Mer Kijowa stoi przed kamerą. Mówi o froncie, na którym sam regularnie bywa. Tyle że pytanie, jakie mu zadano, nie dotyczyło jego – dotyczyło dzieci. Dlaczego żadne z nich nie walczy w wojnie, która toczy się na Ukrainie już piąty rok?
Witalij Kliczko nie owijał w bawełnę. „Moje dzieci nigdy nie mieszkały na Ukrainie. Urodziły się w Ameryce i studiowały w Europie lub Ameryce” – oświadczył. I właśnie taki życiorys – dzieci wpływowych ludzi mieszkające poza krajem, bez żadnego kontaktu z wojną – stoi za gorzkim określeniem „Batalion Monako” albo „Batalion Londyn”, którym wielu Ukraińców określa potomków elit.
Kliczko, cytowany przez sport.ua, starał się oddzielić swoją historię od tego kontekstu. „Spędziłem dużo czasu poza Ukrainą, ale wróciłem tutaj, bo to mój kraj i moje korzenie. To była moja własna decyzja” – powiedział. Merem Kijowa jest od 2014 roku. To on zdecydował się zostać w mieście, które od lat znajduje się w centrum wojennej narracji – nie jego dzieci.
„Nie szukam śmierci, ale strach przed nią mnie nie powstrzymuje”
Najmocniejszy fragment jego odpowiedzi nie dotyczył wcale dzieci, lecz jego samego. „Często powtarza się, że aby zakończyć wojnę, dzieci tych, którzy podejmują decyzje, powinny iść na front. Co do mnie, mogę powiedzieć z całą pewnością jedno: sam regularnie znajduję się na linii frontu. Nie szukam śmierci, ale strach przed nią mnie nie powstrzymuje” – przyznał.
„Znam ludzi biznesu, których synowie i córki bronią Ukrainy, ale są też tacy, których dzieci nie walczą. Nie powinniśmy więc wrzucać wszystkich do jednego worka” – dodał Kliczko.
Brzmi to jak próba uprzedzenia krytyki, zanim ta zdąży przerodzić się w kolejną falę oskarżeń o hipokryzję elit. 55-letni Kliczko wie, jak działa opinia publiczna – wie to z doświadczenia. Przez dekady był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy ukraińskiego sportu, posiadaczem pasów mistrzowskich WBC i WBO. W karierze bokserskiej nigdy nie trafił na deski, wygrywając 45 z 47 walk. Teraz musi bronić się na zupełnie innym ringu. Tam liczy się nie siła uderzenia, a wiarygodność.