Co może pocieszyć kierowcę po niedzieli spędzonej na końcu peletonu? Sergio Perez odpowiedź znalazł w kalendarzu – bliżej niż się wydaje, już w następnym wyścigu. Kierowcy Cadillaca przez cały wyścig zajmowali ostatnie miejsca w stawce, a Perez sklasyfikowany został na 19. pozycji. Jego kolega z zespołu, Valtteri Bottas, nie dotarł nawet do checkered flag – Fin wypadł z wyścigu przez usterkę techniczną pod koniec zawodów.
Problem Bottasa, jak sam przyznał, najpewniej dotyczył jednostki napędowej, a dał się odczuć nagle – w trakcie hamowania przed pierwszym zakrętem. „Silnik zaczął wydawać niepokojące dźwięki, a później moc przerywała, gdy próbowałem przyspieszać” – relacjonował Fin. W zespole nie krył się bezradności wobec przyczyny awarii. „Na razie nie wiemy, co było przyczyną usterki” – przyznano w Cadillacu.
Różne opony, podobny efekt
Inżynierowie Cadillaca postawili na zróżnicowaną strategię opon dla dwójki kierowców. Bottas wystartował na twardej gumie, Perez – na miękkiej. Mimo odmiennego podejścia efekt końcowy wyszedł podobny: obaj kierowcy zamknęli wyścig na dole tabeli, a jeden z nich nie dojechał do flagi.
Dla Pereza samo tempo bolidu okazało się zaskoczeniem – i to zaskoczeniem na plus. Meksykanin przyznał, że w trakcie wyścigu dystans do rywali był mniejszy, niż się obawiał. Niewielka to pociecha po wyścigu zamkniętym na 19. miejscu, ale w świetle tego, co czeka go za kilka tygodni, nabiera innego wymiaru.
Perez zaliczy bowiem swój 300. start w Formule 1 właśnie podczas Grand Prix Meksyku – wyścigu, który dla niego jest domowym. „Rywalizacja przed własną publicznością zawsze jest czymś wyjątkowym” – powiedział kierowca Cadillaca. Liczy też na wsparcie trybun podczas tego jubileuszowego występu. „Nie mogę się doczekać, by przeżyć tę chwilę razem z kibicami i mam nadzieję, że dam im powód do radości” – zapowiedział Perez.