Prokuratura przeszła przez materiały publikowane na kanałach związanych z federacją GROMDA – promocje, wpisy, nagrania – sprawdzając, czy nie doszło tam do złamania prawa. Śledczych interesuje jedno: czy te publikacje mogły nawoływać do nienawiści i przemocy wobec osób innej narodowości, pochodzenia etnicznego czy rasy. Jak twierdzi prokuratura, część analizowanych treści miała wydźwięk ksenofobiczny i rasistowski, również w odniesieniu do Ukraińców i migrantów.
Sprawa zyskała na wadze po pobiciu pary Ukraińców we Wrocławiu – zdarzeniu, które odbiło się szerokim echem w środowisku sportów walki. Wśród podejrzanych o udział w napaści jest Adam C., znany szerzej jako „Cycu”, wcześniej walczący na galach GROMDY. Właściciel organizacji, Mariusz Grabowski, nie zostawił na zachowaniu napastników suchej nitki.
Internetowa działalność podmiotów powiązanych z GROMDĄ trafiła natomiast do osobnego postępowania. We wrześniu służby przeprowadziły w jego ramach przeszukania w kilku miejscach w Polsce. U Mariusza Grabowskiego czynności zaczęły się o szóstej rano.
Grabowski: lepiej było zadzwonić
Szef GROMDY opisał całą sytuację na kanale „GROMDA” na YouTube. Jego zdaniem wystarczyłoby zadzwonić i zapytać, jakie materiały są potrzebne – zamiast urządzać nalot.
„Ta sytuacja i pukanie o 6:00 rano… Ja powiem szczerze, że tutaj lepiej było zadzwonić, zapytać i po prostu my byśmy wszystko dali, bo my nie jesteśmy przeciwko nikomu… My po prostu chcemy robić sport i ten sport jest dla nas najważniejszy, my tutaj nie idziemy w politykę”.
Grabowski zapewnia, że oddałby wszystko, o co poprosiłyby go służby, bez żadnych oporów. Nie rozumie tylko jednego: czego szukano w jego telefonie, jeśli sprawa dotyczy treści, które i tak są publicznie dostępne w sieci.
„Jak się czujesz pewny siebie, nic nie zrobiłeś, to po prostu nie musisz się niczego obawiać. Tutaj w dzisiejszych czasach chce się zrobić w jakiś tam sposób jakąś szopkę, żeby po prostu pokazać, że ktoś jest zły… Przypisywanie nam jakiś rzeczy, które tak naprawdę nigdy nie miały miejsca, no to jest słabe. Dziwię się, że w tej sytuacji rozchodziło się o materiały publicznie dostępne… no to ja nie wiem, kto szukał i co chciał znaleźć w moim telefonie, jeśli mówimy o materiałach publicznie dostępnych… No ale wiadomo, służby działają, taka ich rola, po prostu muszą wyjaśnić tę sprawę”.
Grabowski twierdzi, że zachowuje spokój – kto jest przekonany o własnej niewinności, nie ma powodu bać się wyjaśniania sprawy. Dodaje jednak przy tym, że służby mają swoją rolę i muszą wykonać niezbędne czynności.