Jak nisko może spaść zespół, który jeszcze niedawno walczył o miejsca w czołowej dziesiątce? W Austin odpowiedź brzmi: niżej, niż ktokolwiek w Williams Racing chciałby przyznać. Alex Albon dojechał do finiszu na 17. miejscu, a Carlos Sainz tuż za nim, na 18. pozycji. Co gorsza, Williams przegrał w tym wyścigu nawet z kierowcami Astona Martina — zespołu, który w tym sezonie rzadko bywał punktem odniesienia dla ambicji brytyjskiej stajni.
Tor w Austin miał być okazją do odrobienia strat. Zaczęło się nieźle: Albon zaliczył dobry start i zyskał kilka pozycji już na pierwszym okrążeniu. Do tego kilka pojedynków z Fernando Alonso, które zespół zamierza jeszcze przeanalizować. Tyle że bolid Thailandczyka doznał drobnych uszkodzeń na samym początku wyścigu, a chwilę później Albon musiał przepuszczać rywali z powodu niebieskich flag podczas przejazdu na twardych oponach — i ten jeden epizod skutecznie zablokował mu możliwość odrabiania strat.
„Wciąż brakuje nam tempa i mamy sporo pracy do wykonania” — podsumował Albon.
Musimy znaleźć więcej przed Meksykiem.
Sainz miał inny powód do frustracji, ale równie dobry. Hiszpan dobrze wystartował z pola startowego, ale został przyciśnięty do ściany. Doszło do kontaktu, w wyniku którego uszkodził przednie skrzydło i musiał zjechać na dodatkowy pit stop — a to kosztowało go cenny czas. Mimo to po naprawie oceniał swoje tempo jako niezłe, biorąc pod uwagę ograniczenia samego bolidu.
Nadzieje skierowane na Meksyk
Oba głosy z Williams zgodnie kierują uwagę na najbliższy wyścig. Sainz uważa, że na torze w Meksyku zespół może być nieco mocniejszy i powalczyć w środku stawki — choć zaraz dodaje zastrzeżenie: w kontekście zdobycia punktów czeka ich jeszcze sporo pracy. Williams deklaruje, że w wyścigu za tydzień w Meksyku chce pokazać lepsze osiągi. Po weekendzie w Austin to deklaracja, którą zespół będzie musiał udowodnić na torze, a nie tylko w komunikatach po wyścigu.