W podcaście Nu Silver Arrows Radio Show padło pytanie, które w teorii powinno zawstydzić inżynierów z Brackley: czemu Mercedes, zespół z historią technologicznych innowacji, nie korzysta z obrotowego tylnego skrzydła, kiedy rywale ścigają się z nim od miesięcy? Na to odpowiedział Simone Resta, zastępca dyrektora technicznego zespołu.
Z jego słów wynika, że temat wcale nie był tam nowością. „Mieliśmy tego rodzaju skrzydło na desce kreślarskiej już ponad roku temu” – powiedział Resta. Projekt istniał, przeszedł przez analizy, ale na bolidzie W17 się nie pojawił – zespół odłożył go po własnym rachunku zysków i strat.
Decyzja miała czysto inżynierskie podłoże. Rozwiązanie owszem, zmniejszało opór powietrza, lecz nie bez kosztów. Przy każdym włączeniu trybu Straight Mode bolid traciłby docisk, a to dla Mercedesa było zbyt duże ustępstwo. „Dokładnie przeanalizowaliśmy to rozwiązanie, ale nie było to coś, co zapewniało optymalny kompromis. Nie warto było zatem inwestować w dalszy rozwój czy produkcję właściwych komponentów” – wyjaśnił Resta.
Reszta czołówki poszła w inną stronę
Tymczasem, gdy projekt Mercedesa trafił do szuflady, Ferrari i Red Bull zdążyły wdrożyć obrotowe tylne skrzydło już w pierwszej fazie sezonu. Później dołączył do nich McLaren. Tak Mercedes został jedynym zespołem z czołówki bez tego rozwiązania.
Resta nie zamyka jednak tego tematu raz na zawsze. Jak zaznaczył, wnioski wyciągnięte dziś nie muszą obowiązywać wiecznie – zespół może do tej analizy wrócić i zmienić stanowisko.