Siedmiokrotny mistrz świata rusza z trzeciego pola. Kończy wyścig na szóstym miejscu. Jego kolega z zespołu w tym samym czasie staje na podium. Dlaczego? Odpowiedź z GP Singapuru nie dotyczy już tylko tempa bolidu – dotyczy zaufania.
Lewis Hamilton ruszał w Singapurze z trzeciego pola startowego, ale na metę dojechał jako szósty. Charles Leclerc, jego partner z Ferrari, finiszował w tym samym wyścigu drugi, zaraz za Maxem Verstappenem. Różnica w punktach mówi sama za siebie: osiem „oczek” dla Brytyjczyka wobec osiemnastu dla Monakijczyka.
Karun Chandhok, były kierowca Formuły 1, dziś komentator Sky Sports, nie szukał dyplomatycznych sformułowań. „Myślę, że potrzebują jakiegoś resetu” – powiedział o relacji Hamiltona z Ferrari.
Zaufanie już wcześniej było nieco nadwyrężone, a w Singapurze Hamilton wyraźnie zdecydował, że nie zaufa decyzji zespołu. Myślę, że był zirytowany, ponieważ Ferrari popełniło kilka błędów.
Korzenie napięcia trzeba szukać tydzień wcześniej, na GP Bahrajnu rozgrywanym w Malezji. Tam Ferrari źle odczytało warunki pogodowe. Hamilton wystartował na oponach typu slick mimo mokrej nawierzchni i musiał gonić stratę, podczas gdy rywale na odpowiednim ogumieniu zyskiwali nad nim sekundy na okrążenie. Sam przyznał później, że liczył na inną strategię. „Oczywiście chciałem wystartować na oponach przejściowych, ale trzy inne osoby z zespołu odwiodły mnie od tego pomysłu. Odbyliśmy spotkanie i podjęliśmy decyzję. Przekonali mnie, żeby w Malezji wybrać slicki” – wyjaśnił Hamilton.
Singapur: Hamilton bierze sprawy w swoje ręce
W Singapurze role się odwróciły. Brytyjczyk wystartował na oponach pośrednich i jako pierwszy z czołówki zjechał do alei serwisowej. Spośród siedmiu najwyżej sklasyfikowanych kierowców tylko on zaczął wyścig na pośrednich i pierwszy wykonał pit-stop. Potem, wbrew zaleceniom zespołu, zrezygnował z kolejnej zmiany ogumienia. Efekt? Odwrotny od zamierzonego. Pod koniec wyścigu zabrakło mu tempa na zużytych oponach, a on sam spadł na szóste miejsce.
Gdy emocje opadły, Hamilton przyznał się do błędu bez owijania w bawełnę. Przeprosił Ferrari, tłumacząc, że to on wybrał niestandardową strategię i zdecydował się nie zjeżdżać do boksu podczas wirtualnego samochodu bezpieczeństwa.
Dzień wcześniej, w czwartek przed wyścigiem, bronił jeszcze zespołu przed falą krytyki. „Nie rozumiem, dlaczego Ferrari jest krytykowane bardziej niż ktokolwiek inny. McLaren w Malezji również wystartował na oponach typu slick. Nie wiem, dlaczego krytykuje się nas bardziej niż innych” – mówił w strefie medialnej.
Chandhok układa z tego spójną historię: kierowca, który po błędach zespołu w Malezji zaczął wątpić w podejmowane przez niego decyzje, a w Singapurze postawił na własną ocenę sytuacji. Dla siedmiokrotnego mistrza świata to sytuacja nietypowa – dotąd rzadko sam przejmował kontrolę nad strategią wbrew inżynierom.