⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Abu Zabi po raz drugi w ciągu roku areną rozstrzygnięcia w kategorii ciężkiej UFC? Wszystko na to wskazuje. Gala UFC 333 zaplanowana na 24 października może przynieść dwa pojedynki mistrzowskie – i oba mają potencjał, żeby zelektryzować cały świat MMA.

Wydarzenie ogłoszono podczas transmisji z gali UFC Fight Night w Abu Zabi. UFC 333 odbędzie się 24 października w tym samym mieście – i już teraz wokół karty walk narosło spore zamieszanie.

Rewanż, który musi się odbyć

Kanadyjski dziennikarz Ariel Helwani zasugerował, że na UFC 333 może dojść do rewanżu w kategorii ciężkiej pomiędzy Tomem Aspinallem i Cirylem Ganem.

„Aspinall x Gane 2. It’s time.” – napisał Helwani.

Za tymi słowami stoi konkretna historia. Pierwsza walka obu zawodników odbyła się w październiku 2025 roku właśnie w Abu Zabi i zakończyła się tak, jak nikt nie chciał – została uznana za nieodbytą z powodu faulu Francuza, który wbił palce w oczy Aspinallowi i uniemożliwił Brytyjczykowi dalszą walkę. Wynik anulowany. Sprawa nierozstrzygnięta.

Od tamtej pory Gane nie próżnował – pokonał Alexa Pereirę na gali w Białym Domu i zdobył tymczasowy pas kategorii ciężkiej. Aspinall z kolei przeszedł długą i skomplikowaną rehabilitację oczu, lecz kilka tygodni temu ogłosił pełną gotowość bojową już na wrzesień 2026 roku. Październikowy termin UFC 333 wpisuje się w ten harmonogram jak ulał.

Helwani nie rzuca słów na wiatr. Wcześniej jako pierwszy ujawnił informację o debiutanckim starciu Salahdine’a Parnasse’a z Danem Hookerem na wrześniową galę UFC w Paryżu – i miał rację. Jego sugestie mają zwykle pokrycie w rzeczywistości.

Piórkowa bomba: Volkanovski kontra niepokonany Evloev

To nie jedyna potencjalna walka mistrzowska na horyzoncie. Serwis RealKevin poinformował, że trwają prace nad zestawieniem pojedynku o pas kategorii piórkowej pomiędzy Alexandrem Volkanovskim i Movsarem Evloevem na UFC 333. Australijczyk kontra zawodnik z Inguszetii – starcie dwóch światów, dosłownie i w przenośni.

Evloev to człowiek, który porażki po prostu nie zna. Niepokonany przez całą zawodową karierę. Volkanovski to z kolei były wieloletni mistrz dywizji – ktoś, kto wie zarówno jak smakuje złoto, jak i jak bardzo boli jego utrata. Jeśli kontrakt dojdzie do skutku, Abu Zabi w październiku 2026 roku może przejść do historii jako jedna z najważniejszych gal w dziejach UFC.

Jak można przegrać walkę, mając zaledwie kilka sekund do końca ostatniej rundy? Otto Wallin zna już odpowiedź. W niedzielę, w Madison Square Garden w Nowym Jorku, Władysław Sirenko posłał go na deski nokautem, który w ciągu godzin obiegł czołówki sportowych serwisów na całym świecie.

Walka była częścią gali Zuffa Boxing 9 — nowej organizacji bokserskiej powołanej przez szefa UFC Danę White’a. Pojedynek zakontraktowano na dziesięć rund. Przez niemal całe dziesięć rund 35-letni Szwed trzymał się. Ostatnich kilku sekund już nie przeżył.

Dwa sierpowe, które zakończyły wszystko

Do nokautu doszło około 6 sekund przed końcowym gongiem. Sirenko trafił Wallina mocnym prawym sierpowym, który wyprowadził go z równowagi — i natychmiast dołożył potężny lewy. Szwed bezwładnie runął na matę. Według szwedzkich mediów stracił przytomność.

Po walce Wallin został przewieziony do szpitala na szczegółowe badania. Jeszcze o północy czasu lokalnego pozostawał pod opieką lekarzy, a sztab zawodnika czekał na wyniki kolejnych badań kontrolnych. Trener Travis Pierce zdążył jednak uspokoić kibiców, mówiąc krótko „Sportbladet”:

„Nic mu nie jest”

Była to 32. zawodowa walka w karierze Wallina i czwarta porażka. Wcześniej Szweda pokonali tylko Derek Chisora, Anthony Joshua i Tyson Fury. Towarzystwo wyjątkowo zacne — choć ukraiński pięściarz z pewnością nie zważał na takie zestawienia, wchodząc na ring.

Władysław Sirenko ma 31 lat i ukraińskie obywatelstwo. Walka z Walinem była jego 15. starciem na zawodowych ringach. Przed tą nocą miał na koncie zaledwie jedną porażkę w karierze. Teraz dopisał do niej zwycięstwo, którego nie zapomni nikt, kto tam był — nokaut na sekundy przed gongiem, w Madison Square Garden, przed kamerami całego świata.

Kiedy ostatni raz obrońca mógł świętować Trofeum Norrisa i złoty medal olimpijski w tym samym roku? Dla Zacha Wereńskiego sezon 2025/26 był dokładnie tym – rokiem, który zapisze się w historii NHL i hokeja olimpijskiego naraz.

Wereński gra w Columbus Blue Jackets i to właśnie w tych barwach zanotował jeden z najlepszych sezonów defensora w dziejach ligi. W 75 meczach sezonu zasadniczego 2025/26 trafił do siatki 22 razy i dołożył 59 asyst – razem 81 punktów. W klasyfikacji asyst, punktów i punktów na mecz prowadził cały zespół, a pod względem goli był trzeci wśród wszystkich zawodników Columbus. Do tego 260 strzałów na bramkę i wskaźnik plus/minus +7. Liczby, które bronią się same.

Osobny rozdział to czas spędzany na lodzie – średnio 26 minut i 37 sekund na mecz, drugi wynik w całej lidze. Żadna statystyka nie pokazuje zaufania trenera lepiej niż ta.

Norris Trophy – koniec czekania

Za ten sezon Wereński odebrał Trofeum Norrisa – nagrodę dla najlepszego obrońcy NHL. Podium uzupełnili Cale Makar oraz Rasmus Dahlin z Buffalo Sabres. Zestawienie mówi samo za siebie: Makar zdobywał Norrisa w 2022 i 2025 roku, Quinn Hughes w 2024, a w sezonie 2024/25 Wereński skończył na trzecim miejscu – właśnie za Makarem i Hughesem. Tym razem kolejność się odwróciła. Nie dał się wyprzedzić.

Sezon 2025/26 należał do niego.

Złoto olimpijskie i decydująca asysta

Jakby Norrisa było mało, Wereński dorzucił do swojej kolekcji złoty medal olimpijski z kadrą Stanów Zjednoczonych. W turnieju rozegrał sześć meczów, strzelił jednego gola i zaliczył pięć asyst – 6 punktów łącznie, co dało mu trzeci wynik w całej reprezentacji USA.

Jego wskaźnik plus/minus na igrzyskach wyniósł +8 – najlepszy w kadrze, ex aequo z Jackiem Hughesem. To Hughes strzelił zwycięskiego gola w finale olimpijskim, ale kluczową asystę przy tej bramce – tzw. Golden Assist – zaliczył właśnie Wereński. Detal, który mówi wszystko o jego roli w tej drużynie.

Wywalczone złoto było dla Stanów Zjednoczonych pierwszym od 46 lat. Wereński był jednym z architektów tego historycznego sukcesu.

Polskie geny, amerykańska flaga, hokej na najwyższym poziomie. Rok 2025/26 Zacha Wereńskiego to historia, którą będzie się opowiadać bardzo długo.

Gdzie trafia piłkarz, który przez lata grał w Lokomotiwie Moskwa i trzykrotnie reprezentował Polskę na wielkich turniejach? Do Betclic 3. Ligi. I do klubu, w którym wszystko się zaczęło.

Maciej Rybus szykuje się do powrotu na boisko po dwóch latach przerwy od zawodowej piłki. Jak podał Sebastian Staszewski na platformie X, 35-latek ma w najbliższym czasie podpisać pięciomiesięczny kontrakt z KS Pelikanem Łowicz. Klub zna doskonale — to właśnie Pelikan był jego pierwszym piłkarskim domem, bo Rybus jest jego wychowankiem.

Pelikan Łowicz gra dziś w Betclic 3. Lidze. Na tym poziomie doświadczony lewy obrońca i skrzydłowy miałby odbudować formę i złapać rytm meczowy. Gdyby transfer doszedł do skutku, Rybus po raz pierwszy od 14 lat zagrałby oficjalnie na polskich boiskach — ostatni raz w Polsce występował przed wyjazdem do Rosji.

Kariera w Rosji i reprezentacyjny dorobek

Za wschodnią granicą Rybus spędził długie lata, broniąc barw m.in. Tereka Grozny, Lokomotiwu Moskwa i Spartaka Moskwa. Dziś ma 35 lat. Po dwuletniej przerwie szuka miejsca, gdzie na nowo poczuje smak rywalizacji.

W reprezentacji Polski rozegrał 66 spotkań i zdobył dwie bramki. Uczestniczył w Euro 2012, Mistrzostwach Świata 2018 i Euro 2020 — trzy wielkie turnieje, które na trwałe zapisały go w historii polskiej piłki. Powrót do Łowicza to zupełnie inny rozdział. Dla samego zawodnika być może równie ważny.

Ma 19 lat i właśnie podpisał kontrakt z mistrzem Czech. Oskar Kubiak dołączył do Slavii Praga — klubu z zapewnionym miejscem w przyszłorocznej Lidze Mistrzów — za milion euro. Niecały rok temu biegał po boiskach trzeciej ligi.

Latem ubiegłego roku Kubiak był wypożyczony z Arki Gdynia do Sokołu Kleczew, klubu z trzeciego poziomu rozgrywkowego. Liczby, które tam wypracował, mówią same za siebie: 18 meczów, 14 goli, 5 asyst. W styczniu wrócił do Arki Gdynia, gdzie do końca sezonu rozegrał 14 spotkań, strzelił 3 bramki i dołożył 1 asystę.

Sam zawodnik przyznaje, że tak gwałtowny skok — z polskiej trzeciej ligi na europejskie salony — trudno mu do dziś ogarnąć myślami. W rozmowie z TVP Sport powiedział wprost:

„Dokładnie 13-14 miesięcy byłem w zupełnie innym miejscu. Ponad rok temu grałem jeszcze na boiskach trzeciej ligi i zastanawiałem się, czy w ogóle poradzą sobie na szczeblu centralnym. Dziś jestem zawodnikiem drużyny, która gra w Lidze Mistrzów. To coś niesamowitego.”

Otoczenie zareagowało podobnie. „Wszyscy byliśmy w pewnym sensie w szoku” — przyznał Kubiak.

„Ciężka praca nigdy się nie zmieni”

Euforii jednak nie ma. Zapytany o sekret tak błyskawicznego awansu, Kubiak odpowiedział bez zbędnych ozdóbek:

„Tak naprawdę niczego nie zmieniłem w swoim podejściu. Zawsze powtarzam, że bez względu na to, czy gram w klubie walczącym o Ligę Mistrzów, czy w zespole z trzeciej ligi, moje nastawienie pozostaje takie samo. Ciężka praca nigdy się nie zmieni.”

Na debiut w czeskiej ekstraklasie przyjdzie mu jeszcze poczekać — zawodnik zmaga się z urazem. Tymczasem Slavia nie zwalnia tempa. W niedzielę rozbiła Slovacko 5:1, a dublet w tym meczu zaliczył inny Polak w szeregach praskiego klubu — Wiktor Nowak.

Formuła 1 wraca do Malezji. Grand Prix Bahrajnu 2026 rozegrane zostanie na torze Sepang International Circuit w dniach 2–4 października 2026 roku — pod oficjalną nazwą „Grand Prix of Bahrain in Malaysia”. Za decyzją o przeniesieniu stoi konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie, który przekreślił możliwość rozegrania wyścigu w pierwotnej lokalizacji. GP Bahrajnu i GP Arabii Saudyjskiej miały pierwotnie odbyć się w kwietniu 2026 roku.

Informacja pojawiła się 26 lipca 2026 roku na oficjalnym profilu Formuły 1 na platformie X. Organizatorzy zaznaczyli jednak, że decyzja jest jeszcze „subject to final agreements and official sign-off” — wymaga finalizacji umów i oficjalnego zatwierdzenia.

Dla większości kierowców Sepang to niemal terra incognita. Ekipy F1 wrócą do malezyjskiego padoku po 9 latach przerwy, a spośród obecnej stawki 22 kierowców tylko 10 ścigało się tu podczas ostatniej edycji GP Malezji. George Russell i Andrea Kimi Antonelli nigdy nie startowali na Sepang w Formule 1. Charles Leclerc zdążył jedynie pojechać na treningu w barwach Saubera w 2017 roku — bez udziału w samym wyścigu. Zupełnie inaczej wspomina ten tor Pierre Gasly: to właśnie na Sepang zaliczył swój debiut w F1.

Fernando Alonso to osobny rozdział w historii tego miejsca. Nie ścigał się w Malezji jedynie w latach 1999, 2000 i 2002. Jedno z jego najwspanialszych zwycięstw padło właśnie na Sepang — w ciężkich warunkach, ok. 2012 roku. Ostatnią edycję GP Malezji wygrał Max Verstappen; był to jego pierwszy triumf po długiej posusze — czekał na powtórkę blisko półtora roku od debiutanckiego zwycięstwa.

Azjatycki triple-header i nabity kalendarz

Wyścig na Sepang wpisuje się w wyjątkowo intensywny blok rywalizacji. GP Bahrajnu w Malezji znajdzie się w kalendarzu między Grand Prix Azerbejdżanu a Grand Prix Singapuru, tworząc azjatycki triple-header — trzy wyścigi w trzech kolejnych tygodniach. W tym samym okresie zaplanowano łącznie 6 wyścigów w ciągu 7 tygodni.

Sepang gościł Formułę 1 od 1999 roku i przez blisko dwie dekady nie brakowało tu dramatycznych scen. W 2009 roku monsun zmusił sędziów do podziału punktów po wyścigu — był to piąty taki przypadek w historii mistrzostw. Triumfował wówczas Jenson Button w barwach Brawn GP, który tamten sezon zakończył z tytułem mistrzowskim. Kolejny podział punktów w wyścigu nastąpił dopiero w Belgii w 2021 roku. Polscy kibice mają swój własny powód, by dobrze wspominać ten tor — Robert Kubica stanął na drugim stopniu podium na Sepang w 2008 roku.

Martyna Kubka, 185. rakieta świata, wygrała turniej tenisowy w Vitoria-Gasteiz. I nie był to spokojny marsz po tytuł — to był bój, który niejedną zawodniczkę mógłby złamać. Przed nią teraz dwa poważne wyzwania: turniej WTA 125 w Warszawie i kwalifikacje US Open.

W ćwierćfinale Kubka przegrywała 2:5 i musiała odwracać piłkę meczową. Nie dość — trzy ostatnie mecze turnieju: ćwierćfinał, półfinał i finał, rozegrała w trzech setach. W decydującym spotkaniu o tytuł znów straciła pierwszego seta, a mimo to zdołała odwrócić wynik i wygrać. Nawierzchnia w Vitoria-Gasteiz była twarda, asfaltowa i szybka; miasto leży na wysokości około 550 metrów nad poziomem morza — warunki dalekie od standardowego kalendarza turniejowego.

Praga w dniu finału — tylko debel

Tego samego dnia, w którym rozgrywała finał w Hiszpanii, Kubka poleciała do Pragi. Cel: ćwierćfinał debla w parze z Nadią Kiczenok. Na singla zabrakło czasu — turniej w Vitoria-Gasteiz trwał zbyt długo. Para Kubka–Kiczenok odpadła po super tie-breaku, przegrywając 7:10. Na marginesie warto odnotować, że Kiczenok była napiętnowana na Ukrainie za obecność na ślubie Darii Kasatkiny, tenisistki rosyjskiego pochodzenia.

Do praskiego debla Kubka i Kiczenok dostały się m.in. dlatego, że najwyżej rozstawiona para — Xinyu Jiang i Fang-Hsien Wu — została zastąpiona przez parę rozstawioną z numerem 5: Ingrid Martins i Makoto Ninomiya.

Następny przystanek: Warszawa. Turniej WTA 125 zaplanowano na 2–8 sierpnia. Kubka ma dziką kartę do singla, a w deblu zagra u boku Alicji Rosolskiej. Dla Rosolskiej będzie to ostatni turniej w karierze — symboliczny finał, który nada warszawskim meczom wyjątkowy ciężar emocjonalny.

Po Warszawie Kubka planuje kwalifikacje US Open. Jeśli w stolicy nie rozegra wystarczającej liczby meczów, rozważa start w turnieju ITF rangi 35 w Hiszpanii lub Wielkiej Brytanii, żeby utrzymać rytm meczowy przed wylotem do Stanów — w USA nie ma dla niej dostępnych turniejów w odpowiednim przedziale rankingowym przed wielkoszlemową imprezą. Cały ten progres zaczął się w grudniu ubiegłego roku.

Mario Hezonja, 31-letni chorwacki skrzydłowy, podpisał kontrakt z Cleveland Cavaliers na sezon 2026/27. Roczna umowa opiewa na 2,8 miliona dolarów. Jako pierwszy poinformował o tym dziennikarz Shams Charania, a interesy zawodnika reprezentuje Michael Tellem z Excel Sports Management.

To powrót, którego wielu się nie spodziewało. Hezonja po raz ostatni zagrał w NBA w 2020 roku — przerwa wynosi więc sześć lat. Tym bardziej zaskakujące, że jeszcze około 2022 roku sam zawodnik publicznie wykluczał taki scenariusz.

„Nie, nie zamierzam tam wracać. Wiele rzeczy mi się nie podobało. Nie otrzymałem szacunku, który mi się należał. Moim zdaniem NBA to bardziej show niż gra.”

Coś wyraźnie się zmieniło. Hezonja poinformował Real Madryt, że chce znów spróbować sił za oceanem, a o jego podpis walczyły Cleveland Cavaliers i Golden State Warriors. Wybrał Cleveland — klub, który podjął tę decyzję już po tym, jak LeBron James dołączył do składu Philadelphia 76ers.

Gwiazda Euroligi z nową szansą za oceanem

Do Realu Madryt Chorwat trafił niedługo po zakończeniu kariery w NBA. W Madrycie odbudował się spektakularnie. W 2023 roku sięgnął z klubem po tytuł Euroligi, w ubiegłym sezonie został wybrany najlepszym graczem ligi hiszpańskiej, a jego średnia wyniosła 17,5 punktu w 44 spotkaniach. To liczby zupełnie innego kalibru niż te z NBA — przez pięć sezonów i 330 meczów w barwach Orlando Magic, New York Knicks i Portland Trail Blazers zdobywał przeciętnie zaledwie 6,9 punktu na mecz.

Hezonja był piątym wyborem draftu NBA z 2015 roku — wybrało go Orlando Magic. Teraz, jako 31-latek, dostaje kolejną szansę w najlepszej lidze świata. Tym razem na własnych warunkach.

Magomed „Chanko” Zaynukov pokonał Damiana „Rzeźnika” Rzepeckiego na pełnym dystansie podczas gali UFC Abu Zabi. Dagestańczyk po walce nie szczędził słów – ani pod adresem pokonanego rywala, ani pod adresem Ilii Topurii. Tyle że w przypadku Gruzina nie chodziło o komplementy.

Zaynukov funkcjonuje w świecie MMA pod pseudonimami „Chanko” i „John Pork”. Pochodzi z Dagestanu i jest związany z ekipą Khabiba Nurmagomedova oraz szkołą Abdulmanapa Nurmagomedova. Ta przynależność nabrała szczególnego znaczenia jeszcze przed walką – Rzepecki zapowiedział bowiem, że ich starcie to w istocie konfrontacja dwóch obozów: Ilii Topurii i Khabiba Nurmagomedova.

Wyzwanie rzucone Topurii prosto z oktagonu

Zaynukov nie czekał z odpowiedzią. Stojąc jeszcze w klatce, tuż po zakończeniu walki, zwrócił się bezpośrednio do „El Matadora”:

„Cześć, Ilio Topurio! Musiałem spełnić pokładane we mnie oczekiwania, bo mój rywal dużo gadał i robił wielki halo z tego, że jest w ekipie Topurii. Czy oni wszyscy nie są świadomi, że jesteśmy z ekipy Khabiba? Ze szkoły Abdulmanapa Nurmagomedova? Nie ma dla nas znaczenia, z kim walczymy! Jesteśmy gotowi na każdego!”

Już po wyjściu z klatki Zaynukov wrócił do swoich przedwalkowych zapowiedzi:

„Mówiłem, że spełnię wasze nadzieje. Mówiłem, że będzie dużo krwi. Obiecałem i obietnice spełniłem! Było widowisko i dużo krwi.”

Ostry ton wobec obozu Topurii nie przeszkodził mu jednak znaleźć ciepłych słów dla samego Rzepeckiego. „Duży szacunek dla mojego przeciwnika. Był bardzo mocny” – powiedział po walce.

Na konferencji prasowej prowokacje pod adresem Gruzina przybrały jeszcze ostrzejszą formę. „Gdyby to on był dziś na miejscu mojego rywala, to z jego twarzą zrobiłbym to samo” – oświadczył Dagestańczyk. Poszedł jeszcze dalej: „Nie mają pojęcia, jak wygląda życie w Machaczkale. Nie widzieli tego, co myśmy widzieli. Nie miałby szans, żeby opuścić ten pokój”.

Swoją filozofię walki Zaynukov streścił krótko. „Ktokolwiek staje naprzeciwko mnie, moim celem jest zawsze sprzątnięcie go. Z założenia nie ma znaczenia, kto to jest” – powiedział na konferencji. Ilia Topuria, Gruzin walczący w UFC pod pseudonimem „El Matador”, ma więc powody, by potraktować te słowa jako bezpośrednie zaproszenie do oktagonu.

Damian Rzepecki przegrał debiutancką walkę w UFC. 25 lipca 2026 roku w Abu Dhabi stanął naprzeciwko Magomeda Zaynukova z Dagestanu – i po trzech rundach usłyszał to, czego żaden debiutant słyszeć nie chce: 30-27, 30-27, 30-27, jednogłośne zwycięstwo rywala. Dla 24-letniego Polaka była to pierwsza porażka w zawodowej karierze.

Zaynukov to twarda sztuka. Do tej walki wchodził bez jednej przegranej – rekord 9-0, pięć nokautów i cztery wygrane na punkty. Do oktagonu wniósł też bogate doświadczenie kickbokserskie. Przez całe trzy rundy jego arsenał z Muay Thai i celne łokcie skutecznie odbierały Rzepeckiemu przestrzeń i możliwość narzucenia własnego stylu.

Doszedł do tego jeszcze jeden problem. Rzepecki przyjął walkę zaledwie sześć tygodni przed galą, rezygnując ze standardowego cyklu przygotowań. Był mocno poobijany i zakrwawiony – a jednak wytrwał do ostatniego gongu. Nie poddał się.

Cormier pełen uznania dla Polaka

Walkę komentował Daniel Cormier, były mistrz UFC wagi ciężkiej i półciężkiej. Legenda organizacji doceniła klasę Zaynukova, ale na tym nie poprzestała – po gali Cormier wrócił do tematu na swoim kanale na YouTube i miał dla Rzepeckiego kilka ciepłych słów.

„Czapki z głów przed Rzepeckim. Był bardzo twardy. Mało kto mógłby przyjąć tyle obrażeń, ile doznał on w tej walce.”

Po debiucie bilans Rzepeckiego wynosi 10-1: cztery wygrane przez KO/TKO, pięć przez poddanie i jedna na punkty. Porażka boli. Ale jeśli ktoś taki jak Cormier publicznie chwali hart ducha debiutanta, to w największej organizacji MMA świata można zaczynać od gorszych wizytówek.

Instalacja aplikacji
Pobierz