9:04 czasu polskiego. Na torze w Malezji, gdzie wyjątkowo rozgrywany jest Grand Prix Bahrajnu, wjeżdża samochód medyczny. Jego raport nie pozostawia wątpliwości — na asfalcie zalega duża ilość stojącej wody. Start wyścigu, zaplanowany zgodnie z pierwotnym harmonogramem, trzeba odłożyć — winny jest ulewny deszcz.
Dla tego toru nie jest to żadna nowość. Region Kuala Lumpur leży w klimacie równikowym, a gwałtowne popołudniowe ulewy to tu codzienność, nie wyjątek. I właśnie z tego powodu rywalizację na tym obiekcie przerywano już wiele razy wcześniej.
Jeszcze w piątek i sobotę było inaczej. Mimo że ryzyko opadów wisiało w powietrzu, kierowcy jeździli wyłącznie na suchych, gładkich oponach. Opony przejściowe trafiły na samochody dopiero na okrążeniach wyjazdowych tuż przed startem — zespoły wyczuły zmianę aury w ostatniej chwili.
Decydujący moment nadszedł 20 minut przed planowanym startem. Ulewa przybrała wtedy na sile, i FIA nie miała już wyboru — rozpoczęcie wyścigu trzeba było przełożyć.
Godzina po godzinie
W komunikacie wydanym o 9:04 organizatorzy nie dawali powodów do optymizmu: poprawy warunków na torze nie oczekiwano w ciągu najbliższych 10 minut. Dwadzieścia minut później, o 9:24, ton się zmienił — Formuła 1 zaczęła spodziewać się złagodzenia opadów w ciągu najbliższych pięciu minut. Samochód medyczny wciąż jednak krążył po mokrym torze.
O 9:32 przyszedł pierwszy konkretny sygnał: ogłoszono godzinę rozpoczęcia okrążenia formującego. Procedura startowa miała ruszyć o 15:40 czasu lokalnego, czyli 9:40 w Polsce. Plan nie przetrwał jednak próby czasu. W aktualizacji o 9:50 padła informacja, że procedura startowa została zawieszona.