Sezon 2026/27 Orlen Basket Ligi startuje 2 października – i kilka drużyn już teraz szykuje się do walki o play-off. Trzy ogłoszone właśnie transfery pokazują, w którą stronę myślą sztaby szkoleniowe: sprawdzony Szwed wraca do Torunia, estońska gwiazda zmienia klub o kilkanaście kilometrów w Trójmieście, a Lublin ściąga Amerykanina z rumuńskiej ligi.
Gaddefors znów w Toruniu
Viktor Gaddefors podpisał kontrakt z Arriva Lotto Twardymi Piernikami Toruń na sezon 2026/27. 33-letni Szwed mierzy 201 cm i toruńskim kibicom jest doskonale znany – w sezonie 2024/25 grał tu już raz, notując 13,3 pkt, 6,3 zb. i 4,9 as. na mecz. Skąd wraca? Z Tajwanu, gdzie w barwach New Taipei CTBC DEA uzbierał 13,9 pkt, 9,4 zb. i 3,2 as.
Za Gaddeforsem stoi bogata europejska kariera – włoskie epizody w Virtusie Bolonia i Sidigas Avellino, a poza tym Szwecja, Rumunia i Holandia. Ciekawostka: na mistrzostwach Europy zagrał w 2013 roku, a następnie dopiero w 2025 – dwanaście lat przerwy w reprezentacji.
„Moim osobistym celem jest pomaganie drużynie tak bardzo, jak tylko potrafię, zarówno na boisku, jak i poza nim, oraz przyczynienie się do tego, abyśmy wygrali jak najwięcej meczów. Chcemy zajść w tym sezonie jak najdalej. Myślę, że awans do fazy play-off to rozsądny i realny cel.” – Viktor Gaddefors
Dobę wcześniej klub ogłosił pozyskanie Bena Vandera Plasa – brązowego medalisty z Dzikami Warszawa, który również mierzy 201 cm. Powód do szukania wzmocnień jest konkretny: sezon regularny 2025/26 Twarde Pierniki zakończyły na dwunastym miejscu z dorobkiem 42 punktów.
Suurorg: Sopot – Gdynia, kilkanaście kilometrów i nowy rozdział
Kasper Suurorg przeszedł z Energi Trefla Sopot do AMW Arki Gdynia. 24-letni Estończyk w minionym sezonie w Sopocie notował 13,7 pkt, 3,2 zb. i 3 as. Z Energą Treflem zdążył zdobyć Puchar Polski i awansować do play-off.
Zanim trafił do PLK, Suurorg grał w NCAA w barwach St. Francis w sezonie 2021/22. Był też epizod w Hiszpanii – po podpisaniu umowy z Joventutem Badalona ostatecznie reprezentował CB Prat. Do tego liga estońsko-łotewska i BC Kalev-Cramo. Na arenie międzynarodowej występuje w kwalifikacjach do mistrzostw Europy i świata w barwach Estonii.
Trener AMW Arki Gdynia Mantas Cesnauskis nie kryje zadowolenia z nowego nabytku:
„Kaspra nie trzeba specjalnie przedstawiać. To uniwersalny zawodnik, który może zagrać na każdej pozycji obwodowej. Jest wciąż w młodym wieku, ale nie brakuje mu ogrania w Europie. Na parkiecie może zrobić sporo, a do tego jest bardzo inteligentny.” – Mantas Cesnauskis
Arka sezon regularny 2025/26 zakończyła na szóstym miejscu z 48 punktami.
Lottie organizatorem gry Startu
PGE Start Lublin pozyskał Jaizeca Lottiego. 28-letni Amerykanin mierzy 188 cm i ostatni sezon spędził w rumuńskim CSM Oradea – w tamtejszej lidze notował 10,1 pkt, 4 as. i 1,9 zb. W rozgrywkach FIBA Europe Cup wypadał jeszcze lepiej: 10,9 pkt, 4,1 as. i 3 zb. Wcześniej grał w Europie w Szwajcarii, na Łotwie, we Włoszech i w Niemczech, gdzie z Hamburg Towers brał udział w europejskich pucharach.
Trener Wojciech Kamiński wyjaśnia, czego oczekuje od nowego rozgrywającego:
„To zawodnik, który pomimo młodego wieku ma już spore doświadczenie na europejskich parkietach. Liczymy, że będzie w stanie organizować naszą grę w ataku. Chcemy wykorzystać jego szybkość i możliwość kreowania pozycji dla strzelców.” – Wojciech Kamiński
PGE Start Lublin zakończył sezon regularny 2025/26 na trzynastym miejscu z 40 punktami. Motywacja do poprawy jest więcej niż wyraźna.
Siedmioro zawodników, jeden turniej, dwanaście medali. IRON DRAGON MMA Mielec przywiózł z Jarosławia dokładnie tyle — i to z imprezy rangi mistrzostw świata.
24 lipca 2026 roku w Jarosławiu rozegrano Mistrzostwa Świata Aikido oraz Ju Jitsu pod patronatem Worldwide Sport Aikido Federation (WSAF). Zawody startowały o godzinie 10:00 i trwały do 20:00, tocząc się jednocześnie na trzech matach. Na starcie stanęło około 350 zawodników z różnych krajów. Mielczanie rywalizowali w konkurencjach Grappling Gi oraz Grappling No Gi.
Dwa złota, cztery srebra, sześć brązów
Końcowy bilans klubu: dwa złote, cztery srebrne i sześć brązowych medali. Najjaśniej zabłysnęli Wiktoria Miąso i Szymon Maziarz — oboje sięgnęli po tytuły mistrzów świata WSAF w Grappling No Gi. Żadne z nich nie poprzestało na jednym starcie. Wiktoria wywalczyła jeszcze srebro w Grappling Gi, Szymon — tak samo.
Lena Maziarz dorzuciła do klubowej kasy dwa srebrne medale: za drugie miejsce w Grappling No Gi i drugie miejsce w Grappling Gi. Cztery brązy przypadły rodzeństwu Miąso i Maziarzy: Oliwia Maziarz stanęła na trzecim stopniu podium w Grappling Gi i w Grappling No Gi, a Maciej Miąso powtórzył ten wynik w obu tych samych konkurencjach.
Dawid Miąso wrócił z Jarosławia z brązem w Grappling No Gi i brązem w Grappling Gi. Mateusz Maziarz dołożył brąz w Grappling Gi, a w Grappling No Gi uplasował się na czwartym miejscu.
Całą siódemkę do startu przygotował trener Sławomir Zięba.
Czy mistrz UFC może otwarcie powiedzieć młodym zawodnikom, żeby omijali organizację, która dała mu pas? Sean Strickland właśnie to powiedział.
Strickland, aktualny mistrz kategorii średniej UFC, zaatakował swoją organizację podczas wystąpienia w programie Shawn Ryan Show. Mówił bez ogródek — i nie zostawił złudzeń co do tego, jak ocenia realia finansowe i organizacyjne największej federacji MMA na świecie.
„10 tysięcy za wyjście, 10 tysięcy za wygraną”
Największy zarzut mistrza dotyczy wynagrodzeń na niższych szczeblach kontraktowych. Wielu zawodników UFC otrzymuje zaledwie 10 tysięcy dolarów za samo wyjście do klatki i kolejne 10 tysięcy dolarów w przypadku zwycięstwa. Na papierze brzmi to znośnie — do czasu, gdy wejdą w grę koszty.
„To jest bardzo drapieżne. Wielu zawodników dostaje 10 tysięcy dolarów za wyjście do walki i kolejne 10 tysięcy za zwycięstwo.”
Z tej sumy trzeba bowiem opłacić trenerów, menedżera, całe przygotowanie do walki oraz podatki. Strickland wskazywał wcześniej, że po wszystkich potrąceniach część fighterów zarabiałaby więcej na zwykłej pracy poza sportem. Trudno o bardziej dosadną diagnozę systemu.
Matchmaking jako narzędzie kontroli
Równie ostro mistrz rozprawił się z mechanizmem zestawiania pojedynków — i uderzył imiennie w Seana Shelby’ego, jednego z wieloletnich matchmakerów federacji. Schemat, według Stricklanda, jest prosty i bezwzględny: zawodnik może miesiącami czekać na kolejną walkę, a gdy telefon w końcu zadzwoni, propozycja pojawia się z zaledwie kilkunastodniowym wyprzedzeniem.
„Możesz stoczyć nudną walkę, a on odsunie cię na osiem miesięcy. Później zadzwoni dwa tygodnie przed galą i zaproponuje pojedynek. Gdy odmówisz, znów posadzi cię na ławce.”
Odmowa? Kolejna długa przerwa od startów. Przyjęcie? Wejście do klatki bez pełnego obozu przygotowawczego. UFC co prawda oferuje za takie „ratowanie gali” dodatkowe wynagrodzenie w wysokości od 30 do 50 tysięcy dolarów, lecz Strickland wyraźnie uważa, że żadna kwota nie rekompensuje ani ryzyka, ani presji, pod jaką stawiany jest zawodnik.
Puenta mistrza była krótka i jednoznaczna.
„Powiedziałbym każdemu: nie dołączajcie do UFC.”
Strickland wprost odradzałby młodym sportowcom dołączanie do organizacji. Te słowa brzmią zupełnie inaczej, gdy wypowiada je człowiek stojący na jej szczycie.
Jak zadebiutować na seniorskim ringu? Aleks Czarnecki z Ostrowca Świętokrzyskiego miał na to prostą odpowiedź — wygrać walkę wieczoru.
W sobotę 26 lipca 2026 roku, podczas gali Fight-Night Promotions w Coalville w Anglii, osiemnastolatek pokonał Muja Bashira na punkty. Debiut seniorski — i od razu na szczycie karty. Na gali zawalczyło łącznie 40 pięściarzy, a Czarnecki trafił dokładnie tam, gdzie wszyscy chcą trafić: na sam koniec wieczoru.
Techniczny boks zamiast polowania na nokaut
Trener Ireneusz Tracz, prowadzący Czarneckiego w sekcji Sporty Walki KSZO Ostrowiec, po walce nie krył satysfakcji. Zaznaczył, że jego zawodnik miał nokaut w zasięgu ręki — i świadomie z niego zrezygnował.
„Wygrał na punkty, ale mógł wygrać przez nokaut. Nie starał się zwyciężyć za wszelką cenę na siłę, pokazał bardzo dobry, techniczny boks” — powiedział Tracz.
Taka głowa do boksu to rzadkość przy debiucie seniorskim. Szczególnie w wieku 18 lat.
Tracz nie zatrzymał się na ocenie samej walki — spojrzał też w przyszłość.
„Ma przed sobą świetlaną przyszłość. Jeśli tylko będzie ciężko trenował, to osiągnie naprawdę dużo, bo ma duży potencjał” — ocenił szkoleniowiec.
Kto poprowadzi nowotarski hokej w ekstraklasie? Odpowiedź zaczyna się rysować po przełomowej decyzji podjętej przez władze klubu.
Zarząd MMKS Podhale Nowy Targ przekazał wywalczone miejsce i uprawnienia do gry w TAURON Hokej Lidze spółce Podhale Nowy Targ. Klub poinformował o tym w mediach społecznościowych.
„Zarząd MMKS Podhale Nowy Targ przekazał wywalczone miejsce, uprawnienia do gry w ekstraklasie nowo tworzącej się drużynie w ramach spółki Podhale Nowy Targ.”
Nie wszystko zmienia się z dnia na dzień. MMKS Podhale Nowy Targ zachowa pieczę nad drużynami młodzieżowymi do końca roku — dopiero wtedy przejdą one pod szyld nowo utworzonej spółki.
Spółka nabiera kształtu — prezes wkrótce znany
Spółka Podhale Nowy Targ jest właśnie domykana formalnie. Rada Nadzorcza została już powołana i wkrótce ogłosi nazwisko prezesa.
O to stanowisko walczą dwaj byli hokeiści klubu — Krzysztof Zapała i Rafał Sroka, obaj dobrze znani nowotarskim kibicom. To Rada Nadzorcza rozstrzygnie, kto otworzy nowy rozdział w historii podhalańskiego hokeja.
Kto wypełni lukę w środku pola Jagiellonii? We wtorek wieczorem, 29 lipca 2026 roku, padła odpowiedź. Norweski środkowy pomocnik Anders Klynge został oficjalnie nowym zawodnikiem białostockiego klubu — przyszedł na zasadzie wykupu z FK Bodo/Glimt.
Umowa obowiązuje do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Według serwisu Weszlo.com za transfer zapłacono 850 tys. euro plus ewentualne bonusy, a łączna kwota może dobić do miliona euro.
Z Silkeborga przez Bodo do Białegostoku
Do FK Bodo/Glimt Klynge trafił w lipcu 2025 roku. Norweski klub błysnął w poprzednim sezonie Ligi Mistrzów, ale sam pomocnik miał tam ograniczone pole do popisu — zaledwie cztery mecze fazy ligowej, za każdym razem jedynie przez kilka minut. Białystok daje mu coś, czego Bodo nie dawało: regularną grę.
Wcześniej przez długie lata Klynge budował swoją markę w duńskim Silkeborgu. 164 spotkania, 12 bramek, 33 asysty — te liczby wystarczyły, by przekonać Jagiellonię do sięgnięcia po 26-latka.
Sam zainteresowany nie kryje entuzjazmu.
„Bardzo się cieszę, że tutaj jestem, czekałem na ten moment. Z niecierpliwością patrzę w przyszłość, na nadchodzące lata. Miałem możliwość zobaczyć kilka miejsc związanych z klubem, wszystko bardzo mi się podoba”
Norweski pomocnik zapowiada też szybką adaptację.
„Muszę się szybko zaadaptować. Styl gry pasuje mi. Myślę, że aklimatyzacja przebiegnie szybko.”
Transfer ten wypełnia lukę, o której trener Adrian Siemieniec mówił wprost jeszcze przed pierwszym meczem sezonu 2026/27 z Koroną Kielce.
„Naszym priorytetem jest wzmocnienie środka pola. Chodzi o przynajmniej jeden, a może nawet dwa takie ruchy. Cały czas monitorujemy rynek transferowy, jesteśmy aktywni, rozmawiamy z wieloma piłkarzami, sprawdzamy ich pod wieloma względami.”
Klynge to bezpośrednia odpowiedź na ten postulat. Skandynawskie doświadczenie, epizod w europejskich pucharach i głód regularnej gry — pomocnik dołącza do mistrza Polski z jednym konkretnym zadaniem: wzmocnić i ustabilizować środek pola Jagiellonii.
Dlaczego McLaren najpierw wezwał Piastriego na pit stop, a nie Norrisa — i czy ta decyzja kosztowała aktualnego mistrza świata zwycięstwo na Hungaroringu?
Oscar Piastri nie zdobył w niedzielę ani jednego punktu. Gorzki wynik, tym bardziej że przez niemal połowę dystansu to właśnie Australijczyk jechał na czele — po znakomitym starcie i błyskotliwych akcjach w pierwszych dwóch zakrętach. Wszystko przekreśliła usterka skrzyni biegów. Zanim jednak bolid odmówił posłuszeństwa, strategia McLarena zdążyła już wywołać burzę na radiu.
Dylemat pit stopu: Hamilton jako czynnik decydujący
Szef zespołu Andrea Stella wyjaśnił logikę stojącą za kluczową decyzją. Lewis Hamilton zjechał do alei serwisowej i realnie groził podwójnym podcięciem obu McLarenów — to wymusiło natychmiastową reakcję ekipy. Zespół wezwał najpierw Piastriego, żeby go przed tym scenariuszem uchronić. Norrisowi pozwolono budować większy offset opon i zjechać później. Efekt był taki, że po pit stopach to właśnie Norris wyjechał na czoło.
Stella rozważał też wariant alternatywny — powtórzenie strategii z 2024 roku, czyli wcześniejszy pit stop z Norrisem i zastosowanie team orders. Ostatecznie jednak priorytetem okazało się zabezpieczenie pozycji przed Hamiltonem. Norris w czystym powietrzu zyskiwał pół sekundy na okrążeniu, a McLaren dodatkowo instruował go, by omijał krawężniki ze względu na niezawodność bolidu. Mimo tych ograniczeń Stella podkreślił, że Brytyjczyk nie próbował niczego udowadniać i miał sporo tempa w zanadrzu.
Co do zasług Piastriego szef McLarena nie miał żadnych wątpliwości. „Do momentu zjazdu Oscara zasłużenie prowadził dzięki akcjom w pierwszych dwóch zakrętach, więc zasłużył na szansę, by wygrać ten wyścig” — powiedział Stella.
Kolizja z Sainzem i radiowa złość
Piastri zderzył się z dublowanym Carlosem Sainzem, co przyczyniło się do utraty prowadzenia. Sam zainteresowany nie ukrywa, że to ten incydent zmienił bieg wydarzeń. „Gdyby nie ta kolizja, byłbym wciąż przed Lando” — stwierdził.
W trakcie wyścigu Australijczyk nie krył frustracji przez radio. Po zakończeniu rywalizacji przyznał jednak, że rozumie decyzje zespołu. Stella ujawnił, że bezpośrednio po wyścigu kierowca sam zaznaczył, iż jego radiowy komentarz był wyłącznie wyrazem chwilowej złości.
Piastri, aktualny mistrz świata Formuły 1, wiedział, co go czeka, już w momencie gdy Norris wyjeżdżał z pit stopu. „Gdy Lando wyjechał z pit stopu przede mną, miałem świadomość, że nie mam tempa, by go zaatakować” — przyznał. Zero punktów na koncie to jednak twarda rzeczywistość — i żadne wyjaśnienia tego nie zmienią.
Wszystkie cztery Polki w jednej połówce drabinki. Zanim któraś dotrze do finału, będzie musiała pokonać rodaczkę.
Weronika Falkowska, Weronika Ewald, Zuzanna Pawlikowska i Urszula Radwańska – ta czwórka reprezentuje polskie barwy w turnieju ITF W50 w Dublinie. Zawody toczą się na sztucznej trawie, a do podziału jest 40 000 dolarów. Na liście startowej zabrakło Martyny Kubki – 187. rakiety świata w rankingu WTA – która zdecydowała się odpuścić Dublin, by zregenerować siły przed zbliżającym się turniejem WTA 125 w Warszawie.
Najwyżej sklasyfikowaną Polką w stawce jest Falkowska (330 WTA), która otrzymała szóste rozstawienie. W pierwszej rundzie trafi na Francuzkę Chloe Noel, zajmującą 900. miejsce na świecie. Tuż za nią w rankingu plasuje się Weronika Ewald (396 WTA) – jej rywalką będzie Brytyjka Summer Yardley (1154 WTA). Jeśli obie wygrają swoje mecze otwarcia, już w drugiej rundzie dojdzie do polskiego starcia – Falkowska kontra Ewald.
Najtrudniejsze zadanie w pierwszej rundzie czeka Zuzannę Pawlikowską (410 WTA). Stanie naprzeciwko ósemki turniejowej, Holenderki Stephanie Judith Visscher (385 WTA). Urszula Radwańska (665 WTA) zagra natomiast z Ukrainką Anastazją Sorską.
Układ drabinki jest dla Polek wyjątkowo nieprzyjazny – wszystkie cztery trafiły do tej samej połówki, a trzy z nich znalazły się w jednej ćwiartce. Droga do finału siłą rzeczy prowadzi przez wzajemne wyeliminowanie się.
Debl: Pawlikowska z wolnym losem
W grze podwójnej Zuzanna Pawlikowska tworzy parę z Brytyjką Alicią Dudeney. To najwyżej rozstawiony duet w całym turnieju deblistek, który do tego dostał wolny los w pierwszej rundzie i bezpośrednio awansuje do kolejnej fazy.
Kto wzmocni Twarde Pierniki po rozczarowującym 12. miejscu w tabeli PLK? Odpowiedź przyszła z Warszawy. Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń pozyskały Benneta Vandera Plasa — amerykańskiego skrzydłowego, który w minionym sezonie grał dla Dzików Warszawa.
Dla zawodnika to już drugi rok w Polsce. Zanim jednak trafił do Warszawy, jego droga wiodła przez Niemcy — zaledwie dwa spotkania w Ludwigsburgu — a stamtąd na Litwę, do BC Siauliai. Na Litwie rozegrał 21 meczów ligowych, a jego drużyna w rozgrywkach European North Basketball League (ENBL) uplasowała się na trzecim miejscu. Wcześniej Vander Plas błyszczał w szwedzkim Jamtland Basketball, gdzie notował imponującą średnią 19,7 pkt i 7,3 zbiórki na mecz.
Brąz PLK i tytuł ENBL z Dzikami
Sezon spędzony z Dzikami Warszawa przyniósł mu dwa trofea: brązowy medal PLK i tytuł European North Basketball League. Statystyki mówiły o 9,1 pkt, 5,2 zbiórki i 1,4 asysty na mecz — solidna robota, choć daleka od szczytowej formy ze Szwecji. Toruń liczy, że zmiana otoczenia pozwoli skrzydłowemu w końcu pokazać pełnię możliwości.
Sam zainteresowany entuzjazmu nie ukrywa. W mediach klubowych Vander Plas powiedział:
„Bardzo się cieszę, że w tym sezonie będę częścią Twardych Pierników! Po rozmowach z trenerami jestem podekscytowany tym, co wspólnie budujemy i rolą, jaką będę mógł odegrać w drużynie, pomagając jej na wiele sposobów na parkiecie. Nie mogę się doczekać życia w Toruniu, poznawania miasta i spotkania z jego wspaniałymi mieszkańcami. Moim celem jest ciężka praca każdego dnia, aby pomóc zespołowi odnieść jak najwięcej zwycięstw i sprawić, by ten sezon był wyjątkowy dla nas wszystkich!”
Kontekst tej motywacji jest prosty — Arriva Lotto Twarde Pierniki zakończyły sezon 2025/2026 na 12. miejscu w tabeli PLK. Vander Plas i pozostałe nowe wzmocnienia mają za zadanie odwrócić ten trend i wywindować klub znacznie wyżej w ligowej hierarchii.
Czy walka sportowa może wywołać aż taką falę nienawiści, że jej uczestnik zaczyna dostawać groźby śmierci? W przypadku Dana Hookera — owszem.
5 września paryska Accor Arena będzie gospodarzem jednej z najbardziej wyczekiwanych gal UFC we Francji. W karcie walk znajdzie się debiut Salahdine’a Parnasse’a — 28-letniego Francuza, który przez lata był jedną z największych gwiazd KSW. Parnasse zdobył w tej organizacji pasy mistrzowskie w dwóch kategoriach wagowych. Teraz wkracza na największą scenę MMA.
Jego rywalem będzie Dan Hooker — nowozelandzki weteran UFC. Pojedynek rozegra się w kategorii lekkiej, do 155 funtów. Nim jednak obaj zawodnicy wejdą do oktagonu, Hooker musi zmierzyć się z czymś, czego po ogłoszeniu walki zupełnie się nie spodziewał.
„Francuzi piszą do mnie po francusku i mówią mi, że umrę”
Zaraz po oficjalnym ogłoszeniu starcia Hooker zaczął otrzymywać groźby od części sympatyków Parnasse’a. Wiadomości pisano po francusku — dotyczyły jego przyjazdu do Paryża. Nowozelandczyk nie zamierzał milczeć.
„Groźby śmierci są skandaliczne. Nie dostawałem ich, kiedy walczyłem z BSD. Francuzi piszą do mnie po francusku i mówią mi, że umrę. Kimkolwiek są fani tego skurczybyka – są koszmarni. To będzie naprawdę miłe uczucie, móc zgasić światło temu dzieciakowi.”
Hooker jednym zdaniem potępił zachowanie kibiców i zapowiedział pokonanie Parnasse’a. Przekaz jest prosty: grożenie mu przed walką to najgorszy możliwy pomysł.