⚡ Aktualnie:
Ile razy trafiono w światło bramki w Zabrzu? Zero. Górnik – Legia 0:0 Fedor może wrócić do walk. Zdradził, z kim chciałby się zmierzyć Renato Moicano może odejść z UFC. Postawił warunki Polskie ekipy na plus w EuroCupie. Tylko Ślęza nie dała rady Dwa gole młodego napastnika! Poprowadził Unię do wygranej. „Mogę pokazać więcej” Czy Antonelli wzniesie mistrzowskie trofeum? Zapowiedź GP Miasta Meksyk Hamilton czuje się wyjątkowy? „Nigdy nie było nikogo takiego jak ja” Kto zagra w finale PGL Masters Bucharest? FURIA kontra Nemiga, Eternal Fire triumfuje w Stake Ranked 5 George Groves: Fury pierwszym czystym ciosem może skończyć walkę z Joshuą Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Ile razy trafiono w światło bramki w Zabrzu? Zero. Górnik – Legia 0:0 Fedor może wrócić do walk. Zdradził, z kim chciałby się zmierzyć Renato Moicano może odejść z UFC. Postawił warunki Polskie ekipy na plus w EuroCupie. Tylko Ślęza nie dała rady Dwa gole młodego napastnika! Poprowadził Unię do wygranej. „Mogę pokazać więcej” Czy Antonelli wzniesie mistrzowskie trofeum? Zapowiedź GP Miasta Meksyk Hamilton czuje się wyjątkowy? „Nigdy nie było nikogo takiego jak ja” Kto zagra w finale PGL Masters Bucharest? FURIA kontra Nemiga, Eternal Fire triumfuje w Stake Ranked 5 George Groves: Fury pierwszym czystym ciosem może skończyć walkę z Joshuą Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju

„To dużo więcej pracy, niż pamiętam. Może po prostu nie robiłem tego dobrze za pierwszym razem, a teraz tak to się robi” — mówi mezii. Brytyjczyk zdradził, jak naprawdę wygląda siedzenie na miejscu apEX.

Vitality rozpoczęło PGL Masters Bucharest bez apEX. Za niego w składzie zagrał stand-in jL, a dowodzenie wziął na siebie mezii. Dla Brytyjczyka to nic nowego — po raz ostatni prowadził drużynę w czasach gry w Fnatic — choć sam przyznaje, że powrót do roli IGL-a okazał się trudniejszy, niż się spodziewał.

Na tablicy wyników na razie wszystko wygląda dobrze. Vitality pokonało 9z 2-0, a potem The MongolZ, również 2-0. To cztery wygrane mapy z czterech rozegranych na turnieju.

Droga do tego wyniku nie była jednak gładka. Pierwszą serię, przeciwko 9z, mezii opisał jako chaotyczną, pełną problemów do rozwiązywania na bieżąco. Mecz z The MongolZ przebiegł, jego słowami, dużo płynniej — w dużej mierze dzięki temu, że Vitality wiedziało wcześniej, że Cache jest słabym punktem mongolskiej ekipy.

I właśnie na tej mapie, jak mówi mezii, jego rola skurczyła się do minimum. „Nawet nie musiałem za dużo dowodzić na Cache, po prostu wszyscy zabijali, więc myślę, że czasami takie jest życie apEX”.

Inna praca niż w Fnatic

Mezii zaznacza, że dowodzenie Vitality to zupełnie inna sprawa niż jego wcześniejsza kadencja IGL-a w Fnatic. Ma dziś więcej doświadczenia i dużo silniejszy skład wokół siebie niż wtedy. Mimo to stara się trzymać stylu, w jakim prowadziłby drużynę apEX — choć, jak sam przyznaje, często i tak wraca do własnego sposobu gry.

Jest jednak jeden element, którego nie da się po prostu skopiować. Mezii mówi, że w bliskich, wyrównanych meczach apEX umie na bieżąco odbudowywać plan i tworzyć rozwiązania, jakich nie było w przygotowaniach. „Tworzy coś, co nie jest wcześniej przygotowane. Nie ma tego w przygotowaniach, a on musi to robić na bieżąco”.

Obecny skład Vitality gra w nietypowej konfiguracji: ze stand-inem na miejscu jednego z kluczowych zawodników, bez regularnego IGL-a na pozycji lidera i z kilkoma graczami wykonującymi role, w których jeszcze nie czują się w pełni komfortowo.

Mezii nie wyklucza, że dowodzenie zostanie z nim na dłużej. „Staję się starszy, więc może w pewnym momencie będę musiał wykonywać tę pracę, więc zobaczymy” — mówi. Na razie jednak myśli tylko o turnieju w Bukareszcie. „Nie ma presji, żeby musieć dostać się do finałów, musimy to zrobić, musimy podnieść trofeum, ale byłoby miło utrzymać serię trofeów nawet bez apEX” — podsumował.

„Awans do fazy pucharowej daje zaproszenie na ostatni Major 2026 roku” — właśnie o to toczy się teraz gra między szesnastoma zespołami na etapie szwajcarskim PGL Masters Bucharest 2026. Druga runda tego etapu wyłoniła już czwórkę drużyn o krok od awansu. Reszta wciąż balansuje na granicy eliminacji.

Najpewniej przez drugą rundę przeszli FUT, rozbijając Liquid 2-0. Najpierw 13-5 na Cache, potem 13-9 na Dust2 — i FUT ląduje w puli 2-0, wśród zespołów wciąż bez porażki. Liquid, choć w pierwszej rundzie pokonali MOUZ, teraz spadają do puli 1-1.

Bardzo podobnie wyglądał bilans Vitality — 2-0 z The MongolZ i drugie zwycięstwo z rzędu w turnieju. Na Inferno 13-6, na Cache już 13-3 — wynik nie dający The MongolZ żadnych argumentów. Vitality idą do puli 2-0, a The MongolZ, wcześniej pewni siebie po zwycięstwie nad Aurorą, zaliczają pierwszą porażkę w turnieju.

Trzeci zespół z czystym kontem to BetBoom Team, który rozprawił się z Nemigą 2-0. Pierwsza mapa, Anubis, poszła gładko — 13-3. Druga, Mirage, była dużo bardziej wyrównana i rozstrzygnęła się dopiero w ostatniej rundzie regulaminowego czasu gry, 13-11. BetBoom trafia do puli 2-0, Nemiga gra dalej z bilansem 1-1.

Czwarty w tej elitarnej grupie to NAVI — pogromcy FURIA 2-0. Ancient zakończyło się wynikiem 13-10, a Dust2 padło zdecydowanie, 13-5 na korzyść ukraińskiej ekipy.

Walka o przetrwanie w grupie 1-1

Nie każdy mecz drugiej rundy był tak jednostronny. Spirit potrzebowali tego zwycięstwa jak powietrza i dowieźli je, pokonując TYLOO 2-0 — pierwszą wygraną w turnieju. Mirage padło 13-5, Anubis jeszcze wyraźniej, 13-3. Dzięki temu Spirit wyrównują bilans do 1-1, a TYLOO po drugiej porażce spada do puli 0-2, czyli na skraj eliminacji.

Wrócili do gry również MOUZ, którzy po porażce z Liquid pokonali 9z 2-0. Dust2 skończyło się 13-5, Nuke — 13-3. MOUZ awansują do puli 1-1, natomiast 9z z dwiema porażkami na koncie są o krok od wypadnięcia z turnieju.

Aurora zapisała na swoim koncie pierwsze zwycięstwo w turnieju, pokonując G2 Esports 2-0 w meczu, w którym obie mapy wymagały dogrywek. Cache padło 13-11, Inferno rozstrzygnęło się w dogrywce wynikiem 16-14. Aurora wyrównuje bilans do 1-1, a G2 Esports, przegrywając drugi raz z rzędu, schodzi do puli 0-2.

Ale najbardziej dramatyczny mecz rundy rozegrali Legacy i DENDELE. Legacy wygrali 2-0 i osiągnęli bilans 1-1 w fazie grupowej, choć droga do tego zwycięstwa była wyboista — Cache padło 13-9, a Mirage zakończyło się dopiero w trzeciej dogrywce wynikiem 19-17.

Co dalej: harmonogram 26 października

Turniej PGL Masters Bucharest 2026 trwa od 24 do 31 października w Bukareszcie, w Rumunii, a o pulę nagród w wysokości 1 250 000 dolarów walczy szesnaście drużyn. Do fazy pucharowej przejdzie osiem najlepszych zespołów z etapu szwajcarskiego.

26 października zaplanowano osiem meczów, wszystkie w formacie best-of-three. Kibice najbardziej wyczekują starć NAVI z BetBoom Team oraz Vitality z FUT — to właśnie te dwa mecze zdecydują o pierwszych uczestnikach fazy playoff. Od ich wyniku zależy, które z czterech niepokonanych dotąd zespołów trafi od razu do pucharowej fazy turnieju, a które będzie musiało powalczyć o awans w kolejnej rundzie.

Dzień otworzą mecze MongolZ vs MOUZ i Nemiga vs Aurora, obydwa zaplanowane na 09:00 CET. O 12:00 CET zagrają Vitality z FUT oraz 9z z TYLOO. Na 15:00 CET wyznaczono mecze Spirit vs FURIA i Liquid vs Legacy. Dzień zamkną starcia BetBoom Team z NAVI oraz G2 z DENDELE, oba o 18:00 CET. Dla 9z i TYLOO, a także dla G2 i DENDELE, mecze 26 października będą miały charakter eliminacyjny — przegrany odpada z turnieju.

„Oczywiście numer jeden to dostać się do play-offów tutaj, a jeśli jakoś się nie uda, jedziemy do HyperX. Ponieważ potrzebujemy tych zwycięstw na LAN-ach” — tak iM opisał strategię NAVI na nadchodzące tygodnie. Priorytetem jest awans do play-offów PGL Masters Bucharest, a HyperX Retake ma być zabezpieczeniem na wypadek porażki.

NAVI poradziło sobie z G2 na PGL Masters Bucharest, wygrywając dwie mapy. Za zwycięstwo zespół zgarnął 83 punkty Valve i przeskoczył o dziesięć miejsc w globalnym rankingu, lądując na 23. pozycji. Grano na Nuke i Dust2.

Na Nuke NAVI musiało radzić sobie praktycznie bez rozeznania w ustawieniu rywala. „Poszliśmy na ślepo tylko dlatego, że nie znaliśmy pozycji. Ostatecznie odkryliśmy ich pozycje, nie wiem, około szóstej [rundy] może, albo piątej” — tak iM opisał decyzję o wyborze tej mapy. Dust2 sam przyznał, że nie jest najmocniejszą mapą jego zespołu. A jednak NAVI wygrało ją w dogrywce — i to po tym, jak G2 najpierw wymusiło dodatkowe rundy. Stało się to po akcji HeavyGoda, który zdobył podwójne zabójstwo będąc całkowicie oślepiony. HeavyGod gra w barwach NAVI.

Ostrożny optymizm po dobrym starcie

Mimo udanego otwarcia turnieju iM nie pozwala sobie na przedwczesne świętowanie. „Myślę, że było dobrze, ale zaczęliśmy tak samo w EPL, więc nie popełnijmy błędu” — zaznaczył, przywołując wcześniejszy, obiecujący początek ESL Pro League. Jako dowód możliwości zespołu wskazał właśnie występ w Pro League. Dodał przy tym, że NAVI nie czuje presji związanej z wyścigiem o Majora.

Nie wszystko jednak układało się po myśli zespołu. Najbardziej bolesną porażką ostatnich tygodni był dla iM mecz z PARIVISION. „Dość bolesna porażka, można powiedzieć, była przeciwko PARIVISION; szczerze mówiąc, to była nasza gra. Powinniśmy byli wygrać 2-0 na tym Cache” — ocenił, wskazując na mapę Cache jako miejsce straconej szansy.

Cel w Bukareszcie jest jasny. „Staramy się awansować do play-offów tutaj, aby ułatwić sobie życie przed Majorem” — podsumował iM, wiążąc bieżący turniej z szerszą strategią sezonu. Gdyby jednak coś poszło nie tak, zespół ma już zapisany udział w HyperX Retake — LAN-owym turnieju drugiego tieru w Lizbonie — jako plan B. Tego, jak ewentualny udział w tym turnieju wpłynie na obecność NAVI na IEM Beijing, iM nie zdradził.

„System szwajcarski nie wybacza błędów” — ta zasada od soboty będzie ciążyć nad każdą z szesnastu drużyn walczących w Bukareszcie. Po pierwszych meczach grupowych szesnaście zespołów podzieliło się dokładnie na pół: osiem z bilansem 1-0 i osiem z bilansem 0-1. Wyniki rundy otwarcia są już znane, a wraz z nimi pary drugiej rundy fazy grupowej PGL Masters Bucharest 2026.

Najgorętszym starciem dnia będzie mecz FURIA kontra NAVI, zaplanowany na 25 października na 18:00 CET. Obie organizacje wchodzą w ten pojedynek z różnym bagażem po pierwszej rundzie, a przegrana oznacza dla jednej z nich bilans 1-1, dla drugiej zaś niebezpieczne 0-2 w systemie, w którym liczy się każdy mecz. Nie mniej intrygująco wygląda starcie Vitality z The MongolZ, wyznaczone na godzinę wcześniej, 25 października o 12:00 CET.

Pełny harmonogram drugiej rundy

Wszystkie osiem meczów drugiej rundy odbędzie się jednego dnia — 25 października. Dzień otworzą o 09:00 CET dwa pojedynki: Spirit zagra z TYLOO, a FUT zmierzy się z Liquid. O 12:00 CET, równolegle z meczem Vitality – The MongolZ, BETBOOM Team rozegra starcie z Nemigą. Blok o 15:00 CET przyniesie konfrontacje G2 z Aurorą oraz MOUZ z 9z. Na koniec dnia, o 18:00 CET, oprócz hitu FURIA – NAVI rozegrany zostanie także mecz Legacy z DENDELE.

Zasady awansu w fazie grupowej są proste i brutalne jednocześnie: trzy zwycięstwa gwarantują przejście do fazy play-off, trzy porażki oznaczają definitywny koniec turnieju dla danej drużyny. Po drugiej rundzie część zespołów może więc już stanąć pod ścianą — jedna porażka od pożegnania z Bukarestem.

Turniej PGL Masters Bucharest 2026 trwa od 24 do 31 października w stolicy Rumunii. O pulę nagród w wysokości 1 250 000 dolarów rywalizuje szesnaście zespołów, z których do fazy play-off awansuje ostatecznie ósemka najlepszych ze szwajcarskiego etapu. Druga runda grupowa zaczyna więc już teraz kształtować realny obraz walki o miejsca w górnej części tabeli.

„Dwuletni kontrakt miał zapewnić mu względnie spokojną przyszłość” – tak jeszcze niedawno opisywano sytuację Valtteriego Bottasa w Cadillacu. Dziś z tego spokoju zostało niewiele.

Doświadczony Fin, który w przeszłości reprezentował Williamsa, Mercedesa i Alfę Romeo, wrócił do stałej stawki F1 dzięki nowemu amerykańskiemu zespołowi. Jak donosi „The Race”, Cadillac rozważa jednak zmianę kierowcy jeszcze przed kolejnym sezonem. Wątpliwości wobec Bottasa mają wynikać m.in. z nieprzekonujących występów Fina w poszczególnych wyścigach. Samo rozstanie nie byłoby proste – wymagałoby renegocjacji warunków umowy lub wypłaty odszkodowania za przedterminowe zakończenie współpracy.

Herta czeka na jeden punkt

Najpoważniejszym kandydatem do zastąpienia Fina ma być Colton Herta. Amerykanin w ostatnich latach należał do czołówki IndyCar, a w sezonie 2024 wywalczył wicemistrzostwo tej serii, zajmując drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jego nazwisko dobrze wpisuje się też w strategię Cadillaca – jako amerykański zespół może on chcieć mieć w składzie reprezentanta gospodarzy.

Przed sezonem 2026 Herta przeniósł się do Formuły 2, ale jego dotychczasowe wyniki nie spełniły oczekiwań. Kluczową przeszkodą w starcie w F1 pozostaje dla niego superlicencja FIA, niezbędna do startów w królowej motorsportu. Potrzebuje do niej 40 punktów, a brakuje mu już tylko jednego. Amerykanin ma jeszcze wziąć udział w pierwszym treningu F1 przed końcem sezonu, co może pomóc mu spełnić formalne wymagania. Uczestniczył również w zamkniętych testach starszych bolidów F1 w Portimao.

Tsunoda i Ocon w tle

Alternatywą dla Coltona Herty jest Yuki Tsunoda. Japończyk, który wcześniej ścigał się dla zespołów z rodziny Red Bulla, obecnie pełni funkcję kierowcy rezerwowego. Jego przedstawiciele mieli już skontaktować się z Cadillakiem w sprawie ewentualnego kontraktu na sezon 2027.

Z Marcinem Budkowskim, który od kilku tygodni zarządza Cadillakiem, miał też skontaktować się Esteban Ocon. Francuz po sezonie straci miejsce w Haasie. Ocon i Budkowski nie są dla siebie obcy – wcześniej współpracowali w zespole Alpine.

Na razie Cadillac nie podjął oficjalnej decyzji dotyczącej przyszłości Bottasa. Nazwiska Herty, Tsunody i Ocona krążą jednak wokół zespołu na tyle wyraźnie, że spokój, jaki miał dać Finowi dwuletni kontrakt, coraz bardziej przypomina fikcję.

„Franco dostał karę przesunięcia na polach startowych za to, że jest Argentyńczykiem. Prawdopodobnie. Ja dałbym mu taką karę z tego powodu” – powiedział Jeremy Clarkson na antenie Sky Sports. Te słowa 66-letniego prezentera, byłego gospodarza „Top Gear”, zrobiły się głośne jeszcze przed kwalifikacjami do GP USA Formuły 1.

Clarkson pojawił się na żywo w studiu Sky Sports, które stanęło na torze Circuit of the Americas, i tam właśnie rozmawiał o sytuacji przed kwalifikacjami. Wątków było kilka. Oprócz kary dla Franco Colapinto prezenter zdążył wspomnieć spacer Martina Brundle’a po polach startowych, a także związek Lewisa Hamiltona z Kim Kardashian. Największy odzew wywołał jednak akurat fragment o Colapinto – kierowcy Alpine, Argentyńczyku z pochodzenia.

To nie przypadkowa znajomość tematu. Clarkson spędza cały weekend GP USA właśnie z zespołem Alpine[ref:fad:fact-4]. Jego farma leży tuż przy fabryce zespołu w Enstone, a prezenter bywał już wcześniej u pracowników Alpine w ich zakładzie.

Skąd ten żart

Sam Clarkson nie pozostawił wątpliwości, że jego słowa mają konkretny kontekst historyczny. „Ale tak naprawdę wynika to z tego, co wydarzyło się podczas naszej wizyty” – dodał, nawiązując do epizodu z 2014 roku. Wtedy on, James May i Richard Hammond odwiedzili Patagonię, kręcąc jeden z odcinków „Top Gear”. Ten odcinek stał się potem jednym z najbardziej komentowanych w historii programu.

Powód był prozaiczny i jednocześnie wybuchowy. Clarkson prowadził tam samochód Porsche 928 z tablicą rejestracyjną H982 FKL, którą część lokalnej społeczności odczytała jako odniesienie do wojny o Falklandy z 1982 roku. Ekipa programu utrzymywała, że to był czysty przypadek, nie celowy wybór. Mieszkańcy się na to nie dali przekonać – wybuchły protesty, ekipę obrzucono kamieniami, a trójka prezenterów musiała opuścić Argentynę.

Alpine zareagowało na komentarz Clarksona oświadczeniem, w którym nie wymieniło go z nazwiska. „W Alpine wiemy o komentarzach gościa zespołu udzielonych podczas niedawnego wywiadu telewizyjnego w Austin. Franco jest naszym kierowcą i ma nasze pełne wsparcie” – napisał zespół.

Sama kara, o której mówił Clarkson, jest jak najbardziej realna. Colapinto otrzymał przesunięcie o dziesięć pozycji na starcie GP USA. Powodem było użycie przez Alpine czwartego nowego układu elektroniki sterującej w sezonie 2026, co przekroczyło dopuszczalny limit elementów.

„Nie było jednego kluczowego momentu. Po prostu solidna i konsekwentna gra przez sześćdziesiąt minut, a ostatnio nam tego brakowało” — mówił po meczu Patryk Wronka, napastnik GKS-u Katowice i reprezentant Polski.

Podopieczni Jacka Płachty pokonali na wyjeździe ECZD Zagłębie Sosnowiec 3:0. Swoją cegiełkę dołożył też Wronka — zanotował asystę przy otwierającym wynik trafieniu Brocka Bremera.

Napastnik nie wskazywał jednej akcji, która przesądziła o losach meczu. Zamiast tego mówił o dyscyplinie z tyłu boiska. „Myślę, że kluczowa w końcu była gra w tercji defensywnej. Zagraliśmy konsekwentnie, bez paniki i to pozwoliło nam zdobyć ważne trzy punkty na ciężkim terenie. To był klucz do zwycięstwa” — przyznał.

Dla GKS-u te trzy punkty z Sosnowca znaczą więcej, niż sugerowałaby sama tabela. Katowice zajmują szóstą lokatę w lidze, choć rozegrały przy tym o dwa mecze więcej od czołówki. Sam Wronka ucina jednak wszelki przedwczesny entuzjazm. „Jesteśmy na dobrej drodze, aby wyjść na prostą. Takie zwycięstwo w Sosnowcu na pewno nam w tym pomoże, ale po jednym zwycięstwie nie znaczy, że jesteśmy już w idealnej formie. Musimy pracować każdego dnia, bo sezon jest długi, a w niedzielę kolejny ciężki mecz. Musimy być regularni” — podkreślił.

Rewanż za Oświęcim

O tym ciężkim meczu w niedzielę mowa nieprzypadkowo — rywalem będzie Unia Oświęcim. Pierwsze starcie obu zespołów w tym sezonie zakończyło się porażką GKS-u 4:5 po dogrywce. Katowiczanie prowadzili przez dwie tercje, ale nie zdołali dowieźć korzystnego wyniku do końca.

„Zdecydowanie będziemy chcieli u siebie na lodowisku wygrać, tym bardziej że mecz przegrany w Oświęcimiu nas bolał, bo przez dwie tercje prowadziliśmy grę i w tej trzeciej tercji przestaliśmy grać swój hokej. Dzisiaj postaramy się przez sześćdziesiąt minut grać konsekwentnie z chęcią zwycięstwa i lód zweryfikuje, czy to wystarczy” — zapowiedział Wronka.

Gdzieś w tle całego sezonu majaczy jeszcze Turniej Finałowy Pucharu Polski — przed Sylwestrem w Krynicy-Zdroju. Droga tam dla GKS-u nie jest jednak prosta. „Wiemy, że sytuacja jest ciężka, aby pojechać do Krynicy, ale musimy patrzeć z meczu na mecz i przede wszystkim wygrywać, a czy ostatecznie tam pojedziemy, to czas i układ tabeli pokaże! My musimy przede wszystkim wygrywać, a wtedy dobre rzeczy same zaczną przychodzić” — podsumował reprezentant Polski.

„Ta transakcja jest silną i spójną szansą na zabezpieczenie oraz dalszy rozwój kompetencji zakładu w Viry-Chatillon” – powiedział Axel Plasse, wiceprezes Alpine Tech. „Otwiera nowe perspektywy przed pracownikami i działalnością inżynieryjną. To potwierdzenie wieloletniego doświadczenia ośrodka w motorsporcie, szczególnie w Formule 1”.

Renault uzgodniło sprzedaż fabryki silników w Viry-Chatillon belgijskiej firmie Dumarey Group. Francuski koncern, właściciel zespołu Alpine w Formule 1, oddaje więc w ręce belgijskiego gracza ośrodek, który przez kilkadziesiąt lat był centrum programu silników Renault w F1, a przy tym ważnym punktem na mapie francuskiego motorsportu.

Wniosek dotyczący przejęcia trafił do spółki-córki Renault, czyli Alpine Racing. Obie strony analizują teraz całą organizację oraz jej sytuację finansową – cel jest jeden: szybko ustalić dalsze kroki. Transakcja obejmie Alpine Racing SAS z siedzibą w Viry-Chatillon, a także zespoły oraz materialne i niematerialne aktywa niezbędne do prowadzenia działalności zakładu. Sama lokalizacja leży na południowych przedmieściach Paryża.

Dumarey Group specjalizuje się w technologiach i rozwoju układów napędowych oraz komponentów inżynieryjnych dla samochodów produkowanych seryjnie. W komunikacie belgijska firma podkreśliła, że chce zdywersyfikować działalność i wejść do motorsportu. Dumarey oceniła też, że porozumienie może w przyszłości pozwolić wykorzystać doświadczenie Renault w budowie silników F1 na potrzeby zespołów wyścigowych.

Koniec własnego programu silnikowego

Renault zakończyło własny program silnikowy w F1 pod koniec ubiegłego roku. Alpine korzysta teraz z jednostek silnikowych dostarczanych przez Mercedesa. Ta decyzja postawiła pod znakiem zapytania przyszłość setek pracowników zatrudnionych w Viry.

Problem nie dotyczy jednak tylko F1. Alpine kończy udział w długodystansowych mistrzostwach świata WEC pod koniec tego roku. Zakład w Viry zajmował się utrzymaniem i montażem silników produkowanych przez Mecachrome, które napędzają prototypy A424 LMDh w WEC. Renault zrezygnowało z dalszej rywalizacji Alpine w tej serii – podobnie jak wcześniej wycofało się z rozwijania własnych jednostek napędowych dla F1 i odwołało udział Dacii w Rajdzie Dakar.

Fabryczny partner zespołu Alpine, Signatech, chce wystawić samochód A424 w 2027 roku pod inną marką. Po wyścigu 6h Fuji ekipa wydawała się bliska zawarcia porozumienia z chińską firmą Geely, jednak rozmowy miały utknąć w martwym punkcie. Czasu zostaje coraz mniej, bo termin zgłoszeń do sezonu 2027 w klasie Hypercar upływa 25 listopada. Szef Signatech Philippe Sinault od kilku tygodni przekazuje, że przygotowano już wszystkie zasoby potrzebne do kontynuowania programu A424 w przyszłym sezonie – dotyczy to inżynierów, mechaników oraz pozostałego personelu. Nowy zespół będzie jednak musiał podpisać umowy z kierowcami i potwierdzić udział zawodników już związanych z projektem.

Decyzja o sprzedaży zakładu w Viry-Chatillon wpisuje się w szerszą strategię ograniczania kosztów i koncentracji Renault na najbardziej rentownych obszarach działalności. W pierwszej połowie 2026 roku francuski koncern wypracował 30,3 mld euro przychodów oraz 705 mln euro zysku netto, a marża operacyjna wyniosła 5,2 proc. Na cały 2026 rok Renault zakłada marżę operacyjną na poziomie około 5,5 proc. oraz przepływy pieniężne z działalności motoryzacyjnej w wysokości około 1 mld euro.

„Niemiecki napastnik polskiego pochodzenia, Matthias Plachta” w piątek zapisał się na nowej stronie historii klubu, w którym spędził całą swoją karierę. 23 października 2026 roku ustanowił rekord Adler Mannheim pod względem liczby rozegranych meczów.

Do rekordowego występu doszło podczas domowego spotkania z Löwen Frankfurt, rozegranego właśnie 23 października 2026 roku. Adler Mannheim wygrał 3:0. Dla samego Płachty był to już 813. mecz w niemieckiej ekstraklasie PENNY DEL.

Tak 35-letni weteran zdetronizował Marcusa Kinka, wieloletniego kapitana zespołu, dotychczasowego rekordzistę klubu pod względem liczby rozegranych meczów.

Syn reprezentanta Polski, wychowanek Jungadler

Matthias Plachta jest synem Jacka Płachty – byłego reprezentanta i selekcjonera reprezentacji Polski. Urodzony we Fryburgu, pierwsze kroki w hokeju stawiał w młodzieżowej drużynie Jungadler, akademii Adler Mannheim. Seniorski debiut zaliczył w sezonie 2009/10, w starciu z Kölner Haie – i od tamtej pory z klubem się nie rozstał.

Dziś to już nie tylko rekordzista pod względem liczby występów. Napastnik przewodzi też klubowej klasyfikacji wszech czasów pod względem liczby goli, asyst i zdobytych punktów. Niewielu zawodników może pochwalić się tak kompletnym dorobkiem w barwach jednego zespołu.

„Piąta dziurka” – krótko i trafnie, bo właśnie tak można opisać gola Emila Forslunda, jednego z sześciu, które GKS Katowice wbił tego wieczoru Unii Oświęcim. GieKSa pokonała przyjezdnych na własnym lodzie 6:2 w meczu 14. kolejki TAURON Hokej Ligi.

Wicemistrz Polski prowadzony przez trenera Jacka Płachtę nie zostawił rywalom nawet cienia szansy na niespodziankę. Gospodarze dokładali po dwie bramki w każdej z trzech tercji – przewaga rosła więc stopniowo, bez jednego gwałtownego zrywu. Unia odpowiedziała dopiero w ostatniej odsłonie, kiedy losy meczu były już w zasadzie przesądzone.

Początek zapowiadał otwartą, wyrównaną walkę. Już w 1. minucie Severi Immonen najechał lewym skrzydłem i sprawdził czujność bramkarza gości Connora LaCouvée. Dobitkę po jego strzale oddał Kalle Valtola, ale nie trafił w światło bramki. Unia szybko przestała panować nad krążkiem we własnej strefie. W 5. minucie Sameli Ventelä niedokładnie zagrał do Aleksiego Mäkeli, a przejęty krążek trafił do Patryka Wronki. Ten z kolei obsłużył Miro Ruokonena, który otworzył wynik meczu. Sześć minut później było już 2:0 – Pontus Englund huknął z niebieskiej linii i nie dał szans Igorowi Tyczyńskiemu przy drugiej straconej bramce.

Weryfikacja wideo i kontrola gospodarzy

Druga tercja to kolejne ciosy dla przyjezdnych. W 27. minucie Brock Bremer podwyższył prowadzenie na 3:0, choć wcześniej sędziowie musieli sprawdzić akcję w systemie wideo – chodziło o ewentualne przeszkadzanie bramkarzowi. Po analizie gol został uznany. Unia dostała jeszcze szansę na kontrę przy grze w przewadze liczebnej, ale nie zdołała jej wykorzystać. Chwilę potem katowiczanie dołożyli kolejny cios – w 36. minucie Mateusz Michalski precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka ustalił wynik pierwszych dwóch tercji na 4:0.

Dopiero w trzeciej części Unia Oświęcim pokazała, że nie odda meczu bez walki. W 42. minucie Otto Nieminen zjechał z prawego skrzydła do środka i zdobył pierwszą bramkę dla gości. Odpowiedź GKS Katowice przyszła jednak natychmiast. Siedem minut po golu Nieminena Emil Forslund wykorzystał stratę Romana Diukowa i w sytuacji sam na sam z bramkarzem umieścił krążek w okienku, pokonując Igora Tyczyńskiego.

Unia zdołała jeszcze zdobyć kontaktowego gola – Jan Sołtys podholował krążek i zawinął uderzeniem z nadgarstka, ustalając wynik na 5:2. To było jednak ostatnie słowo gości. Punkt za punktem mecz zamknął Patryk Krężołek, najlepszy strzelec obecnego sezonu ligi – trafił uderzeniem bez przyjęcia z prawego bulika po dograniu Joony Monto. Szósta bramka padła przy grze GKS Katowice w przewadze liczebnej i ustaliła ostateczny wynik meczu na 6:2.

Instalacja aplikacji
Pobierz