Poprzeczkę rywalom ustawił tam, gdzie liczyło się to najbardziej – w ostatniej sesji kwalifikacyjnej przed Grand Prix USA. Andrea Kimi Antonelli, mający dopiero 20 lat, wywalczył pole position, choć przez cały weekend treningowy to Ferrari wydawało się nie do zatrzymania.
Przez trzy sesje treningowe włoska stajnia była najszybsza na torze. Wszystko wskazywało więc na to, że o pole position rozegra się walka między jej kierowcami. Problem w tym, że Ferrari od początku sezonu wciąż czeka na pierwsze pole position – a kwalifikacje w USA miały to zmienić.
W Q1 długo dyktował tempo Charles Leclerc, zapisując na liczniku 1:35.200. Dopiero w ostatnich minutach sesji zepchnął go na drugie miejsce Lando Norris, przejeżdżając okrążenie w 1:35.029.
Druga część kwalifikacji zaczęła się od pokazu siły Maxa Verstappena – ten od razu wjechał na czas 1:34.471. Kierowca Red Bull Racing miał wówczas aż 0,362 s przewagi nad Lewisem Hamiltonem. Inicjatywę szybko przejęło jednak Ferrari: Leclerc w drugich przejazdach Q2 zanotował 1:34.18 i wysunął się na prowadzenie. Tuż za nim, ze stratą jedynie 0,080 s, uplasował się Antonelli, a trzeci był George Russell, słabszy od Monakijczyka o 0,107 s.
Antonelli odpowiada w Q3
Decydująca sesja należała jednak do kierowcy Mercedesa. Już w pierwszym przejeździe Q3 Antonelli zjechał z czasem 1:34.035, wyprzedzając Verstappena o 0,179 s. W końcówce sesji niemal nikt z czołówki nie zdołał poprawić swojego wyniku, co przypieczętowało pole position Włocha.
Ten rezultat znaczy więcej niż tylko dobrą pozycję startową. Antonelli może matematycznie zapewnić sobie tytuł mistrzowski już w trakcie weekendu w USA. Scenariusz wymaga jednak konkretnego układu wyników – 20-latek musi wygrać wyścig, a jednocześnie Hamilton i Russell muszą spisać się słabiej niż on. Sytuację ułatwia fakt, że obaj kierowcy Ferrari i Mercedesa, z którymi Antonelli rywalizuje w klasyfikacji, wystartują w niedzielę z dalekich pozycji na starcie.