Liam Lawson startuje z 9. pozycji i nie oddaje jej nikomu od pierwszego okrążenia. Tak wygląda wyścig Racing Bulls w USA – zespół kończy go z pozycją lidera w walce o czoło środka stawki.
Nowozelandczyk trzyma tempo przez cały dystans i finiszuje tam, gdzie wystartował, czyli na 9. miejscu. U Arvida Lindblada niedziela wygląda zupełnie inaczej. Szwed dostaje karę przesunięcia na starcie za wymianę jednostki spalinowej, a na dodatek lekko uszkadza bolid już na pierwszych metrach. Mimo to odrabia dwa miejsca i dojeżdża do mety na 12. pozycji.
Lawson: „Wyjeżdżamy stąd z punktami”
Po wyścigu Lawson nie skrywa zadowolenia. „To był naprawdę udany weekend. Zespół wykonał świetną pracę, wprowadzając do bolidu nowe poprawki, dlatego bardzo się cieszę, że wyjeżdżamy stąd z punktami” – mówi kierowca. Dodaje, że już od piątku czuł się w aucie komfortowo, bo samochód jest obecnie w dobrej formie. Zaznacza jednak, że strata do czołówki wciąż jest wyraźna. „Nadal sporo tracimy do czołówki, ale fakt, że jesteśmy na czele środka stawki i możemy patrzeć przed siebie, należy uznać za pozytyw” – podsumowuje Lawson.
Lindblad ocenia swój wyścig dużo bardziej krytycznie. „Niestety, start nie był taki, jakiego oczekiwałem, i na pierwszym okrążeniu nie udało mi się awansować tak wysoko, jak chciałem” – przyznaje Szwed. Jak tłumaczy, pierwszy przejazd na miękkich oponach dał mu się we znaki, ale sytuacja poprawiła się po zmianie na ogumienie pośrednie. W tym wyścigu zespół postawił na strategię dwóch pit stopów.
Kluczowy moment walki o pozycję to starcie z Franco Colapinto. „Straciłem trochę czasu podczas walki z Franco, przez co musiałem mocno naciskać, żeby dogonić Pierre’a, ale ostatecznie nie udało mi się zmniejszyć dystansu” – relacjonuje Lindblad, mając na myśli pościg za Pierre’em Gasly. Stracony czas nie zmienia jego nastawienia – myśli już o kolejnej rundzie. „Nie mogę się doczekać powrotu na tor i rywalizacji w Meksyku w przyszłym tygodniu” – zapowiada Szwed.