezdomnych dzieci z Pattayi.
Ogłoszenie walki pojawiło się pod koniec czerwca. To sam Fury wskazał Wacha jako swojego najbliższego rywala — wybór, który niejednego obserwatora boksu wprawił w niemałe zaskoczenie.
Tylko 1500 biletów VIP i żadnej transmisji na żywo
Skala wydarzenia będzie wyjątkowo kameralna. Na widowni znajdzie się zaledwie 1500 posiadaczy biletów VIP. Samej walki prawdopodobnie nie zobaczymy na żywo — nagranie ma trafić na ekrany przy okazji premiery kolejnego sezonu serialu Netflixa o rodzinie Furych. Logo platformy pojawiło się już zresztą na oficjalnym plakacie pojedynku Fury vs Wach.
„Dostępnych jest tylko 1500 biletów VIP, a cały dochód zostanie przekazany głodującym i bezdomnym dzieciom z Pattayi.”
Na potrzeby tego wydarzenia WBC wykuje ekskluzywny pas. Fury wyjaśnił jego znaczenie w poście na Instagramie.
„WBC METTA honoruje osoby, których działania znacząco poprawiły życie innych i odzwierciedla trwałe zaangażowanie organizacji w społeczną odpowiedzialność.”
Brytyjczyk nie pozostawił wątpliwości — ten pas to coś więcej niż sportowe trofeum.
„Jest to szczególne wyróżnienie, które docenia niezwykłą służbę humanitarną i pozytywny wpływ boksu poza ringiem.”
Walka w Tajlandii to rzadki przypadek, gdy zawodowy boks wagi ciężkiej splata się z realną akcją społeczną. W świecie zdominowanym przez kontrakty telewizyjne i wielkie pursy — taki gest robi wrażenie.