⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

GP Belgii 2026 dobiegło końca — i razem z nim odszedł w przeszłość Mercedes-AMG GT Black Series jako samochód bezpieczeństwa Formuły 1. Już tydzień później Budapeszt przyniósł premierę następcy: na tor wyjechał Mercedes-AMG GT 63 PRO 4MATIC+. Moment nieprzypadkowy — w 2026 roku Mercedes świętuje okrągłe 30-lecie dostarczania samochodów bezpieczeństwa dla F1.

Nowy samochód to nie zwykła przeróbka modelu z salonu. GT 63 PRO 4MATIC+ bazuje co prawda na wersji dostępnej w normalnej sprzedaży, lecz egzemplarz F1 otrzymał bardziej rozwinięty pakiet aerodynamiczny niż cywilna odmiana Pro oraz wymagany przez FIA system świetlny — nowocześniejszy niż ten montowany w poprzednim SC. Pod maską pracuje czterolitrowy V8 biturbo rozwijający 612 koni mechanicznych. Prędkość maksymalna wynosi 317 km/h.

Technika robi wrażenie również pod karoserią. Napęd na cztery koła samodzielnie dobiera rozłożenie mocy między osiami, a zawieszenie reaguje na przechyły w czasie rzeczywistym, indywidualnie dla każdego koła. Na torze samochód jeździ na wyścigowych oponach Pirelli. Węgierski debiut miał przy tym wyjątkową oprawę wizualną — GT 63 PRO pojawił się w specjalnych barwach upamiętniających 30-lecie Mercedesa w F1.

Trzydzieści lat i czternaście modeli

Wszystko zaczęło się w sezonie 1996, kiedy Mercedes zadebiutował jako dostawca samochodów bezpieczeństwa — za kierownicą zasiadał wówczas Mercedes-Benz C 36 AMG. GT 63 PRO 4MATIC+ jest czternastym modelem marki w tej roli. Przez lata Stuttgart miał konkurencję we własnym padoku: w latach 2021–2025 samochody Astona Martina pełniły funkcję oficjalnego SC Formuły 1 wymiennie z Mercedesem. Od 2026 roku ta rywalizacja należy do przeszłości — nowa umowa czyni Mercedesa wyłącznym dostawcą zarówno samochodu bezpieczeństwa, jak i medycznego.

Samochodem medycznym w sezonie 2026 jest Mercedes-AMG GT 63 S 4MATIC+ — ósmy model marki na tym stanowisku. Na każdy sezon Mercedes przygotowuje trzy egzemplarze SC i dwa auta medyczne, a w trakcie każdego weekendu wyścigowego na torze stoją dwa pojazdy z każdej kategorii. Całą flotą technicznie opiekuje się fabryka w Affalterbach. Oba modele pojawiają się również w seriach towarzyszących rozgrywanych przy okazji Grand Prix.

Za kierownicą GT 63 PRO zasiądzie — rzecz jasna — Bernd Mayländer. 55-letni Niemiec prowadzi samochód bezpieczeństwa F1 nieprzerwanie od 2000 roku, i to nie tylko w Mercedesach: w latach 2021–2025 zasiadał również za kółkiem Astona Martina. Podczas GP Australii 2026 zaliczył swój 500. wyjazd SC na przestrzeni kariery w Formule 1. Wartość kontraktu Mercedesa z F1 pozostaje tajemnicą — nigdy jej nie ujawniono.

Zero do czterech w pierwszym secie. W tamtym momencie mało kto dawał Fręch szanse. We wtorek wieczorem w Waszyngtonie Magdalena stała pod ścianą, a Ann Li grała z pewnością siebie wyżej notowanej zawodniczki. Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później.

Polska tenisistka odwróciła losy spotkania i wygrała 6:4, 6:3, awansując do 1/8 finału turnieju WTA 500. Całość zajęła 82 minuty. Fręch zajmuje 48. miejsce w rankingu WTA, Li — 31.. Pomimo gorszej pozycji to Polka wyszła z kortu jako zwyciężczyni.

Przełom nastąpił w piątym gemie pierwszego seta. Fręch wygrała przy podaniu rywalki po pięciu break pointach i aż 16 rozegranych punktach — przełamanie, które zmieniło cały obraz gry. Wcześniej przegrywała 0:4 i nic nie wskazywało na odwrócenie losów. Jakby tego było mało, w siódmym gemie mecz przerwały opady deszczu — przerwa trwała około godziny. Po powrocie na kort Fręch nie oddała Li już ani jednego gema w pierwszym secie i zamknęła go wynikiem 6:4.

Drugi set nie pozostawiał złudzeń. Fręch przełamała Li w piątym gemie i wyszła na prowadzenie 3:2, po czym wygrała kolejnego gema bez straty punktu, wychodząc na 4:2. Drugie przełamanie w dziewiątym gemie przypieczętowało wygraną — 6:3.

Koniec passy porażek z Li

Znaczenie tego zwycięstwa wykracza poza sam wynik. Przed meczem w Waszyngtonie Fręch przegrała z Li wszystkie pięć poprzednich pojedynków — w tym ostatni, w lutym 2026 roku w Dosze, wynikiem 3:6, 4:6. Wygrana w stolicy USA była więc pierwszą w ich szóstym wzajemnym starciu. Klątwa przełamana.

W 1/8 finału Fręch zmierzy się w czwartek z Jessicą Pegulą — najwyżej rozstawioną w turnieju i trzecią rakietą świata. Zadanie będzie niezwykle trudne: Polka nigdy wcześniej nie pokonała Peguli, a w trzech dotychczasowych meczach nie wygrała nawet jednego seta. Pegula to w Waszyngtonie zawodniczka z bogatą historią — triumfowała tu w 2019 roku, a do półfinału docierała w 2016 i 2023. Tegoroczny turniej jest dla niej siódmym w tej imprezie. W poprzedniej edycji odpadła jednak już w 2. rundzie.

Spośród Polek w Waszyngtonie pozostaje już tylko Fręch. Magda Linette odpadła w 1. rundzie, przegrywając z rozstawioną z numerem siódmym Leylah Fernandez z Kanady 1:6, 4:6.

Draymond Green mógł po prostu aktywować opcję zawodnika i spokojnie czekać na kolejny sezon. Wybrał inaczej. Zrezygnował z gwarantowanych 27,6 mln dolarów i podpisał z Golden State Warriors zupełnie nową umowę — na 27,7 mln dolarów, czyli o symboliczne 100 tysięcy dolarów więcej.

Różnica finansowa jest niemal niezauważalna. Ważniejszy jest kontekst. Nowy kontrakt obejmuje tylko jeden sezon, a — co kluczowe — nie zawiera klauzuli no-trade. Innymi słowy: 36-letni skrzydłowy nie będzie mógł zablokować ewentualnego transferu, gdyby Warriors zdecydowali się go wymienić.

Gest wobec drużyny, korzyść dla obu stron

Rezygnacja z opcji zawodnika przyniosła Warriors coś konkretnego. Klub zyskał większą swobodę finansową podczas rozmów z wolnymi agentami — a w lidze pełnej kosztownych przebudów składów to realna, nie tylko papierowa, przewaga.

Szczegóły nowej umowy jako pierwsze ujawniło Sport1.de.

Green jest jednym z filarów złotej ery Golden State. Z Warriors cztery razy sięgał po tytuł mistrza NBA, a w 2017 roku został wybrany najlepszym obrońcą ligi. Na kolejny sezon zostaje w San Francisco — choć tym razem bez gwarancji, że nikt go stamtąd nie wyśle.

W poniedziałek wieczorem, dokładnie o 20:44 czasu lokalnego, funkcjonariusze zatrzymali Anthony’ego Smitha. Były pretendent do pasa mistrza UFC w wadze półciężkiej trafił za kratki — do aresztu w więzieniu hrabstwa Sarpy. Zarzutów jest trzy i żaden z nich nie jest błahy.

Smith to Amerykanin z bogatą historią w klatce — walczył o tytuł mistrzowski UFC w wadze półciężkiej. Z organizacją pożegnał się na gali UFC Kansas City, gdzie Zhang Mingyang posłał go do nokautu. Mimo to ze świata MMA nie zniknął: regularnie pojawiał się przed kamerami jako ekspert i analityk podczas transmisji gal UFC. W kwietniu 2026 roku wrócił do rywalizacji — tym razem na gali Gamebred Bareknuckle MMA Jorge Masvidala, gdzie poddał Chase’a Shermana.

Trzy zarzuty, w tym groźby terrorystyczne

Jako pierwszy sprawę nagłośnił portal TMZ Sports, potwierdzenie przyszło od dziennikarza MMA Fighting Damona Martina. Smithowi przedstawiono zarzut kierowania gróźb o charakterze terrorystycznym, bezprawnego pozbawienia wolności pierwszego stopnia oraz usiłowania napaści domowej pierwszego stopnia. Szczegóły samego zdarzenia i okoliczności zatrzymania pozostają nieujawnione.

W stanie Nebraska za pierwsze dwa z tych czynów — groźby terrorystyczne i bezprawne pozbawienie wolności pierwszego stopnia — grozi do trzech lat więzienia, 18 miesięcy nadzoru po odbyciu kary oraz grzywna do 10 tysięcy dolarów. Trzeci zarzut, usiłowanie napaści domowej pierwszego stopnia, tamtejsze prawo klasyfikuje jako poważne przestępstwo.

W niedzielę napastnicy usłyszeli ukraiński akcent 20-letniej kobiety i postanowili zaatakować ją oraz jej partnera. Kilkadziesiąt godzin później sprawa odbiła się głośnym echem w polskim środowisku sportów walki.

Wrocławska policja zatrzymała dwóch mężczyzn — 27-latka i 45-latka. Obaj usłyszeli zarzuty. Zatrzymani to Adam C. i Mateusz M. Na profilach co najmniej jednego z nich widniały nawiązania do federacji GROMDA.

Właśnie ten szczegół nie dawał spokoju Mateuszowi Kubiszyn. 35-letni mistrz GROMDY wrzucił nagranie na profil Kacpermi na Instagramie i zwrócił się wprost do Adama C., używając jego pseudonimu „Cycu”.

„Cycu, razem z kolegami zaatakowali ukraińską parę. Dostał gość z Ukrainy, przy okazji dostała jego laska. No debile, jak można być takim gamoniem bez honoru? Nie interesują mnie nawet przyczyny, dlaczego tak się stało. Cycu, do Ciebie teraz mówię. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy przyjechać na Gromdę, to dla swojego dobra tego nie rób. Przeproś wszystkich, powiedz, że nie jesteś Gromdziarzem. Usuń ze swoich profili Gromdę.”

„Boli mnie, że jestem utożsamiany z takim patusem”

Kubiszyn nie ukrywał rozgoryczenia. Powiedział wprost: utożsamianie go z ludźmi dopuszczającymi się takich czynów po prostu go boli.

„Generalnie boli mnie to, że jestem utożsamiany z takim patusem. Boli też mnie trochę to, że ludzie patrzą na takich baranów i tworzą obraz nas, czołowych zawodników Gromdy, jako obraz patologii.”

Przekaz mistrza GROMDY jest krótki i jednoznaczny: kto atakuje niewinnych ludzi z powodu ich narodowości, nie ma wstępu na Gromdę — i nie ma prawa posługiwać się jej nazwą.

Kontrakty podpisane, data wyznaczona. 17 października w USA Sebastian Fundora stanie oko w oko z Ermalem Hadribeajem – stawką pas WBC wagi super półśredniej. Dla Albańczyka to pierwsza szansa na mistrzowski tytuł w całej karierze.

Mistrz kontra niepokonany pretendent

Fundora wchodzi do ringu jako urzędujący mistrz WBC kategorii do 69 kg. Bilans mówi sam za siebie: 24 zwycięstwa, 1 porażka, 1 remis – 16 z tych wygranych przed czasem. Ostatnio rozłożył Keitha Thurmana, co tylko utwierdziło go na szczycie dywizji. Ta gala to dla niego obowiązkowa obrona – WBC nie pozostawiło mu pola manewru.

Po drugiej stronie liny stanie 32-letni Ermal Hadribeaj z Albanii. Rekord nieskazitelny: 23 walki, zero porażek, 1 remis. Słabszy punkt? Zaledwie 8 zwycięstw przed czasem. W maju sięgnął po pas WBC Silver i tym samym wywalczył sobie prawo do walki o pełny tytuł. Teraz, u progu czterdziestki, dostaje szansę, na którą pracował przez całą karierę.

Starcie rysuje się jako wyraźny kontrast stylów. Fundora – nokauterska siła i doświadczenie obrońcy tytułu. Hadribeaj – czyste konto i głód pierwszego mistrzostwa. Gala odbędzie się w Stanach Zjednoczonych, kontrakty opieczętowane.

Gdy organizatorzy odsłonili logotyp turnieju, nie trzeba było długo szukać — bóbr, nieodłączny mieszkaniec tych stron, znalazł się na oficjalnym znaku 2027 IIHF Mistrzostw Świata U20 Dywizji IB. Wybór nie jest przypadkowy. Bóbr od lat kojarzony jest z Beskidem Sądeckim i doliną Popradu, a zawody odbędą się właśnie tutaj — w Krynicy-Zdroju, zwanej Perłą Polskich Uzdrowisk.

Turniej zaplanowano na 5–11 grudnia 2026 roku. To właśnie Krynica-Zdrój będzie gospodarzem 2027 IIHF Mistrzostw Świata U20 Dywizji IB.

Sześć reprezentacji powalczy o awans

Na lodzie staną reprezentacje Polski, Francji, Japonii, Estonii, Litwy i Korei Południowej. Sześć drużyn, jeden cel — awans do wyższej dywizji. Dla polskiej „Biało-Czerwonej” rola gospodarza oznacza jednocześnie dodatkową presję i realny atut.

Minuta 45+10. Michal Sacek wpakował piłkę do siatki, wyrównał na 1:1 i stadion Górnika eksplodował. Przez chwilę wyglądało to jak cud — że wicemistrz Polski rzeczywiście wywróci ten dwumecz do góry nogami. Nie wywrócił.

Rewanż z Fenerbahce rozegrano w środę, 29 lipca 2026 roku, na własnym stadionie Górnika Zabrze. Podopieczni trenera Michala Gasparika wychodzili na murawę z jedną bramką straty — w pierwszym meczu w Stambule padli 0:1 po golu Talisy z rzutu wolnego.

Rewanż zaczął się fatalnie. Już w 9. minucie Milan Skriniar znalazł się w polu karnym i upadł po kontakcie z Lukasem Sadilkiem. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Talisca podszedł spokojnie do piłki i w 12. minucie pokonał bramkarza Philippa Schulzego — 0:1 dla gości. Zabrze potrzebowało już dwóch goli, żeby awansować.

Odpowiedź przyszła tuż przed przerwą. W doliczonym czasie pierwszej połowy Sacek trafił do siatki i tchnął w Górnika nadzieję na dogrywkę. Przerwa, głęboki oddech — a po niej na murawę wszedł Mason Greenwood, latem sprowadzony do Fenerbahce z Olympique Marsylia.

Gunok zatrzasnął drzwi

Górnik pchał się do przodu, ale bramkarz Fenerbahce Gunok gasił kolejne próby zabrzan z niezawodną skutecznością. Wynik nie drgnął. Mecz zakończył się remisem 1:1 — i to Fenerbahce zameldowało się w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.

Dla Górnika to nie koniec europejskich przygód w tym sezonie, ale wyraźny krok wstecz. Zabrze trafi do III rundy eliminacji Ligi Europy, gdzie zmierzy się ze zwycięzcą dwumeczu FC Twente – Ferencvaros. Pierwsze spotkanie tej rywalizacji rozegrane zostanie na stadionie rywala.

Kto zdominuje Formułę 1 w najbardziej przełomowym sezonie od dekady? Na razie odpowiedź jest zaskakująco prosta: 19-letni Włoch w srebrnym bolidzie.

Sezon 2026 Formuły 1 liczy 23 rundy mistrzostw świata FIA Formula One World Championship. W stawce 22 kierowców aż 13 ma na koncie zwycięstwo w Grand Prix, a 17 stanęło już na podium. Na starcie stają czterej mistrzowie świata: Lewis Hamilton (Ferrari), Max Verstappen (Red Bull), Fernando Alonso (Aston Martin) oraz Lando Norris (McLaren). Jedynym prawdziwym debiutantem jest urodzony w 2007 roku Arvid Lindblad z Racing Bulls.

Rewolucja techniczna: lżejsze bolidy, nowe silniki, e-paliwa

Żaden sezon od lat nie przyniósł tak głębokich zmian regulaminowych. Nowe przepisy techniczne przebudowały zarówno aerodynamikę, jak i jednostki napędowe. Bolidy są lżejsze o około 30 kg względem poprzedniej generacji, a ruchome płaty przedniego i tylnego skrzydła tworzą aktywny układ aerodynamiczny. Zrezygnowano z podzespołu MGU-H odpowiedzialnego za odzysk energii cieplnej, a moc ze spalinowej części jednostki napędowej równa się teraz mocy elektrycznej. W zbiornikach zamiast tradycyjnych mieszanek płoną zrównoważone paliwa syntetyczne – e-paliwa o niższej emisyjności. To część kampanii „F1 Net Zero by 2030″, której celem jest osiągnięcie przez serię pełnej zeroemisyjności.

Nowe przepisy otworzyły drzwi nowym graczom. Audi w pełni przejęło zespół Saubera. Cadillac – nowy amerykański zespół – startuje na silnikach Ferrari z duetem Sergio Perez i Valtteri Bottas. Honda powróciła jako pełnoimienny dostawca silników dla Aston Martina. Ford wrócił w partnerstwie z Red Bull Powertrains, budując jednostki dla Red Bull Racing i Racing Bulls. Alpine pożegnało się z silnikami Renault na rzecz jednostek Mercedesa.

Składy wszystkich zespołów

Mercedes wystawia George’a Russella (nr 63) i Kimiego Antonellego (nr 12) w bolidzie F1 W17. Ferrari to Charles Leclerc (nr 16) i Lewis Hamilton (nr 44) w SF-26. McLaren-Mercedes stawia na Lando Norrisa (nr 1) i Oscara Piastriego (nr 81) w MCL40. Red Bull Racing wystawia Maxa Verstappena (nr 1) i Isaacka Hadjara (nr 6) w RB22 – Hadjar trafił do głównego zespołu, zastępując Yukiego Tsunodę.

Aston Martin-Honda to Fernando Alonso (nr 14) i Lance Stroll (nr 18) w AMR26. Racing Bulls wystawia Liama Lawsona (nr 30) i debiutanta Arvida Lindblada (nr 41) w VCARB-03. Alpine-Mercedes jedzie z Pierre’em Gaslym (nr 10) i Frankiem Colapinto (nr 43) w A526. Williams-Mercedes wystawia Alexandra Albona (nr 23) i Carlosa Sainza (nr 55) w FW48. Haas-Ferrari to Esteban Ocon (nr 31) i Oliver Bearman (nr 87) w VF-26. Audi wystawia Nico Hülkenberga (nr 27) i Gabriela Bortoleto (nr 5) w R26. Stawkę zamyka Cadillac-Ferrari z Perezem (nr 11) i Bottasem (nr 77) w MAC-26.

Dominacja Antonellego i niespodzianki sezonu

Sezon ruszył 6–8 marca Grand Prix Australii na Albert Parku w Melbourne – wygrał George Russell. Potem scenę przejął Kimi Antonelli. Dziewiętnastolatek urwał pięć wyścigów z rzędu: triumfował w Chinach, Japonii, Miami, Kanadzie i Monako. Do wyścigów głównych w pierwszych dziewięciu weekendach sezonu pole position należało wyłącznie do Mercedesa.

Sezon nie szczędził też historycznych chwil. Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Barcelony-Katalonii w barwach Ferrari – stał się najstarszym zwycięzcą wyścigu F1 od 1970 roku, bijąc rekord Jacka Brabhama. Charles Leclerc triumfował na Silverstone po raz pierwszy od GP USA 2024. Lando Norris dołączył do grona zwycięzców, wygrywając na Hungaroringu. A Max Verstappen? Na pierwsze podium w tym sezonie musiał czekać aż do GP Austrii na Red Bull Ringu.

Nie zabrakło też zawirowań poza torem. Zaplanowane na 10–12 kwietnia GP Bahrajnu i 17–19 kwietnia GP Arabii Saudyjskiej nie odbyły się z powodu niestabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. 26 lipca 2026 ogłoszono jednak powrót GP Bahrajnu do kalendarza – wyjątkowo na torze Sepang w Malezji (2–4 października), który gościł Grand Prix Wschodniej Azji w latach 1999–2017.

Klasyfikacje i terminarz

Stan na 27 lipca 2026: klasyfikację kierowców prowadzi Kimi Antonelli (Mercedes) z 219 punktami, przed Lewisem Hamiltonem (Ferrari, 169 pkt), George’em Russellem (Mercedes, 160 pkt), Charlesem Leclerciem (Ferrari, 138 pkt) i Lando Norrisem (McLaren, 128 pkt). Verstappen zajmuje szóste miejsce z 109 punktami, za nim Piastri (92 pkt), Hadjar (68 pkt), Lawson (43 pkt) i Gasly (42 pkt).

W klasyfikacji konstruktorów Mercedes prowadzi z 379 punktami przed Ferrari (307 pkt) i McLarenem-Mercedesem (220 pkt). Red Bull-RB Ford ma 177 punktów, Racing Bulls-RB Ford – 66 pkt, Alpine-Mercedes – 61 pkt, Haas-Ferrari – 21 pkt, Audi – 12 pkt, Williams-Mercedes – 11 pkt, Aston Martin-Honda – 1 pkt, Cadillak-Ferrari nie zdobył jeszcze żadnego punktu.

Najbliższy wyścig to GP Holandii na Zandvoort – 21–23 sierpnia 2026, wyścig główny o godzinie 15:00 czasu polskiego, sprint o 12:00. Cały sezon zakończy się 4–6 grudnia Grand Prix Abu Zabi. Wszystkie wyścigi można oglądać na żywo na kanałach Eleven Sports dostępnych w serwisie CANAL+ za 94 zł miesięcznie.

Skąd w ogóle bierze się taki pomysł — żeby po sześciu tytułach wielkoszlemowych i blisko 46 milionach dolarów zarobków zająć się pomaganiem tym, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki? Odpowiedź Igi Świątek jest zaskakująco osobista. I sięga prosto do jej dzieciństwa.

25-letnia tenisistka, laureatka sześciu turniejów wielkoszlemowych i zdobywczyni 25 tytułów WTA, udzieliła szczerego wywiadu w podcaście Natalii Szymańczyk. Mówiła o fundacji swojego imienia, otwartej w 2025 roku — ale też, co zdarza jej się rzadko, o kulisach własnej drogi na szczyt.

Pomysł sprzed trzech lat

Fundacja nie powstała z dnia na dzień. Świątek przyznała, że idea dojrzewała przez długi czas.

„Ten pomysł powstał już trzy lata temu, ale życie tenisowe jest tak intensywne, że czasami po prostu nie było na to czasu.”

W grudniu ogłosiła już nazwiska pierwszych stypendystów na 2026 rok. Cel fundacji jest dla niej głęboko osobisty — chce dawać młodym tenisistom to, czego sama nie miała na początku drogi. A brakowało niemało.

Polskie realia tenisa juniorskiego opisała bez owijania w bawełnę: żadnego systemu, żadnego wsparcia instytucjonalnego, wszystko na barkach rodzica.

„W tenisie jest trochę tak, że rodzic musi wymyśleć, którą drogą to dziecko ma podążać, z jakimi trenerami pracować, kiedy włączyć ogólnorozwojówkę, bo na to wszystko potrzebne są i prywatne środki, i ten pomysł rodzica.”

Medycyna sportowa? Też prymitywna. Kontuzja kostki oznaczała maść i folię — i tyle regeneracji. Wiele urazów, które dopadły ją w wieku 16–17 lat, wynikało z błędów treningowych popełnionych, gdy miała zaledwie 13–14 lat.

Do tego dochodziły finanse. Świątek po raz pierwszy publicznie przyznała, że rodzinie zdarzało się brakować pieniędzy. Ojciec, Tomasz Świątek, chronił jednak córki przed tą wiedzą.

„Na pewno był taki moment, że brakowało pieniędzy, ale tata trochę ukrywał to przede mną i przede nami, bo moja siostra też kiedyś grała.”

Siostra Agata przez jakiś czas rzeczywiście trenowała tenis. Obie wychowywały się w przekonaniu, że jedna kontuzja może przekreślić karierę — dlatego nauka musiała być priorytetem.

I przez większość życia Świątek zwyczajnie nie wierzyła, że na korcie osiągnie cokolwiek znaczącego.

„Przez większość swojego życia nie spodziewałam się, że osiągnę jakiś sukces w tenisie.”

Patrzyła na Agnieszkę Radwańską jak na wyjątek potwierdzający regułę.

„Raczej myślałam, że jeśli na przykład udało się tylko Agnieszce Radwańskiej, to jakie jest prawdopodobieństwo, że ja będę kolejna?”

Więcej wiary miał ojciec.

„Myślę, że mój tata miał czasami więcej wiary niż ja.”

Dziś, po blisko 46 milionach dolarów zarobionych na kortach, Świątek traktuje fundację jak projekt na resztę życia. Nie ukrywa, że planuje grać jeszcze mniej więcej dekadę — i już wie, co będzie potem.

„Mam nadzieję, że tych projektów będzie coraz więcej i że fundacja będzie się rozwijała, bo mam wrażenie, że to jest taka moja przyszłość — jak już kiedyś, za dziesięć lat, skończę grać w tenisa, to ta fundacja będzie czymś, z czego będę mogła być dumna.”

Instalacja aplikacji
Pobierz