Polska na stałe w Lidze Mistrzów? Goncalo Feio, szkoleniowiec z wieloletnim doświadczeniem w polskiej piłce, nie ma co do tego wątpliwości. W wywiadzie dla Daniela Sobisa z beIN SPORTS trener stawiał tezę spokojnie, bez zbędnej ekwilibrystyki: kierunek jest właściwy, wyniki przyjdą.
„Kolejnym krajem, który będzie regularnie wystawiał drużyny w Lidze Mistrzów, będzie Polska. Nie wydarzyło się to co prawda w tym sezonie, bo Lech i Górnik nie zdołały tego osiągnąć, ale to proces, który można już dostrzec.”
Feio stwierdził wprost, że Polska będzie kolejnym krajem regularnie wystawiającym drużyny w Lidze Mistrzów. Kontekst jest wymowny. Przez ostatnie 30 lat zaledwie jeden polski zespół zdołał awansować do tych rozgrywek. W bieżącym sezonie szansę miały dwa kluby — żaden jej nie wykorzystał. Lech Poznań odpadł z eliminacji po dwumeczu z Aarhus, a Górnik nie zdołał awansować do Ligi Mistrzów w sezonie 2025/26. Dwa wyjścia, dwa rozczarowania. A mimo to trener nie cofa ani słowa.
„Liga polska stoi już teraz na bardzo wysokim poziomie”
Feio ocenił, że polska liga stoi już teraz na bardzo wysokim poziomie i staje się coraz bardziej profesjonalna. Nie są to gołosłowne zapewnienia — trener wskazał konkretne filary tego wzrostu.
„Są dobre warunki do pracy, szkoleniowcy, rozwijający się piłkarze i dobre metody treningowe. Myślę, że właśnie to wnosi obecne pokolenie polskiej piłki.”
Dobre warunki do pracy, szkoleniowcy, rozwijający się piłkarze, metody treningowe — to atuty, które Feio przypisał obecnemu pokoleniu polskiej piłki. Zastrzegł jednak, że fundamentem całego procesu musi być wiedza i odpowiednie podejście — bez nich infrastruktura i talent nie wystarczą.
Feio wyraził przekonanie, że Polska dołączy na stałe do europejskiej czołówki klubowej, jeśli będzie konsekwentnie podążać obraną drogą. Ujął to krótko:
„To pewna droga, ale jeśli będzie się nią konsekwentnie podążać, naprawdę wierzę, że Polska będzie jednym z kolejnych krajów, których kluby na stałe dołączą do europejskiej czołówki.”
Człowiek, który przez wiele lat pracował w polskich klubach, mówi to z wnętrza systemu — nie z bezpiecznej odległości komentatorskiej loży. Dlatego właśnie jego słowa trudno zbagatelizować.
Mateusz Gamrot staje do swojej czternastej walki pod egidą UFC – i po raz pierwszy to właśnie on jest główną gwiazdą całej gali. UFC Fight Night #UFCVegas120 zaplanowano na sobotę, 8 sierpnia 2026 roku, w META Apex w Las Vegas. Rywalem „Gamera” będzie Quillan Salkilld – starcie w kategorii lekkiej (155 lb) zwieńczy wieczór jako walka główna.
Gamrot wchodzi do oktagonu z rekordem 26-4. Po drugiej stronie siatki stanie Salkilld z bilansem 12-1 ogółem i imponującym dorobkiem 5-0 w UFC. Doświadczony Polak kontra niepokonany w organizacji Australijczyk – trudno o lepszy przepis na main event.
Godziny transmisji – kiedy oglądać?
Karta wstępna startuje o 23:00 czasu polskiego i będzie dostępna wyłącznie na UFC Fight Pass. O 2:00 w nocy rusza karta główna – transmisja na UFC Fight Pass oraz na Polsat Sport 1. Walka Gamrota z Salkilldem, jako main event, pojawi się na ekranach jako ostatnia. Szacowany czas wejścia to około 4:00, jeśli na karcie głównej znajdzie się pięć walk, albo około 4:30 przy sześciu. W Stanach Zjednoczonych galę pokaże Paramount+.
Pełna rozpiska gali (11 walk)
Łącznie zaplanowano 11 pojedynków.
Karta główna (od 2:00 czasu polskiego):
Main event – 155 lb: Mateusz Gamrot (26-4) vs. Quillan Salkilld (12-1)
Co-main event – 155 lb: Billy Quarantillo (18-7) vs. Diego Ferreira (19-7)
145 lb: Darren Elkins (29-12) vs. Yadier del Valle (10-1)
265 lb: Jose Montanha (6-1) vs. Louie Sutherland (11-5)
170 lb: Ty Miller (7-0) vs. Billy Ray Goff (9-4)
135 lb: Miles Johns (15-5) vs. Jessie Rosas (8-1)
Karta wstępna (od 23:00 czasu polskiego):
205 lb: Diyar Nurgozhay (11-2) vs. Bruno Lopes (14-3)
265 lb: Steven Asplund (7-2) vs. Guilherme Pat (6-1)
115 lb: Amanda Lemos (15-6-1) vs. Alexia Thainara (14-1)
155 lb: Manoel Sousa (14-1) vs. Richie Miranda (13-1)
125 lb: Juliana Miller (4-4) vs. Ravena Oliveira (7-4-1)
Tło tygodnia dla polskich kibiców jest niejednoznaczne. W poprzedni weekend Mateusz Rębecki wygrał na gali w Belgradzie, ale Jan Błachowicz i Marcin Tybura wrócili stamtąd z porażkami. Teraz cała uwaga skupia się na Gamrocie – i na pytaniu, czy „Gamer” dołoży kolejne zwycięstwo do swojego konta w UFC.
Formuła 1 ma już upatrzone potencjalne europejskie lokalizacje zastępcze na finał sezonu 2026 — na wypadek, gdyby wyścigi na Bliskim Wschodzie musiały zostać odwołane. Ostateczna decyzja zapadnie we wrześniu. Na razie Katar i Abu Zabi pozostają w kalendarzu.
Stefano Domenicali, prezes i dyrektor generalny Formuły 1, odniósł się do tej kwestii po Grand Prix Węgier.
„W tej chwili wyścigi w Katarze i Abu Zabi są potwierdzone”
— powiedział Domenicali. Zaraz potem jednak nie zamknął drzwi przed scenariuszem awaryjnym.
„Jeśli jednak sytuacja nie poprawi się tak, jak mamy nadzieję, będziemy musieli rozważyć alternatywne rozwiązania”
— przyznał szef F1.
Bliski Wschód już odcisnął piętno na kalendarzu 2026
To nie są czysto hipotetyczne rozważania. Grand Prix Bahrajnu i Grand Prix Arabii Saudyjskiej zostały już wykreślone z kalendarza 2026 — powód: obawy o bezpieczeństwo związane z konfliktem z udziałem Iranu. Runda bahrajńska znalazła jednak nowy dom: przeniesiono ją do Malezji, na legendarny tor w Sepang, a wyścig zaplanowano na początek października.
Jeśli podobny los spotka Katar i Abu Zabi, F1 sięgnie po europejski plan B. Żadne konkretne tory nie zostały publicznie wskazane — Domenicali karty odkryje dopiero we wrześniu.
Taylor Fritz nie dał Kamilowi Majchrzakowi żadnych szans — wygrał 6:3, 6:4 w 1/8 finału turnieju ATP 1000 w Waszyngtonie. Cały mecz zamknął się w zaledwie 77 minutach. Dla Polaka to koniec drogi w stolicy USA, choć do tej rundy dotarł po naprawdę imponującym zwycięstwie nad wyżej notowanym rywalem.
Fritz dominował na serwisie
Amerykanin serwował w tym meczu niemal bez skazy. Po pierwszym podaniu zdobył aż 92 procent punktów — 12 z 13. Po drugim serwisie skuteczność była tylko odrobinę niższa: 80 procent, 8 z 10 akcji. Przy takich liczbach Majchrzak praktycznie nie miał jak szukać przełamania.
Polak wchodził na kort jako 72. rakieta świata. W pierwszej rundzie sprawił sporą niespodziankę — pokonał Tommy’ego Paula 7:5, 7:6 (7:4), zawodnika zajmującego 21. miejsce w rankingu ATP. Tamto zwycięstwo rozbudziło apetyt na więcej, Fritz okazał się jednak przeszkodą nie do przejścia.
W ćwierćfinale Amerykanin zagra z lepszym z pary Alex Michelsen – Adrian Mannarino.
Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Elblągu otwiera wakacyjny sezon koszykarski – i zaprasza najmłodszych do walki o parkiet w turnieju Streetball 3×3. Mecze rozegrane zostaną w poniedziałek, 3 sierpnia, na boisku Orlik przy Szkole Podstawowej nr 11. Pierwsza piłka poleci o 17:00.
Wstęp i udział są całkowicie bezpłatne. Na boisko mogą wbiec dzieci, które nie ukończyły 15 lat. Turniej jest częścią cyklu Wakacje z MOSiR-em – corocznej inicjatywy, która przez całe lato dostarcza elbląskim dzieciakom sportowych emocji w wakacyjne popołudnia.
Jak się zapisać?
Biuro zawodów otworzy się tego samego dnia o 16:30 – czyli pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Lepiej nie zwlekać: drużyny przyjmowane są według kolejności zgłoszeń, a limit to zaledwie 20 zespołów.
Jan Błachowicz stanie naprzeciwko Navajo Stirlinga w roli co-main eventu pierwszej w historii gali UFC na serbskiej ziemi — impreza zaplanowana jest na 1 sierpnia 2026 roku w Belgradzie. Dla 43-letniego Polaka to jednocześnie pierwsze wyjście do klatki w tym roku.
W czwartek, 30 lipca, odbyła się konferencja prasowa poprzedzająca wydarzenie. Za sprowadzenie UFC do Belgradu serbski rząd zapłacił 2,5 miliona dolarów — i ta inwestycja wyraźnie nakręca emocje wokół całej imprezy.
Zastępca za zastępcę
Droga do tej walki nie była prosta. Pierwotnie rywalem Błachowicza miał być Bogdan Guskov, ale Rosjanin na niespełna miesiąc przed galą przyjął zastępstwo za kontuzjowanego Khalila Rountree’ego i wszedł do klatki z Magomedem Ankalaevem. Ankalaev skończył tę walkę przed czasem — w piątej rundzie. Wolne miejsce po Guskovie zajął Navajo Stirling.
Błachowicz Guskova zna z autopsji — w grudniu 2025 roku skończyli swój pojedynek remisem. Teraz musi przestawić się na zupełnie inny profil rywala.
Stirling ma 28 lat, pochodzi z Nowej Zelandii i na co dzień trenuje w renomowanym klubie City Kickboxing. W MMA wciąż niepokonany, a branżowe media plasują go na 15. miejscu w rankingu półciężkich. Do Belgradu przyjeżdża rozgrzany: w drugiej połowie czerwca znokautował Iona Cutelabę i wraca do klatki po zaledwie około 40 dniach przerwy.
Między zawodnikami jest 15 lat różnicy. Błachowicz — 43 lata, Stirling — 28. Żeby wypaść przekonująco na historycznej gali w stolicy Serbii, Polak będzie musiał zneutralizować zarówno świeżość rywala, jak i jego nienaruszoną serię bez porażki.
Arkadiusz Wrzosek nie owijał w bawełnę: przez dwa lata od pierwszej walki z Arturem Szpilką ani Martin Lewandowski, ani Wojsław Rysiewski nie złożyli mu żadnej konkretnej propozycji rewanżu. A Szpilka — świeżo po wygranej z Augusto Sakaiem — zdążył już publicznie oznajmić, że ponowne starcie z Wrzoskiem go nie interesuje.
„Ani razu, odkąd była nasza walka w maju czy czerwcu 2024 roku, przez dwa lata nie usłyszałem na poważnie tematu walki z Arturem od Martina czy od Wojka” — powiedział Wrzosek.
Do pierwszego starcia doszło w maju lub czerwcu 2024 roku. Skończyło się błyskawicznie — Wrzosek znokautował byłego pretendenta do mistrzostwa świata w boksie w zaledwie trzynaście sekund. Krótko, ale treściwie. Mimo to 33-letni zawodnik podkreśla, że od rewanżu nigdy nie stronił — po prostu nikt się do niego z taką propozycją nie odezwał.
„Nigdy nie dostałem takiej wiadomości: data ta i ta, gala KSW, Artur Szpilka. Gdybym dostał, na pewno odpisałbym: tak” — stwierdził wprost.
Wrzosek przyznał, że gdyby organizacja sama wyszła z inicjatywą, nie miałby nic przeciwko. Zaraz po pierwszej walce publicznie mówił o rewanżu — najchętniej w wersji z stawką mistrzowskiego pasa w kategorii ciężkiej KSW. Dodał też, że nigdy sam nie wskazywał sobie rywali.
Szpilka kontra Sakai — i co dalej?
37-letni Szpilka w ostatnim pojedynku pokonał Augusto Sakaia, choć po drodze sam wylądował na deskach. Wrzosek nie skąpił mu pochwał — uznał ten pojedynek za najlepszy występ Szpilki pod szyldem KSW. Przy okazji jednak wytknął jeden znaczący fakt: spośród czołowych zawodników wagi ciężkiej KSW jedynie Szpilka nie zmierzył się jeszcze z Philem De Friesem.
Wrzosek z De Friesem już walczył. Mierzył się też ze Stefanem Vojčákiem — którego uważa za najtrudniejszego rywala w dywizji, zaraz po De Friesie. Do tego ma na koncie udział w eliminatorze do walki o pas mistrzowski w kategorii ciężkiej.
Na koniec Wrzosek zaznaczył, że mimo całej sytuacji do Szpilki urazy nie chowa.
„Ja w każdej walce trzymam za Artura kciuki. Chyba że walczyłby z Markiem Samociukiem, wtedy trzymałbym za Marka” — powiedział z rozbrajającą szczerością.
Ugandyjski pięściarz Aziz Abdul wyleciał z turnieju podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów 2026 w Glasgow za celowe uderzenie głową. Pierwsza dyskwalifikacja w historii tych igrzysk. Jego rywal — 21-letni Anglik Damar Thomas — awansował do półfinału.
Walka od początku szła po myśli Thomasa. Po pierwszej rundzie wszyscy trzej sędziowie punktowali 10:8 na korzyść Anglika. W drugiej rundzie Abdul dostał pierwsze ostrzeżenie — za kontynuowanie ataku mimo komendy „stop” wydanej przez arbitra.
Decydujący moment przyszedł w trzeciej rundzie. Podczas klinczu Abdul odepchnął Thomasa, po czym celowo uderzył go głową w brodę. Trzecie przewinienie. Arbiter nie miał wyjścia i natychmiast orzekł dyskwalifikację. Komentatorzy TNT Sports określili zachowanie Abdula jako „rażące lekceważenie przepisów boksu”.
„To ewidentne uderzenie na oczach sędziego. To było jego trzecie ostrzeżenie i dlatego został zdyskwalifikowany”
Thomas po walce nie ukrywał ulgi. „Wykonałem swoje zadanie. Cały czas wpadał na mnie głową. Z mojej strony było jeszcze trochę takiej 'ringowej rdzy’, ale najważniejsze jest zwycięstwo” — powiedział zwycięzca. W piątek 21-latek stanie naprzeciwko reprezentanta Irlandii Północnej Williego Johna McCartana.
Nokaut Holley-Sotomiego i owacja dla pokonanego
W ćwierćfinale kategorii do 70 kg emocje były zupełnie innego rodzaju. Reprezentant Walii Orlando Holley-Sotomi znokautował zawodnika z Lesotho Refiloe Thaia potężnym prawym sierpowym — a zaraz po gongu natychmiast podszedł do leżącego rywala i zainteresował się jego stanem zdrowia.
Thai usiadł na noszach, po chwili wstał o własnych siłach. Publiczność nagrodziła go jedną z największych owacji dnia. Dwa zupełnie różne obrazy sportowego ducha — ten sam wieczór, te same ringi w Glasgow.
Comarch Cracovia zmierzy się z Aksam Unią Oświęcim w niedzielę 3 listopada 2013 roku o godzinie 18:30. Bilety już są dostępne – i to w cenach, które nie powinny nikogo odstraszyć.
Wejściówki czekają w kasach Punktu Obsługi Kibica przy stadionie przy ul. Kałuży. W piątek 1 listopada kasy pracują od 10:00 do 16:00, dzień później – w sobotę 2 listopada – od 10:00 do 15:30. Kto nie zdąży przed meczem, też da radę: w niedzielę bilety będą sprzedawane bezpośrednio przy lodowisku przy ul. Siedleckiego, w godzinach 16:30–18:30.
Cennik biletów
Bilet normalny kosztuje 10 zł. Studenci zapłacą 5 zł. Najtaniej wejdą kobiety i dzieci do dwunastego roku życia – dla nich przewidziano symboliczną złotówkę.
GKS Katowice pokonał MSK Żylinę 3:1 (0:0) i zameldował się w III rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA. Wystarczyły trzy minuty — między 79. a 82. — żeby katowiczanie odwrócili losy meczu i definitywnie zamknęli sprawę awansu.
Rewanż II rundy kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA rozegrano w czwartek 30 lipca 2026 roku. GKS wchodził na boisko z długiem do odrobienia po pierwszym spotkaniu. Stawka była wyjątkowa z jeszcze jednego powodu: dla podopiecznych trenera Rafała Góraka był to pierwszy mecz u siebie w europejskich pucharach od 23 lat. Arena Katowice po raz pierwszy w historii gościła piłkę na arenie międzynarodowej.
Pierwsza połowa nie przyniosła goli, choć okazji nie brakowało po żadnej ze stron. W 5. minucie Adam Zrelak uderzył mocno z ostrego kąta — bramkarz Jakub Badzgoń zdołał interweniować. Czołowy snajper PKO BP Ekstraklasy trafił jeszcze głową w słupek. Żylina odpowiedziała w 18. minucie: były zawodnik GKS Marko Roginić wyszedł sam na sam z Gabrielem Kobylakiem, ale posłał piłkę obok bramki. Do przerwy 0:0.
Zwrot akcji w ostatnim kwadransie
Po wznowieniu GKS od razu ruszył do przodu. W 49. minucie Zrelak wykończył podanie Bartosza Nowaka i otworzył wynik — 1:0. Radość trwała jednak krótko. W 57. minucie Frantisek Kosa wyrównał strzałem sprzed pola karnego. Wynik 1:1 oznaczał, że katowiczanom wciąż brakuje jednej bramki do awansu.
I wtedy mecz eksplodował. W 79. minucie ofensywny pomocnik Mateusz Wdowiak dopadł do piłki po rzucie wolnym i wpakował ją do siatki — 2:1. Trzy minuty później Ilja Szkurin trafił z powietrza i ustalił wynik na 3:1. Dwa gole, 180 sekund, awans.
GKS Katowice zagra w III rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA.