Sobota, 24 października, godzina 21:00 – paryska hala Zénith zapełni się kibicami na gali Hexagone MMA 48. Gwoździem programu będzie starcie o pas w wadze muszej: Samba Sima kontra Léopold Goi.
Sima wchodzi do klatki z czystym kontem 4-0 – nie przegrał jeszcze żadnej walki. Mistrzowski pas to jednak dla niego nowość, więc i presja będzie zgoła inna niż we wcześniejszych pojedynkach. Naprzeciwko stanie Léopold Goi z bilansem 8-3. Obaj zawodnicy wywodzą się z Paryża, co tylko podgrzewa atmosferę przed lokalną publicznością.
Co-main event to pojedynek Paula Deny z Bilalem Labidem. Dena – znany też jako Paul Denis Navero – ma na koncie 3-1. Wraca po pierwszej porażce w karierze zawodowej: w czerwcu przegrał przez nokaut z Anzorem Baybatyrovem. Po drugiej stronie klatki Bilal Labid, kojarzony dotąd z kickboxingiem, również z bilansem 3-1.
Pozostałe starcia karty
W wadze lekkiej debiut w Hexagone MMA zalicza Turpal Younousov, a jego rywalem będzie Mikail Bayram. Younousov notuje bilans 5-1, Bayram może pochwalić się rekordem 8-3 – walka odbędzie się w limicie wagowym kategorii lekkiej.
W piórkowej zmierzą się Arnaud Prigent i Ibrahim Diallo. Bilanse identyczne – 4-1 po obu stronach, więc o jednoznacznym faworycie trudno mówić. Waga półśrednia to z kolei starcie Pierre’a Manzo z Alexem Hue. Manzo wciąż niepokonany, 2-0, Hue z dorobkiem 1-1.
Kartę uzupełnią Rayan Balbali, Youssouf Ouattara, Axel Jean-Alphonse, Saber Cherifi oraz Mahamade Demba Samba.
Brytyjski portal Sky News ujawnił treść listu skierowanego do władz FIFA z żądaniem wyjaśnień. Podpisał go sekretarz generalny UEFA Theodore Theodoridis, na co dzień odpowiedzialny za bieżące funkcjonowanie europejskiej centrali piłkarskiej. W dokumencie znalazło się aż 42 pytania skierowane do urzędującego prezydenta FIFA Gianniego Infantino.
Sedno sprawy to kontakty Infantino z prezydentem USA Donaldem Trumpem oraz osobami z jego najbliższego otoczenia – to one budzą wątpliwości przedstawicieli UEFA. Trump, obecny gospodarz Białego Domu, przewija się przez list przy kilku wątkach naraz: od planów biznesowych FIFA po konkretną sprawę dyscyplinarną jednego z piłkarzy.
Jednym z punktów zapytania jest los projektu FIFA Forward Enterprise, z którego Infantino ostatecznie się wycofał. Przedsięwzięcie zakładało sprzedaż prywatnym inwestorom 20 proc. udziałów w spółce zarządzającej prawami komercyjnymi do turniejów FIFA, a wartość całej transakcji szacowano na około 4,2 mld dolarów. W rozmowach uczestniczyła firma Thrive Capital, kierowana przez Joshuę Kushnera – brata zięcia Donalda Trumpa. Projekt ostatecznie upadł po sprzeciwie, w którym istotną rolę odegrali przedstawiciele europejskiego futbolu – ci sami, którzy teraz domagają się wyjaśnień.
Pytania UEFA nie kończą się na finansach. Europejska federacja chce też wiedzieć, jak doszło do ustanowienia Pokojowej Nagrody FIFA i przyznania jej Donaldowi Trumpowi. Osobny wątek dotyczy wynajęcia przez FIFA biur w nowojorskim Trump Tower za około 4 mln dolarów na siedem lat, a kolejny – rozmów o stworzeniu kryptowaluty FIFA.
Sprawa Baloguna i pytanie o wpływ polityki na boisko
Najbardziej drażliwy fragment listu dotyczy Folarina Baloguna, napastnikowi reprezentacji USA cofnięto bowiem zawieszenie za żółte kartki przed meczem z Belgią. Według doniesień Donald Trump miał osobiście lobbować u Infantino w interesie amerykańskiej kadry w tej konkretnej sprawie. UEFA chce teraz ustalić, czy ta rozmowa miała realny wpływ na przebieg postępowania dyscyplinarnego wobec zawodnika.
Czasu na odpowiedź FIFA dostała niewiele. Termin na przedstawienie wyjaśnień i stosownej dokumentacji wyznaczono na 2 listopada. Sprawa nabiera dodatkowego ciężaru w kontekście kalendarza władzy w światowej piłce – wybory prezesa FIFA zaplanowano na 18 marca 2027 roku, a Infantino zamierza ubiegać się o reelekcję. Na razie FIFA nie przedstawiła oficjalnej odpowiedzi na nowe żądania UEFA.
Lorenzo Musetti pokonał Matteo Arnaldiego 6:1, 6:4 w I rundzie turnieju ATP 250 w Lyonie. Obaj reprezentują Włochy, ale o wyrównanej walce nie było mowy – różnica klasy była widoczna od pierwszych gemów.
Spotkanie zamknęło się w 80 minut. Musetti, 24-letni zawodnik pochodzący z Carrary, przez cały mecz ani razu nie oddał własnego podania. Do tego pięć asów serwisowych i aż 15 uderzeń kończących akcję – a przy tym cztery wykorzystane przełamania na pięć okazji. Taki bilans nie zostawiał Arnaldiemu złudzeń.
To już piąte z rzędu zwycięstwo Musettiego nad Arnaldim w bezpośrednich starciach na poziomie głównego cyklu – rywal wciąż czeka na pierwszy triumf w tej rywalizacji. Warto jednak spojrzeć szerzej na sezon obu Włochów. Rok 2026 nie jest dla Musettiego udany – zmaga się z problemami zdrowotnymi, przez co wypadł poza czołową dwudziestkę piątkę rankingu ATP. Mimo to w Lyonie gra z numerem szóstym. Zupełnie inaczej wygląda to u Arnaldiego – w Paryżu doszedł do półfinału Rolanda Garrosa, co jest jego życiowym osiągnięciem.
W II rundzie na Musettiego czeka Moise Kouame. To zaledwie 17-letni Francuz, który do stawki turnieju Grand Prix Auvergne-Rhône-Alpes trafił dzięki dzikiej karcie. Już w pierwszej rundzie pokazał, że nie przyjechał do Lyonu na wycieczkę, pokonując Lorenzo Sonego 7:6(2), 6:4.
Kolejne niespodzianki i walka o miejsca w drabince
Kouame nie był jedynym młodzieniakiem, który namieszał w Lyonie. Felix Balshaw, 20-letni reprezentant gospodarzy, pokonał Jaime Farię 6:2, 4:6, 6:3. Dla Francuza to pierwsze w karierze zwycięstwo na poziomie głównego cyklu – symboliczny przełom.
W poniedziałek odbyły się też mecze decydującej rundy kwalifikacji. Do głównej drabinki turnieju przebili się Pierre-Hugues Herbert, Borna Gojo, Kyrian Jacquet i Clement Tabur. Stawka w Lyonie powiększyła się więc o kolejnych zawodników gotowych namieszać wśród rozstawionych faworytów.
UFC nie zaproponowało Faridowi Basharatowi nowego kontraktu po wygaśnięciu poprzedniej umowy – a to mimo że w oktagonie nigdy nie przegrał. 29-letni zawodnik kategorii koguciej zostawia w organizacji bilans 7-0. To najlepsza aktywna seria zwycięstw w całej tej wadze: siedem walk z rzędu bez porażki.
O rozstaniu zawodnik poinformował sam – na Instagramie. „Informacja jest potwierdzona – nie jestem już w UFC” – napisał.
Do organizacji trafił po zwycięstwie na gali Dana White’s Contender Series w 2022 roku. Od tamtej pory nie przegrał ani razu, a jego ogólny bilans zawodowy w MMA to 16-0. Sześć z siedmiu wygranych w UFC zapadło na podstawie decyzji sędziowskiej – ostatnia z nich przypieczętowała zwycięstwo nad Johnem Garzą. W rankingu wagi koguciej zajmował 13. miejsce, a jego seria zwycięstw była nie tylko najdłuższą w kategorii, ale też czwartą najdłuższą w historii całej organizacji.
Taki dorobek nie wystarczył jednak na przedłużenie umowy. Sam zawodnik przyznaje, że czekał na propozycję, która po prostu nigdy nie nadeszła. „Od mojej ostatniej walki nie otrzymałem propozycji kontraktu czy walki. Czekałem, ale to nigdy nie nadeszło” – napisał Basharat. Zastrzegł przy tym, że wina nie leżała po jego stronie: „Na pewno nie odmawiałem walk podczas mojej kariery” – zaznaczył.
„Zmierzają w innym kierunku”
We wpisie nie krył rozczarowania tym, dokąd zmierza dziś UFC. „Niestety organizacja nie jest już tym, czym była w przeszłości. Zmierzają w innym kierunku, niż ten, który kochałem oglądając gale w przeszłości” – ocenił.
Mimo braku oferty od największej organizacji MMA na świecie, co do własnej wartości Basharat nie ma żadnych wątpliwości. „Czuję, że jestem najlepszym kogucim na całym świecie…” – napisał.
„Informacja jest potwierdzona – nie jestem już w UFC.”
Odchodzi więc jako jeden z nielicznych zawodników w historii UFC, którzy żegnają się z organizacją niepokonani, z serią zwycięstw wciąż figurującą na liście najlepszych w federacji. Gdzie stoczy kolejną walkę przy bilansie 16-0, na razie nie wiadomo.
Drugie starcie z Danielem Duboisem znów zakończyło się na niekorzyść Fabio Wardleya. Porażka zabolała, ale o zakończeniu kariery Brytyjczyk nie myśli – wręcz przeciwnie, zapowiedział już, że wróci silniejszy.
Bilans Wardleya to teraz 20 zwycięstw, 2 porażki i 1 remis, z czego aż 19 triumfów przyszło przed czasem, przez nokaut. Dubois, który był mistrzem świata wagi ciężkiej, ma na koncie 24 zwycięstwa i 3 porażki – 23 razy kończył rywala, zanim doszło do odczytania werdyktu sędziów.
Głos po walce zabrał też Derek Chisora. Doświadczony pięściarz radził Wardleyowi, by powiesił rękawice na kołku. Ten jednak nie wygląda na kogoś, kto zamierza tę radę posłuchać.
„To z pewnością nie była moja noc, ale wrócę mocniejszy” – powiedział Wardley po walce.
Brytyjczyk sięgnął przy tym po przykład samego Duboisa. „Dubois też przegrał, a potem wrócił i został mistrzem” – zauważył, dodając: „Zamierzam podążyć tą samą drogą. To jeszcze nie koniec”.
Przypomniał też, z jak daleka wystartował. Zaczynał na galach „białych kołnierzyków” – amatorskich imprezach dla ludzi spoza zawodowego boksu. „Walcząc na galach „białych kołnierzyków” nawet nie marzyłem o tym, że dojdę tak daleko” – przyznał.
Dorobek, który ma przemawiać za powrotem
W bokserskim CV Wardleya figuruje kilka znaczących nazwisk. David Adeleye padł przez TKO w 7. rundzie, Frazer Clarke poszedł na deski błyskawicznie – TKO już w 1. rundzie. Do tego nokaut nad Justisem Huni w 10. rundzie oraz TKO w starciu z Josephem Parkerem w 11. rundzie. Właśnie na tych wynikach Brytyjczyk chce oprzeć swój powrót po drugiej przegranej z Duboisem.
BNK FEARX pokonało Team WE 3:1 w finale Demacia Cup Global Invitational 2026. Decydujący mecz rozegrano 17 października 2026 roku. Naprzeciw siebie stanęły wtedy Team WE — ostatnia chińska drużyna broniąca honoru gospodarzy — oraz południowokoreański zespół BNK FEARX.
Faza playoffów toczyła się na żywo w JD Esports Center w Pekinie od 12 października. Z dwunastu drużyn, które zaczynały turniej, po fazie grupowej zostało ośmiu najlepszych — one właśnie rywalizowały dalej w systemie pojedynczej eliminacji. Wielki finał rozegrano w formacie Bo5, zgodnie z zasadami Fearless Draft. Te same reguły dawały zawodnikom stały kontakt głosowy ze sztabem trenerskim przez cały czas trwania meczów.
Stronę mapy w pierwszym starciu wylosowano rzutem monetą. Serię otworzyło zwycięstwo BNK FEARX. Kluczową postacią okazał się Raptor — na Lee Sinie zanotował 11/2/6 i odebrał tytuł MVP meczu.
Na drugiej mapie Koreańczycy nie dali rywalom żadnych szans. Mecz skończył się już po 27 minutach. Po tym zwycięstwie BNK FEARX dzieliła od tytułu tylko jedna wygrana mapa.
Team WE odpowiedziało w trzecim meczu, wygrywając i odwracając bieg serii. Monki poprowadził zespół Wukongiem, kończąc starcie ze statystykami 5/0/1. Po drugiej stronie mapy Taeyoon z FEARX grał Caitlyn i mimo porażki drużyny utrzymywał przewagę nad rywalem na Ezrealu.
Decydujący czwarty mecz
W meczu numer cztery BNK FEARX domknęło serię, wygrywając już w 23. minucie. Taeyoon, tym razem na Ashe, już w 15. minucie miał przewagę w złocie przekraczającą 3 000. Pięć minut później, w 20. minucie, przewaga złota całej drużyny FEARX urosła do 10 000 — na taki dystans rywale nie mieli już odpowiedzi.
Wynik 3:1 dał BNK FEARX pierwsze miejsce i tytuł mistrzów Demacia Cup Global Invitational 2026. Raptor, bohater pierwszego meczu, został też wybrany MVP całych finałów. Team WE musiało zadowolić się drugim miejscem.
Cały turniej Demacia Cup Global Invitational 2026 trwał od 3 do 17 października, a udział w nim wzięły czołowe składy, którym nie udało się zakwalifikować do Mistrzostw Świata 2026. Do podziału była łączna pula nagród w wysokości 1 500 000 CNY, czyli około 223 729 USD. Za triumf BNK FEARX zainkasowało 600 000 CNY i zabrało trofeum mistrzowskie do Korei Południowej.
McLaren potwierdził zatrzymanie Leonardo Fornarolego w roli kierowcy rezerwowego na sezon 2027. Włoch połączy te obowiązki ze startami w Długodystansowych Mistrzostwach Świata (WEC) — tam zespół z Woking dopiero wystartuje z Hipersamochodem.
21-letni zawodnik ma na koncie tytuły mistrzowskie zarówno Formuły 3, jak i Formuły 2. Z McLarenem współpracuje od 2026 roku — wspiera zespół w pracy symulatorowej, pojawia się też podczas weekendów Grand Prix. To właśnie w ramach tej roli wypełnia obowiązek startów młodych kierowców w piątkowych treningach.
Przy okazji minionego sezonu Fornaroli nieformalnie współpracował też z Haasem. Amerykańska ekipa rozważała jego angaż na 2027 rok w miejsce Estebana Ocona, a Włoch zdążył nawet pojeździć starszymi bolidami Haasa podczas prywatnych testów. Ostatecznie zespół postawił na Rafaela Camarę — i tym samym droga do bolidu Formuły 1 w przyszłym roku dla Fornarolego się zamknęła.
Sam zainteresowany nie kryje zadowolenia ze współpracy z McLarenem. „Mój tegoroczny program z McLarenem był niesamowity” — przyznał Fornaroli, podsumowując sezon. „Zebrałem cenne doświadczenie przy okazji prywatnych testów, sesji w symulatorze oraz dwóch piątkowych treningów” — dodał.
Podziękował też zespołowi za okazane zaufanie. „Chciałbym podziękować McLarenowi za jego wsparcie oraz podarowane mi szanse” — powiedział kierowca. Przedłużenie kontraktu oznacza, że w 2027 roku Fornaroli połączy obowiązki rezerwowego w Formule 1 z pełnoprawnym programem startowym w WEC, gdzie McLaren stawia pierwsze kroki z Hipersamochodem.
Northern Ireland Open pożegnało Ronnie’ego O’Sullivana już w 1. rundzie. Słynny Anglik uległ 4:3 dużo niżej notowanemu Kai Wai Cheungowi – kwalifikantowi z Hongkongu, który w rankingu światowym zajmuje dopiero 110. miejsce.
Bolało to tym bardziej, że przebieg spotkania długo układał się po myśli Anglika. Prowadził już 3:1 i sprawiał wrażenie, że ma mecz pod kontrolą. Cheung miał jednak inny pomysł na ten wieczór – trzy frejmy z rzędu i komplet potrzebny do odwrócenia wyniku oraz sensacyjnego awansu.
To już trzecia porażka O’Sullivana z rzędu w rozgrywanych turniejach. Wcześniej odpadł w 1. rundzie Shenzhen Open, a jeszcze przed tym zatrzymał się na półfinale Wuhan Open. Seria słabszych występów każe zadać pytanie o formę jednego z najbardziej utytułowanych zawodników w historii dyscypliny.
Baranowski gra dalej, przed nim Chińczyk
Northern Ireland Open ruszyło w niedzielę, a zakończy się w kolejną niedzielę, 25 października. Areną zmagań jest Belfast.
W turnieju wciąż liczy się jedyny reprezentant Polski – Mateusz Baranowski. Polak wygrał 4:3 z dobrze znanym kibicom Anglikiem, Garym Wilsonem. Kolejnego przeciwnika pozna w środę – w 1/16 finału zagra z Chińczykiem Wangiem Xinbo, notowanym w rankingu na miejscu między 84. a 91..
Reprezentacja Polski kobiet w hokeju na lodzie wygrała Europejski Puchar Narodów rozgrywany w Sosnowcu. Po drodze biało-czerwone pokonały Słowenię, Hiszpanię i Wielką Brytanię — a to właśnie Brytyjki przed turniejem były notowane wyżej niż Polki.
Za sukcesem stoi Tomasz Rostkowski, selekcjoner kadry. Turniej w Sosnowcu był dla niego pierwszym sprawdzianem na nowym stanowisku, a czasu na przygotowania miał niewiele: przed zgrupowaniem zdążył przeprowadzić zaledwie trzy treningi z drużyną.
Osiągnęliśmy dobry rezultat. Nie było dużo tych treningów, ale udało nam się wypracować pewne schematy. Dziewczyny chcą się uczyć, chcą się rozwijać. To było dla mnie najważniejsze podczas pierwszego zgrupowania
Statystyki turnieju potwierdzają dominację Polek na lodzie. Przewagę w celnych strzałach miały we wszystkich rozegranych meczach, a w trzech spotkaniach straciły zaledwie dwie bramki. Z postawy bramkarek Rostkowski nie krył zadowolenia.
Wszyscy widzieli, że musimy poprawić skuteczność. Cieszę się, że dziewczyny też już to rozumieją. Praca w klubach i praca w codziennym treningu da rezultaty. Odwrócę sytuację i powiem, że straciliśmy tylko dwie bramki. Bramkarki zrobiły swoją robotę. Będzie mi bardzo ciężko wybrać, kto będzie reprezentować nasz kraj
Jak podkreślił selekcjoner, pierwsze zgrupowanie miało służyć przede wszystkim poznaniu zawodniczek, zbudowaniu wzajemnego zaufania oraz wdrożeniu podstaw jego filozofii gry. To, jak sam przyznaje, dopiero początek długiej drogi.
Myślę, że na te chwilę udało mi się wprowadzić dziewięć procent z tego co bym chciał, w grę drużyny. Dziewczyny są chętne do pracy i rozwoju. Mieliśmy bardzo mało czasu na treningi
Korea Południowa i olimpijskie marzenie
Teraz przed reprezentacją Polski kobiet najważniejszy sprawdzian — mistrzostwa świata Dywizji IB w Korei Południowej. Na drodze biało-czerwonych staną tam Wielka Brytania, Kazachstan, gospodynie z Korei Południowej, Łotwa i Chiny.
Rostkowski zapowiedział, że skład kadry wciąż jest otwarty i zamierza szukać kolejnych zawodniczek.
Selekcja nie jest zamknięta. Będę szukał kolejnych zawodniczek. Szczególnie, że jestem skupiony na rozwoju tej kadry. Chciałbym sprzedać swoją filozofię i swoje założenia gry, jak największej liczbie hokeistek. (…) Zdrowa konkurencja tylko pomoże tej reprezentacji
Selekcjoner nakreślił też cele na różnych horyzontach czasowych — od najbliższych zgrupowań po odległe, osobiste marzenie.
Cele krótkofalowe to poznanie się lepiej i wdrożenie podstaw gry. Troszkę dłuższy cel to dobra gra na mistrzostwach w Korei, a moim prywatnym marzeniem jest udział w grze na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich
Energa Czarni Słupsk przegrali we własnej hali z Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 84:87. Kwarty wyglądały tak: 20:25, 17:24, 24:19, 23:19 — widać z nich, że gospodarze przez większą część meczu gonili wynik, a o wszystkim zdecydowały ostatnie minuty.
To trzecia porażka słupszczan w trzecim meczu sezonu. Bilans drużyny prowadzonej przez trenera Krzysztofa Szablowskiego to teraz 0-3. Stal Ostrów Wielkopolski pod wodzą Andrzeja Urbana zapisała na swoim koncie drugie zwycięstwo i ma już 2-1.
Najwięcej działo się w końcówce. Czarni, przegrywający 75:82, zdołali odrobić straty serią 7-0, a trójka Djordje Dimitrijevicia doprowadziła do remisu. Przez chwilę wyglądało na to, że to Słupsk ma teraz impet i inicjatywę.
Potem jednak przyszła zmiana krycia i wszystko się odwróciło. Jaylin Hunter wymusił faul na Dominiku Grudzińskim i bez pudła wykorzystał trzy rzuty wolne, ustawiając wynik na 85:82. Czarni wciąż mieli szansę na dogrywkę — Keevan Veinot oddał rzut za trzy punkty z dalekiej odległości, który mógł wyrównać stan meczu, ale sędziowie nie dopatrzyli się w tej akcji faulu. Piłka nie wpadła do kosza, a gospodarzom zostało tylko żal i dogrywka, która się nie odbyła.
Bohater meczu i statystyki
Jaylin Hunter zapisał na swoim koncie 19 punktów. Za trzy trafiał słabo, tylko 2 z 10 prób, za to z linii rzutów wolnych był bezbłędny — siedem na siedem, do tego dorzucił siedem asyst. Mocno pomógł też Aleksander Wiśniewski, który w zaledwie 14 minut na parkiecie zdobył 13 punktów, a Jakub Parzeński dołożył dziesięć.
Po stronie Czarnych błyszczał Mason Madsen z 20 punktami na koncie — to jednak nie wystarczyło, by odmienić losy spotkania. W ataku obu drużyn nie brakowało niedokładności: Stal straciła piłkę aż 18 razy, Czarni nieco mniej, bo 10 razy. I mimo tej przewagi statystycznej gospodarzy, to przyjezdni wywieźli ze Słupska komplet punktów.