Zaczęło się niewinnie, od wpisu o Francji. Sean Strickland podzielił się na platformie X krótką refleksją o kraju, który pamiętał z dzieciństwa jako piękne miejsce, gdzie chętnie zjadłby lunch przy Wieży Eiffla. Dziś, jak stwierdził, „nie zapłaciłbyś mi za to, żebym tam pojechał”. Zapytał retorycznie, co się stało. Chwilę później, w tej samej serii wpisów, pojawiła się Polska. Tym razem ton był zupełnie inny.
„Polska jest świetnym przykładem dla nas wszystkich” — napisał mistrz UFC.
To nie pierwszy raz, kiedy Strickland wychodzi poza temat oktagonu. Amerykanin od lat otwarcie prezentuje konserwatywne poglądy, a sprawy polityczne i społeczne komentuje regularnie. Kilka miesięcy przed tą publikacją krytykował Donalda Trumpa i jego administrację, choć wcześniej sam deklarował dla niego poparcie. Jego stanowiska bywają więc zmienne. Rzadko jednak milczy.
Wrocław, który nie doszedł do skutku
Z Polską Stricklanda łączy coś więcej niż jeden wpis w sieci. W 2014 roku miał przylecieć do Wrocławia na galę Professional MMA Challenge 1, gdzie czekał na niego pojedynek z Tomaszem Drwalem. Do walki jednak nie doszło. Niedługo potem Amerykanin związał się z UFC i szybko w nim zadebiutował — organizacją określaną jako największa federacja MMA na świecie.
Dziś Strickland jest mistrzem UFC w wadze średniej. Pas odzyskał w maju 2026 roku, pokonując Khamzata Chimaeva. I właśnie ten status sprawia, że jego słowa — nawet te o polityce międzynarodowej czy pochwałach pod adresem Polski — rozchodzą się szerokim echem w środowisku sportów walki.