⚡ Aktualnie:
Istna deklasacja! Beniaminek LHT Lublin dostał bolesną lekcję hokeja od Warszawian Ponad 600 dni czekania! Sawicki po triumfie w Sanoku: „W końcu możemy wyjść z podniesioną głową” Patryk Krężołek nie zwalnia tempa! Hat trick i jasny cel przed Pucharem Kontynentalnym Dramat gwiazdy Euvic GTK Gliwice. „Jesteśmy z Tobą, Selton” Tom Nolan znokautował Renato Moicano w walce wieczoru gali UFC Fight Night 292 Zdradziła, jak Świątek zachowywała się jako dziecko. „W ogóle się z nami nie bawiła” Harriet Dart pokonała Lilli Tagger w finale w Kantonie i zdobyła pierwszy tytuł WTA w karierze Tajemniczy transfer Unii Leszno. Sam zawodnik wyśmiał plotki „Jeśli Gaethje nie chce tego zrobić…” – Volkanovski gotów na walkę z Tsarukyanem NRG poza wyścigiem o Majora, Wildcard i Imperial blisko Singapuru Istna deklasacja! Beniaminek LHT Lublin dostał bolesną lekcję hokeja od Warszawian Ponad 600 dni czekania! Sawicki po triumfie w Sanoku: „W końcu możemy wyjść z podniesioną głową” Patryk Krężołek nie zwalnia tempa! Hat trick i jasny cel przed Pucharem Kontynentalnym Dramat gwiazdy Euvic GTK Gliwice. „Jesteśmy z Tobą, Selton” Tom Nolan znokautował Renato Moicano w walce wieczoru gali UFC Fight Night 292 Zdradziła, jak Świątek zachowywała się jako dziecko. „W ogóle się z nami nie bawiła” Harriet Dart pokonała Lilli Tagger w finale w Kantonie i zdobyła pierwszy tytuł WTA w karierze Tajemniczy transfer Unii Leszno. Sam zawodnik wyśmiał plotki „Jeśli Gaethje nie chce tego zrobić…” – Volkanovski gotów na walkę z Tsarukyanem NRG poza wyścigiem o Majora, Wildcard i Imperial blisko Singapuru

Taki rok Maja Chwalińska zapamięta na długo. Polka awansowała do finału Rolanda Garrosa, a chwilę później sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Wuhanie. I to właśnie ta seria wyników sprawiła, że o Chwalińskiej, polskiej tenisistce, zrobiło się głośno daleko poza granicami kraju.

Brytyjskie media nie szczędziły jej komplementów – i poszły w nich wyjątkowo daleko. Chwalińską porównano do Andy’ego Murraya, jednego z najwybitniejszych tenisistów ostatnich dekad. Takiego zestawienia użył dziennik „The Telegraph”, opisując przebieg finału w Wuhanie, w którym rywalką Polki była Kartal.

Jak Chwalińska „zagrała Murraya”

O przeciwniczce Polki brytyjscy dziennikarze pisali z uznaniem, określając ją jako „filigranową Kartal, lecz niezwykle silną zawodniczkę, która ma jeszcze sporo do zaoferowania”. Największe wrażenie na „The Telegraph” zrobiło jednak co innego – sposób, w jaki Chwalińska rozkładała jej grę na czynniki pierwsze.

„Zabójcze połączenie skrótów i lobów, które zmuszały Brytyjkę do daremnych sprintów po całym korcie – jak mysz uciekająca przed bawiącym się z nią kotem” – tak dziennik opisał taktykę Polki.

Ten właśnie fragment stał się punktem wyjścia do porównania z legendą brytyjskiego tenisa. Gazeta zaznaczyła, że taki sposób gry „już wcześniej przyniósł sukces Andy’emu Murrayowi”.

Nazwisko Murraya nie pojawiło się tu przypadkiem. To zawodnik, który przez lata wyznaczał standardy w światowym tenisie: był liderem rankingu ATP i zdobył trzy tytuły wielkoszlemowe. Dwukrotnie triumfował w Wimbledonie, raz wygrał US Open, a do finału Australian Open docierał aż pięciokrotnie.

Zestawienie nazwiska 21-letniej wówczas rewelacji z Wuhanu z dorobkiem tenisisty takiego formatu samo w sobie mówi wiele o tym, jak odebrano występ Chwalińskiej w Chinach. Dla Polki to kolejny dowód, że jej gra – oparta na taktycznej finezji, a nie wyłącznie sile uderzenia – zaczyna robić wrażenie na najbardziej wymagających obserwatorach światowego tenisa.

Sebastian Przybysz, były mistrz wagi koguciej KSW, po sobotniej gali XTB KSW 122 usiadł do obszernej rozmowy z portalem InTheCage.pl. 33-letni zawodnik nie owijał w bawełnę. Mówił o terapii, o ciężkim okresie w życiu i o tym, że domaga się kolejnej szansy na pas.

Urodzony w Gdańsku zawodnik od jakiegoś czasu mieszka już w Warszawie, gdzie przygotowuje się do walk pod szyldem WCA Fight Team. Przeprowadzka i zmiana obozu treningowego zbiegły się w czasie z osobistymi wyznaniami, które padły w rozmowie tuż po gali.

„Chodzę też na terapię od dłuższego czasu” – przyznał zawodnik.

„Miałem swój bardzo ciężki moment, po którym musiałem się trochę pozbierać”.

Nie krył przy tym, że po takim doświadczeniu nie ma zamiaru wracać do wizerunku, jaki kibice znali wcześniej. Zwrócił się wprost do internetowych krytyków, odpowiadając na zarzuty o zniknięcie dawnego, ugrzecznionego obrazu.

„No i wiem, że tam pięciu płaczków z Twittera mi napisze, nie zesraj się, ale szczerze chłopaki, mam was w pi*dzie, nie?”

Rachunki do wyrównania

Sportowo ma za sobą solidny bilans: 15 zwycięstw, 5 porażek i 1 remis w karierze MMA. W ostatnim starciu pokonał Edgarsa Skriversa jednogłośną decyzją sędziów i tym samym wrócił do klatki KSW. Wcześniej zapisał na swoim koncie także wygrane z Bruno Azevedo i Marcello Morellim.

Przed tym powrotem było jednak bolesne potknięcie – Przybysz przegrał niejednogłośnie na punkty z Vitaliim Yakymenką, tracąc w tym starciu pas mistrzowski wagi koguciej KSW. To właśnie ta porażka stoi dziś za jego żądaniem rewanżu.

Zawodnik przypomniał, że od lat należy do ścisłej czołówki kategorii koguciej i dwukrotnie zasiadał na tronie mistrzowskim. Jego zdaniem to wystarczający argument, by dostać kolejną szansę na walkę o pas.

„Przez lata jestem w czołówce tej kategorii wagowej. Byłem dwukrotnie mistrzem”.

Dla Przybysza KSW 122 to więc nie tylko kolejny wpis w karierze, ale i moment, w którym otwarcie stawia warunki powrotu na szczyt – zarówno w klatce, jak i poza nią.

Payton Talbott awansował o pięć pozycji w rankingu kategorii koguciej UFC po ostatniej wygranej. Ten 28-letni zawodnik pokonał Deivesona Figueiredo na gali UFC 332, która odbyła się w Salt Lake City nieco ponad tydzień temu. Ten triumf dał mu 7. miejsce w rankingu wagi koguciej, gdzie mistrzowski pas wciąż dzierży Petr Yan.

To było jego trzecie zwycięstwo z rzędu. Bilans Talbotta w zawodowym MMA wynosi obecnie 12 wygranych przy jednej porażce — aż dziewięć z tych triumfów zakończyło się przed czasem. Amerykanin rzadko więc zostawia werdykt sędziom.

W oktagonie UFC Talbott występuje od 2023 roku. Drzwi do organizacji otworzyła mu wygrana na Dana White’s Contender Series, a od tamtej pory zanotował bilans 6 wygranych i 1 przegranej. Jedyną porażkę zaliczył z Raonim Barcelosem, który pokonał go na punkty.

Rosnąca pozycja w rankingu

Organizacja zauważyła jego formę — Talbott był już dwukrotnie nagradzany bonusami po swoich występach na galach UFC. Dzięki awansowi na 7. miejsce rankingu kategorii koguciej otwiera mu się droga do starć z czołówką dywizji, w której wciąż rządzi Petr Yan.

Elina Switolina ogłosiła w poniedziałek, że rozwodzi się z mężem Gaëlem Monfilsem. Ta decyzja szóstej rakietki świata zamknęła pewien rozdział w jej życiu prywatnym, ale miała też inny skutek – przyspieszyła koniec kariery jej dotychczasowego partnera.

Switolina nie owijała w bawełnę, tłumacząc swoje motywy. „Musi odnaleźć drogę do samej siebie, a nie może tego zrobić, pozostając w małżeństwie” – przekazała. Para ma razem kilkuletnią córkę. Mimo rozstania Ukrainka zapewniła, że ona i Monfils pozostaną zgodnymi rodzicami.

Koniec kariery szybciej, niż planował

40-letni Monfils zakończył karierę tenisową wcześniej, niż pierwotnie zamierzał. Jak pisze „L’Equipe”, to właśnie problemy w małżeństwie tak go przytłoczyły, że dalsze występy straciły dla niego sens. Rozstanie przekreśliło możliwość kontynuowania gry i zmusiło go do porzucenia planów pożegnalnego występu podczas turnieju Paris Masters.

Decyzję o przejściu na emeryturę Francuz potwierdził 5 października – zanim jeszcze zdążył wystąpić w zaplanowanych na koniec kariery turniejach w Lyonie i Paryżu, imprezach, które miały być symbolicznym pożegnaniem z kortami. Wcześniej wielokrotnie powtarzał, że to 2026 rok, a nie bieżący, będzie jego ostatnim sezonem na zawodowych kortach. Chciał pożegnać się z karierą przed własną publicznością. Bieg wydarzeń pokrzyżował jednak te plany.

Formalnym potwierdzeniem zakończenia kariery stało się usunięcie nazwiska Francuza z rejestru zawodników podlegających kontrolom antydopingowym prowadzonym przez ITIA. Sygnał techniczny, ale jednoznaczny – Monfils oficjalnie przestał być czynnym zawodowym tenisistą.

Korona Kielce szuka nowego trenera. Klub rozstał się z dotychczasowym szkoleniowcem, Kiko Zielińskim – choć pogłoski o jego zwolnieniu krążyły już od dłuższego czasu, zanim doszło do oficjalnego rozstania. Problem w tym, że w chwili odejścia Zielińskiego Korona nie miała w zanadrzu gotowego następcy.

Jak podaje portal Meczyki, na liście kandydatów do objęcia zespołu znalazły się trzy nazwiska. Jeden z branych pod uwagę szkoleniowców ma za sobą epizod w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Wśród rozważanych są Robert Kolendowicz i Pavol Stano.

Kolendowicz pozostaje bez pracy od września 2025 roku, odkąd rozstał się z Pogonią Szczecin. Stano stracił z kolei posadę w słowackiej Żylinie w sierpniu 2026 roku. Obaj czekają na nowe wyzwanie od miesięcy, a Kielce mogą się okazać kolejnym przystankiem w karierze jednego z nich.

Tajemniczy trzeci kandydat

Jest jeszcze trzecie nazwisko na liście, o którym wiadomo naprawdę niewiele. Ten kandydat jest obecnie bez klubu i bez reprezentacji. Jedno jest pewne – to nie Maciej Skorża. Wśród wolnych szkoleniowców z doświadczeniem przy kadrze Polski pozostają Czesław Michniewicz i Michał Probierz, choć żadne źródło nie potwierdza wprost, że chodzi akurat o któregoś z nich.

Czasu na decyzję w Kielcach jest niewiele. Nazwisko nowego trenera ma być znane jeszcze przed najbliższym meczem klubu w PKO BP Ekstraklasie. Korona zajmuje obecnie 9. miejsce w tabeli z dorobkiem 15 punktów. Najbliższą okazję do ich powiększenia da domowe starcie z GKS Katowice, zaplanowane na 24 października na godzinę 14:45.

Bez jednej straconej gry w całej serii – tak właśnie wyglądał awans, jakiego Karmine Corp nigdy wcześniej w swojej historii nie zanotowało. Francuska ekipa z LEC rozbiła wietnamskie MVK Esports 3:0 w meczu decydującym o ostatnie miejsce w fazie szwajcarskiej Mistrzostw Świata 2026.

Obie drużyny grały ze sobą w fazie play-in już drugi raz. Pierwsze starcie, o bezpośredni awans do finałów Play-In z górnej drabinki, również zakończyło się pewnym zwycięstwem Francuzów 3:0. Rewanż – a stawka tym razem była najwyższa z możliwych – potoczył się niemal tym samym scenariuszem.

Pierwszy mecz serii Karmine Corp otworzyło wyborem Jayce’a, Lee Sina, Cassiopei, Zeri i Yumi. MVK odpowiedziało Yorickiem, Jarvanem IV, Akali, Ashe i Seraphine. Przewaga Francuzów była tak wyraźna, że na całej mapie oddali rywalom zaledwie dwa zabójstwa.

Drugi mecz zapamiętamy raczej za sprawą jednego, dość zaskakującego posunięcia – chyba najgłośniejszego w całej fazie play-in. MVK Esports postawiło na Malphite’a w dżungli, czyli wybór, którego nikt w tej roli nie widział od 2012 roku. Karmine Corp odpowiedziało Galio, a resztę składu dopełniły Qiyana, Ryze, Yunara i Lulu. Po stronie czerwonych MVK wystawiło też Rumble’a, Hweia, Luciana i Milio. Eksperyment z dżunglerem jednak się nie opłacił – już w piątej minucie gry Karmine Corp miało przewagę 2000 sztuk złota, co przełożyło się na zwycięstwo i prowadzenie w serii 2:0.

W trzecim meczu Francuzi sięgnęli po Zaahena, Naafiri, Viktora, Ezreala i Leonę, a MVK wystawiło Yone’a, Aatroxa, Syndrę, Twitcha i Camille. Reszta była już tylko formalnością – 3:0 w serii i bilet do najważniejszej fazy turnieju.

Co dalej dla obu drużyn

MVK Esports kończy przygodę z Mistrzostwami Świata 2026 na 17. miejscu. Karmine Corp dołącza z kolei do grona 16 drużyn, które zagrają w fazie szwajcarskiej – zaplanowanej na 23–31 października w Allen w Teksasie. Format przewiduje pięć rund w systemie Bo1 i Bo3: trzy zwycięstwa otwierają drogę do fazy pucharowej, trzy porażki kończą udział w turnieju natychmiast. Do rywalizacji o Puchar Przywoływacza przejdzie ostatecznie tylko ósemka najlepszych zespołów.

Trzecia mapa wielkiego finału w Attard na Malcie zapowiadała się fatalnie dla FURIA. „Byłem bardzo zły po trzeciej mapie. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek widzieli mnie tak wściekłego. Nie graliśmy naszej gry” — przyznał po meczu Sidnei „sidde” Macedo. A jednak brazylijska drużyna się pozbierała i ostatecznie pokonała BetBoom Team 3-2 w wielkim finale Thunderpick World Championship 2026.

To był już drugi z rzędu tytuł FURIA w tym turnieju — drużyna broniła mistrzostwa zdobytego w poprzedniej edycji. Do finału doszli przez półfinał, w którym rozbili Aurora 2:0. Turniej trwał od 14 do 18 października 2026 roku, a w fazie play-off na Malcie o awans rywalizowały cztery zespoły. Pula nagród sięgnęła miliona dolarów, z czego zwycięzcy przypadła połowa — 500 tysięcy dolarów. Ta kwota ma zostać podzielona po równo: połowa dla zawodników, połowa dla organizacji FURIA.

„Nie graliśmy naszej gry” — ale to zadziałało

Po słabej trzeciej mapie zespół, jak przyznał sidde, po prostu postanowił grać dalej, nie zastanawiając się, co będzie dalej. „Ale postanowiliśmy po prostu grać dalej i zobaczyć, co się stanie. I to zadziałało” — powiedział. Osobne słowa uznania skierował do kolegi z drużyny o pseudonimie Marix, który mimo choroby odegrał kluczową rolę w finale. „Jestem bardzo szczęśliwy z powodu chłopaków, zwłaszcza tego, co Marix zrobił dzisiaj. Był chory, a to niesamowite. Nie wiem, jak mu się to udało” — dodał sidde.

Kapitan FURIA, Gabriel „FalleN” Toledo, opowiadał z kolei o własnej drodze powrotnej do formy. Po poprzednim turnieju uznał, że zagrał słabo, więc dołożył dodatkową pracę indywidualną — codzienny Deathmatch i oglądanie dem. „To dla mnie wiele znaczy. Tylko ja wiem, ile pracowałem w tym tygodniu (…) To dowód na to, że dzięki ciężkiej pracy można wrócić” — przyznał FalleN.

Głos zabrał też Yuri „yuurih” Boian, brazylijski zawodnik FURIA. „Dobrze jest znów dotrzeć do finału. Minęło sporo czasu od naszego ostatniego finału, nie licząc Majora. Miło jest również pokonać zespoły takie jak Legacy i Aurora, z którymi ostatnio przegraliśmy” — powiedział yuurih. Wcześniej to właśnie z Legacy i Aurora FURIA przegrywała, więc rewanże przed finałem smakowały wyjątkowo.

Yuurih wspomniał też o napiętym kalendarzu startów. „Nie ma nic lepszego niż wygranie turnieju. Gramy w wielu turniejach i mamy tylko kilka dni na odpoczynek. Najlepszą nagrodą jest zdecydowanie zdobycie tytułu” — powiedział. Zapytany o przyszłych rywali, wymienił trzy drużyny, które FURIA traktuje jako punkt odniesienia. „Byłoby nam bardzo miło wygrać ten turniej, zwłaszcza gdyby naszym przeciwnikiem byli Falcons. Staramy się pokonać najlepsze drużyny — Falcons, Spirit, MOUZ. Jeśli pokonamy ich w finale, to byłoby bardzo dobrze” — dodał.

Piątkowy trening przed Grand Prix Singapuru przyniósł najlepszy czas George’owi Russellowi na ulicznym torze Marina Bay. Co z tego, skoro w samym wyścigu Brytyjczyk ruszał z końca stawki – pokutował karę za przekroczenie dozwolonej puli jednostek napędowych, konsekwencję awarii silnika, która wcześniej wyeliminowała go z GP Bahrajnu w Malezji. Na domiar złego w Singapurze to Andrea Kimi Antonelli jechał ulepszoną wersją bolidu, a jego kolega z zespołu musiał zadowolić się starszą specyfikacją. Dla obserwatorów śledzących sprawę w sieci to był wystarczający dowód: Mercedes rzekomo faworyzuje Włocha.

A liczby same w sobie robią wrażenie. W sezonie 2026 Antonelli zanotował już osiem zwycięstw, Russell – trzy. W klasyfikacji mistrzostw dzieli ich obecnie 102 punkty. Jeśli wyniki ułożą się po jego myśli, 20-letni kierowca z Bolonii może przypieczętować tytuł mistrza świata już na Grand Prix USA.

Szef Mercedesa nie zostawił jednak na tych teoriach suchej nitki. Toto Wolff odrzucił sugestie o faworyzowaniu Antonellego, nazywając je wprost pozbawionymi sensu.

Ci ludzie są bezmyślni. Każdy, kto tak uważa

Austriak sięgnął po własne doświadczenia z paddocku, wracając pamięcią do czasów, gdy pracował dla Williamsa.

Odkąd pojawiłem się w F1 – jeszcze w czasach pracy dla Williamsa – zawsze starałem się zachowywać jak największą równowagę i przejrzystość w relacjach z kierowcami

Przywołał też przykład z zupełnie innej epoki sportu – rozmowę z Alainem Prostem o źródłach jego słynnego konfliktu z Ayrtonem Senną.

Powiedział, że problem polegał na tym, iż nigdy nie wiedzieli, po której stronie jest zespół

Zresztą zespół z Brackley sam ma na koncie podobne doświadczenia. Rywalizacja Lewisa Hamiltona z Nico Rosbergiem swego czasu mocno dawała się we znaki atmosferze w garażu Mercedesa. Wygląda na to, że Wolff robi wszystko, by uniknąć powtórki tamtego scenariusza.

Dwaj wychowankowie, jedna linia

Obaj kierowcy przeszli przez junior program Mercedesa, choć w różnym wieku – Antonelli trafił tam jako 11-latek, Russell dołączył jako 17-latek. Brytyjczyk ma więc za sobą dłuższy staż w zespole, ale zdaniem Wolffa nie przekłada się to na żadne preferencje.

Łączą nas bardzo bliskie relacje. Dlatego to dość irytujące, gdy jacyś szaleńcy, którzy kompletnie nie rozumieją, na czym polegają relacje międzyludzkie, wysuwają tego typu oskarżenia

Szef zespołu podkreślił przy tym, że obaj kierowcy doskonale rozumieją zasady gry.

Najważniejsze jest to, że George wie, jak działa zespół, i Kimi również to wie. Zawsze będziemy starali się zapewniać im równe szanse

Od faktów Wolff jednak nie uciekał. Przyznał wprost, że matematyczne szanse Antonellego na mistrzostwo są obecnie znacznie większe niż Russella. To nie faworyzowanie – to po prostu arytmetyka sezonu, w którym jeden kierowca wygrał osiem wyścigów, a drugi trzy.

24 października Alexander Volkanovski wejdzie do klatki, by po raz kolejny bronić pasa mistrzowskiego kategorii piórkowej. Walka odbędzie się podczas gali UFC 333, a naprzeciw Australijczyka stanie niepokonany Mowsar Jewlojew. Sam mistrz nie zostawia miejsca na niedopowiedzenia – zapowiada, że znokautuje swojego rywala.

Ciekawsze od samej zapowiedzi starcia z Jewlojewem są jednak plany Volkanovskiego na później. Po tej walce chciałby stoczyć pojedynek o drugi pas mistrzowski. W programie Who The Fook Pod rzucił konkretną propozycję: superwalkę z Justinem Gaethje o pas wagi lekkiej, po której obaj zakończyliby kariery.

„Zróbmy superwalkę z Justinem Gaethje’em, połóżmy na szali pas wagi lekkiej, a potem obaj możemy zakończyć kariery” – powiedział Volkanovski.

Gaethje, obecny mistrz wagi lekkiej UFC, sam otwarcie mówi, że jest bliski końca kariery i być może już nie wróci do klatki. Jeśli jednak miałby jeszcze raz zawalczyć, liczy na duże starcie. A trudno o większe niż pojedynek z mistrzem piórkowej.

Volkanovski nie zostawia wątpliwości – widzi to jako ostatni rozdział dla obu zawodników. „Zaraz po tym starciu reszta kategorii niech sama zdecyduje, co dalej. Zróbmy to” – dodał w rozmowie.

Trzecia próba w wyższej wadze

Gdyby do tej walki doszło, byłaby to już trzecia próba Volkanovskiego zdobycia tytułu w wyższej kategorii wagowej. Pierwszy raz sięgnął po drugi pas w lutym 2023 roku, mierząc się z Islamem Machaczewem. Tamten pojedynek przegrał na punkty. Jeszcze w tym samym roku doszło do rewanżu – ten zakończył się jeszcze gorzej dla Australijczyka, bo Machaczew znokautował go w pierwszej rundzie.

Teraz Volkanovski mierzy wyżej niż kiedykolwiek, zakładając przy tym, że ta walka mogłaby być jego ostatnią. Najpierw jednak czeka go Jewlojew. To on zadecyduje, czy marzenie o pojedynku z Gaethje w ogóle będzie miało szansę się ziścić.

Mirage, drugi set finału: 13-2. Chwilę później pada Cache, 13-10, i Ninjas in Pyjamas mogą już świętować tytuł. W wielkim finale Stake Pulse Beat III szwedzka organizacja pokonała MIBR 2-0, kończąc tym samym cały turniej na pierwszym miejscu.

To coś więcej niż kolejny puchar na półce. Triumf w Sztokholmie zbliża szanse NiP na kwalifikację do PGL Singapore Major 2026 do niemal 100%. Stawka tego turnieju była więc znacznie wyższa niż sama pula nagród.

Bohaterem finału okazał się Kacper „xKacpersky” Gabara, wybrany najlepszym graczem meczu. W serii best-of-three zanotował 61 zabójstw przy 44 zgonach. Jego ADR na poziomie 94 był przy tym najwyższym wynikiem spośród wszystkich uczestników całego turnieju.

Podział nagród i stawka turnieju

Za pierwsze miejsce Ninjas in Pyjamas zainkasowało 30 000 dolarów. MIBR jako wicemistrzowie musieli zadowolić się 12 000 dolarów, a trzecie miejsce, warte 10 000 dolarów, trafiło do HEROIC. Stawkę płatnej czwórki zamknęło 100 Thieves, zgarniając za 4. miejsce 6 000 dolarów.

Niżej w tabeli Sangal, Astralis, fnatic i Liquid podzieliły się miejscami 5.–8., każda inkasując po 4 000 dolarów. Miejsca 9.–12. przypadły BC.Game, HOTU, JiJieHao oraz Inner Circle — po 1 500 dolarów dla każdej z ekip.

Stake Pulse Beat III rozgrywano w Sztokholmie od 12 do 17 października. W stawce znalazło się szesnaście drużyn, walczących o pulę nagród wynoszącą 80 000 dolarów. Dla Ninjas in Pyjamas liczył się jednak nie tylko czek — przede wszystkim chodziło o bilet w stronę Singapuru.

Instalacja aplikacji
Pobierz