Sebastian Przybysz, były mistrz wagi koguciej KSW, po sobotniej gali XTB KSW 122 usiadł do obszernej rozmowy z portalem InTheCage.pl. 33-letni zawodnik nie owijał w bawełnę. Mówił o terapii, o ciężkim okresie w życiu i o tym, że domaga się kolejnej szansy na pas.
Urodzony w Gdańsku zawodnik od jakiegoś czasu mieszka już w Warszawie, gdzie przygotowuje się do walk pod szyldem WCA Fight Team. Przeprowadzka i zmiana obozu treningowego zbiegły się w czasie z osobistymi wyznaniami, które padły w rozmowie tuż po gali.
„Chodzę też na terapię od dłuższego czasu” – przyznał zawodnik.
„Miałem swój bardzo ciężki moment, po którym musiałem się trochę pozbierać”.
Nie krył przy tym, że po takim doświadczeniu nie ma zamiaru wracać do wizerunku, jaki kibice znali wcześniej. Zwrócił się wprost do internetowych krytyków, odpowiadając na zarzuty o zniknięcie dawnego, ugrzecznionego obrazu.
„No i wiem, że tam pięciu płaczków z Twittera mi napisze, nie zesraj się, ale szczerze chłopaki, mam was w pi*dzie, nie?”
Rachunki do wyrównania
Sportowo ma za sobą solidny bilans: 15 zwycięstw, 5 porażek i 1 remis w karierze MMA. W ostatnim starciu pokonał Edgarsa Skriversa jednogłośną decyzją sędziów i tym samym wrócił do klatki KSW. Wcześniej zapisał na swoim koncie także wygrane z Bruno Azevedo i Marcello Morellim.
Przed tym powrotem było jednak bolesne potknięcie – Przybysz przegrał niejednogłośnie na punkty z Vitaliim Yakymenką, tracąc w tym starciu pas mistrzowski wagi koguciej KSW. To właśnie ta porażka stoi dziś za jego żądaniem rewanżu.
Zawodnik przypomniał, że od lat należy do ścisłej czołówki kategorii koguciej i dwukrotnie zasiadał na tronie mistrzowskim. Jego zdaniem to wystarczający argument, by dostać kolejną szansę na walkę o pas.
„Przez lata jestem w czołówce tej kategorii wagowej. Byłem dwukrotnie mistrzem”.
Dla Przybysza KSW 122 to więc nie tylko kolejny wpis w karierze, ale i moment, w którym otwarcie stawia warunki powrotu na szczyt – zarówno w klatce, jak i poza nią.