5 grudnia w Glendale w stanie Arizona nad ringiem zapłonie kolosalna stawka. Michał Cieślak skrzyżuje rękawice z Davidem Benavidezem – to właśnie ten pojedynek zwieńczy całą galę. Starcie ogłosiła organizacja PBC.
W polsko-amerykańskiej batalii na szali znajdą się aż trzy pasy mistrzowskie. Polak wystawia tytuł WBC w wadze junior ciężkiej, Benavidez odpowiada trofeami WBA i WBO w tej samej kategorii. Kto wygra, wyjdzie z ringu jako niekwestionowany mistrz świata kategorii cruiser.
37-letni pięściarz z Radomia staje przed największym wyzwaniem w karierze. Rywal nie jest przypadkowy – magazyn „The Ring” umieszcza go na piątym miejscu rankingu najlepszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe. Wyżej od „Potwora” są tylko Jesse Rodriguez, Shakur Stevenson, Ołeksandr Usyk oraz Naoya Inoue.
David Benavidez, Amerykanin, nigdy w zawodowej karierze nie przegrał. Z 32 pojedynków aż 26 zakończył przed czasem. Ostatni raz w ringu stanął w maju tego roku – 29-latek znokautował w szóstej rundzie Gilberto Ramireza.
Cieślak buduje swoją pozycję od czerwca ubiegłego roku, kiedy pokonał Jeana Pascala i został tymczasowym mistrzem WBC wagi junior ciężkiej. W tym roku federacja przekształciła go w pełnoprawnego czempiona, bo Noel Mikaelian nie podjął się obrony pasa. WBC od razu zarządziło, że kolejnym rywalem Polaka musi być właśnie Benavidez.
Walka, która wisiała na włosku
Droga do oficjalnego ogłoszenia nie była prosta. Pojawiły się doniesienia, że Anthony Joshua rzekomo miał wycofać się z grudniowego starcia z Tysonem Furym, co groziło zerwaniem pojedynku Cieślak-Benavidez. Jedną z rozważanych opcji zastępstwa dla „AJ” był właśnie Benavidez. Ostatecznie Fury i Joshua doszli do porozumienia, co odblokowało drogę do starcia w Glendale.