Co skłoniło Artura Szpilkę do tak otwartego wyznania tuż po walce? Odpowiedź jest prosta: ludzie, którzy stanęli przy nim w Gdyni.
Gala KSW 120 odbyła się w Gdyni. Artur Szpilka – były pretendent do mistrzostwa świata w boksie – wyszedł z niej zwycięsko. Rywalem był Augusto Sakai, Brazylijczyk z długim stażem wśród czołowych zawodników wagi ciężkiej UFC. To była druga walka wieczoru. Nie byle jaka przeprawa.
Krótko po zakończeniu gali Szpilka zabrał głos w mediach społecznościowych. W opublikowanych relacjach wyróżnił osoby, które wspierały go podczas przygotowań i stały w narożniku. Wymienił Mameda Khalidova, Arbiego Shamayeva, Michała Materlę i Marcina Różalskiego.
„Legenda, ale przede wszystkim człowiek z wartościami”
Najwięcej miejsca Szpilka poświęcił Khalidovowi. Napisał o nim wprost:
„Jestem bardzo szczęśliwy, że miałem okazję poznać Mameda Khalidova, którego wcześniej oglądałem tylko w telewizji, jak walczył w KSW. Jest dla mnie wielką legendą, ale przede wszystkim człowiekiem z wartościami, zasadami i hierarchią wartości. Mameda uważam za jednego z najbardziej inteligentnych zawodników, jakich widziałem w MMA. Jestem dumny i naprawdę szczęśliwy, że mogłem z nim spędzić trochę czasu na macie i nauczyć się nie tylko o sporcie, ale też o podejściu do życia, o wierze i wzajemnym szacunku.”
To zdecydowanie więcej niż standardowe podziękowania po walce. Szpilka przyznał, że Khalidov jest dla niego jednym z najbardziej inteligentnych zawodników w MMA — i nie chodzi tu o samą technikę. Mowa o wierze, wzajemnym szacunku, podejściu do życia.
Głównym trenerem Szpilki jest Arbi Shamaev. W narożniku pojawił się też Michał Materla, były mistrz KSW — Szpilka określił go mianem przyjaciela i wzoru odpowiedzialnego człowieka, męża i ojca. Trudno o mocniejszą pochwałę, a zajęła zaledwie kilka słów.
Osobny akapit dostał Marcin Różalski. Szpilka nie ukrywał, że nie zawsze podziela jego poglądy, ale szanuje go za bezkompromisowość i szczerość. Właśnie ta szczerość — bez lukrowania, z wyraźnym zaznaczeniem różnic — sprawia, że słowa brzmią wiarygodniej niż niejeden standardowy komplement.
Kto stanie naprzeciwko Mariusza Wacha na jubileuszowym Boxing Show w Chojnicach? Człowieka, który boksował z Władimirem Kliczką, Aleksandrem Powietkinem i Dillianem Whyte’em. Odpowiedź jest prosta: Krystian Arndt – lokalny zawodnik, który w tym mieście się wychował i na tym ringu będzie walczył o coś więcej niż tylko wynik.
Gruchała Boxing Team organizuje w 2025 roku jubileuszowy, dwudziesty Boxing Show. Gala odbędzie się 17 października w Chojnicach. Trudno wyobrazić sobie lepszy sposób na świętowanie okrągłej edycji.
Wach – weteran światowych ringów
Mariusz Wach to zawodnik wagi ciężkiej z imponującym CV. Na jego liście rywali figurują Władimir Kliczko, Aleksander Powietkin i Dillian Whyte – nazwiska, które od lat definiują światową czołówkę kategorii ciężkiej. Do tego w lipcu 2025 roku Wach ma stoczyć walkę z Tysonem Furym. Chojnicka gala będzie dla niego ostatnim sprawdzianem przed tym megastarciem.
Naprzeciwko tak doświadczonego rywala stanie Krystian Arndt – bokser rodem z Chojnic, trenujący pod okiem Marcina Gruchały w Gruchała Boxing Team Chojnice. Dla miejscowej publiczności to walka szczególna. Ich człowiek. Na ich ringu. Przeciwko jednemu z najbardziej rozpoznawalnych polskich pięściarzy wagi ciężkiej.
Arndt ma już za sobą starcie na wysokim krajowym poziomie – brał udział w Polskim Turnieju Wagi Ciężkiej, gdzie przegrał po pełnym dystansie z Kacprem Meyną. Tamta porażka na punkty pokazała jednak coś istotnego: potrafi wytrzymać presję przez wszystkie rundy. Teraz poprzeczka zawieszona jest jeszcze wyżej.
Dwudziesta edycja to jubileusz, który Gruchała Boxing Team zamierza uczcie z rozmachem. Walka Arndt–Wach, 17 października w Chojnicach, będzie jej centralnym punktem. Bez żadnych wątpliwości.
Gdzie po siedmiu sezonach na zapleczu francuskiej ekstraklasy trafi urodzony w Montrealu bramkarz z polskim paszportem? Odpowiedź jest już znana — Lyon.
Michael Łuba, 31-letni golkiper, podpisał kontrakt z Lyon Hockey Club. Lyon gra w Division 1 — drugim poziomie rozgrywkowym we Francji. Łuba założy strój klubowy w sezonie 2026/2027.
Nowego środowiska się nie boi. Ostatnich siedem sezonów spędził właśnie w Division 1, a nadchodzące rozgrywki będą jego ósmymi z rzędu w tej lidze. Poprzedni sezon zaliczył w barwach Les Corsaires de Dunkerque.
Solidna statystyka, trudny sezon
W Dunkerque Łuba rozegrał przyzwoity sezon zasadniczy — stanął między słupkami w 25 z 30 spotkań, notując skuteczność interwencji na poziomie około 91,9 procent. Wpuszczał średnio 2,68 bramki na mecz i zachował jedno czyste konto. Drużyna zakończyła fazę zasadniczą na 12. miejscu, ale i tak dotarła do półfinału play-off. W fazie pucharowej skuteczność Łuby wyniosła 90,9 procent, a średnia straconych goli wzrosła do 3,02 na mecz.
Jeden sezon to jednak za mało, żeby oceniać bramkarza tej klasy. Przez siedem kolejnych lat skuteczność interwencji Łuby ani razu nie spadła poniżej 91,4 procent — liczba, która mówi sama za siebie. Do tego w sezonie 2023/2024 sięgnął po tytuł mistrza Division 1 z Nantes.
Teraz przed nim Lyon — klub budujący hokejową tradycję na zapleczu francuskiej elity. Nowy rozdział, ta sama liga.
Kiedy niepokonany Polak po raz pierwszy stanie w oktagonie UFC — i gdzie można to zobaczyć na żywo? Data jest już pewna: sobota, 25 lipca 2026 roku. Damian Rzepecki zadebiutuje w największej organizacji MMA świata podczas gali UFC Fight Night: Ankalaev vs. Guskov.
Rzepecki wchodzi na tę walkę z nienaruszoną kartą 10 zwycięstw i 0 porażek. Jego rywalem w kategorii lekkiej (155 lb) będzie Magomed Zaynukov — zawodnik z Dagestanu, który sam również nie przegrał ani razu, z rekordem 8-0. Dwa niepokonane rekordy. Jeden debiut. Coś musi się skończyć.
Walka zajmuje 4. miejsce od góry na karcie głównej, a szacowany czas wejścia Rzepeckiego do oktagonu to około 19:00 czasu polskiego. Karta główna startuje o 18:00, więc czekać nie będzie zbyt długo.
Gdzie i kiedy oglądać — godziny transmisji
Gospodarzem gali jest Etihad Arena w Abu Zabi, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Karta wstępna rusza o 15:00 czasu polskiego — dostępna wyłącznie na platformie UFC Fight Pass. Od 18:00 kartę główną można śledzić zarówno na UFC Fight Pass, jak i na jednym ze sportowych kanałów Polsatu.
Łącznie na widzów czeka 13 walk.
Walka wieczoru i reszta karty głównej
Gwiazdą wieczoru jest były mistrz kategorii półciężkiej UFC Magomed Ankalaev (21-2-1), który zmierzy się z Bogdanem Guskovem (18-3-1). Guskov wszedł do walki jako zastępca kontuzjowanego Khalila Rountree Jr. — mimo to starcie w limicie 205 lb zapowiada się znakomicie.
W co-main evencie Steve Erceg (14-4), były pretendent do tytułu w kategorii muszej, stanie naprzeciwko Ramazana Temirova (19-2) na 125 lb.
Kartę główną uzupełniają trzy pojedynki. W półśredniej wadze Islam Dulatov (12-1) walczy z Wellingtonem Turmanem (18-8), a Abubakar Vagaev (24-4) mierzy się z Saygidem Izagakhmaevem (22-3). W kategorii ciężkiej Rizvan Kuniev (14-3-1) staje do boju z Tyrellem Fortunem (18-3).
Karta wstępna od 15:00 przynosi m.in. Ismaela Bonfima (20-6) kontra Axel Sola (11-1-1) w lekkiej, Santiaga Ponzinibbio (30-9) kontra Sam Patterson (14-3-1) w półśredniej oraz Valtera Walkera (15-1) z Thomasem Petersenem (11-4) w ciężkiej. Dopełniają ją pojedynki Dustina Jacoby’ego (22-9-1) z Magomedem Saidovem (9-0), Brendsona Ribeiro (17-10) z Magomedem Tuchalovem (6-0), Nurullo Alieva (11-0) z Mike’em Davisem (12-3) oraz Abdul Husseina (15-2) z Codym Gibsonem (21-12) w kategorii koguciej.
XVI Memoriał im. Zdzisława Niedzieli to jeden z najbardziej rozpoznawalnych koszykarskich turniejów przedsezonowych w Polsce. W tym roku impreza odbędzie się 12–13 września 2026 roku w Hali Globus w Lublinie — i już znamy pełną obsadę.
Na parkiecie zameldują się cztery drużyny. Gospodarzem będzie PGE Start Lublin. Rywalami lublinian zostaną Legia Warszawa, GTK Gliwice i MKS Dąbrowa Górnicza. Każdy z tych klubów to znana marka w polskiej koszykówce, więc o emocji nie powinno być trudno.
Ważny sprawdzian przed sezonem
Dla PGE Startu memoriał to coś więcej niż tylko show przed własną publicznością. Turniej wpisuje się bezpośrednio w przygotowania do nowego sezonu Orlen Basket Ligi. Koszykarze wznowią treningi 17 sierpnia 2026 roku, co daje im blisko miesiąc pracy na parkiecie przed pierwszą piłką memoriału. Inauguracyjna kolejka Ekstraklasy zaplanowana jest na pierwszy weekend października 2026 roku — turniej w Lublinie wypada więc w samym środku najintensywniejszego okresu przygotowań.
Hala Globus znów stanie się areną przedsezonowych emocji. Dwa dni, cztery kluby — i wspólny cel: jak najlepsze wejście w nowy sezon.
Kto zastąpi Gianpiero Lambiase u boku Maxa Verstappena? Red Bull już to wie — i odpowiedź znalazł we własnym garażu.
Według raportu De Telegraaf, nowym inżynierem wyścigowym Maxa Verstappena w Red Bullu zostanie Tom Hart. 45-letni Brytyjczyk to żadna obca twarz w boksie mistrza świata. Od stycznia 2020 roku pracuje jako inżynier Verstappena ds. ogólnej wydajności. Czysta sukcesja od wewnątrz.
Droga do tej nominacji miała jednak swój zwrot akcji. Hart był już dogadany z Williamsem i szykował się do odejścia, gdy Red Bull przekonał go do zmiany planów. Ostatecznie obie strony zgodziły się cofnąć jego zobowiązanie wobec ekipy z Grove.
Lambiase odchodzi, ale nie od razu
Gianpiero Lambiase przeniesie się do McLarena najpóźniej przed sezonem 2028. Nie będzie to jednak nagłe zerwanie. Włoch będzie stopniowo odsuwany od obowiązków w fabryce w Milton Keynes, zanim ostatecznie przeprowadzi się do siedziby McLarena w Woking. Powód jest prosty: Lambiase to nie tylko inżynier wyścigowy Verstappena — zarządza całym działem wyścigowym teamu. Takich rzeczy nie przekazuje się z dnia na dzień.
Dla Red Bulla to wybór obliczony na ciągłość. Hart spędził pięć lat ramię w ramię z Verstappenem — teraz przejmuje kluczowy mikrofon w jego słuchawkach. Czy zdoła wypełnić lukę po jednym z najbardziej rozpoznawalnych duetów w historii Formuły 1? Odpowiedź da tylko tor.
Co czeka 31-letniego obrońcę po dwóch sezonach w Polsce? Söderberg znalazł odpowiedź — i to we Włoszech.
Szwedzki defensor podpisał kontrakt z HC Asiago, włoskim klubem na co dzień grającym w Lidze Alpejskiej. Mierzący 196 centymetrów obrońca żegna się tym samym z Unią Oświęcim, do której dołączył przed sezonem 2024/2025.
Solidny dorobek w barwach Unii
Dwa sezony w Oświęcimiu Söderberg zdecydowanie wykorzystał. W 107 ligowych meczach dla Unii zebrał łącznie 46 punktów — 14 bramek i 32 asysty. Sam ostatni sezon był wyjątkowo intensywny: 55 spotkań, 9 bramek, 18 asyst i bilans plus/minus +13. Trudno było go nie zauważyć.
Zanim w ogóle trafił do Polski, Szwed zdążył zebrać spore doświadczenie w ojczyźnie — 39 meczów w ekstraklasie SHL i aż 346 występów na jej zapleczu. Do Oświęcimia przyjeżdżał jako zawodnik z naprawdę solidnym bagażem.
Nowy pracodawca to klub z wyraźnymi ambicjami. HC Asiago w minionym sezonie sięgnęło po mistrzostwo Włoch, choć w Lidze Alpejskiej przygoda urwała się na ćwierćfinale play-off. Söderberg będzie miał więc okazję powalczyć zarówno o kolejny krajowy tytuł, jak i o głębszy marsz w europejskich rozgrywkach.
Kto odbierze tytuł broniącej go Argentynie? W 106. minucie finału padła odpowiedź — i brzmiała: Hiszpania.
W niedzielę, 19 lipca 2026 roku, obie drużyny stanęły naprzeciwko siebie w finale Mistrzostw Świata. Przez 90 minut żaden bramkarz nie skapitulował — bezbramkowy remis odesłał mecz do dogrywki. Argentyna wychodziła na murawę jako obrońca tytułu, a selekcjoner Lionel Scaloni liczył na powtórkę triumfu. Nie powtórzył.
Finał zakończył się wynikiem 1:0 dla Hiszpanii po dogrywce. Gola — jedynego, decydującego — strzelił Ferran Torres w 106. minucie. Akcja była dziełem całej trójki: dośrodkowanie Lamine’a Yamala, zgranie Nico Williamsa i uderzenie Torresa pod poprzeczkę. Czyste, precyzyjne, ostateczne.
Dramatyczny przebieg meczu
Pierwsza połowa była wyjątkowo uboga w akcje ofensywne. Łącznie oddano zaledwie trzy strzały, w tym dwa celne — wszystkie po stronie Hiszpanów. Argentyna miała przy tym własne kłopoty: Lisandro Martinez zobaczył żółtą kartkę i zszedł z boiska już w 44. minucie z powodu kontuzji.
Po przerwie Scaloni sięgnął po pierwszą zmianę — Leandro Paredes wszedł za Nico Gonzaleza. Jeszcze przed 60. minutą pojawił się Nahuel Molina, który zastąpił Gonzalo Montiela. Luis de la Fuente też nie siedział z założonymi rękami: w 62. minucie Ferran Torres i Pedri zmienili Fabiana Ruiza i Mikela Oyarzabala. Osiem minut później Giuliano Simeone i Facundo Medina weszli za Cristiana Romero i Rodrigo De Paula, a de la Fuente dostawił jeszcze Mikela Merino i Nico Williamsa kosztem Daniego Olmo i Alexa Baeny.
Torres miał szansę wcześniej — w 67. minucie główkował prosto w ręce Emiliano Martineza po wrzutce Lamine’a Yamala. Tym razem argentyński golkiper był bez szans.
W doliczonym czasie gry doszło do kolejnego dramatu: Enzo Fernandez zobaczył drugą żółtą kartkę za faul na Pau Cubarsim i opuścił murawę. Argentyna wchodziła w dogrywkę w dziesiątkę. Pierwsza jej połowa nie przyniosła bramek — w drugiej Torres przypieczętował wynik. Sędzia Slavko Vincić potwierdził rezultat.
Dla Hiszpanii to drugi tytuł mistrzów świata w historii. Luis de la Fuente poprowadził La Roja po najważniejsze trofeum w futbolu. Argentyna, która po 2022 roku marzyła o obronie korony, musiała uznać wyższość rywala.
Zanim McLaren w ogóle wyjechał na Spa-Francorchamps, los pozycji startowej Lando Norrisa w GP Belgii 2026 był już przesądzony. Mechanicy zamontowali w bolidzie mistrza świata czwartą elektronikę sterującą — o jeden element za dużo, by zmieścić się w regulaminowym limicie. Kara 10 miejsc na starcie stała się nieuchronna.
Nowy komponent pochodzi od Mercedesa i ma zapewnić Norrisowi większą niezawodność. Powód? Tegoroczna seria awarii elektroniki jest wyjątkowo bolesna. Pierwsza jednostka zawiodła już w Chinach, odbierając Norrisowi możliwość startu w wyścigu. Druga padła w Japonii, trafiła do naprawy, po czym znowu odmówiła posłuszeństwa — w Monako. Trzecia, ostatnia mieszcząca się w regulaminowej puli, wylądowała w bolidzie jeszcze na Suzuce i pracowała bez przerwy przez każdą sesję od Miami. Trzy komponenty, trzy kłopoty. Ryzyko dalszej jazdy na zużytej jednostce było nie do zaakceptowania.
Dlaczego akurat Belgia?
McLaren mógł wziąć karę na Hungaroringu albo w Zandvoort. Wybrał jednak Spa-Francorchamps i zrobił to świadomie. Legendarny belgijski tor słynie z długich prostych i układu zakrętów, które dają ściganym kierowcom realną szansę na odrobienie straconych pozycji. Dla urzędującego mistrza świata cofnięcie o 10 oczek na siatce startowej to cios bolesny, ale tu — w odróżnieniu od węższych torów w kalendarzu — jak najbardziej do zarządzania.
Przepisy Formuły 1 są w tej kwestii jednoznaczne: pierwsze przekroczenie dozwolonej puli danego komponentu kosztuje kierowcę 10 miejsc na starcie. Gdyby Norris sięgnął po piątą elektronikę sterującą, kolejna kara wyniosłaby już tylko 5 miejsc. McLaren nie zamierza jednak testować tej ścieżki — plan zakłada korzystanie z czwartej jednostki do końca sezonu 2026, by uniknąć jakichkolwiek dalszych sankcji.
Kara w Belgii to zatem świadomy rachunek ryzyka, nie wypadek przy pracy. Zespół wybrał najlepszy możliwy moment, przyjął cios i rusza dalej — z nowym, niezawodnym sprzętem pod maską.
Jeszcze przed pierwszym okrążeniem na Spa-Francorchamps McLaren wydał oficjalne potwierdzenie: Lando Norris nie wystartuje w niedzielnym GP Belgii z przednich rzędów. Kara była nieuchronna. Aktualny mistrz świata Formuły 1 przyjechał na ten weekend z czwartymi sztukami akumulatorów i elektroniki sterującej w bolidzie numer 1 — regulamin sezonu 2026 dopuszcza maksymalnie trzy. Konsekwencja? Przesunięcie o 10 miejsc na starcie.
Jak do tego doszło? McLaren wyjaśnił to w oficjalnym komunikacie. Pierwsza bateria 26-latka wypadła z puli, gdy Norris nie wziął udziału w GP Chin. Druga przepadła przez podwójną awarię: zawiodła podczas jednego z treningów do GP Japonii, została naprawiona, po czym kolejna usterka w piątkowych zajęciach w Monako ostatecznie wyeliminowała ją z użytku. Dwie baterie stracone — nowa, czwarta, musiała trafić do bolidu.
Spa zamiast Budapesztu czy Zandvoort
McLaren nie kryje, że wybór miejsca i momentu przyjęcia kary był czystą kalkulacją. Spa-Francorchamps daje znacznie więcej możliwości wyprzedzania niż Hungaroring i Zandvoort Circuit — i właśnie dlatego ekipa zdecydowała się obsłużyć stratę pozycji na belgijskim torze. Mniejsze ryzyko, większe szanse odrobienia strat.
Nowe komponenty to zresztą nie tylko kwestia regulaminowa. Zamontowane w bolidzie Norrisa akumulatory i elektronika sterująca zawierają poprawki niezawodnościowe wprowadzone przez Mercedesa — te same, które Oscar Piastri dostał już na GP Austrii. McLaren nie otrzymał ulepszonych jednostek w dwóch poprzednich rundach, więc Spa stało się pierwszą okazją do wyrównania specyfikacji obu samochodów. Na weekend dostarczono również nowe tylne skrzydło.
To jednak nie koniec historii z limitami komponentów. Każda kolejna wymiana akumulatora lub elektroniki sterującej w bolidzie Norrisa będzie kosztować go kolejne 5 miejsc na starcie. Sezon jest długi, a niezawodność — jak udowodniły Japonia i Monako — potrafi płatać figle w najmniej odpowiednim momencie.